Idę na
piechotę do Lauren. Kiedy dochodzę do budynku, jestem już wyczerpana –
fizycznie i emocjonalnie. Jestem pewna, że wyglądam okropnie. Oczy kleją mi się
od płaczu, a włosy są roztrzepane przez wiatr. Tak naprawdę mało mnie to
obchodzi.
Dostrzegam
go, zanim on mnie. Opiera się o ścianę naprzeciwko drzwi Lauren z ramionami
skrzyżowanymi na piersi.
Lauren
powiedziała, że wyglądał na zrujnowanego i czuję szok, widząc, że miała rację.
Twarz Zane’a jest blada, ciemne kręgi malują się pod jego oczami. Wygląda na
tak zmęczonego, jak ja się czuję.
Niespodziewanie
podnosi głowę, gdy ostrożnie się zbliżam. Jego oczy wydają się wżerać w moje. –
Violet.
Wyciąga do
mnie rękę, ale wzdrygam się przed nim.
- Nie
dotykaj mnie!
Chcę
powiedzieć to gniewnie, ale mój głos jest wysoki i spanikowany. Odsuwam się od
niego. On nie jest tym samym facetem, z którym siedziałam na piasku i gadałam
przez wiele godzin. Nie jest tym, z którym spędziłam najwspanialszą noc życia.
Jest nieznajomym – niesamowicie sławnym… kłamcą.
- Wiesz –
mówi Zane. Jego głos jest cichy, bezbarwny.
Sztywno
kiwam głową. – Do widzenia, Aidenie.
Próbuję
przejść obok niego do drzwi Lauren, ale chwyta mnie i przystawia do ściany,
blokując mi ucieczkę.
Nachylając
się, aby spojrzeć mi w oczy, mówi ponaglająco. – Violet, cholernie mi przykro,
że dowiedziałaś się w taki sposób. Zamierzałem ci powiedzieć…
- To nic
takiego – wtrącam, odwracając głowę. – Wykorzystywałeś mnie – rozumiem to.
Powinnam się zorientować. To koniec, wszystko skończone, więc po prostu odejdź.
Zane głośno
wypuszcza powietrze z frustracją. – Nie, to nie o to chodzi. Ty i ja, to…
słuchaj, możemy gdzieś pójść i porozmawiać?
- Nie! –
Kręcę głową, nagle wściekła. – Nigdzie z tobą nie pójdę!
Jestem za
głośna. Obok nas uchylają się drzwi pani Jacobs. Spogląda przez szparę z
niepokojem.
- Wszystko w
porządku, Violet? – woła.
Zane cofa
się o centymetr. Udaje mi się wymusić uśmiech na twarzy. – Nic mi nie jest,
dziękuję. Przepraszam za hałas.
Pani Jacobs
marszczy brwi, rzucając podejrzane spojrzenie Zane’owi. – Wrzeszcz, jeśli
będziesz mnie potrzebować – mówi, zamykając drzwi.
- Chodźmy
stąd – mamrocze Zane, kładąc rękę na mojej talii.
Odsuwam się.
– Nie idę z tobą. Nie znam cię. Nie znam cię!
Przeszywa
mnie wzrokiem, poirytowany. – Znałaś mnie bardzo dobrze zeszłej nocy, kiedy
wykrzykiwałaś moje imię.
Wciągam
gwałtownie powietrze, po czym policzkuję go – jak najmocniej umiem. Oboje jesteśmy
oszołomieni. Piecze mnie dłoń. Pocieram nią delikatnie o nogawkę.
Zane kiwa
lekko głową, jego mina pochmurnieje. – Zasłużyłem na to. Przepraszam –
przyznaje ponuro. Potem zbliża się, muskając ustami moje ucho.
- Nie
zmieniłem się. Nadal jestem sobą. Znasz mnie,
tego prawdziwego. Jestem tym samym kolesiem, który znalazł cię tkwiącą w
drzwiach, płaczącą z rozdartymi spodniami – tym samym, który był w tobie całą
noc.
Jego głos
jest niski i przeszywający. Drżę od jego słów i wspomnień, które powodują.
- Proszę,
puść mnie – błagam. Teraz łzy spływają coraz szybciej. – Po prostu trzymaj się
ode mnie z daleka!
- Nie mogę.
– Lekko dotyka czołem mojego, ale jest ponury i zdeterminowany. – Chodź ze mną…
wysłuchaj mnie. Nigdzie nie pójdę, dopóki ty nie pójdziesz.
Piorunuję go
wzrokiem, wypchnięta poza moje granice. – Czemu mi to robisz?! Pośmiałeś się
już. Idź! Zostaw mnie w spokoju!
Potrząsa
głową z nieprzejednaną miną. – Jeszcze trzy sekundy i wyniosę cię stąd. Jeden.
Staram się
mu wyrwać, ale przyszpila mnie swoim ciałem. – Ktoś zadzwoni po gliny – grożę.
- Gówno mnie
to obchodzi. Dwa.
Jaki mam
wybór? Więcej ludzi zaczyna wyglądać zza drzwi i za niedługo ktoś zacznie się
skarżyć. Nie chcę wpakować Lauren w kłopoty.
- Dobra –
mówię chłodno. – Muszę powiedzieć Lauren.
Zane odsuwa
się, żebym mogła odejść. Kiedy podchodzę do jej mieszkania, drzwi otwierają się
szeroko. Lauren stoi na progu z miną, która potwierdza, że podsłuchiwała –
dobrze. Bliźniaczki tłoczą się za nią, ich rude głowy podskakują z przejęciem –
nie tak dobrze.
- W
porządku, V? – Lauren rzuca szybkie spojrzenie na Zane’a, potem patrzy na mnie.
Potakuję. –
Zadzwonię do ciebie później. Jeśli moja mama do ciebie zadzwoni, możesz jej
powiedzieć, że będę za niedługo w domu?
- Pewnie.
Dzwoń, jeśli będziesz mnie potrzebować.
Posyła mi
znaczące spojrzenie. Wzruszam ramionami. Gdy zamyka drzwi, odwracam się do
Zane’a.
- Chodźmy.
W milczeniu
idę za nim do jego samochodu, nie patrząc na niego. Nawet nie chcę zbyt głęboko
wciągać powietrza i wdychać jego zapach mydła i świeżego prania, bo zawsze mnie
podnieca. Jestem zbulwersowana, że wciąż czuję coś takiego do niego, ale chyba
nie mogę nic poradzić na te nastoletnie hormony.
- Jedź do
Taco Bell – rzucam, jak odpala silnik.
Zane patrzy
na kierownicę, zaciskając szczękę. – Nie jest to prywatne miejsce na rozmowę.
- Nie chcę
być z tobą sama – mówię otwarcie.
- Co, teraz
jestem psychicznym zabójcą?
Zmrużam na
niego oczy. – Nie ufam ci. Bo okłamałeś mnie.
Zane nie
odpowiada. Jedziemy do restauracji w totalnej ciszy. To dla mnie takie
surrealistyczne. Jestem w samochodzie z Aidenem
Crossem, moim ulubionym piosenkarzem. Kochałam się z nim. Jak mogłam tego
nie wiedzieć? Jak mogłabym wiedzieć?
Kto zgadłby, że jej chłopak jest tak naprawdę sławną gwiazdą rocka? To nie zdarza
się w prawdziwym życiu. Nigdy w moich najbardziej szalonych snach nie
wyobraziłabym sobie, że to byłoby jego wielkim sekretem.
Ha, jeżeli
wcześniej myślałam, że mamy z Zanem jakieś szanse… tak, oto odchodzi te
marzenie, prosto przez okno.
Jestem taka
głupia.
Zane wjeżdża
na miejsca parkingowe Taco Bell, ale żadne z nas nie wysiada. Dlaczego wybrałam
Taco Bell? Patrząc przez okno zauważam samochód Matta i Kim. Kim jest
największą fanką Aidena Crossa. Jeśli zobaczy Zane’a z bliska, może odgadnąć
jego tajemną tożsamość.
Czuję się
głupio, myśląc o tym. Jakby był superbohaterem czy coś.
- Musiałeś
uważać, że byłam straszliwie głupia – odzywam się, trzymając rękę na drzwiach.
Podnosi na
mnie spojrzenie. – Co? – pyta ostrożnie.
Wydaję
zdławiony chichot pełen zgorzknienia. – Cały czas oskarżałam cię o flirtowanie
z recepcjonistkami, kelnerkami i kuzynkami… kiedy tak naprawdę pieprzyłeś się z
takimi aktorkami jak Alaina Skye i… i… supermodelkami.
- Jesteśmy z
Alainą tylko przyjaciółmi.
- Jasne –
prycham. – Dlatego właśnie są zdjęcia, na których oboje nie możecie trzymać
przy sobie rąk.
- Nie, to
były zdjęcia zaaranżowane przez naszych agentów dla rozgłosu – warczy przez
zaciśnięte zęby. – Tak jak wszystkie inne zdjęcia, które pewnie widziałaś.
Nawet nie znam imion większości tych dziewczyn.
- Oczywiście
– mówię, przewracając oczami. – Ale zgaduję, że nie musisz znać kogoś imienia,
żeby trzymać ręce na jego tyłku.
Pochyla się,
biorąc moją rękę. – Nie byłem z nikim od tego pierwszego dnia, kiedy poszliśmy
razem na obiad.
Wyrywam
rękę. – Czemu miałabym ci uwierzyć? Okłamałeś mnie we wszystkim. Nawet nie
pracujesz w Cronusie, prawda? Czy to wszystko było badaniem na twoją wielką
filmową rolę? Fałszywe nazwisko, wygląd… my?
Zane kręci
głową. – Nie! Odrzuciłem to jakiś czas temu. Moja agentka próbowała zmienić
moje zdanie – wsunęła ten scenariusz do mojej torby, żeby namówić mnie, abym
jeszcze raz zastanowił się nad nim. Nie dlatego przyjechałem do Hidden Cove.
- Więc
dlaczego?
- Nie wiem.
– Wzdycha, patrząc przez przednią szybę. – Chyba chciałem wziąć przerwę od
bycia mną. Nie zrozum mnie źle – mam najlepszą pracę na świecie, robię to, co
kocham. Ale nie pozwala ona na dużo prywatności. Do diabła, zmieniłem fryzurę i
jest to wiadomość na pierwsze strony.
- Kiedy
jestem Aidenem Crossem, cały czas robię przedstawienie, wiesz? Jestem
kimkolwiek chcą, żebym był moi fani i to jest w porządku – pojmuję, że jest to
część pracy. Nie robiłbym tego, gdybym tego nie kochał. Mogą mieć Aidena Crossa
– jest cały ich. Nie jest prawdziwy. Dlatego tutaj przyjechałem – zacząłem
gubić się w szumie medialnym. Musiałem znowu znaleźć prawdziwego siebie. Wtedy
znalazłem ciebie.
Odwracam
wzrok od intensywności na jego twarzy. Nerwowo zaciągam swoją spódniczkę.
- Jenna
wiedziała – mówię cicho. – Jej powiedziałeś.
- Jenna była
od początku – odpowiada Zane. – Kiedy miałem dwanaście lat i miałem dużo
problemów, tata postanowił, że potrzebujemy nowego startu. Przeprowadziliśmy
się z Seattle do Los Angeles. Zacząłem szkołę z nowym imieniem i czystym kontem.
Aiden to moje drugie imię, O’Connor to nazwisko panieńskie mojej matki. Byłem
Aidenem Crossem, kiedy poznałem Jennę. Potem ktoś nagrał filmik, jak śpiewałem
na imprezie i wrzucił do Internetu. Od tamtej pory byłem Aidenem Crossem.
Zane wzrusza
lekko ramionami, jakby to nie była żadna wielka sprawa, że został odkryty jako
dziecko i stał się sensacją internetową w ciągu jednej nocy.
- Mogłeś mi
powiedzieć! – wybucham. – Powinieneś mi powiedzieć. Przecież – Boże,
powiedziałam ci – powiedziałam ci wszystko!
Zaufałam ci, a przez cały ten czas… ty nie ufałeś mi ze swoim małym
sekrecikiem.
- Ufałem ci
– ufam. Nie, spójrz na mnie, Violet! – Chwyta mnie za rękę, ale tym razem nie
puszcza. – Bardzo przepraszam, że cię zraniłem. Ale proszę, uwierz mi. Nie
powiedziałem ci, bo nie chciałem cię stracić. Myślałem, że mogę mieć wszystko.
Spieprzyłem.
Jestem teraz
bałaganem, dusząc się własnymi łzami. Rozpaczliwie próbuję utrzymać kontrolę,
ale po prostu nie potrafię. Łamie się moje serce.
- Czy
kiedykolwiek zamierzałeś mi powiedzieć?!
Zane ma
zbolałą minę. Teraz użala się nade mną? Czy o to chodzi?
- Chciałem
ci powiedzieć, kiedy zabrałbym cię do mojego domu.
Wyrywam rękę
z jego uścisku i ze złością ocieram oczy. – A potem co? Dzięki za wspomnienia,
było dobrze, kiedy to trwało?
- Nie. –
Opiera się o siedzenie, wzdychając. – Zamierzałem powiedzieć ci wszystko i
błagać o przebaczenie. Miałaś powiedzieć, że to w porządku, rozumiesz i że i
tak mnie kochasz – bo znasz prawdziwego mnie. Potem miałem poprosić, żebyś ze
mną została, bo jestem straszliwie w
tobie zakochany.
Moje serce
wydaje jeden wielki, głuchy odgłos, po czym opada na podłogę i roztrzaskuje się
na milion kawałków. Potrząsając głową, szepczę. – Nie mów tego do mnie. Nie
teraz.
- Czemu nie?
Chciałaś prawdy, tak?
- Więc co
teraz? To – to nie wypali. My nie
wypalimy. Co mam zrobić? Chodzić za tobą na twoje koncerty i patrzeć, jak
dziewczyny pokazują ci piersi? Boże, myślałeś, że wcześniej byłam zazdrosna…
- Nic z tego
nie ma znaczenia! – Zane przeciąga dłonią po włosach, sfrustrowany. – Tylko ty
się liczysz. Violet, proszę… daj nam szansę. Nie mogę cię stracić.
- Okłamałeś
mnie! – szlocham. – Nie wiem, co jest prawdziwe.
- To jest prawdziwe.
Przyciąga
mnie do siebie i całuje, mocno i głęboko.
Odwzajemniam
pocałunek, bezsilna na sprzeciw. Wspinam się na jego kolana, osuwając na niego,
zamykając się na wszystko z zewnątrz – wszystkie kłamstwa, milion powodów
dlaczego nie możemy być razem – na kilka cennych sekund.
- Powiedz
mi, że mnie kochasz – mówi szorstko Zane, pomiędzy naszymi rozpaczliwymi
pocałunkami.
- Kocham cię
– szepczę. – Ale nie mogę z tobą być.
Odrywam się
od niego i jest to najtrudniejsza rzecz w moim życiu.
- Nie chcę
cię już widzieć… Aidenie.
Sięgam po
omacku do klamki. Zane łapie mnie za rękę.
- Violet…
- Nie!
Odwracam się
od niego i otwieram drzwi. Nie patrząc na niego, wysiadam z samochodu i idę w
stronę restauracji.
Nie oglądaj się.
Zanim
wchodzę do środka, przesuwam dłońmi po twarzy, żeby zetrzeć ślady łez. Nie
obchodzi mnie, jak źle wyglądam, ale nie chcę, żeby widzieli jak płaczę. Nie
znowu.
Oczywiście
Taco Bell jest strasznie zatłoczone. Dostrzegam Matta i Rachel siedzących po
tej samej stronie boksu. Matt zauważa mnie i macha ręką. Wygląda na
zszokowanego moim pojawieniem się. Kiwam mu głową, szukając Kim.
Siedzi przy
dużym stole razem z rozchichotanymi przyjaciółkami. Wyłapuję jej spojrzenie i
pokazuję, żeby podeszła. Od razu podchodzi.
- Nic ci nie
jest, Violet? Wyglądasz, jakbyś płakała.
Kręcę głową,
wymuszając uśmiech. – Kim, możesz zrobić mi przysługę? Zawieziesz mnie do
Lauren?
- Um,
pewnie. Tylko daj mi powiedzieć gangowi, dobra?
Przed
wyjściem waham się przy drzwiach, zerkając na parking. Czuję ulgę, widząc, że
samochód Zane’a zniknął.
Już nigdy
więcej go nie zobaczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz