Znajduję
Zane’a i Jennę jak dziękują i żegnają się z mamą. Próbuję złapać wzrok Zane’a,
ale to Jenna odciąga mnie na bok.
- Violet –
mówi z uśmiechem. – Cieszę się, że nareszcie cię poznałam. Mam nadzieję, że
spędzimy trochę więcej czasu razem następnym razem, jak będę w mieście.
Waham się,
patrząc w jej cudowne zielone oczy. – Taa, to byłoby… dziwne.
Wybucha
śmiechem. – Troszeczkę, co?
-
Przepraszam. Po prostu Zane nigdy o tobie nie wspomniał ani nie mówił, że ktoś
u niego mieszka. Nigdy nie byłam w jego domu w Los Angeles – mamroczę we
wzburzonym wybuchu słów.
- O nie,
totalnie rozumiem – zapewnia Jenna, klepiąc moje ramię. – Po prostu jednej nocy
pojawiłam się na jego progu, wiesz? To długa historia. W każdym razie chciałam
tylko, żebyś wiedziała – jesteśmy z Zanem tylko przyjaciółmi. Absolutnie nie musisz się o mnie martwić.
- Cóż… dzięki.
- Nie
zamierzam skłamać i powiedzieć, że gdyby kiedykolwiek chciał czegoś więcej, to
nie skorzystałabym z szansy. – Śmieje się, przewracając oczami. – Ale kiedy
Zane stawia cię w „strefie przyjacielskiej” jesteś tam do końca życia.
- Właściwie
– mówię. – My zaczęliśmy, jako przyjaciele.
Jenna
jedynie uśmiecha się. – Uwierz mi, Violet, wiem na pewno, że nigdy nie byłaś w
niebezpieczeństwie zostania w „strefie przyjacielskiej”. Zane po prostu
próbował raz w życiu być dżentelmenem.
Myślę o tej
nocy w basenie i nie mogę powstrzymać rumieńca. – Naprawdę – mruczę. – Mów
dalej.
- O nie,
nie. – Jenna grozi mi palcem. – Ale powiem to.
Rzuca
spojrzenie przez ramię, żeby upewnić się, że Zane nadal jest zajęty z mamą.
Potem nachyla się konspiracyjnie.
- Zane był z
wieloma kobietami, wiesz? Wieloma. Dosłownie może mieć każdą
laskę, którą chce. Jak supermodelki i…
- Okej,
Jenna – wtrącam szybko. – Gdziekolwiek zmierzasz, pośpiesz się.
Z
zakłopotaniem garbi ramiona. – Racja. Próbuję powiedzieć, że nigdy wcześniej nie
słyszałam, żeby Zane mówił o jakiejkolwiek
dziewczynie, nie tak, jak mówi o tobie. Naprawdę zależy mu na tobie, więc…
po prostu pamiętaj o tym, bez względu na wszystko, dobrze?
Chcę być
podekscytowana tym, co myślę, że mówi mi Jenna, ale ta olbrzymia chmura
wątpliwości wisząca nade mną w powietrzu odmawia odejścia. Nie mogę zapomnieć o
tym, co podsłuchałam w kuchni.
Ona ostatecznie się dowie.
Uśmiecham
się niepewnie do Jenny, nie wiedząc, co z nią zrobić. – Dzięki – mruczę. –
Zapamiętam to.
- Co
zapamiętasz?
Zane nagle
pojawia się obok Jenny. Swawolnie zarzuca ramię na szyję Jenny. – Wyjawiasz
tajemnice państwowe, Jen?
- Nigdy! –
fuka, rozszerzając oczy. – Znasz mnie. Jestem jak skarbiec bankowy.
Zane posyła
mi rozbawione spojrzenie, unosząc brwi. – Ta, ten otwarty, gdzie w środku stoi
maluteńka Jenna, rozdając kody i klucze. Violet, nie słuchaj jej – ona ma
bardzo żywą wyobraźnię.
Nie wiem co
na to powiedzieć, więc stoję tam, skołowana. Przez chwilę jest niezręcznie.
Potem Zane znowu odwraca się do Jenny.
- Hej, zrób
mi przysługę – mówi, wkładając rękę do przedniej kieszeni dżinsów. Wyciąga coś,
co wygląda jak mały pilot i rzuca jej to. – Pojedź dzisiaj moim autem do domu.
Chcę jeszcze zostać i porozmawiać z Violet.
Ona łapie je
niezdarnie. – Pozwalasz mi na prowadzenie Astona Martina? Mówisz poważnie?!
Zane patrzy
mi w oczy, kiedy jej odpowiada. – Tak, tylko nie wariuj, okej?
- Co! –
wykrzykuje z podnieceniem, podskakując. – Och, ale jak wrócisz do domu?
- Wezmę
jeden z motorów taty. – Zane wzrusza ramionami. – Odprowadzimy cię.
Idę za nimi
na dwór do samochodu Zane’a. Jenna jest zbyt roztrzepana i gdybym była nim,
obawiałabym się wpuszczenia jej za kierownicę tak szalenie drogiego auta. Ale
Zane nie wydaje się być zmartwiony, tylko mówi jej, żeby nie jechała zbyt
szybko. Jenna ściska go mocno zanim wsiada do środka, a ja muszę przygnieść
zazdrosną czarownicę wewnątrz mnie, która zaczyna wykrzykiwać nieprzyzwoitości.
Naprawdę
muszę opanować tę zaborczość.
Samochód
wyjeżdża z podjazdu z piszczącymi oponami. Jenna trąbi, dojeżdżając do krańca
drogi.
Zane patrzy
jak samochód odjeżdża. – Będę tego żałował, prawda?
- O tak –
odpowiadam szybko. Z dystansu słyszę krzyk nastąpiony przez dźwięk pisku
hamulców.
Potrząsając
głową, odwraca się do mnie. Ledwie dostrzegam jego niespodziewanie poważną minę
w bladym świetle księżyca i mrugających gwiazdach.
- Chcesz
stąd iść?
- Um. –
Wpatruję się w ziemię. – Wróćmy do domu. Możemy iść do mojego pokoju.
- Nie sądzę,
że spodobałoby się to twojej mamie.
Wywracam
oczami. – Przemycę cię.
- Naprawdę?
– Ton Zane’a jest na wpół rozbawiony, na wpół zaskoczony. – Jesteś pewna, że
chcesz zaryzykować swoją reputację dobrej dziewczynki?
- Nie
odkryła jeszcze orgii z batami i łańcuchami, które tu urządzam – mówię
rzeczowo.
- Cholera,
te są najlepsze. Teraz jestem naprawdę podekscytowany,
żeby zobaczyć twój pokój.
Wskazuję na
dom i Zane zaczyna iść, trzymając ręce w kieszeniach spodni.
Kiedy jest
trochę przede mną, obraca się, idąc tyłem.
- Czy mówił
ci ktoś, że jesteś prawdziwą mądralą?
Kiwam głową.
– Zaczynam się nad tym zastanawiać.
Jest
śmiesznie łatwo przemycić Zane’a na górę. Mama i jej przyjaciółki gawędzą nad
ciastem i kawą, wspominając stare, dobre czasy z tego, co słyszę.
Zane nigdy
wcześniej nie widział mojej sypialni. Zastanawiam się, co o niej pomyśli.
Jeszcze nie dodałam tam żadnych indywidualnych dodatków, więc wciąż jest
wystawowo idealna.
Poza moją
bielizną, leżącą w stercie na mojej komodzie.
Ugh, dzisiaj
był dzień prania. Jak mogłam zapomnieć je schować?!
Pędzę do
przodu, otwierając najwyższą szufladę i wrzucam wszystkie koronkowe skrawki
jednym ruchem ramienia.
Okej, wiem,
że nie jest tak, jakby wcześniej nie widział mojej bielizny. Ale jednak, nie
chcę żeby myślał, że jestem wielkim flejtuchem.
Zane
rozgląda się po pokoju. Podnosi mój kwadratowy przycisk do papieru i przygląda
mu się. – Ładny pokój, ale w ogóle do ciebie nie pasuje.
- Wiem –
przyznaję. – Powinnam powiesić kilka plakatów czy coś, co?
- Ta. A
gdzie są wszystkie puste napoje energetyzujące i brudna bielizna porozrzucana
na lampach i szafkach, jak u normalnej nastolatki?
- Jakie ty
znasz niechlujne nastolatki?
Śmieje się.
– Chyba to jest bardziej w stylu faceta.
- O. Fuj. –
Teraz kiedy o tym myślę, mógł mówić o pokoju Matta.
Następuje
niekomfortowa cisza. Wtem Zane staje tuż przede mną.
- Więc –
mówi, patrząc na mnie z góry.
- Ja… uch…
Jestem
kompletnie rozproszona jego świeżym, seksownym zapachem!
- Lubię
Jennę – wypalam. – Wydaje się… miła.
- Tak.
Przepraszam, że tak ją na ciebie rzuciłem. Pojawiła się parę dni temu,
niezapowiedziana.
- Och –
odpowiadam, dążąc do niedbałego tonu. – Wasza dwójka jest naprawdę blisko, co?
Zane wyciąga
rękę i ciągnie za zabłąkany kosmyk moich włosów. – Pytasz czy spaliśmy ze sobą?
- Co? –
fukam z oburzeniem. – Tego nie… a spaliście?
- Nie.
Nigdy. – Patrzy mi prosto w oczy. – Jesteśmy przyjaciółmi, i tyle.
- Jest ładna
– mówię niemal obronnie, jakby nie mógł przyjaźnić się z ładnymi dziewczynami.
– Ma wspaniałe oczy.
- Tak, są
piękne.
- Tak! Takie
duże!
Robię
niestosowny gest rękami, podobny do niedojrzałego chłopca pokazującego łapanie
za pierś. Zane zaczyna się śmiać.
Zamykam na
chwilę oczy. – Um, czy jest coś, co mogę teraz powiedzieć, żeby przekonać cię,
że nie mam ukrytych lesbijskich skłonności?
-
Powiedzieć? Nie. Może pokazać. I musisz być bardzo przekonująca. – Posyła mi
seksowny półuśmiech.
- Ha – mówię
słabo. Po czym biorę głęboki wdech. – Właściwie, to chciałam cię przeprosić… za
wkurzenie się na ciebie przez tę latawicę Marissę. Chociaż uważam, że byłeś dla
niej niepotrzebnie miły i zachęcałeś ją do flirtowania… cóż, to twoje prawo i
nie powinnam była zachować się jak zazdrosna dziewczyna. – Urywam i
wytrzeszczam oczy z przerażeniem. – O Boże, nie miałam na myśli dziewczyny! Chciałam powiedzieć suka! Bo
oczywiście nie jestem… my nie… no wiesz… umawiamy
się ani… penis?
Zane zakłada
ramiona na klatce piersiowej, śmiejąc się otwarcie.
- Och, daj
spokój! – błagam. – Skróć moje męki.
- Naprawdę
powinienem – zgadza się, kręcąc głową. – Ale trochę nie chcę. To jak patrzenie
na wrak kolejowy.
- Dzięki.
Teraz sobie pójdę. Może pójdę znaleźć zakon żeński. Lubią tam dziewice, prawda?
Zaczynam
odwracać się, ale Zane przyciąga mnie do siebie. Jest taki twardy, ciepły,
seksowny… zatapiam się w nim.
- Nie sądzę,
że wezmą do zakonu kogoś wyglądającego tak jak ty. Zbyt rozpraszające. Pomyśl o
tych wszystkich gorących żartach z zakonnicami, które zainspirujesz. – Kładzie
duże dłonie na moich biodrach, przyciskając mnie mocniej do siebie. – Poza tym,
mam co do ciebie zamiary.
Przesuwam
ręce na jego kark, palcami muskając jego miękkie, ciemne włosy. – Naprawdę?
Jakiego typu zamiary?
Zane całuje
mnie leciutko w usta. – Typu, który zawiera nagość. I mnóstwo seksu.
Podniecenie
opada na mnie, jak moje ciało bezradnie reaguje na jego. – Ta, potrafisz gadać,
a jest zero akcji.
- Czyżby? –
Uśmiecha się ironicznie. – Okej, dziewczynko, sama o to prosiłaś.
Zane podnosi
mnie z ekscytującą szybkością i łatwością. Zanosi mnie do łóżka, rzuca mnie na
nie i przesuwa się nade mną.
- Jak to
idzie na akcję? – mruczy, uśmiechając się do mnie.
Wyciągam
dłoń, żeby dotknąć jego pięknej twarzy. – Wciąż gadasz.
Teraz nie ma
między nami żadnych wypowiedzianych słów – tylko intensywna konwersacja rękami
i ustami, ciche sapnięcie czy jęk często przebijały ciszę.
- Violet. – Zane
patrzy mi głęboko w oczy. – Nie chcę Jenny ani recepcjonistki – czy kogokolwiek
innego. Tylko ciebie, właśnie tak.
Czy to
znaczy…?
Przesuwa
dłoń po moim drżącym brzuchu do guzika spodni. Dopiero kiedy rozsuwa zamek,
nagle sobie przypominam.
- Czekaj. –
Chwytam jego rękę, żeby go zatrzymać. – Nie możemy. Ja… to ta pora miesiąca.
Zane podnosi
trochę głowę, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek. – No i?
Robię minę.
– No i… nie!
Jęczy w moją
szyję. – Dobijasz mnie, Violet.
- Ciebie? –
Z oburzeniem przeszywam go wzrokiem. – Co ze mną? W takim tempie, umrę jako
dziewica.
Zane
chichocze, całując mnie w czubek nosa. – Zaufaj mi, na to nie pozwolę.
Zsuwa się ze
mnie na łóżko. Oboje leżymy na plecach, patrząc na baldachim.
- Wow –
odzywa się po chwili Zane. – Te łóżko jest naprawdę miękkie.
- Co nie? –
wzdycham, wyciągając ramiona w powietrzu. – Jak spanie na niebie.
-
Polubiłabyś moje łóżko. Jest ogromne.
Obracam się
na bok, twarzą do niego. – A czy kiedyś zobaczę twoje łóżko?
- To zależy.
– Zane wkłada ręce pod głowę. – Będziesz przynosić mi śniadanie do łóżka i
będziesz wykonywać obowiązki dziewczyny?
Unoszę na
niego brwi. – Dziewczyny… czy służącej? I… czy mówisz, to co myślę, że mówisz?
Zane, będziesz musiał mi to przeliterować.
- Poważnie?
Zamierzasz mnie do tego zmusić, tak?
- Tak,
proszę.
- No dobra.
– Zane odwraca głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Violet Mercer, czy będziesz moją
dziewczyną?
Nie mogę
powstrzymać wielkiego uśmiechu, który rozlewa się na mojej całej twarzy. –
Okej! Jej.
Śmieje się.
– Świetnie.
Nachylam
się, żeby dać mu dużego całusa. – Teraz co?
- Teraz ty
założysz koszulkę, a ja pojadę do domu i wezmę zimny prysznic. – Znowu na mnie
zerka. – Naprawdę zimny.
Zaczyna
wstawać, ale łapię go za rękę. – Zostać dzisiaj ze mną – mówię pochopnie.
Widzę jak
nad tym myśli. Przebiega ręką po zmierzwionych włosach i wzdycha.
- Jesteś
pewna, że chcesz ryzykować bycie przyłapanym?
- To jest
tego warte – odpowiadam od razu. – Chcę, żebyś został.
- Więc
zostanę.
Kiedy Zane
bierze prysznic, piszę do mamy, że mam straszne skurcze i idę wcześnie do
łóżka. Odpisuje mi, proponując herbatę i masaż pleców. Czując szalone poczucie
winy, mówię jej, że nic mi nie będzie, że idę spać.
Tak naprawdę
przed tymi minionymi miesiącami nigdy jej nie okłamywałam – szczerze. Nie
miałam do tego powodu. Ale teraz poczucie winy i niepokój, które czuję są tego
warte. Zane jest tego warty.
Oglądamy
dziwne pierdoły na Internecie i jest jak za starych czasów – tyle że siedzę na
kolanach Zane’a, mając na sobie tylko jego bluzkę. Wciąż uważam, że to dziwne,
iż nigdy nie widział wirusowych filmików, biorąc pod uwagę, że zarobkowo
pracuje z komputerami. Czy ci wszyscy kolesie nie tkwią zawsze w Internecie?
Albo może
nie robiliby tego, gdyby wyglądali jak Zane.
Około
północy Zane przekonuje mnie do pływania nago w basenie. Wychodzi na to, że
więcej całujemy się niż pływamy – potem oboje bierzemy zimny prysznic.
To jest…
niesamowicie frustrujące, jednak… ekscytujące. Jest to oczekiwanie,
rozbudowujące się do bolesnego poziomu, ale jestem pewna, że kiedy nadejdzie
pora, będzie jeszcze bardziej cudownie z powodu napięcia. Zane wydaje się czuć
to samo, ciągle wystawiając na próbę swoją kontrolę, doprowadzając nas obojgu
do granicy szaleństwa i w samą porę wycofując się.
Również
rozmawiamy. Czasami wygląda na to, jakby był bliski powiedzenia mi czegoś, ale
zmienia zdanie. To sprawia, że myślę gorączkowo nad jego rozmową z Jenną. Czemu
nie mogę go o to zapytać? Chyba po prostu nie chcę wiedzieć. Jeszcze nie, nie w
tym momencie, który jest jednym z najlepszych doświadczeń w moim życiu.
Myślałam, że
nie będę w stanie zasnąć, mając Zane’a w moim łóżku, ale jest tak spokojnie.
Leżymy obok siebie, ja na brzuchu, a on masuje mi plecy magicznymi dłońmi.
Zasypiam, uśmiechając się.
Wczesnym
porankiem Zane budzi mnie, żeby powiedzieć, że wychodzi. Upieram się, aby
odprowadzić go do garażu, choć próbuję wykorzystać ten czas, żeby przekonać go
na zostanie dłużej. Oczywiście nie może, a ja i tak muszę być za parę godzin w
szkole.
Tata Zane’a
ma garaż pełen błyszczących zabawek i wątpię, że będzie brakowało mu lśniącego czarnego motocyklu, który Zane
postanawia zarekwirować. Bierze kluczyki z bezpiecznej skrytki za szklaną
wystawą podpisanego kasku motocyklowego. Nie wiem ani nie obchodzi mnie, kogo
to podpis, jestem teraz tak bardzo zmęczona!
- Jesteś
pewien, że możesz jechać? – pytam po raz piąty Zane’a, jak siada na motorze.
Wyciąga parę
okularów przeciwsłonecznych i zakłada je. – Pewnie – odpowiada z leniwym
uśmiechem. – Po prostu będę myślał o tobie i frustracja seksualna nie da mi
zasnąć.
- O, to
takie słodkie.
Boże,
wygląda tak seksownie w skórzanej kurtce i na tym niebezpiecznie wyglądającym
motocyklu. Jak reklama seksownie pachnącej wody kolońskiej. Mniam.
Zane
pokazuje mi, żebym podeszła bliżej zginając palec wskazujący. Obejmuję go w
pasie. On łapie moją twarz obiema dłońmi i nakrywa moje usta w zaskakująco
łagodnym pocałunku.
- Dziękuję –
mówi cicho z twarzą tylko parę centymetrów od mojej. – Pamiętam, kim jestem,
gdy jestem z tobą.
Poważny Zane
jest tak pociągający jak ten wesoły.
Próbuję spojrzeć mu w oczy przez ciemne szkła. – To jest… naprawdę dziwna rzecz
do powiedzenia.
- Tak. –
Błyska krzywym uśmieszkiem. – Może
jestem zbyt zmęczony, żeby wiedzieć, o czym mówię.
- Huh –
mówię. – Jesteś szpiegiem, czyż nie? Dlatego nosisz soczewki i farbujesz włosy.
Tylko w
połowie żartuję.
- Masz mnie.
Powiedziałbym ci, ale wtedy musiałbym cię zabić. Do zobaczenia, Violet.
Kiedy
odjeżdża, naciskam guzik, aby opuścić drzwi garażu, rozmyślając nad sekretami, które może ukrywać
Zane. Czy ma to coś wspólnego z jego przeszłością? Nigdy o niej nie mówi,
oddaje tylko nijakie uogólnienia o
jego latach licealnych. Zastanawiam się, co się stało. Czy ma to cokolwiek
wspólnego z samobójstwem jego matki? Czy Bill o tym wie?
Albo może
robię z tego większą rzecz, niż naprawdę nią jest. Może rozmowa, którą
usłyszałam dotyczyła pracy, a nie mnie.
Boże,
nienawidzę kłamstw. Zwłaszcza kiedy okłamuję samą siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz