11.3.14

Rozdział 31

Idę na piechotę do Lauren. Kiedy dochodzę do budynku, jestem już wyczerpana – fizycznie i emocjonalnie. Jestem pewna, że wyglądam okropnie. Oczy kleją mi się od płaczu, a włosy są roztrzepane przez wiatr. Tak naprawdę mało mnie to obchodzi.
Dostrzegam go, zanim on mnie. Opiera się o ścianę naprzeciwko drzwi Lauren z ramionami skrzyżowanymi na piersi.
Lauren powiedziała, że wyglądał na zrujnowanego i czuję szok, widząc, że miała rację. Twarz Zane’a jest blada, ciemne kręgi malują się pod jego oczami. Wygląda na tak zmęczonego, jak ja się czuję.
Niespodziewanie podnosi głowę, gdy ostrożnie się zbliżam. Jego oczy wydają się wżerać w moje. – Violet.
Wyciąga do mnie rękę, ale wzdrygam się przed nim.
- Nie dotykaj mnie!
Chcę powiedzieć to gniewnie, ale mój głos jest wysoki i spanikowany. Odsuwam się od niego. On nie jest tym samym facetem, z którym siedziałam na piasku i gadałam przez wiele godzin. Nie jest tym, z którym spędziłam najwspanialszą noc życia. Jest nieznajomym – niesamowicie sławnym… kłamcą.
- Wiesz – mówi Zane. Jego głos jest cichy, bezbarwny.
Sztywno kiwam głową. – Do widzenia, Aidenie.
Próbuję przejść obok niego do drzwi Lauren, ale chwyta mnie i przystawia do ściany, blokując mi ucieczkę.
Nachylając się, aby spojrzeć mi w oczy, mówi ponaglająco. – Violet, cholernie mi przykro, że dowiedziałaś się w taki sposób. Zamierzałem ci powiedzieć…
- To nic takiego – wtrącam, odwracając głowę. – Wykorzystywałeś mnie – rozumiem to. Powinnam się zorientować. To koniec, wszystko skończone, więc po prostu odejdź.
Zane głośno wypuszcza powietrze z frustracją. – Nie, to nie o to chodzi. Ty i ja, to… słuchaj, możemy gdzieś pójść i porozmawiać?
- Nie! – Kręcę głową, nagle wściekła. – Nigdzie z tobą nie pójdę!
Jestem za głośna. Obok nas uchylają się drzwi pani Jacobs. Spogląda przez szparę z niepokojem.
- Wszystko w porządku, Violet? – woła.
Zane cofa się o centymetr. Udaje mi się wymusić uśmiech na twarzy. – Nic mi nie jest, dziękuję. Przepraszam za hałas.
Pani Jacobs marszczy brwi, rzucając podejrzane spojrzenie Zane’owi. – Wrzeszcz, jeśli będziesz mnie potrzebować – mówi, zamykając drzwi.
- Chodźmy stąd – mamrocze Zane, kładąc rękę na mojej talii.
Odsuwam się. – Nie idę z tobą. Nie znam cię. Nie znam cię!
Przeszywa mnie wzrokiem, poirytowany. – Znałaś mnie bardzo dobrze zeszłej nocy, kiedy wykrzykiwałaś moje imię.
Wciągam gwałtownie powietrze, po czym policzkuję go – jak najmocniej umiem. Oboje jesteśmy oszołomieni. Piecze mnie dłoń. Pocieram nią delikatnie o nogawkę.
Zane kiwa lekko głową, jego mina pochmurnieje. – Zasłużyłem na to. Przepraszam – przyznaje ponuro. Potem zbliża się, muskając ustami moje ucho.
- Nie zmieniłem się. Nadal jestem sobą. Znasz mnie, tego prawdziwego. Jestem tym samym kolesiem, który znalazł cię tkwiącą w drzwiach, płaczącą z rozdartymi spodniami – tym samym, który był w tobie całą noc.
Jego głos jest niski i przeszywający. Drżę od jego słów i wspomnień, które powodują.
- Proszę, puść mnie – błagam. Teraz łzy spływają coraz szybciej. – Po prostu trzymaj się ode mnie z daleka!
- Nie mogę. – Lekko dotyka czołem mojego, ale jest ponury i zdeterminowany. – Chodź ze mną… wysłuchaj mnie. Nigdzie nie pójdę, dopóki ty nie pójdziesz.
Piorunuję go wzrokiem, wypchnięta poza moje granice. – Czemu mi to robisz?! Pośmiałeś się już. Idź! Zostaw mnie w spokoju!
Potrząsa głową z nieprzejednaną miną. – Jeszcze trzy sekundy i wyniosę cię stąd. Jeden.
Staram się mu wyrwać, ale przyszpila mnie swoim ciałem. – Ktoś zadzwoni po gliny – grożę.
- Gówno mnie to obchodzi. Dwa.
Jaki mam wybór? Więcej ludzi zaczyna wyglądać zza drzwi i za niedługo ktoś zacznie się skarżyć. Nie chcę wpakować Lauren w kłopoty.
- Dobra – mówię chłodno. – Muszę powiedzieć Lauren.
Zane odsuwa się, żebym mogła odejść. Kiedy podchodzę do jej mieszkania, drzwi otwierają się szeroko. Lauren stoi na progu z miną, która potwierdza, że podsłuchiwała – dobrze. Bliźniaczki tłoczą się za nią, ich rude głowy podskakują z przejęciem – nie tak dobrze.
- W porządku, V? – Lauren rzuca szybkie spojrzenie na Zane’a, potem patrzy na mnie.
Potakuję. – Zadzwonię do ciebie później. Jeśli moja mama do ciebie zadzwoni, możesz jej powiedzieć, że będę za niedługo w domu?
- Pewnie. Dzwoń, jeśli będziesz mnie potrzebować.
Posyła mi znaczące spojrzenie. Wzruszam ramionami. Gdy zamyka drzwi, odwracam się do Zane’a.
- Chodźmy.
W milczeniu idę za nim do jego samochodu, nie patrząc na niego. Nawet nie chcę zbyt głęboko wciągać powietrza i wdychać jego zapach mydła i świeżego prania, bo zawsze mnie podnieca. Jestem zbulwersowana, że wciąż czuję coś takiego do niego, ale chyba nie mogę nic poradzić na te nastoletnie hormony.
- Jedź do Taco Bell – rzucam, jak odpala silnik.
Zane patrzy na kierownicę, zaciskając szczękę. – Nie jest to prywatne miejsce na rozmowę.
- Nie chcę być z tobą sama – mówię otwarcie.
- Co, teraz jestem psychicznym zabójcą?
Zmrużam na niego oczy. – Nie ufam ci. Bo okłamałeś mnie.
Zane nie odpowiada. Jedziemy do restauracji w totalnej ciszy. To dla mnie takie surrealistyczne. Jestem w samochodzie z Aidenem Crossem, moim ulubionym piosenkarzem. Kochałam się z nim. Jak mogłam tego nie wiedzieć? Jak mogłabym wiedzieć? Kto zgadłby, że jej chłopak jest tak naprawdę sławną gwiazdą rocka? To nie zdarza się w prawdziwym życiu. Nigdy w moich najbardziej szalonych snach nie wyobraziłabym sobie, że to byłoby jego wielkim sekretem.
Ha, jeżeli wcześniej myślałam, że mamy z Zanem jakieś szanse… tak, oto odchodzi te marzenie, prosto przez okno.
Jestem taka głupia.
Zane wjeżdża na miejsca parkingowe Taco Bell, ale żadne z nas nie wysiada. Dlaczego wybrałam Taco Bell? Patrząc przez okno zauważam samochód Matta i Kim. Kim jest największą fanką Aidena Crossa. Jeśli zobaczy Zane’a z bliska, może odgadnąć jego tajemną tożsamość.
Czuję się głupio, myśląc o tym. Jakby był superbohaterem czy coś.
- Musiałeś uważać, że byłam straszliwie głupia – odzywam się, trzymając rękę na drzwiach.
Podnosi na mnie spojrzenie. – Co? – pyta ostrożnie.
Wydaję zdławiony chichot pełen zgorzknienia. – Cały czas oskarżałam cię o flirtowanie z recepcjonistkami, kelnerkami i kuzynkami… kiedy tak naprawdę pieprzyłeś się z takimi aktorkami jak Alaina Skye i… i… supermodelkami.
- Jesteśmy z Alainą tylko przyjaciółmi.
- Jasne – prycham. – Dlatego właśnie są zdjęcia, na których oboje nie możecie trzymać przy sobie rąk.
- Nie, to były zdjęcia zaaranżowane przez naszych agentów dla rozgłosu – warczy przez zaciśnięte zęby. – Tak jak wszystkie inne zdjęcia, które pewnie widziałaś. Nawet nie znam imion większości tych dziewczyn.
- Oczywiście – mówię, przewracając oczami. – Ale zgaduję, że nie musisz znać kogoś imienia, żeby trzymać ręce na jego tyłku.
Pochyla się, biorąc moją rękę. – Nie byłem z nikim od tego pierwszego dnia, kiedy poszliśmy razem na obiad.
Wyrywam rękę. – Czemu miałabym ci uwierzyć? Okłamałeś mnie we wszystkim. Nawet nie pracujesz w Cronusie, prawda? Czy to wszystko było badaniem na twoją wielką filmową rolę? Fałszywe nazwisko, wygląd… my?
Zane kręci głową. – Nie! Odrzuciłem to jakiś czas temu. Moja agentka próbowała zmienić moje zdanie – wsunęła ten scenariusz do mojej torby, żeby namówić mnie, abym jeszcze raz zastanowił się nad nim. Nie dlatego przyjechałem do Hidden Cove.
- Więc dlaczego?
- Nie wiem. – Wzdycha, patrząc przez przednią szybę. – Chyba chciałem wziąć przerwę od bycia mną. Nie zrozum mnie źle – mam najlepszą pracę na świecie, robię to, co kocham. Ale nie pozwala ona na dużo prywatności. Do diabła, zmieniłem fryzurę i jest to wiadomość na pierwsze strony.
- Kiedy jestem Aidenem Crossem, cały czas robię przedstawienie, wiesz? Jestem kimkolwiek chcą, żebym był moi fani i to jest w porządku – pojmuję, że jest to część pracy. Nie robiłbym tego, gdybym tego nie kochał. Mogą mieć Aidena Crossa – jest cały ich. Nie jest prawdziwy. Dlatego tutaj przyjechałem – zacząłem gubić się w szumie medialnym. Musiałem znowu znaleźć prawdziwego siebie. Wtedy znalazłem ciebie.
Odwracam wzrok od intensywności na jego twarzy. Nerwowo zaciągam swoją spódniczkę.
- Jenna wiedziała – mówię cicho. – Jej powiedziałeś.
- Jenna była od początku – odpowiada Zane. – Kiedy miałem dwanaście lat i miałem dużo problemów, tata postanowił, że potrzebujemy nowego startu. Przeprowadziliśmy się z Seattle do Los Angeles. Zacząłem szkołę z nowym imieniem i czystym kontem. Aiden to moje drugie imię, O’Connor to nazwisko panieńskie mojej matki. Byłem Aidenem Crossem, kiedy poznałem Jennę. Potem ktoś nagrał filmik, jak śpiewałem na imprezie i wrzucił do Internetu. Od tamtej pory byłem Aidenem Crossem.
Zane wzrusza lekko ramionami, jakby to nie była żadna wielka sprawa, że został odkryty jako dziecko i stał się sensacją internetową w ciągu jednej nocy.
- Mogłeś mi powiedzieć! – wybucham. – Powinieneś mi powiedzieć. Przecież – Boże, powiedziałam ci – powiedziałam ci wszystko! Zaufałam ci, a przez cały ten czas… ty nie ufałeś mi ze swoim małym sekrecikiem.
- Ufałem ci – ufam. Nie, spójrz na mnie, Violet! – Chwyta mnie za rękę, ale tym razem nie puszcza. – Bardzo przepraszam, że cię zraniłem. Ale proszę, uwierz mi. Nie powiedziałem ci, bo nie chciałem cię stracić. Myślałem, że mogę mieć wszystko. Spieprzyłem.
Jestem teraz bałaganem, dusząc się własnymi łzami. Rozpaczliwie próbuję utrzymać kontrolę, ale po prostu nie potrafię. Łamie się moje serce.
- Czy kiedykolwiek zamierzałeś mi powiedzieć?!
Zane ma zbolałą minę. Teraz użala się nade mną? Czy o to chodzi?
- Chciałem ci powiedzieć, kiedy zabrałbym cię do mojego domu.
Wyrywam rękę z jego uścisku i ze złością ocieram oczy. – A potem co? Dzięki za wspomnienia, było dobrze, kiedy to trwało?
- Nie. – Opiera się o siedzenie, wzdychając. – Zamierzałem powiedzieć ci wszystko i błagać o przebaczenie. Miałaś powiedzieć, że to w porządku, rozumiesz i że i tak mnie kochasz – bo znasz prawdziwego mnie. Potem miałem poprosić, żebyś ze mną została, bo jestem straszliwie w tobie zakochany.
Moje serce wydaje jeden wielki, głuchy odgłos, po czym opada na podłogę i roztrzaskuje się na milion kawałków. Potrząsając głową, szepczę. – Nie mów tego do mnie. Nie teraz.
- Czemu nie? Chciałaś prawdy, tak?
- Więc co teraz? To – to nie wypali. My nie wypalimy. Co mam zrobić? Chodzić za tobą na twoje koncerty i patrzeć, jak dziewczyny pokazują ci piersi? Boże, myślałeś, że wcześniej byłam zazdrosna…
- Nic z tego nie ma znaczenia! – Zane przeciąga dłonią po włosach, sfrustrowany. – Tylko ty się liczysz. Violet, proszę… daj nam szansę. Nie mogę cię stracić.
- Okłamałeś mnie! – szlocham. – Nie wiem, co jest prawdziwe.
- To jest prawdziwe.
Przyciąga mnie do siebie i całuje, mocno i głęboko.
Odwzajemniam pocałunek, bezsilna na sprzeciw. Wspinam się na jego kolana, osuwając na niego, zamykając się na wszystko z zewnątrz – wszystkie kłamstwa, milion powodów dlaczego nie możemy być razem – na kilka cennych sekund.
- Powiedz mi, że mnie kochasz – mówi szorstko Zane, pomiędzy naszymi rozpaczliwymi pocałunkami.
- Kocham cię – szepczę. – Ale nie mogę z tobą być.
Odrywam się od niego i jest to najtrudniejsza rzecz w moim życiu.
- Nie chcę cię już widzieć… Aidenie.
Sięgam po omacku do klamki. Zane łapie mnie za rękę.
- Violet…
- Nie!
Odwracam się od niego i otwieram drzwi. Nie patrząc na niego, wysiadam z samochodu i idę w stronę restauracji.
Nie oglądaj się.
Zanim wchodzę do środka, przesuwam dłońmi po twarzy, żeby zetrzeć ślady łez. Nie obchodzi mnie, jak źle wyglądam, ale nie chcę, żeby widzieli jak płaczę. Nie znowu.
Oczywiście Taco Bell jest strasznie zatłoczone. Dostrzegam Matta i Rachel siedzących po tej samej stronie boksu. Matt zauważa mnie i macha ręką. Wygląda na zszokowanego moim pojawieniem się. Kiwam mu głową, szukając Kim.
Siedzi przy dużym stole razem z rozchichotanymi przyjaciółkami. Wyłapuję jej spojrzenie i pokazuję, żeby podeszła. Od razu podchodzi.
- Nic ci nie jest, Violet? Wyglądasz, jakbyś płakała.
Kręcę głową, wymuszając uśmiech. – Kim, możesz zrobić mi przysługę? Zawieziesz mnie do Lauren?
- Um, pewnie. Tylko daj mi powiedzieć gangowi, dobra?
Przed wyjściem waham się przy drzwiach, zerkając na parking. Czuję ulgę, widząc, że samochód Zane’a zniknął.

Już nigdy więcej go nie zobaczę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz