11.3.14

Rozdział 34

Bez Lauren w szkole, dni są strasznie długie. Ale są niczym w porównaniu do nocy.
Boję się nocy. Leżę w łóżku, nie mogąc zasnąć. Nie mogę przestać myśleć o Zanie. Co on robi? Czy leży w łóżku, myśląc o mnie? Albo jest z Alainą Skye – albo inną wspaniałą kobietą? Mogłam się dowiedzieć. Musiałabym tylko sprawdzić jedną z tych stron o celebrytach, które opisują każdy krok Aidena Crossa.
Ale nie potrafię. Zmieniam stację, kiedykolwiek słyszę jego seksowny głos w radiu (co dzieje się cały cholerny czas). Nawet nie mogę znieść widzenia jego zdjęć w czasopismach w sklepie. To zbyt bardzo boli. Nie widzę Zane’a w elektrycznie niebieskich oczach Aidena. Tęsknię za Zanem. Wciąż odtwarzam w głowie noc, którą spędziliśmy razem w hotelu. Leżę w łóżku, a ciało boli mnie przez jego stratę. Przewracam się z boku na bok przez całą noc, niespokojna od głębokiego cierpienia.
Wiem, że to żałosne, ale cały czas sprawdzam telefon, żeby zobaczyć czy zadzwonił lub napisał. Czemu miałby to zrobić, prawda?
Staram się iść dalej ze swoim życiem. Pracuję w Sunset Park podczas ferii zimowych, a to bardzo pomaga mi w byciu zajętą. Co nie pomaga, to muzyka świąteczna, grająca przez interkom dniami i nocami. Nawet mieszkańcy się skarżą. Helize grozi, że pchnie nożem naturalnych rozmiarów Mikołaja stojącego w jadalni, jeżeli ktoś jej nie wyłączy. Nawet chcę zobaczyć, jak to robi – polepszyłoby to mój dzień.
Zaczęłam kolejną książkę. Nie jest z serii Przerwać Czas – ale przysięgam, że za niedługo zacznę nad nią pracować. Jest o normalnej dziewczynie z liceum, która spotyka i zakochuje się w księciu. Tylko, że nie wie, iż on jest księciem – myśli, że jest tylko normalnym, przystojnym facetem z liceum. Ponieważ jest w przebraniu normalnego ucznia liceum…
Okej, jest to bardziej pamiętnik niż fikcja. Ale pisanie jest dla mnie pewnego rodzaju katharsis. Imię dziewczyny to Rose, a tajemny książę to Zeke. Wiem – czy ktokolwiek słyszał o księciu o imieniu Zeke, racja? Ale jego prawdziwe imię to Adrian George Harris, Książe Valdanii. Jednakże daję Rose oderwane od rzeczywistości szczęśliwe zakończenie. Fikcja powinna być miejscem na lizaki i ucieczkę. Prawdziwe życie jest wystarczająco przygnębiające – na przykład ja nie chcę czytać o udawanym nieszczęściu.

Boże Narodzenie.
Radziłam sobie świetnie, nakładając radosną maskę dla mamy. Uwielbia każde święto, zwłaszcza Boże Narodzenie, a teraz, kiedy Bill pcha w nią pieniędzmi, może pozwolić sobie na wszystko. Dom wygląda jak świąteczne miasteczko. Kiedy schodzę po schodach, w połowie oczekuję, że zaczną spadać na mnie płatki śniegu. Wszędzie jest lameta. Czasami potykam się o nią, gdy jestem zaspana.
Nasza ogromna sztuczna choinka ma pod sobą stos prezentów. Mama, mając na sobie małą czapeczkę elfa, zaczyna rozdawać prezenty. Jesteśmy tylko ja i Bill, ale wywołuje nasze imię za każdym razem, żeby otrzymać kolejny pięknie owinięty prezent. Nawet Bill uśmiecha się na jej entuzjazm. Wygląda na wymiętoszonego i tak uroczo w piżamie z ludzikami z piernika.
Dostaję praktycznie całą nową szafę ubrań, pudełka drogiej technologii i bawełnianą bieliznę od babci Mercer. Dlaczego upiera się na wysyłanie mi majtek w kwiatki w każde Boże Narodzenie? To takie dziwne. Noszę je, kiedy mam okres. Co jest akurat teraz, fuj. Nic dziwnego, że jestem taka marudna.
- Ten jest twój – mówi mama, podając mi wąskie, płaskie pudełko. Jej oczy błyszczą jak, sama nie wiem, gwiazdy świąteczne czy coś.
Ostrożnie przyjmuję lekki prezent. Osądzając po tym, jak gorliwie mnie obserwuje, zgaduję, że to ważny prezent. – Dzięki – mówię.
- Otwórz go! – wykrzykuje, jak przyglądam się papierowi pakunkowemu z małym, grubym reniferem.
Ponieważ wygląda tak, jakby miała posikać się z podekscytowania, szybko odpakowuję prezent. Jaskrawoczerwone pudełko. Otwieram je, odsuwam bibułkę i znajduję coś, co wygląda jak biała bluzka.
Więcej ubrań? Przyklejam na twarz wesoły uśmiech i wyciągam bluzkę, potrząsając nią, żeby ją rozłożyć.
Mój uśmiech tak jakby umiera, kiedy widzę co jest wypisane na przodzie w różowym brokacie.
Starsza Siostra.
Na serio.
Opuszczam bluzkę, gapiąc się na mamę – która nagrywa moją reakcję kamerą.
- Naprawdę? – pytam. – Czy to…?
Dziwne słowa przebiegają mi przez głowę: bezpieczne, legalne, praktyczne… żadne z nich nie pasuje do sytuacji. Nie wiem jak zareagować.
- Jestem w ciąży! – woła radośnie.
- Cóż… gratulacje! – mówię i podnoszę się, żeby ją przytulić, aby nie myślała, że się nie cieszę.
Uśmiecham się do Billa i zauważam, że jest czerwony z zażenowania i zadowolenia. Mama wyciąga rękę i ściska jego dłoń. Jeżeli mama zrobi się jeszcze bardziej szczęśliwa, to chyba wybuchnie. Trochę denerwuję się myślą bycia po raz pierwszy starszą siostrą, ale dla niej mogę się opanować.
O mój Boże. Dziecko. Ostatnio wszyscy zachodzą w ciążę.
- Widziałaś się z lekarzem? Wszystko w porządku? – pytam nerwowo.
- Wszystko jest cudownie, skarbie – zapewnia mnie mama. – Będą nadzorować mnie troszeczkę bardziej, bo jestem trochę starsza niż przeciętna mama. – Robi zabawną minę. – Ale lekarz mówi, że jak na razie wszystko idzie dobrze!
- To świetnie. Tylko pomyśl – będziesz miała kolejne dziecko do zawstydzania, kiedy opuszczę gniazdo.
- To prawda – przyznaje radośnie, podnosząc z oczu czapeczkę elfa. – Choć ciebie dalej będę zawstydzać, gdy przyjdziesz w odwiedziny. Nie chciałabym, żebyś czuła się zapomniana.
- Dzięki, zawsze o mnie myślisz.
Bill dostaje nagły telefon z pracy, który musi odebrać i posyłając przepraszające spojrzenie mamie, znika w gabinecie.
Oto idzie ojciec mojego przyszłego przyrodniego brata albo przyrodniej siostry, myślę.
Hej, te dziecko mogło mieć o wiele gorzej. Orientuję się, że naprawdę lubię Billa. Cieszę się, że wydaje się być zadowolony modelowym statkiem pirackim, który mu kupiłam.
Mama chce, żebym przymierzyła koszulkę Starszej Siostry, którą mi dała. Okazuje się, że jest o rozmiar za mała. Ciągle patrzy na moją klatkę piersiową i swoją mniejszą, marszcząc czoło z żalem. Mam nadzieję, że nie rozważa implantów po dziecku.
- Violet, muszę ci coś powiedzieć.
Mama przysuwa się do mnie na kolanach i kuca przede mną, patrząc mi w oczy.
- Co? – pytam bojaźliwie. Wygląda na bardzo poważną, więc to musi być coś złego.
- Rozmawiałam z Zanem.
Gwałtownie wciągam powietrze. Ręce zaczynają mi drżeć i muszę opanować nagłe pragnienie na zaatakowanie własnej matki gradem pytań. Co powiedział? Jak się ma? Czy mówił o mnie?
- Och – mówię ostatecznie. – Ja… uch… dlaczego ty… o czym rozmawialiście?
Mama unosi brew. – Tak naprawdę o sporu rzeczach. Okazuje się, że mam wiele do powiedzenia młodzieńcowi, który odebrał dziewictwo mojej siedemnastoletniej córce.
Jestem całkowicie zawstydzona. Czuję jak moja twarz blednie z przerażenia. – Mamo!
- Czekaj, to był… Zane był twoim pierwszym, prawda?
Nagle z wielkim zapałem krew wraca mi do twarzy. – Tak, mamo. Ugh.
- Hej, nie jest tak, że to też nie jest dla mnie dziwne – mówi, z oburzeniem prostując ramiona. – Przecież Zane jest moim pasierbem. Ale… doszliśmy do porozumienia – zostawmy to na tym. W każdym razie, chciał, żebyś coś miała.
Mama podaje mi małe kwadratowe pudełko. Wpatruję się w nią porażona.
- Cokolwiek to jest, nie mogę tego przyjąć – szepczę, patrząc na maleńki prezent zawinięty w folię, jakby miał mnie ugryźć. – Zerwaliśmy.
- Powiedział, że miał to już dla ciebie miesiąc temu i chce, żebyś to miała. Bez zobowiązań. Mówi, że nie musisz kontaktować się z nim ani nic i nie przyjmuje tego z powrotem, więc równie dobrze możesz zatrzymać. – Chichocze cicho. – Tak dobrze cię zna.
Zaczynam protestować. – Mamo… ja-ja… nie mogę…
- On cię kocha, wiesz – odpowiada łagodnie. Bierze mnie za rękę i delikatnie kładzie na niej pudełko. Potem lekko dotyka mojego policzka. – Ty też go kochasz, nieprawdaż?
Tak łatwo łzy zaczynają spływać z moich oczu. – Tak. – W połowie śmieję się, w połowie szlocham. – Kocham.
- Och, Violet. – Mama wyciąga do mnie ręce i przytula mnie ze współczuciem. – Moja biedna dziewczynka.
Odsuwam się niezręcznie. – Nic mi nie jest – mówię szybko, ocierając twarz. – Więc… wiesz co to jest? – Pokazuję na pudełko.
Mama uśmiecha się psotnie. – Tak. I nie mam nic przeciwko temu tylko z powodu tego, co on do ciebie czuje i dlatego, że wiem, że stać go na to. No dalej – otwórz.
Biorę drżący wdech. Pudełko prawie nic nie waży. Czy to… pierścionek?
Szybko odrzucam tę szaloną myśl. Oczywiście, że nie. To prezent pożegnalny, nie obietnica na przyszłość.
Rozpakowuję go ostrożnie. W środku pudełka jest mały czarny… pilot? Patrzę niepewnie na mamę.
Uśmiecha się promiennie. – To pilot do twojego kabrioletu Bentley’a! Jest zaparkowany na podjeździe.
- Niemożliwe.
Pędzimy na zewnątrz, mama przez całą drogą chichocze jak mała dziewczynka. Wybiegam przez drzwi wejściowe i – oto jest, stojąc na podjeździe, świecąc w porannym świetle.
Błyszczący, fioletowy kabriolet Bentley’a.
- O mój Boże – sapię.
Mogę tylko stać wryta w miejsce z szeroko otwartymi ustami. Mama bierze ode mnie pilot i używa go, żeby otworzyć drzwi. Potem ciągnie mnie, byśmy obejrzały wnętrze.
W środku jest pięknie. Wszystkie guziki, tarcze i wyświetlacze poruszają mnie do głębi. Ciemnoszare, skórzane siedzenia są luksusowe.
Siadam za kierownicą i czuję się jak – jak gwiazda rocka. – Nie mogę go zatrzymać – mówię mamie głosem pełnym nabożnego lęku.
Siedzi na miejscu pasażera, stukając w coś, co wygląda jak telefon w środkowej konsoli. – Zane mówił bardzo wyraźnie, że nie przyjmuje go z powrotem – odpowiada. – Chce, żebyś go miała, Violet.
Ściskam dłońmi kierownicę, opuszczając ramiona. – Z poczucia winy.
- Violet. Zatrzymaj samochód. Ciesz się nim. Znowu zacznij się uśmiechać. – Mama odsuwa z mojej twarzy kosmyk włosów. – Masz jeszcze tylko kilka miesięcy do college’u. Po prostu… ciesz się każdym dniem. Dobrze?
Zamykam oczy i widzę twarz Zane’a. Szybko je otwieram. – Dobrze – mówię. – Spróbuję.
Bez żałowania.
Ta, jasne.
Pomagam mamie posprzątać nasz świąteczny bałagan, potem wskakuję do starej Toyoty z torbą prezentów i jadę do Lauren. Po rozdaniu prezentów i przyjęciu własnych, odciągam Lauren na bok i podaję jej kluczyki do mojego samochodu.
- Jest stary, ale wiesz, że działa dobrze – mówię jej, podczas gdy ona gapi się na mnie oniemiała. – Możesz go używać albo wymienić, zrób co chcesz.
- Żartujesz sobie, V? – Lauren próbuje oddać mi kluczyki. – Nie możesz oddać mi swojego auta. Czym ty będziesz jeździć?
Nerwowo drapię się po czole. – Um… cóż, Zane tak jakby… kupił mi nowe.
Lauren otwiera szeroko usta. – Poważnie?
- Tak. Odwieź mnie do domu i zobaczysz.
Muszę zmusić Lauren do przyjęcia Toyoty. W końcu wpędzam ją w poczucie winy, wspominając fakt, że byłoby o wiele łatwiej dla jej rodziny, gdyby były dwa auta – zwłaszcza, kiedy przyjdzie dziecko. Ostatecznie poddaje się i zaskakuje mnie mocnym uściskiem. Lauren nigdy się nie przytula. Muszą być to hormony.
Całą noc debatuję sama z sobą i w końcu postanawiam wysłać Zane’owi prostą kartkę z podziękowaniem razem z rzeźbą syreny i modelem silnika Sterlinga, które zamierzałam mu dać na święta. Wiem, że wydaje się to głupie – on dał mi Bentley’a, ja daję mu syrenę i zabawkę. Ale… sama nie wiem. Kupiłam mu to, zanim zerwaliśmy.
Biorę jego adres od mamy i wysyłam prezenty, zanim mogłabym zmienić zdanie. Od razu tego żałuję. Co ja sobie myślałam?! Pomyśli sobie, że jestem idiotką, pogrywam w gierki. Pomyśli sobie, że figurka jest głupia. Założę się, że nawet nie pamięta tamtego dnia w galerii.

O Boże, co ja zrobiłam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz