11.3.14

Rozdział 26

Sobotni poranek.
Minęło tylko kilka godzin mojego dnia pracy, kiedy Henry, który waży jakieś siedemdziesiąt osiem kilo, wypada spod prysznica, upadając prosto na mnie.
Jestem zgnieciona. Ledwo zdołam sięgnąć mojego walkie talkie i zawołać po pomoc. W międzyczasie Henry próbuje wstać, używając mojej szyi jako dźwigni. Założę się, że nawet Helize słyszy moje krzyki z jej pokoju.
- Nic mi nie jest – mówię po raz trzeci Amy, pielęgniarce.
Trzyma mnie za ramię, delikatnie nim poruszając. Krzywię się lekko, kiedy obraca nim na lewo.
- Nadal chcę, żebyś wzięła wolny weekend – mówi. – Odpocznij, bierz gorące prysznice. Nie sądzę, że będziesz miała siniaki.
Potrząsam głową. – Szczerze, nic mi nie jest. Mogę skończyć resztę zmiany.
- Jody jest już w drodze i zapytała czy będziemy potrzebować jej jutro. Potrzebuje więcej godzin, ze świętami za rogiem. – Amy uśmiecha się, klepiąc mnie po ramieniu. – Poza tym, ostatnio wyglądasz na wyczerpaną. Odpręż się.
- Okej – mówię niechętnie. – Powinnam wypełniać raport wypadkowy, zanim pójdę?
- O tak. Zrobię to z tobą.
Idę na górę, aby pożegnać się z Helize. Kiedy mówię jej, co się wydarzyło, zadziwia mnie śmiejąc się do rozpuku. Nie wiem co jest takiego zabawnego w nagim staruszku upadającym i rozgniatającym jej ulubionego kwiatka. Ta kobieta ma dziwne poczucie humoru.
Wsiadam do mojego auta i piszę do Zane’a:
Ja: Zostałam zraniona w pracy. L
Zane: Nic ci nie jest? Co się stało?
Ja: Staruszek na mnie upadł. Wszystko w porządku. Dobre wieści są takie, że mam trzydniowy weekend – w poniedziałek nie ma szkoły!
Nie odpisuje mi, więc odpalam samochód i kieruję się do domu. Kilka minut później mój telefon wibruje z nadchodzącą wiadomością. Sprawdzam ją, czekając na zmianę światła.
Zane: Jadę po ciebie. Zaplanuj zostanie ze mną przez te dni.
Serce szarpie mi się z podekscytowania w mojej piersi. Chce, żebym z nim została! Tak, do diabła!
W drodze do domu wymyślam odpowiednie kłamstwo, które powiem mamie. Robi nade mną zamieszanie, kiedy wyjaśniam dlaczego jestem tak wcześnie w domu, próbując zaprowadzić mnie do łóżka. Mówię jej o moim planie spędzeniach trzech dni z Rachel (tak, tą) i jej rodziną w Los Angeles, ale ona nalega, żebym została w domu i odpoczęła. Czując się okropnie, zapewniam ją, że nic mi nie jest i naprawdę chcę jechać. Wtedy ustępuje i nawet mówi mi, że powinnam odwiedzić Zane’a kiedy tam będę. To sprawia, że wybucham histerycznym chichotem.
Pakuję się maniakalnie szybko, wrzucając najlepszą bieliznę i ulubione ubrania do torby. Potem biorę długi i dokładny prysznic. Dzisiaj może być ta noc! Upewniam się, że jestem wszędzie ogolona.
Kiedy jestem pewna, że jestem błyszcząca i gładka, wyskakuję spod prysznica i wkładam wyzywającą fioletową koronkową bieliznę, którą kupił mi Zane. Nie wypróbowałam jej aż do teraz i muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się jak na mnie wygląda. Wkładam różową hawajską bluzkę i najlepszą parę spodni, potem jest czas na makijaż.
Piszę do Zane’a, żeby spotkał się ze mną w mieszkaniu Lauren. Odpisuje mi, że zostało mu dwadzieścia minut drogi. Ugh, musiał pędzić jak szalony. Może nawet mnie tam przebić. Wkładam bransoletkę do kieszeni spodni, żeby móc założyć ją na zewnątrz, biorę torbę i zbiegam po schodach.
Ledwo co wyjaśniam wszystko Lauren, kiedy ktoś puka do drzwi. Potrząsając głową, otwiera drzwi Zane’owi, który wygląda absurdalnie seksownie i niebezpiecznie w czarnej, skórzanej kurtce i spranych dżinsach. Jego spojrzenie spotyka się z moim, a żar w nim sprawia, że chcę się powachlować.
Kiwa głową Lauren, potem patrzy na mnie. – Gotowa? – pyta, unosząc brew.
- Tak, ja… - Odrywam się od jego intensywnego spojrzenia, odwracając do Lauren. – Użyj mojego samochodu kiedykolwiek chcesz i dzwoń, jak będziesz mnie potrzebować.
Lauren posyła mi lekki uśmiech. – Dzięki. Bądź ostrożna, dobrze?
- Będę.
Zane bierze moją torbę i żegnamy się z Lauren. Potem wychodzimy i idziemy żwawo do jego auta.
Nie, to półciężarówka – duża, błyszcząca oraz czarna.
- Nie chciałem tracić czasu na powrót i wzięcie samochodu – mówi, otwierając mi drzwi. – Mam nadzieję, że to w porządku.
Kabina wozu jest przestronna i luksusowa. – Nie mam nic przeciwko – odpowiadam i uśmiecham się w podziękowaniu, gdy pomaga mi wsiąść.
Wrzuca moją torbę na tylne siedzenie, potem sam wsiada. Siedzi przez moment, wpatrując się w kierownicę. – Nic ci nie jest? – pyta w końcu, odpalając silnik. – Nie jesteś ranna?
Robię minę. – Ta, to nic takiego.
Opowiadam mu o prysznicu i Henrym tracącym uchwyt na rączce prysznicowej i o całym tego horrorze.
Zane patrzy na mnie spod przymrużonych powiek, kąciki jego ust już drgają. – Czekaj, mówisz mi, że był goły, kiedy na ciebie upadł?
Piorunuję go za jego rozbawiony ton. – Kto wychodzi spod prysznica ubrany? I to nie jest zabawne!
- Absolutnie niezabawne. W ogóle – zgadza się poważnie Zane, kręcąc głową.
- Śmiałby się z tego tylko niedojrzały dupek. – I Helize.
- O tak. Totalny palant. – Posyła mi błyskotliwy, biały uśmiech.
Nie mogę powstrzymać cichego parsknięcia. Dobra, nikomu nie stała się krzywda i chyba mogę zobaczyć humor w byciu uwięzioną pod nagim, starszym dżentelmenem.
Tak, to nie było traumatyczne.
- Mam dla ciebie niespodziankę – mówi Zane. Wskazuje głową na konsolę. – Przyciśnij tamten guzik.
Jest tam dosłownie sto guzików. Przyciskam jeden i chłodne powietrze wieje mi w twarz.
- Nie ten. – Zane śmieje się i przyciska inny.
Podobna do cygańskiej muzyka nagle wypełnia kabinę. Obracam głowę, żeby na niego spojrzeć.
- Czy to McPigs?
- Tak. Z ich nowego albumu.
Otwieram szeroko usta. – Ale to nie zostało jeszcze wydane!
Zane wzrusza skromnie ramionami. – Znam faceta, który zna faceta.
Podnoszę brwi. – Jesteś pewien, że nie ściągnąłeś tego nielegalnie?
- Kto, ja? – Niewinnie rozszerza oczy. Potem śmieje się. – Nie, dziewczynko, nie zostało to uzyskane nielegalnie.
Tak naprawdę nie obchodzi mnie, skąd to ma. Nie mogę uwierzyć, że zdobył to dla mnie! Nie mogę przestać się uśmiechać, jak McPigs krzyczą/śpiewają o zobaczeniu Johna Lennona w dziurze pączka.
Gdy piosenka się kończy, Zane ścisza głośność. – Hej, Violet? Chciałem, żebyś wiedziała – to, że zostajesz ze mną na parę dni, nie oznacza, że cokolwiek od ciebie oczekuję. Wiesz, o co mi chodzi? Nie musimy nic robić, jeśli nie jesteś gotowa.
Patrzę przed siebie, uśmiechając się leciutko. – Więc jak inaczej zobaczysz mnie w fioletowej bieliźnie, którą mi kupiłeś?
Totalna cisza, po czym:
- Masz ją teraz na sobie?
- Tak.
Zane przeklina pod nosem, a wóz nagle przyśpiesza. Gwałtownie wciągam powietrze, chwytając się deski rozdzielczej.
Śmiejąc się nerwowo, spoglądam na niego. – Nie jesteś w cierpliwym nastroju, co?
- Byłem cierpliwy – warczy. – Drażnij mnie tak dalej, a zjadę na pobocze. Dowiesz się jak mało cierpliwości mi pozostało.
Jego szorstki głos podnieca mnie jeszcze bardziej, popychając mnie do niebezpiecznego terytorium. – Mogę pokazać ci kawałek – mówię, ciągnąc za rąbek bluzki.
Zane znowu klnie, łapiąc obiema dłońmi za kierownicę. – O, kochanie, doigrasz się.
- Naprawdę? Nareszcie!
Potrząsa głową i ku mojej uldze zaczyna się śmiać. – Może będziesz dobrą dziewczynką i zdrzemniesz się? Przestań mnie torturować.
- Myślę, że zdrzemnę się – mruczę, wtulając się w siedzenie.
- Słodkich snów, Violet – mówi cicho, jak opadają mi powieki.

- Będę śnić o tobie i to będzie słodkie – szepczę sennie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz