11.3.14

Rozdział 21

Znajduję Zane’a i Jennę jak dziękują i żegnają się z mamą. Próbuję złapać wzrok Zane’a, ale to Jenna odciąga mnie na bok.
- Violet – mówi z uśmiechem. – Cieszę się, że nareszcie cię poznałam. Mam nadzieję, że spędzimy trochę więcej czasu razem następnym razem, jak będę w mieście.
Waham się, patrząc w jej cudowne zielone oczy. – Taa, to byłoby… dziwne.
Wybucha śmiechem. – Troszeczkę, co?
- Przepraszam. Po prostu Zane nigdy o tobie nie wspomniał ani nie mówił, że ktoś u niego mieszka. Nigdy nie byłam w jego domu w Los Angeles – mamroczę we wzburzonym wybuchu słów.
- O nie, totalnie rozumiem – zapewnia Jenna, klepiąc moje ramię. – Po prostu jednej nocy pojawiłam się na jego progu, wiesz? To długa historia. W każdym razie chciałam tylko, żebyś wiedziała – jesteśmy z Zanem tylko przyjaciółmi. Absolutnie nie musisz się o mnie martwić.
- Cóż… dzięki.
- Nie zamierzam skłamać i powiedzieć, że gdyby kiedykolwiek chciał czegoś więcej, to nie skorzystałabym z szansy. – Śmieje się, przewracając oczami. – Ale kiedy Zane stawia cię w „strefie przyjacielskiej” jesteś tam do końca życia.
- Właściwie – mówię. – My zaczęliśmy, jako przyjaciele.
Jenna jedynie uśmiecha się. – Uwierz mi, Violet, wiem na pewno, że nigdy nie byłaś w niebezpieczeństwie zostania w „strefie przyjacielskiej”. Zane po prostu próbował raz w życiu być dżentelmenem.
Myślę o tej nocy w basenie i nie mogę powstrzymać rumieńca. – Naprawdę – mruczę. – Mów dalej.
- O nie, nie. – Jenna grozi mi palcem. – Ale powiem to.
Rzuca spojrzenie przez ramię, żeby upewnić się, że Zane nadal jest zajęty z mamą. Potem nachyla się konspiracyjnie.
- Zane był z wieloma kobietami, wiesz? Wieloma. Dosłownie może mieć każdą laskę, którą chce. Jak supermodelki i…
- Okej, Jenna – wtrącam szybko. – Gdziekolwiek zmierzasz, pośpiesz się.
Z zakłopotaniem garbi ramiona. – Racja. Próbuję powiedzieć, że nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby Zane mówił o jakiejkolwiek dziewczynie, nie tak, jak mówi o tobie. Naprawdę zależy mu na tobie, więc… po prostu pamiętaj o tym, bez względu na wszystko, dobrze?
Chcę być podekscytowana tym, co myślę, że mówi mi Jenna, ale ta olbrzymia chmura wątpliwości wisząca nade mną w powietrzu odmawia odejścia. Nie mogę zapomnieć o tym, co podsłuchałam w kuchni.
Ona ostatecznie się dowie.                              
Uśmiecham się niepewnie do Jenny, nie wiedząc, co z nią zrobić. – Dzięki – mruczę. – Zapamiętam to.
- Co zapamiętasz?
Zane nagle pojawia się obok Jenny. Swawolnie zarzuca ramię na szyję Jenny. – Wyjawiasz tajemnice państwowe, Jen?
- Nigdy! – fuka, rozszerzając oczy. – Znasz mnie. Jestem jak skarbiec bankowy.
Zane posyła mi rozbawione spojrzenie, unosząc brwi. – Ta, ten otwarty, gdzie w środku stoi maluteńka Jenna, rozdając kody i klucze. Violet, nie słuchaj jej – ona ma bardzo żywą wyobraźnię.
Nie wiem co na to powiedzieć, więc stoję tam, skołowana. Przez chwilę jest niezręcznie. Potem Zane znowu odwraca się do Jenny.
- Hej, zrób mi przysługę – mówi, wkładając rękę do przedniej kieszeni dżinsów. Wyciąga coś, co wygląda jak mały pilot i rzuca jej to. – Pojedź dzisiaj moim autem do domu. Chcę jeszcze zostać i porozmawiać z Violet.
Ona łapie je niezdarnie. – Pozwalasz mi na prowadzenie Astona Martina? Mówisz poważnie?!
Zane patrzy mi w oczy, kiedy jej odpowiada. – Tak, tylko nie wariuj, okej?
- Co! – wykrzykuje z podnieceniem, podskakując. – Och, ale jak wrócisz do domu?
- Wezmę jeden z motorów taty. – Zane wzrusza ramionami. – Odprowadzimy cię.
Idę za nimi na dwór do samochodu Zane’a. Jenna jest zbyt roztrzepana i gdybym była nim, obawiałabym się wpuszczenia jej za kierownicę tak szalenie drogiego auta. Ale Zane nie wydaje się być zmartwiony, tylko mówi jej, żeby nie jechała zbyt szybko. Jenna ściska go mocno zanim wsiada do środka, a ja muszę przygnieść zazdrosną czarownicę wewnątrz mnie, która zaczyna wykrzykiwać nieprzyzwoitości.
Naprawdę muszę opanować tę zaborczość.
Samochód wyjeżdża z podjazdu z piszczącymi oponami. Jenna trąbi, dojeżdżając do krańca drogi.
Zane patrzy jak samochód odjeżdża. – Będę tego żałował, prawda?
- O tak – odpowiadam szybko. Z dystansu słyszę krzyk nastąpiony przez dźwięk pisku hamulców.
Potrząsając głową, odwraca się do mnie. Ledwie dostrzegam jego niespodziewanie poważną minę w bladym świetle księżyca i mrugających gwiazdach.
- Chcesz stąd iść?
- Um. – Wpatruję się w ziemię. – Wróćmy do domu. Możemy iść do mojego pokoju.
- Nie sądzę, że spodobałoby się to twojej mamie.
Wywracam oczami. – Przemycę cię.
- Naprawdę? – Ton Zane’a jest na wpół rozbawiony, na wpół zaskoczony. – Jesteś pewna, że chcesz zaryzykować swoją reputację dobrej dziewczynki?
- Nie odkryła jeszcze orgii z batami i łańcuchami, które tu urządzam – mówię rzeczowo.
- Cholera, te są najlepsze. Teraz jestem naprawdę podekscytowany, żeby zobaczyć twój pokój.
Wskazuję na dom i Zane zaczyna iść, trzymając ręce w kieszeniach spodni.
Kiedy jest trochę przede mną, obraca się, idąc tyłem.
- Czy mówił ci ktoś, że jesteś prawdziwą mądralą?
Kiwam głową. – Zaczynam się nad tym zastanawiać.
Jest śmiesznie łatwo przemycić Zane’a na górę. Mama i jej przyjaciółki gawędzą nad ciastem i kawą, wspominając stare, dobre czasy z tego, co słyszę.
Zane nigdy wcześniej nie widział mojej sypialni. Zastanawiam się, co o niej pomyśli. Jeszcze nie dodałam tam żadnych indywidualnych dodatków, więc wciąż jest wystawowo idealna.
Poza moją bielizną, leżącą w stercie na mojej komodzie.
Ugh, dzisiaj był dzień prania. Jak mogłam zapomnieć je schować?!
Pędzę do przodu, otwierając najwyższą szufladę i wrzucam wszystkie koronkowe skrawki jednym ruchem ramienia.
Okej, wiem, że nie jest tak, jakby wcześniej nie widział mojej bielizny. Ale jednak, nie chcę żeby myślał, że jestem wielkim flejtuchem.
Zane rozgląda się po pokoju. Podnosi mój kwadratowy przycisk do papieru i przygląda mu się. – Ładny pokój, ale w ogóle do ciebie nie pasuje.
- Wiem – przyznaję. – Powinnam powiesić kilka plakatów czy coś, co?
- Ta. A gdzie są wszystkie puste napoje energetyzujące i brudna bielizna porozrzucana na lampach i szafkach, jak u normalnej nastolatki?
- Jakie ty znasz niechlujne nastolatki?
Śmieje się. – Chyba to jest bardziej w stylu faceta.
- O. Fuj. – Teraz kiedy o tym myślę, mógł mówić o pokoju Matta.
Następuje niekomfortowa cisza. Wtem Zane staje tuż przede mną.
- Więc – mówi, patrząc na mnie z góry.
- Ja… uch…
Jestem kompletnie rozproszona jego świeżym, seksownym zapachem!
- Lubię Jennę – wypalam. – Wydaje się… miła.
- Tak. Przepraszam, że tak ją na ciebie rzuciłem. Pojawiła się parę dni temu, niezapowiedziana.
- Och – odpowiadam, dążąc do niedbałego tonu. – Wasza dwójka jest naprawdę blisko, co?
Zane wyciąga rękę i ciągnie za zabłąkany kosmyk moich włosów. – Pytasz czy spaliśmy ze sobą?
- Co? – fukam z oburzeniem. – Tego nie… a spaliście?
- Nie. Nigdy. – Patrzy mi prosto w oczy. – Jesteśmy przyjaciółmi, i tyle.
- Jest ładna – mówię niemal obronnie, jakby nie mógł przyjaźnić się z ładnymi dziewczynami. – Ma wspaniałe oczy.
- Tak, są piękne.
- Tak! Takie duże!
Robię niestosowny gest rękami, podobny do niedojrzałego chłopca pokazującego łapanie za pierś. Zane zaczyna się śmiać.
Zamykam na chwilę oczy. – Um, czy jest coś, co mogę teraz powiedzieć, żeby przekonać cię, że nie mam ukrytych lesbijskich skłonności?
- Powiedzieć? Nie. Może pokazać. I musisz być bardzo przekonująca. – Posyła mi seksowny półuśmiech.
- Ha – mówię słabo. Po czym biorę głęboki wdech. – Właściwie, to chciałam cię przeprosić… za wkurzenie się na ciebie przez tę latawicę Marissę. Chociaż uważam, że byłeś dla niej niepotrzebnie miły i zachęcałeś ją do flirtowania… cóż, to twoje prawo i nie powinnam była zachować się jak zazdrosna dziewczyna. – Urywam i wytrzeszczam oczy z przerażeniem. – O Boże, nie miałam na myśli dziewczyny! Chciałam powiedzieć suka! Bo oczywiście nie jestem… my nie… no wiesz… umawiamy się ani… penis?
Zane zakłada ramiona na klatce piersiowej, śmiejąc się otwarcie.
- Och, daj spokój! – błagam. – Skróć moje męki.
- Naprawdę powinienem – zgadza się, kręcąc głową. – Ale trochę nie chcę. To jak patrzenie na wrak kolejowy.
- Dzięki. Teraz sobie pójdę. Może pójdę znaleźć zakon żeński. Lubią tam dziewice, prawda?
Zaczynam odwracać się, ale Zane przyciąga mnie do siebie. Jest taki twardy, ciepły, seksowny… zatapiam się w nim.
- Nie sądzę, że wezmą do zakonu kogoś wyglądającego tak jak ty. Zbyt rozpraszające. Pomyśl o tych wszystkich gorących żartach z zakonnicami, które zainspirujesz. – Kładzie duże dłonie na moich biodrach, przyciskając mnie mocniej do siebie. – Poza tym, mam co do ciebie zamiary.
Przesuwam ręce na jego kark, palcami muskając jego miękkie, ciemne włosy. – Naprawdę? Jakiego typu zamiary?
Zane całuje mnie leciutko w usta. – Typu, który zawiera nagość. I mnóstwo seksu.
Podniecenie opada na mnie, jak moje ciało bezradnie reaguje na jego. – Ta, potrafisz gadać, a jest zero akcji.
- Czyżby? – Uśmiecha się ironicznie. – Okej, dziewczynko, sama o to prosiłaś.
Zane podnosi mnie z ekscytującą szybkością i łatwością. Zanosi mnie do łóżka, rzuca mnie na nie i przesuwa się nade mną.
- Jak to idzie na akcję? – mruczy, uśmiechając się do mnie.
Wyciągam dłoń, żeby dotknąć jego pięknej twarzy. – Wciąż gadasz.
Teraz nie ma między nami żadnych wypowiedzianych słów – tylko intensywna konwersacja rękami i ustami, ciche sapnięcie czy jęk często przebijały ciszę.
- Violet. – Zane patrzy mi głęboko w oczy. – Nie chcę Jenny ani recepcjonistki – czy kogokolwiek innego. Tylko ciebie, właśnie tak.
Czy to znaczy…?
Przesuwa dłoń po moim drżącym brzuchu do guzika spodni. Dopiero kiedy rozsuwa zamek, nagle sobie przypominam.
- Czekaj. – Chwytam jego rękę, żeby go zatrzymać. – Nie możemy. Ja… to ta pora miesiąca.
Zane podnosi trochę głowę, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek. – No i?
Robię minę. – No i… nie!
Jęczy w moją szyję. – Dobijasz mnie, Violet.
- Ciebie? – Z oburzeniem przeszywam go wzrokiem. – Co ze mną? W takim tempie, umrę jako dziewica.
Zane chichocze, całując mnie w czubek nosa. – Zaufaj mi, na to nie pozwolę.
Zsuwa się ze mnie na łóżko. Oboje leżymy na plecach, patrząc na baldachim.
- Wow – odzywa się po chwili Zane. – Te łóżko jest naprawdę miękkie.
- Co nie? – wzdycham, wyciągając ramiona w powietrzu. – Jak spanie na niebie.
- Polubiłabyś moje łóżko. Jest ogromne.
Obracam się na bok, twarzą do niego. – A czy kiedyś zobaczę twoje łóżko?
- To zależy. – Zane wkłada ręce pod głowę. – Będziesz przynosić mi śniadanie do łóżka i będziesz wykonywać obowiązki dziewczyny?
Unoszę na niego brwi. – Dziewczyny… czy służącej? I… czy mówisz, to co myślę, że mówisz? Zane, będziesz musiał mi to przeliterować.
- Poważnie? Zamierzasz mnie do tego zmusić, tak?
- Tak, proszę.
- No dobra. – Zane odwraca głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Violet Mercer, czy będziesz moją dziewczyną?
Nie mogę powstrzymać wielkiego uśmiechu, który rozlewa się na mojej całej twarzy. – Okej! Jej.
Śmieje się. – Świetnie.
Nachylam się, żeby dać mu dużego całusa. – Teraz co?
- Teraz ty założysz koszulkę, a ja pojadę do domu i wezmę zimny prysznic. – Znowu na mnie zerka. – Naprawdę zimny.
Zaczyna wstawać, ale łapię go za rękę. – Zostać dzisiaj ze mną – mówię pochopnie.
Widzę jak nad tym myśli. Przebiega ręką po zmierzwionych włosach i wzdycha.
- Jesteś pewna, że chcesz ryzykować bycie przyłapanym?
- To jest tego warte – odpowiadam od razu. – Chcę, żebyś został.
- Więc zostanę.
Kiedy Zane bierze prysznic, piszę do mamy, że mam straszne skurcze i idę wcześnie do łóżka. Odpisuje mi, proponując herbatę i masaż pleców. Czując szalone poczucie winy, mówię jej, że nic mi nie będzie, że idę spać.
Tak naprawdę przed tymi minionymi miesiącami nigdy jej nie okłamywałam – szczerze. Nie miałam do tego powodu. Ale teraz poczucie winy i niepokój, które czuję są tego warte. Zane jest tego warty.
Oglądamy dziwne pierdoły na Internecie i jest jak za starych czasów – tyle że siedzę na kolanach Zane’a, mając na sobie tylko jego bluzkę. Wciąż uważam, że to dziwne, iż nigdy nie widział wirusowych filmików, biorąc pod uwagę, że zarobkowo pracuje z komputerami. Czy ci wszyscy kolesie nie tkwią zawsze w Internecie?
Albo może nie robiliby tego, gdyby wyglądali jak Zane.
Około północy Zane przekonuje mnie do pływania nago w basenie. Wychodzi na to, że więcej całujemy się niż pływamy – potem oboje bierzemy zimny prysznic.
To jest… niesamowicie frustrujące, jednak… ekscytujące. Jest to oczekiwanie, rozbudowujące się do bolesnego poziomu, ale jestem pewna, że kiedy nadejdzie pora, będzie jeszcze bardziej cudownie z powodu napięcia. Zane wydaje się czuć to samo, ciągle wystawiając na próbę swoją kontrolę, doprowadzając nas obojgu do granicy szaleństwa i w samą porę wycofując się.
Również rozmawiamy. Czasami wygląda na to, jakby był bliski powiedzenia mi czegoś, ale zmienia zdanie. To sprawia, że myślę gorączkowo nad jego rozmową z Jenną. Czemu nie mogę go o to zapytać? Chyba po prostu nie chcę wiedzieć. Jeszcze nie, nie w tym momencie, który jest jednym z najlepszych doświadczeń w moim życiu.
Myślałam, że nie będę w stanie zasnąć, mając Zane’a w moim łóżku, ale jest tak spokojnie. Leżymy obok siebie, ja na brzuchu, a on masuje mi plecy magicznymi dłońmi. Zasypiam, uśmiechając się.
Wczesnym porankiem Zane budzi mnie, żeby powiedzieć, że wychodzi. Upieram się, aby odprowadzić go do garażu, choć próbuję wykorzystać ten czas, żeby przekonać go na zostanie dłużej. Oczywiście nie może, a ja i tak muszę być za parę godzin w szkole.
Tata Zane’a ma garaż pełen błyszczących zabawek i wątpię, że będzie brakowało mu lśniącego czarnego motocyklu, który Zane postanawia zarekwirować. Bierze kluczyki z bezpiecznej skrytki za szklaną wystawą podpisanego kasku motocyklowego. Nie wiem ani nie obchodzi mnie, kogo to podpis, jestem teraz tak bardzo zmęczona!
- Jesteś pewien, że możesz jechać? – pytam po raz piąty Zane’a, jak siada na motorze.
Wyciąga parę okularów przeciwsłonecznych i zakłada je. – Pewnie – odpowiada z leniwym uśmiechem. – Po prostu będę myślał o tobie i frustracja seksualna nie da mi zasnąć.
- O, to takie słodkie.
Boże, wygląda tak seksownie w skórzanej kurtce i na tym niebezpiecznie wyglądającym motocyklu. Jak reklama seksownie pachnącej wody kolońskiej. Mniam.
Zane pokazuje mi, żebym podeszła bliżej zginając palec wskazujący. Obejmuję go w pasie. On łapie moją twarz obiema dłońmi i nakrywa moje usta w zaskakująco łagodnym pocałunku.
- Dziękuję – mówi cicho z twarzą tylko parę centymetrów od mojej. – Pamiętam, kim jestem, gdy jestem z tobą.
Poważny Zane jest tak pociągający jak ten wesoły. Próbuję spojrzeć mu w oczy przez ciemne szkła. – To jest… naprawdę dziwna rzecz do powiedzenia.
- Tak. – Błyska krzywym uśmieszkiem. – Może jestem zbyt zmęczony, żeby wiedzieć, o czym mówię.
- Huh – mówię. – Jesteś szpiegiem, czyż nie? Dlatego nosisz soczewki i farbujesz włosy.
Tylko w połowie żartuję.
- Masz mnie. Powiedziałbym ci, ale wtedy musiałbym cię zabić. Do zobaczenia, Violet.
Kiedy odjeżdża, naciskam guzik, aby opuścić drzwi garażu, rozmyślając nad sekretami, które może ukrywać Zane. Czy ma to coś wspólnego z jego przeszłością? Nigdy o niej nie mówi, oddaje tylko nijakie uogólnienia o jego latach licealnych. Zastanawiam się, co się stało. Czy ma to cokolwiek wspólnego z samobójstwem jego matki? Czy Bill o tym wie?
Albo może robię z tego większą rzecz, niż naprawdę nią jest. Może rozmowa, którą usłyszałam dotyczyła pracy, a nie mnie.

Boże, nienawidzę kłamstw. Zwłaszcza kiedy okłamuję samą siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz