11.3.14

Rozdział 27

Przez jakiś czas byłam pozbawiona snu i teraz to nadrabiam. Bezpieczna i ogrzana w wygodnym wozie Zane’a, zapadam w głęboki sen.
Kiedy w końcu się budzę, zatrzymujemy się przy bardzo luksusowym hotelu zaprojektowanym na wygląd średniowiecznego zamku.
- Gdzie jesteśmy? – pytam półprzytomnie Zane’a. – Myślałam, że jedziemy do twojego domu?
- Pomyślałem, że cię zaskoczę. – Uśmiecha się do mnie.
Jestem zahipnotyzowana olbrzymią kolorową fontanną przed hotelem. Potem sapię z podekscytowaniem. – To Marvy Marcus i Księżniczka Pippy! Jesteśmy w Bajkowym Zamku?!
- Tam gdzie każda dziewczyna jest księżniczką, a każdy chłopak piratem.
Podskakuję z podnieceniem na siedzeniu. – Zane! Dziękuję! Nigdy nie śniłam, że mnie tu zabierzesz!
- Będzie fajnie – mówi dzielnie. Jestem niemal przekonana, że naprawdę tak myśli.
Portier odprowadzający samochody przebrany za pirata zabiera samochód, a inny koleś pojawia się, próbując wziąć za nas nasze torby. Ponieważ mamy tylko moją torbę i jego, Zane odmawia, samemu je nosząc. Gdy nas zameldowuje, podziwiam renesansowy styl w wyszukanym holu. Sufit jest lśniącym arcydziełem, cherubinkowe postaci Bajkowego Zamku figlują na zmierzchowym niebie.
- Penthouse jest już zarezerwowany, ale udało mi się wziąć nam apartament – mówi Zane, podchodząc do mnie. – Czy to w porządku?
Obejmuję go w pasie, przyciskając do niego. – Jest idealnie – mruczę w jego klatkę piersiową.
Większości ludzi mogłaby przeszkadzać muzyczka świąteczna z Bajkowego Zamku grająca w windzie, ale ja ją uwielbiam. Entuzjastycznie zwracam uwagę na wymyślne zamki wyryte w windzie, a Zane jedynie uśmiecha się do mnie.
Jest strasznie milczący, przez ten cały czas nie odrywając ode mnie wzroku. Nie jestem taka naiwna, wiem, że faceci tak patrzą, kiedy myślą o seksie. Obserwuje mnie tak, jak drapieżnik przygląda się swojej ofierze tuż przed atakiem. I wróciło te dziwne napięcie – czuję jak skwierczy w powietrzu między nami i widzę to w napiętej postawie Zane’a.
Mocno staram się to zlekceważyć, obwiniając o moje roztrzęsione ruchy podekscytowanie z bycia tutaj. Przypadkowo wpadam na niego, gdy wychodzimy z windy i odskakuję, jakbym się oparzyła. Zane wyciąga rękę, żeby mnie przytrzymać z seksownym uśmieszkiem na cudownej twarzy.
Okej, ten apartament jest cholernie wielki i piękny. Wystrój waha się pomiędzy starą tawerną a pałacem sułtana. Może to brzmieć jak dziwne połączenie, ale pasuje. Uwielbiam ciemną, lśniącą drewnianą podłogę i egzotyczne dywaniki oraz ozdobione klejnotami eleganckie meble. Przestronny salon ma wszędzie okna z przesuwanymi szklanymi drzwiami prowadzącymi na balkon z niesamowitym widokiem na park rozrywki. Jednakże nie przestaję podziwiać widoku. Chcę zobaczyć sypialnie – są więcej niż jedna?
Są. Jest główna sypialnia z wielkim, puszystym łóżkiem i sąsiednią łazienką, która ma wannę z masażem. Druga sypialnia ma dwa łóżka, a druga łazienka ma prysznic ze szklaną kabiną, który mógłby pomieścić trzy szczupłe osoby. Bardzo duży dla mnie i Zane’a. Moja twarz staje się zbyt ciepła, kiedy wyobrażam sobie nas tam, robiąc rzeczy, które nie mają nic wspólnego z myciem się.
Zostaniemy w osobnych sypialniach? W tej chwili wydaje się to dość głupie. Zane zanosi nasze torby do głównej sypialni i kładzie je na łóżku. Przygląda mi się z rozbawieniem, gdy latam wokoło, badając każdy szczegół naszego luksusowego miejsca.
Teraz orientuję się, że stoję obok niego przy łóżku, oboje milczymy i jesteśmy napięci. Wpatrujemy się w siebie, jakby zagubieni we śnie. Dlaczego tak nagle czuję się przy nim tak nieśmiało i niepewnie, kiedy parę godzin temu byłam gotowa na niego wskoczyć?
No dalej, Violet, zrób ruch! To po prostu kolejny krok w naszym związku, naturalne następstwo, które nadchodziło od dłuższego czasu. Nie jest przecież tak, że wcześniej nie zrobiliśmy innych intymnych… rzeczy.
Achh, nie powinnam była o tym myśleć – teraz naprawdę się rumienię!
- Co myślisz?
Zaskakuje mnie głos Zane’a. Ma ten półuśmiech na twarzy, jak przygląda się mojej minie.
- N-nic – jąkam się, robiąc się jeszcze bardziej czerwona.
- Tak? Czemu rumienisz się przez „nic”?
- Nie wiem!
Zane siada na brzegu łóżka, przywołując mnie skinieniem ręki. – Chodź tutaj.
Podchodzę do niego, a on sadza mnie na swoich kolanach. Kiedy obejmuję go za szyję i wchłaniam trochę jego ciepła i siły, czuję się troszeczkę bardziej zrelaksowana.
- Znowu za dużo myślisz – mówi, opierając ręce na moich biodrach. – Rozluźnij się, dobrze? Nie ma presji.
Biorę głęboki wdech, wdychając jego znajomy, seksowny zapach. – Wiem. Ale czy nie chcesz…?
Jedna ręka opuszcza moje biodro, przesuwając się wzdłuż moich pleców, wymasowując napięcie. – Najpierw coś zjedzmy, może sprawdzimy park. Okej?
Nie mogę powstrzymać uśmiechu pełnego ulgi, który pojawia się na mojej twarzy. – Okej! Padam z głodu.
Zeskakuję z jego kolan. Zane wzdycha cicho i przeciąga dłonią po twarzy. Impulsywnie podchodzę do niego, wchodząc w przestrzeń pomiędzy jego nogami i kładę ręce na jego barkach.
- Dziękuję, że jesteś taki cierpliwy – mówię, patrząc mu prosto w oczy.
- Nie musisz mi za to dziękować.
- Tak, muszę. Za to też ci dziękuję. – Wskazuję na nasze otoczenie.
Zane przyciąga mnie bliżej, obejmując mnie ramionami w talii. – Dla ciebie wszystko.
Nachylam się, żeby go pocałować, a miało być to tylko lekkim całusem. Ale kiedy dotykam jego ust swoimi, pojawia się dziki głód i mnie obezwładnia. Zagłusza każdą małą wątpliwość i głos rozsądku w mojej głowie, opanowując moje kończyny. Podnoszę dłonie, żeby objąć twarz Zane’a, gdy pocałunek się pogłębia i wymyka z kontroli. On odpowiada agresywnie podnosząc mnie na siebie tak, że siedzę okrakiem na jego kolanach.
Cudowny, bolesny żar powoli przetacza się przez moje wnętrzności, podczas gdy na zewnątrz drżę z pożądania. Czuję się desperacko, szalenie chcę być jeszcze bliżej niego. Ściągam z niego koszulkę i podnoszę ramiona, żeby odwzajemnił przysługę. Potem popycham go na łóżko, kładąc się na nim.
Jestem świadoma całego tego rozgorączkowanego pożądania, ale… nie jestem całkiem pewna, co zrobić! Mój brak doświadczenia czyni mnie niezdarną, kiedy chcę być odważna, gdy potrzebuję… nie wiem, czego potrzebuję!
Na szczęście Zane zdobywa władzę. Obraca nami tak, że on jest na górze, przejmując kontrolę nad pocałunkiem. Poruszam się niespokojnie pod nim, działając palcami, żeby odpiąć jego spodnie.
W połowie śmiejąc się, a w połowie jęcząc, Zane łapie mnie za ręce i przyciska je nad moją głową.
- Przestań, Violet – mówi bez tchu. – Musimy zwolnić albo cię skrzywdzę.
- Nie obchodzi mnie to – odpowiadam mu lekkomyślnie. – Chcę, żebyś to zrobił.
- Szlag – mruczy, zamykając na chwilę oczy. Kiedy znowu je otwiera, wżerają się w moje. – Nie. Robimy to miło i wolno, nawet jeśli mnie to zabije.
Czy on nie rozumie, że to ja tutaj umieram? Z całej siły próbuję mu się wyrwać. – Nie, Zane – niemal szlocham. – Nie mogę czekać ani chwili dłużej!
- Cholera, Violet – klnie szorstko. Udręczony wyraz jego twarzy naciska wszystkie moje guziki w doskonałym miejscu. – Wiszę ci nową bieliznę – warczy.
- Czemu?
- Bo tę z ciebie zrywam.

Tak, proszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz