11.3.14

Rozdział 25

Następnym razem, jak widzę Damona w szkole, rzucam mu nieprzyjemne spojrzenie. Odwraca wzrok z poczuciem winy. To potwierdza moje przypuszczenia, że to on jest zapładniaczem.
- Zrób prawidłową rzecz – mruczę do niego, kiedy mijamy się w korytarzu.
On patrzy na mnie z wytrzeszczonymi oczami, po czym szybko odchodzi.
Naprawdę, Lauren, jak mogłaś zainteresować się kimś takim jak on? Jest ładny, ale nic tam w głowie się nie dzieje.

Postanowiłam znowu zacząć pisać. Odświeżam moje wszystkie strony internetowe, odpowiadam na tyle pytań od fanów, ile jestem w stanie i siadam przy komputerze, czekając na jakieś pomysły.
Nic nie przychodzi mi do głowy. Nie spodziewałam się, jak bardzo trudne będzie powrócenie do świata moich bohaterów po kilku miesiącach w ogóle o nich nie myślenia. I wciąż coś odwraca moją uwagę. Podczas gdy powinnam myśleć o fabule, to surfuję po Internecie w poszukiwaniu zabawnych filmików z kotami. Potem mama woła mnie na dół, żebym pomogła jej z dekoracjami świątecznymi.
Ugh, Boże Narodzenie! Co ja wszystkim dam? Nadal nie wiem co dać w prezencie Zane’owi. Raz chodziliśmy po centrum handlowym w jakimś małym miasteczku, a Zane pokazał mi jakąś wyjątkową rzeźbę pięknej syreny siedzącej na skale. Przypomniało mu to obraz, którym był zafascynowany, kiedy był dzieckiem. Nawet żartował, że syrena wygląda jak ja.
Następnego dnia wróciłam do miasta i mu to kupiłam. Nie mam pojęcia, czy spodoba mu się to. Również kupiłam mu mini model silnika Stirlinga, chociaż o to też mam wątpliwości. Straszliwie trudno kupować jest bogatym ludziom.
Ugh, to tyle na napisanie coś dzisiaj. Jutro na pewno zacznę.

- No dalej, wyduś z siebie wszystko.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć? Kiedy to się zaczęło? Bolało? Nie mogę uwierzyć, że zrobiłaś to przede mną! Gdzie to zrobiliście?
Muszę przerwać, żeby złapać oddech. Lauren wpatruje się we mnie ze znużeniem. Wątpię czy odpowie na większość moich palących pytań, ale musiałam wyrzucić je z systemu. Poskramiałam je tak długo, nie chcąc dodawać jej stresu.
Pod oczami Lauren są ciemne kręgi. Jeszcze nie wymiotowała, ale wygląda na wyczerpaną.
- Powiedziałam ci, że powiem ci wszystko jak porozmawiam z ojcem. Przepraszam, V. To taki bałagan.
Mogę tylko pokiwać głową ze współczuciem. Każdy może zobaczyć zawstydzenie na twarzy Lauren, siedzącej w poczekalni kobiecej kliniki, czekając aż jej ciąża zostanie potwierdzona na papierze, żeby mogła ubiegać się o wsparcie rządu. Jej duma niemal by jej na to nie pozwoliła i musiałam przypomnieć jej, że to dla dziecka.
- Bolało – mówi znienacka. – Na początku. Ale potem już nie. Było… myślałam, że będę tego żałować po pierwszym razie, ale potem poczułam… sama nie wiem… że chcę zrobić to jeszcze raz.
Przez chwilę brak mi słów. To jest Lauren. Ona nawet nie lubi, jak ludzie dotkną jej na korytarzu. Czy zmieniła się przed moimi oczami w nimfomankę?
- Kochasz go? – wypalam.
Lauren wygląda na zaskoczoną, jakby wcześniej nie rozważała tego pytania. – Nie wiem – przyznaje cicho, patrząc na ręce na kolanach. – To dziwne, ale sądzę, że to zależy od jego reakcji.
Marszczę brwi, przypominając sobie tchórzliwe wzdrygnięcie Damona. – Lepiej, żeby zachował się dobrze. Albo, nie obchodzi mnie co powiesz, rozdeptam go. Skopię mu tyłek w stylu Grubej Violet.
To sprawia, że cicho prycha. – Dzięki, V.
- Mówię poważnie, Lauren. – Patrzę jej w oczy. – Lepiej, żeby traktował cię dobrze.
Wzrusza ramionami i wierci się nerwowo na twardym, plastikowym krześle.
Milczymy przez chwilę. Ktoś o imieniu Sydney zostaje zawołany z powrotem i przestraszona dziewczyna, która nie mogła być o wiele starsza od bliźniaczek, wstaje z nachmurzoną kobietą. Para idzie ponuro do tylnego pomieszczenia.
- Violet? – odzywa się nagle Lauren, zwracając moją uwagę.
- Tak?
- Rozmawiałaś kiedyś z Zanem o… cóż, mówiłaś, że był z wieloma kobietami…?
Krzywię się na te przypomnienie, lecz wiem, o co jej chodzi. – Regularnie robi testy i zawsze zakłada prezerwatywę. Rozmawialiśmy o tym, kiedy zapytał czy będę na pigułce.
- Będziesz?
- Wiem, że powinnam, ale… ugh… to takie żenujące!
Lauren znacząco rozgląda się. – Bardziej żenujące od tego?
- Racja.
Wtedy zostaje wywołane jej imię. Próbuję z nią iść, ale mówi mi, że nie będę patrzeć jak sika. Więc siadam z powrotem, pozostawiona z własnymi myślami.
Chcę myśleć o Lauren i jej trudnym położeniu, ale mój umysł wciąż kieruje się na Zane’a.
Powinnyśmy poczekać z seksem? Tyle razy byliśmy ze sobą tak blisko, tylko po to, żeby zostało nam to okrutnie udaremnione. Czy to znak, że jeszcze nie jestem gotowa?
Fizycznie jestem bardzo gotowa. Naprawdę, tylko myślenie o Zanie, patrzeniu w te cudowne ciemne oczy… zrobiłabym o cokolwiek by poprosił.
I może to jest problemem.
Ugh, czemu to musi być tak skomplikowane? To tylko seks, prawda? Wiele ludzi to robi i jest dobrze.

Racja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz