11.3.14

Rozdział 6

Mój pierwszy dzień, jako seniorka.
Czemu oczekiwałam, że w tym roku będzie inaczej? Idę na zajęcia, widzę tych samych ludzi, ledwie rozmawiam z kimkolwiek prócz Lauren.
Dobra, mogłabym chodzić korytarzami Hidden Cove High z moim chłopakiem. Zamiast tego jestem tylko ja i Lauren, przepychające się przez tłum z opuszczonymi głowami. Żadna z nas nie jest zbyt cierpliwa i nie mamy problemu z odpychaniem ludzi na bok.
Tak, jesteśmy w tym samym cyklu miesiączkowym.
Jeszcze nie widziałam ani Matta, ani Rachel, ale wiem, że wszyscy mamy pana Tannera na angielskim. Rozważam pominięcie lekcji, ale jaki jest sens opóźniania nieuniknionego?
- Będziesz udzielała korepetycji w tym roku? – pytam Lauren, gdy zatrzymujemy się przy jej szafce.
Robi minę, ściągając kurtkę. – Nie wiem. Zależy od pana Tannera. Słyszałam, że jest palantem i zawsze kaszle ludziom prosto w twarz.
- Obrzydliwe. Usiądźmy z tyłu.
- Nie ma sprawy. – Lauren zamyka szafkę i patrzy na mnie oceniająco. – Jesteś gotowa?
Przygryzam nerwowo wargę i opieram się o szafkę. – Sama nie wiem – przyznaję. – Słyszałaś coś? Czy ktoś o tym gada?
- Kilku ludzi – odpowiada szczerze. – Brooklynn rano zapytała mnie czy to prawda.
- Ugh. Matt podobał jej się od ósmej klasy. Co jej powiedziałaś?
- Powiedziałam, że powinna zapytać ciebie, jeżeli naprawdę jest taka wścibska.
Śmieję się. – Widziałam ją na stołówce, ale nie odezwała się do mnie. Widziałam też Danny’ego, ale powiedział tylko do mnie „niezłe cycki”.
- Oto promyk nadziei – mówi Lauren z uśmiechem. – Już nie będziesz musiała znosić tego idioty.
- Prawda. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Matt się z nim przyjaźni. To taki dziwaczny zboczeniec. – Gniew zaczyna gotować mi się w żyłach. – Albo może mają więcej wspólnego niż sobie wyobrażałam.
Kierujemy się na zajęcia angielskiego. Umięśniony brązowowłosy chłopak uśmiecha się do Lauren, jak go mijamy. – Cześć, Lauren.
Lauren kiwa głową na powitanie. On idzie w przeciwną stronę, a ja odwracam się do niej z rozszerzonymi oczami. – To był Chase? Wow, urósł przez wakacje! Musiał też ćwiczyć.
Lauren wzrusza obojętnie ramionami. – Widziałam go wczoraj w sklepie. Mówił, że pomagał swojemu wujkowi przy jego gospodarstwie.
Ostrożnie przyglądam się jej twarzy, ale nie ukazuje ona żadnych emocji. Wiem, że Chase ją lubi, ale czy ona lubi jego – zwłaszcza teraz, kiedy jest nowy oraz ulepszony? Z Lauren trudno powiedzieć.
Dobra, prawie jesteśmy w klasie. No to jazda.
Pomieszczenie jest zapełnione w połowie. Pana Tannera jeszcze nie ma, więc dzieciaki wałęsają się, gawędząc ze sobą.
Natychmiast dostrzegam Matta. W połowie siedzi i opiera się o ławkę, rozmawiając z ożywieniem z Fitzem Carvallio. Rachel przyciska się do niego plecami, a on obejmuje ją ramionami.
To jest poza pary, zaznajomionej i zbliżonej ze sobą. Widząc ich tak czuję się, jakbym została spoliczkowana. Szybko odwracam głowę.
Lauren klepie mnie po ramieniu, wskazując na tył klasy. Idę za nią z wdzięcznością. Czy to moja wyobraźnia, czy właśnie zrobiło się tutaj ciszej? Rzucam swoje rzeczy na ławkę, uważając, żeby nie nawiązać z nikim kontaktu wzrokowego.
- Nikt nie patrzy – mruczy pod nosem Lauren.
Wzdycham z ulgą. Nie mogę się powstrzymać od zerknięcia na Matta spod rzęs. Rachel już nie opiera się o niego, tylko stoi obok, a on krzyżuje niezręcznie ramiona, umyślnie nie patrząc w moim kierunku.
Świetnie.
Z jakiegoś powodu Zane pojawia się w mojej głowie. Wspominam mówienie mu o tym, czego nie lubiłam w Matcie. Wtedy powtarzam w umyśle scenę, gdzie Matt rozmawiał z Fitzem, a Rachel przytulała się do niego – tyle że, tym razem widzę, jak on pluje w jej włosy, jak mówi.
Zaczynam się śmiać. Zakrywam usta dłońmi, zagłuszając dźwięk, ale tak mocno chichoczę, że zaczynają łzawić mi oczy. Lauren spogląda na mnie z niepokojem, lecz potrząsam tylko głową. Wyobrażam sobie Matta i Rachel wyciągających ramiona, pokazujących pasujące do siebie bransoletki najlepszych przyjaciół na zawsze – oba nadgarstki są tak szczupłe i kruche, że nie można się połapać, do kogo należą.
Potem widzę siebie łamiącą ten delikatny nadgarstek i Matta krzyczącego „Arrgh, człowieku! Dlaczego to zrobiłaś?! Już nigdy więcej nie zdołam mieć mojej barbie!”.
Nie wiem dlaczego. Moja wyobraźnia jest dziwnym miejscem, dobra?
Przynajmniej teraz czuję się trochę lepiej.
Pojawia się w końcu nauczyciel, lecz nie jest to pulchny, chrapliwie oddychający pan Tanner. Bardzo młodo wyglądający, bardzo przystojny facet z truskawkowo-blond włosami, okularami i krótką brodą przedstawia się, jako pan Jensen, zastępca za pana Tannera. Zauważam, że niektóre dziewczyny uważnie przyglądają mu się, jak mówi.
- Przejdziemy przez program nauczania, żebyście wiedzieli, czego spodziewać się w tym roku. Potem wszyscy możecie się przedstawić, a ja będę udawał, że słucham – mówi pan Jensen z niefrasobliwym uśmiechem.
Wymieniam z Lauren zdołowane spojrzenia. Nienawidzimy występów w klasie i mówienia o sobie. Lauren zawsze mówi za cicho, a ja kończę brzmiąc na psychiczną.
- Lauren Cooper.
Lauren wywraca do mnie oczami i podnosi się z ławki. – Jestem Lauren – mamrocze i tylko to mogę rozróżnić – a siedzę tuż obok niej.
- Mów głośniej, Lauren. Nie czytam z ruchu warg – mówi pan Jensen. Jego ładne piwne oczy migoczą za okularami.
Lauren piorunuje go wzrokiem, wyglądając jak wkurzony kotek. – Jestem Lauren – mówi gniewnie. Opada na swoje krzesło.
- Dooobra, sądzę, że to ustaliliśmy. Zechcesz powiedzieć nam coś jeszcze?
- Nie.
Nie wiem jak nie dostaje jej się za takie mówienie do nauczycieli, ale zawsze tak jest. Może to, dlatego że wygląda tak uroczo, kiedy jest wściekła. Nawet włosy uroczo jej stają.
Jakby rekompensując szorstkość Lauren, wszyscy inni wydają się być w trybie super gadki. Kiedy jest kolej Matta, mówi swoim śmiesznym „australijskim” akcentem. Ludzie śmieją się, ale ja krzywię się z zażenowania.
- …i są to moje najlepsze wakacje, bo zakochałem się w tej pięknej kobitce.
Uśmiech Matta jest szeroki, gdy dramatycznie wskazuje na zaczerwienioną Rachel siedzącą z nim w ławce.
Opada mi szczęka. Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu ogłosił to w klasie!
Wszyscy patrzą na moją reakcję. Mocno się rumieniąc, wpatruję się w zadrapaną powierzchnię ławki.
- Dupek – mówi dość wyraźnie Lauren.
- Słucham, Lauren? – mówi pan Jensen. – Postanowiłaś, że jednak chcesz czymś się podzielić?
- Nie.
Nie podnoszę wzroku. Łzy upokorzenia grożą wylaniem, więc trzymam oczy szeroko otwarte, czekając aż wyschną.
Jak mógł to zrobić? Co, nagle już nie obchodzą go moje uczucia? Muszę zastanowić się czy zawsze był takim dupkiem, czy stracenie dziewictwa usmażyło coś w jego móżdżku?
Nienawidzę go. Nienawidzę jej!
- Violet Mercer.
Świetnie.
Nie kłopoczę się wstaniem. – Jestem Violet – warczę. – Myślałam, że straciłam coś tego lata, ale właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdy tego nie potrzebowałam.
Zupełna cisza.
W pewnej chwili ktoś mruczy. – Ona mówi o swoim dziewictwie?
Z perspektywy czasu stwierdzam, że lepiej mogłam to sformułować.
Dzięki Bogu dzień się skończył. Jestem wyczerpana, jakbym przeszła wojnę. Chcę tylko położyć się w łóżku i wypłakać łzy, użalając się nad sobą. A potem zamówić pizzę z dużą ilością mięsa. Umieram z głodu!
- Muszę wziąć kurtkę z szafki – przypomina mi Lauren, gdy ruszam prosto w kierunku drzwi.
Wzdycham, zmieniając kierunek. – Okej.
W drodze tam, słyszę jak ktoś mnie woła. To Kim Marshall, młodsza siostra Matta.
Lubię Kim. Tak jak jej brat, zawsze jest łagodna i pogodna. Zna wszystkie najnowsze plotki, ale sama żadnych nie rozpowiada.
- Violet, tylko dlatego że mój brat jest olbrzymim palantem, mam nadzieję, że nie znaczy to, że nie możemy być już przyjaciółkami – mówi Kim z zaniepokojonym wyrazem na ładnej twarzy.
- Oczywiście, że nie – zapewniam ją. – I tak zawsze bardziej ciebie lubiłam.
Kim śmieje się, kiwając głową. – Wiesz, każdy mówi Mattowi, że byłaś dla niego zbyt seksowna, więc dobrze, że się zdegradował. Nie mogę uwierzyć jemu i Rachel!
Wzruszam ramionami. Co mogę na to powiedzieć?
- Och, i słyszałam, że wasz zastępca angielskiego jest całkiem seksowny – mówi, otwierając jej szafkę.
- Jest w porządku – mówię.
- Nie lubię go – mówi beznamiętnie Lauren. – Ale ty pewnie byś polubiła, Kim. Jest blondynem i trochę zarośnięty.
Każdy wie, że Kim ma słabość do zarośniętych blondynów. Wystarczy tylko spojrzeć na jej szafkę – jest obklejona zdjęciami piosenkarza Aidena Crossa i Johna Hellera – jakiegoś zapaśnika WWE, jak przypuszczam ze zdjęć. Aiden Cross jest wspaniały, a jego głos zdumiewa – tak jak jego ponuro piękne piosenki. Ale ten drugi facet wygląda strasznie, od wielkich napiętych mięśni po krwiożercze spojrzenie morskich oczu. Kim ma obsesję na punkcie ich obu.
- Hmm, może będę musiała któregoś dnia odwiedzić waszą klasę – mówi, poruszając brwiami. – Dobra, idę do pracy u Freezy Pete’a. Kiedyś powinnyście tam wpaść. Moja zmiana kończy się o dziewiątej.
Zgadzamy odwiedzić ją niedługo, potem żegnamy się i kieruję się razem z Lauren na parking.
Czuję się lepiej po rozmowie z Kim. Cieszę się, że ona nadal chce się ze mną przyjaźnić, pomimo mojej nienawiści do jej brata. Zastanawiam się czy będzie również żyć w przyjaźni z Rachel?
Nie. Szybko wyrzucam tę myśl z głowy. To nie moje zmartwienie.
- Przynajmniej poradziłaś sobie z tym pierwszym niezręcznym starciem – mówi Lauren, jak wsiadamy do mojego auta.
- Taa – wzdycham. – A teraz wszyscy myślą, że straciłam dziewictwo. Czuję, że będzie to wspaniały rok.
- Och, V – mówi pocieszająco. – I tak większość ludzi myślało, że już dawno je straciłaś.

Świetnie. Dzięki, Lauren. Zawsze mogę liczyć na moją najlepszą przyjaciółkę, żeby poprawiła mi humor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz