Mój pierwszy
dzień, jako seniorka.
Czemu
oczekiwałam, że w tym roku będzie inaczej? Idę na zajęcia, widzę tych samych
ludzi, ledwie rozmawiam z kimkolwiek prócz Lauren.
Dobra,
mogłabym chodzić korytarzami Hidden Cove High z moim chłopakiem. Zamiast tego
jestem tylko ja i Lauren, przepychające się przez tłum z opuszczonymi głowami.
Żadna z nas nie jest zbyt cierpliwa i nie mamy problemu z odpychaniem ludzi na
bok.
Tak,
jesteśmy w tym samym cyklu miesiączkowym.
Jeszcze nie
widziałam ani Matta, ani Rachel, ale wiem, że wszyscy mamy pana Tannera na
angielskim. Rozważam pominięcie lekcji, ale jaki jest sens opóźniania
nieuniknionego?
- Będziesz
udzielała korepetycji w tym roku? – pytam Lauren, gdy zatrzymujemy się przy jej
szafce.
Robi minę,
ściągając kurtkę. – Nie wiem. Zależy od pana Tannera. Słyszałam, że jest
palantem i zawsze kaszle ludziom prosto w twarz.
-
Obrzydliwe. Usiądźmy z tyłu.
- Nie ma
sprawy. – Lauren zamyka szafkę i patrzy na mnie oceniająco. – Jesteś gotowa?
Przygryzam
nerwowo wargę i opieram się o szafkę. – Sama nie wiem – przyznaję. – Słyszałaś
coś? Czy ktoś o tym gada?
- Kilku
ludzi – odpowiada szczerze. – Brooklynn rano zapytała mnie czy to prawda.
- Ugh. Matt
podobał jej się od ósmej klasy. Co jej powiedziałaś?
-
Powiedziałam, że powinna zapytać ciebie, jeżeli naprawdę jest taka wścibska.
Śmieję się.
– Widziałam ją na stołówce, ale nie odezwała się do mnie. Widziałam też
Danny’ego, ale powiedział tylko do mnie „niezłe cycki”.
- Oto promyk
nadziei – mówi Lauren z uśmiechem. – Już nie będziesz musiała znosić tego
idioty.
- Prawda.
Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Matt się z nim przyjaźni. To taki dziwaczny
zboczeniec. – Gniew zaczyna gotować mi się w żyłach. – Albo może mają więcej
wspólnego niż sobie wyobrażałam.
Kierujemy
się na zajęcia angielskiego. Umięśniony brązowowłosy chłopak uśmiecha się do
Lauren, jak go mijamy. – Cześć, Lauren.
Lauren kiwa
głową na powitanie. On idzie w przeciwną stronę, a ja odwracam się do niej z
rozszerzonymi oczami. – To był Chase? Wow, urósł przez wakacje! Musiał też
ćwiczyć.
Lauren
wzrusza obojętnie ramionami. – Widziałam go wczoraj w sklepie. Mówił, że
pomagał swojemu wujkowi przy jego gospodarstwie.
Ostrożnie
przyglądam się jej twarzy, ale nie ukazuje ona żadnych emocji. Wiem, że Chase
ją lubi, ale czy ona lubi jego – zwłaszcza teraz, kiedy jest nowy oraz
ulepszony? Z Lauren trudno powiedzieć.
Dobra,
prawie jesteśmy w klasie. No to jazda.
Pomieszczenie
jest zapełnione w połowie. Pana Tannera jeszcze nie ma, więc dzieciaki wałęsają
się, gawędząc ze sobą.
Natychmiast
dostrzegam Matta. W połowie siedzi i opiera się o ławkę, rozmawiając z
ożywieniem z Fitzem Carvallio. Rachel przyciska się do niego plecami, a on
obejmuje ją ramionami.
To jest poza
pary, zaznajomionej i zbliżonej ze sobą. Widząc ich tak czuję się, jakbym
została spoliczkowana. Szybko odwracam głowę.
Lauren
klepie mnie po ramieniu, wskazując na tył klasy. Idę za nią z wdzięcznością.
Czy to moja wyobraźnia, czy właśnie zrobiło się tutaj ciszej? Rzucam swoje
rzeczy na ławkę, uważając, żeby nie nawiązać z nikim kontaktu wzrokowego.
- Nikt nie
patrzy – mruczy pod nosem Lauren.
Wzdycham z
ulgą. Nie mogę się powstrzymać od zerknięcia na Matta spod rzęs. Rachel już nie
opiera się o niego, tylko stoi obok, a on krzyżuje niezręcznie ramiona,
umyślnie nie patrząc w moim kierunku.
Świetnie.
Z jakiegoś
powodu Zane pojawia się w mojej głowie. Wspominam mówienie mu o tym, czego nie
lubiłam w Matcie. Wtedy powtarzam w umyśle scenę, gdzie Matt rozmawiał z
Fitzem, a Rachel przytulała się do niego – tyle że, tym razem widzę, jak on
pluje w jej włosy, jak mówi.
Zaczynam się
śmiać. Zakrywam usta dłońmi, zagłuszając dźwięk, ale tak mocno chichoczę, że
zaczynają łzawić mi oczy. Lauren spogląda na mnie z niepokojem, lecz potrząsam
tylko głową. Wyobrażam sobie Matta i Rachel wyciągających ramiona, pokazujących
pasujące do siebie bransoletki najlepszych przyjaciół na zawsze – oba nadgarstki
są tak szczupłe i kruche, że nie można się połapać, do kogo należą.
Potem widzę
siebie łamiącą ten delikatny nadgarstek i Matta krzyczącego „Arrgh, człowieku!
Dlaczego to zrobiłaś?! Już nigdy więcej nie zdołam mieć mojej barbie!”.
Nie wiem dlaczego.
Moja wyobraźnia jest dziwnym miejscem, dobra?
Przynajmniej
teraz czuję się trochę lepiej.
Pojawia się
w końcu nauczyciel, lecz nie jest to pulchny, chrapliwie oddychający pan
Tanner. Bardzo młodo wyglądający, bardzo przystojny facet z truskawkowo-blond
włosami, okularami i krótką brodą przedstawia się, jako pan Jensen, zastępca za
pana Tannera. Zauważam, że niektóre dziewczyny uważnie przyglądają mu się, jak
mówi.
-
Przejdziemy przez program nauczania, żebyście wiedzieli, czego spodziewać się w
tym roku. Potem wszyscy możecie się przedstawić, a ja będę udawał, że słucham –
mówi pan Jensen z niefrasobliwym uśmiechem.
Wymieniam z
Lauren zdołowane spojrzenia. Nienawidzimy występów w klasie i mówienia o sobie.
Lauren zawsze mówi za cicho, a ja kończę brzmiąc na psychiczną.
- Lauren
Cooper.
Lauren
wywraca do mnie oczami i podnosi się z ławki. – Jestem Lauren – mamrocze i
tylko to mogę rozróżnić – a siedzę tuż obok niej.
- Mów
głośniej, Lauren. Nie czytam z ruchu warg – mówi pan Jensen. Jego ładne piwne oczy
migoczą za okularami.
Lauren
piorunuje go wzrokiem, wyglądając jak wkurzony kotek. – Jestem Lauren – mówi
gniewnie. Opada na swoje krzesło.
- Dooobra,
sądzę, że to ustaliliśmy. Zechcesz powiedzieć nam coś jeszcze?
- Nie.
Nie wiem jak
nie dostaje jej się za takie mówienie do nauczycieli, ale zawsze tak jest. Może
to, dlatego że wygląda tak uroczo, kiedy jest wściekła. Nawet włosy uroczo jej
stają.
Jakby
rekompensując szorstkość Lauren, wszyscy inni wydają się być w trybie super
gadki. Kiedy jest kolej Matta, mówi swoim śmiesznym „australijskim” akcentem.
Ludzie śmieją się, ale ja krzywię się z zażenowania.
- …i są to
moje najlepsze wakacje, bo zakochałem się w tej pięknej kobitce.
Uśmiech
Matta jest szeroki, gdy dramatycznie wskazuje na zaczerwienioną Rachel siedzącą
z nim w ławce.
Opada mi
szczęka. Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu ogłosił to w klasie!
Wszyscy
patrzą na moją reakcję. Mocno się rumieniąc, wpatruję się w zadrapaną
powierzchnię ławki.
- Dupek –
mówi dość wyraźnie Lauren.
- Słucham,
Lauren? – mówi pan Jensen. – Postanowiłaś, że jednak chcesz czymś się
podzielić?
- Nie.
Nie podnoszę
wzroku. Łzy upokorzenia grożą wylaniem, więc trzymam oczy szeroko otwarte,
czekając aż wyschną.
Jak mógł to
zrobić? Co, nagle już nie obchodzą go moje uczucia? Muszę zastanowić się czy
zawsze był takim dupkiem, czy stracenie dziewictwa usmażyło coś w jego móżdżku?
Nienawidzę
go. Nienawidzę jej!
- Violet
Mercer.
Świetnie.
Nie kłopoczę
się wstaniem. – Jestem Violet – warczę. – Myślałam, że straciłam coś tego lata,
ale właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdy tego nie potrzebowałam.
Zupełna
cisza.
W pewnej
chwili ktoś mruczy. – Ona mówi o swoim dziewictwie?
Z
perspektywy czasu stwierdzam, że lepiej mogłam to sformułować.
Dzięki Bogu
dzień się skończył. Jestem wyczerpana, jakbym przeszła wojnę. Chcę tylko
położyć się w łóżku i wypłakać łzy, użalając się nad sobą. A potem zamówić
pizzę z dużą ilością mięsa. Umieram z głodu!
- Muszę
wziąć kurtkę z szafki – przypomina mi Lauren, gdy ruszam prosto w kierunku
drzwi.
Wzdycham,
zmieniając kierunek. – Okej.
W drodze
tam, słyszę jak ktoś mnie woła. To Kim Marshall, młodsza siostra Matta.
Lubię Kim.
Tak jak jej brat, zawsze jest łagodna i pogodna. Zna wszystkie najnowsze
plotki, ale sama żadnych nie rozpowiada.
- Violet, tylko
dlatego że mój brat jest olbrzymim palantem, mam nadzieję, że nie znaczy to, że
nie możemy być już przyjaciółkami – mówi Kim z zaniepokojonym wyrazem na ładnej
twarzy.
-
Oczywiście, że nie – zapewniam ją. – I tak zawsze bardziej ciebie lubiłam.
Kim śmieje
się, kiwając głową. – Wiesz, każdy mówi Mattowi, że byłaś dla niego zbyt
seksowna, więc dobrze, że się zdegradował. Nie mogę uwierzyć jemu i Rachel!
Wzruszam
ramionami. Co mogę na to powiedzieć?
- Och, i
słyszałam, że wasz zastępca angielskiego jest całkiem seksowny – mówi,
otwierając jej szafkę.
- Jest w
porządku – mówię.
- Nie lubię
go – mówi beznamiętnie Lauren. – Ale ty pewnie byś polubiła, Kim. Jest
blondynem i trochę zarośnięty.
Każdy wie,
że Kim ma słabość do zarośniętych blondynów. Wystarczy tylko spojrzeć na jej
szafkę – jest obklejona zdjęciami piosenkarza Aidena Crossa i Johna Hellera –
jakiegoś zapaśnika WWE, jak przypuszczam ze zdjęć. Aiden Cross jest wspaniały,
a jego głos zdumiewa – tak jak jego ponuro piękne piosenki. Ale ten drugi facet
wygląda strasznie, od wielkich napiętych mięśni po krwiożercze spojrzenie
morskich oczu. Kim ma obsesję na punkcie ich obu.
- Hmm, może
będę musiała któregoś dnia odwiedzić waszą klasę – mówi, poruszając brwiami. –
Dobra, idę do pracy u Freezy Pete’a. Kiedyś powinnyście tam wpaść. Moja zmiana
kończy się o dziewiątej.
Zgadzamy
odwiedzić ją niedługo, potem żegnamy się i kieruję się razem z Lauren na
parking.
Czuję się
lepiej po rozmowie z Kim. Cieszę się, że ona nadal chce się ze mną przyjaźnić,
pomimo mojej nienawiści do jej brata. Zastanawiam się czy będzie również żyć w
przyjaźni z Rachel?
Nie. Szybko
wyrzucam tę myśl z głowy. To nie moje zmartwienie.
-
Przynajmniej poradziłaś sobie z tym pierwszym niezręcznym starciem – mówi
Lauren, jak wsiadamy do mojego auta.
- Taa –
wzdycham. – A teraz wszyscy myślą, że straciłam dziewictwo. Czuję, że będzie to
wspaniały rok.
- Och, V –
mówi pocieszająco. – I tak większość ludzi myślało, że już dawno je straciłaś.
Świetnie.
Dzięki, Lauren. Zawsze mogę liczyć na moją najlepszą przyjaciółkę, żeby
poprawiła mi humor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz