11.3.14

Rozdział 12

- Więc zasadniczo mój tata jest wielkim palantem – mówię.
Siedzę z Zanem na szezlongach przy basenie. Jest późno, ale żadnemu z nas nie chciało się iść do łóżka, więc siedzimy tutaj i rozmawiamy. Właśnie wytłumaczyłam jak opuścił nas mój tata i ani razu nie spojrzał w tył. Nawet nie wtedy, kiedy mama dowiedziała się o raku.
Wpatruję się ponuro w łagodnie oświetlony basen, świecący jak biżuteria nocą. Zane przez chwilę milczy.
- Twoja mama opowiadała mi, jak opiekowałaś się nią – mówi w końcu. – To musiało być naprawdę ciężkie.
Wzruszam jednym ramieniem. – Mieliśmy dużo pomocy. Przyjaciele i rodzina.
- Powiedziała, że pomogłaś z wieloma rachunkami. Ale trochę dziwnie o tym mówiła, jakby nie chciała powiedzieć jak.
Posyłam mu ostre spojrzenie. – Nie było to z prostytuowania ani striptizu, jeśli tak myślisz.
Ukrywa uśmiech. – Nigdy nie przeszło mi to przez myśl.
- Nie było to nic nielegalnego – mówię po długiej ciszy, w której dyskutuję czy powinnam podzielić się z nim moim sekretem. – Ja… piszę książki.
Zane odwraca się do mnie zaskoczony. – Ty… piszesz?
Kiwam głową zawstydzona. – Zawsze lubiłam wymyślać historie. Kiedyś cały czas pisałam. Kiedy moja matka zachorowała i rozpaczliwie potrzebowałyśmy pieniędzy żeby pokryć jej wszystkie rachunki medyczne – to była jedyna rzecz, którą mogłam wymyśleć. Więc rozpatrzyłam to. Okazuje się, że samo-publikowanie jest niezwykle łatwe.
- To wspaniale – mówi. Kiedy na niego patrzę, wygląda na zaimponowanego. – O czym piszesz?
- Um… - Wzruszam ramionami. – Wydałam serię. Nazywa się „Przerwać Czas”. Jest o grupce nastolatków, którzy ciągle odradzają się w innych życiach. Muszą się odnaleźć i dowiedzieć jak zatrzymać na czas pewne katastrofalne wydarzenie. To… głupoty.
Zane kręci głową, uśmiechając się niedowierzająco. – Brzmi świetnie. To naprawdę fajne, Violet. Ile już napisałaś książek?
- Pięć. – Bawię się luźną nitką rąbka mojej koszulki. – Jednak teraz jestem na przerwie. Wcześniej było na mnie, tak jakby, dużo presji, żeby wypuszczać książki, wiesz? Chyba się wypaliłam. Więc teraz biorę małą przerwę.
Muszę stłumić pragnienie na przechwałkę Zane’owi o tym jak wiele książek sprzedałam, o stronach internetowych i filmikach, które się pojawiły, zadedykowane mojej serii Przerwać Czas. Ludzie nie tylko kupują moje książki, oni o nich rozmawiają, ekscytują się postaciami. I ciągle nękają mnie, kiedy wyjdzie następna książka.
- Więc czemu twoja mama robiła z tego tajemnicę? – Zastanawia się Zane, klepiąc mnie po nodze, żeby zwrócić moją uwagę. – Myślałem, że miałaby nalepkę z napisem „Moja Córka Jest Sławną Autorką”.
Prycham. – Nie jestem sławna! I… nikt nie wie, że piszę oprócz niej i Lauren. Używam pseudonimu literackiego.
- Jak to możliwe?
- Sama nie wiem. Chyba jestem trochę dziwna w stosunku tej sprawy. Nie chciałam mojego nazwiska w Internecie. Nawet nie używam Facebooka. Nie lubię myśli o osądzających moją pracę dzieciakach ze szkoły. Piekielnie by mnie drażnili. W Hidden Cove jest kilka prawdziwych suk.
Zane zaczyna się śmiać. – Jaki jest twój pseudonim? – Chce wiedzieć.
Lekko się wzdrygam. – Elizabeth Króli. Elizabeth to moje drugie imię. A Króli… cóż, króliczki są słodkie.
Przekrzywia głowę na bok, przesuwając ręką po ustach. – Lubisz króliki, co?
Wiem, że odnosi się do królików na mojej bieliźnie. Przesuwam się z zakłopotaniem na siedzeniu. – Zmieńmy temat – odpowiadam. – Um… a co z twoją mamą? Gdzie ona jest?
Zane odchyla się. Wciąż ma uśmiech, ale ślady rozbawienia zniknęły. – Nie żyje – mówi rzeczowo.
Świetnie, Violet. Co za sposób na przywołanie złych wspomnień. – Tak mi przykro – mówię ściszonym głosem.
Spogląda na mnie i widząc moją skruszoną minę, wyciąga rękę i ściska moją dłoń. – Niech ci nie będzie. Stało się to długi czas temu. Kiedy żyła, ledwo co ją znałem.
Ukradkiem przyglądam się jego twarzy, żeby ocenić jego nastrój. – Co się stało, jeśli mogę zapytać? – pytam ostrożnie.
- Była schizofreniczką paranoidalną. Przez większość czasu nie mieszkała z nami. – Wzrok Zane’a staje się daleki. – Pamiętam odwiedzanie jej w różnych obiektach. Kiedy wracała do domu, to zazwyczaj zamykała się w łazience i tylko płakała i krzyczała przez wiele godzin. Gdy byłem naprawdę młody, to… stałem na zewnątrz i słuchałem, jak mówi do siebie. Myślałem, że może wiedziała, że tam jestem i dotrzymuję jej towarzystwa.
Teraz to moja kolej na wzięcie jego ręki. – To miła myśl.
Wzrusza ramionami. – Przez jakiś czas myśleliśmy, że jej się polepsza. Brała swoje leki, a czasami nawet pytała mnie, jak mi minął dzień. Potem jednego dnia wchodzę do jej pokoju i… ona tam była. Powiesiła się na jakimś drucie na haku w suficie.
Zakrywam usta obiema dłońmi, wstrząśnięta. – Jakie to… okropne.
- Takie było – mówi po prostu. – Przez kilka miesięcy miałem koszmary. Nie potrafiłem oglądać horrorów ani wyjść na Halloween. Jednak to było dawno temu. Pogodziłem się z tym.
Naprawdę nie mam cholernego pomysłu na to, co powiedzieć. – Ja… uch… czy chcesz…?
Zane zbywa temat niecierpliwym ruchem ręki. – Poważnie, nic mi nie jest. Nie muszę o tym rozmawiać. Niekiedy dzieją się rzeczy, które po prostu nie mają sensu, wiesz? I rozmawianie o nich w niczym nie pomaga. Czasami lepiej jest zapomnieć.
- Ja… - Wpatruję się w swoje ręce. – Przykro mi.
- Nie martw się, Violet. Znowu zmieńmy temat, dobrze?
- Dzięki Bogu – zgadzam się z wdzięcznością, a on się śmieje.
Przez chwilę milczymy. Zakłopotanie wywołane przez temat samobójstwa jego matki rozwiewa się jak mgła, pozostawiając wygodne poczucie koleżeństwa. To przyjemne. Dobra, więcej niż przyjemne. Nie mogę przestać zerkać kątem oka na jego piękny profil.
- Chciałabym popływać – odzywam się leniwie, patrząc tęsknie na basen.
- Czemu tego nie zrobisz?
Robię minę. – Za zimno.
Zane siada. – Basen jest podgrzewany, wiesz.
- Naprawdę? Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej – wzdycham.
- Więc chodźmy popływać – mówi, ciągnąc za mój kucyk.
- Co, teraz? – śmieję się. – Jest niemal północ!
- No i? Zmienisz się w dynię? Chodź.
Zane już wstaje i ściąga swoją koszulę, a ja muszę oderwać wzrok od zbrązowiałej, umięśnionej doskonałości jego torsu i barków. O Boże, czy ja się ślinię? Spójrzcie na te wyrzeźbione mięśnie brzucha!
Zatrzymuje się z ręką na guziku jego dżinsów (gwałtowny wdech!) i patrzy na mnie wyczekująco. – Zamierzasz pływać w ubraniach?
Wydaje się kompletnie nieświadomy tego, że przyprawia mnie teraz o zawał serca. Gdy zaczyna odpinać swoje dżinsy, odwracam się tak szybko, że niemal spadam z krzesła. Jestem pewna, że jestem czerwona jak burak od stóp do głów. Muszę odchrząknąć, żeby znaleźć swój głos. – Pójdę po strój kąpielowy – udaje mi się wydusić.
Dźwięk jego seksownego chichotu przyśpiesza mój puls. – Nie zapomnij też o pływaczkach na ręce. Ile ty masz, dziesięć lat? Nie potrzebujesz stroju kąpielowego. Tylko my tutaj jesteśmy.
Jestem tak wstrząśnięta tym, co sądzę, że on sugeruje, że odwracam się, aby spiorunować go wzrokiem. – Nie będę pływać z tobą nago!
Zane stoi w samych czarnych bokserkach i nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek wcześniej widziała coś bardziej pięknego niż jego długie, szczupłe ciało i złożone kontury jego gładkich mięśni. Teraz patrzy na mnie z uśmieszkiem – czuje, że liżę go wzrokiem?
- Pływaj w bieliźnie – mówi ze swoim prawie-uśmiechem. – Nie pływam nago z dobrymi dziewczynami jak ty.
Nie mogę powstrzymać zmarszczenia, które pojawia się w kącikach moich ust. Mam na końcu języka pytanie ‘dlaczego nie’. Co jest ze mną nie tak? Potem myślę… co jest ze mną nie tak?! Oczywiście, że nie chcę pływać nago z Zanem!
Patrzy na mnie, lekko potrząsając głową. – Idź po swój strój, Violet. I rozluźnij się. Wyglądasz, jakby miała ci zaraz eksplodować głowa.
Jeszcze bardziej się marszczę. – Nic mi nie jest! Tylko mnie zaskoczyłeś. Po prostu… odwróć się. Nie mogę się rozebrać, kiedy będziesz na mnie patrzył.
Ma zabawną minę. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, potem szybko je zamyka. Znowu potrząsając głową, odwraca się i płynnie wskakuje do basenu. Gdy pojawia się na powierzchni, od razu zaczyna robić okrążenia.
Łapię za dół mojej bluzki drżącymi rękoma. Naprawdę to robię? Chwila, czy mam na sobie ładną bieliznę? O Boże, nie mogę tego zrobić. Moje piersi są zbyt duże. To będzie zbyt żenujące.
Boże, nie myśl o tym tak dużo, Violet. To tylko pływanie w basenie z przyjacielem. Niesamowicie seksownym przyjacielem. W bieliźnie. To nie tak, że wcześniej mnie nie widział w bieliźnie, niech to szlag. On nie robi z tego wielkiej sprawy, więc ja też nie powinnam. Nie chcę, żeby myślał, że jestem pruderyjna. Nie jestem pruderyjna!
Stoję tam, zadręczając się w głowie pruderyjnymi myślami. Wtem coś mokrego łapie mnie za kostkę i krzyczę, cofając się do tyłu.
To Zane. Jego ciemne oczy błyszczą na mnie, są luminescencyjne przez odbicie oświetlonej wody basenu. Ciemne włosy uroczo stoją na różne strony, kiedy przesuwa przez nie ręką. – Co robisz?
- Myślę – mówię, przytrzymując rękę nad wciąż walącym sercem.
- Ta? O czym?
- Um… nie wiem, czy powinnam pływać. Nie sądzę, że…
- Więc pozwól, że ci to ułatwię.
Zanim mogę zapytać, co ma na myśli, podpiera się, łapie mnie za rękę i ciągnie. Jestem wytrącona z równowagi i z krzykiem oraz olbrzymim pluskiem, tonę w basenie!
Dobra, może nie tonę. Wychodzę na powierzchnię, już na niego krzycząc. – Ty idioto!
- Nie ma za co! – odkrzykuje. Śmiejąc się, odpływa.
Teraz, kiedy szok ustąpił, moje napięte mięśnie zaczynają się rozluźniać przy czystej przyjemności bycia w pięknym basenie w piękną noc z pięknym chłopakiem. Woda jest w idealnej temperaturze, chłodząc moją ogrzaną skórę i lekko chlupocząc o moje ciało. Zerkam na Zane’a, żeby upewnić się, że nie patrzy, po czym szybko ściągam bluzkę i spodnie pod nakryciem wody. Dzięki Bogu, że mam na sobie czarny biustonosz z koronką i pasujące majtki. Ładne, ale nie zbyt odsłaniające.
Okej, to nie jest dziwne. Mogę to zrobić.
Podpływam do Zane’a i pluskamy się przez jakiś czas, a potem wyzywamy się na wyścig pływacki. Oczywiście on wygrywa. Jestem dobrą pływaczką, ale jego ponad 185-centymetrowa figura daje mu nieuczciwą przewagę. To nie powstrzymuje mnie od zażądania rewanżu czy dwóch. W nich też nie wygrywam.
Po zrobieniu razem kilku leniwych okrążeń, postanawiamy wziąć przerwę na płytkim końcu. Do tego czasu całkowicie zapomniałam o tym, że jestem tylko w bieliźnie. Opieram się o brzeg basenu, woda uderza mnie w żebra.
- To naprawdę miłe – wdycham z zadowoleniem, odchylając głowę, żeby spojrzeć na wypełnione gwiazdami niebo.
- Tak. Naprawdę miłe.
Coś w mrocznym tonie jego głosu sprawia, że na niego patrzę. Jego spojrzenie spotyka się z moim, po czym powoli przesuwa się wzdłuż mojego ciała. Rozmyślnie zatrzymuje się na mojej klatce piersiowej i nie ma żadnych wątpliwości na co patrzy.
Nie mogę powstrzymać głośnego, gwałtownego nabrania powietrza, kiedy Zane przysuwa się do mnie, kładąc ręce po moich obu stronach na brzegu basenu, blokując mnie jego ciałem. Nie dotykamy się, ale jesteśmy dość blisko siebie, tak że czuję gorąco jego skóry i dostaję zawrotów od jego bliskości.
Pochyla głowę, żeby móc spojrzeć mi w oczy. – Myliłem się – mówi łagodnie.
Jego bliskość sprawia, że wiercę się w miejscach, o których nigdy nie wiedziałam, że istnieją. Mogę tylko starać się ponownie nauczyć oddychać i nie poddać się nagłemu bólowi, który nakłania mnie do dotknięcia jego ciała.
- W czym? – pytam cicho. Mój wzrok bezradnie opada na jego szalenie seksowne usta.
Te piękne wargi formują się w jego znajomym półuśmiechu. – Myślałem, że potrafię się wystarczająco kontrolować, żeby tak z tobą być – mruczy. – Ale okazuje się, że nie potrafię. Musisz iść, Violet.
Jestem tak zaskoczona, że zaledwie pojmuję znaczenie jego słów. – Co? Ty idź. Czekaj… dlaczego?
Zane wciąga głęboko powietrze i odwraca głowę, żeby uniknąć mojego zdezorientowania. – Ponieważ – odpowiada przez zaciśnięte zęby – jeżeli tego nie zrobisz, to pocałuję cię, a jeśli cię pocałuję, to wylądujesz naga.
Och… chwila, co takiego?!
Szok i pożądanie sprawiają, że mrowią mnie nerwy, jakbym została uderzona przez napalony piorun. Moje serce wykonuje uradowane skoki. On mnie pragnie!
On pragnie mnie.
- Jesteś bardzo pewny siebie – udaje mi się powiedzieć niemal spokojnie.
Uśmiecha się. Moje hormony dziko reagują. – Powinnaś być teraz mną przerażona, dziewczynko.
Seksowne przekomarzanie. Potrafię to zrobić. Nabierając głębokiego tchu, śmiało patrzę w jego wspaniałe oczy. – Nie jestem – odpowiadam. – W ogóle nie jestem przerażona.
Świetnie, teraz jest rozbawiony. Ale nie odsuwa się ode mnie, zostając w odległości pocałunku, może przesuwając się centymetr bliżej. – Gdybyś wiedziała, co chcę z tobą zrobić, to byś była – mówi.
Um. Ojej.
- Co chcesz ze mną zrobić? – szepczę.
Zane oszałamia mnie, wsuwając palec pod przednie zapięcie mojego stanika i przyciągając mnie wystarczająco blisko, żebym musnęła jego twardy tors. Potem nachyla się i szepta do mojego ucha.
Mówi…
O Boże.
Wiem, o czym mówi. Słyszałam, jak dziewczyny w szkole chichotały o ich chłopakach robiących im to. Ale nigdy nie myślałam o tym, żeby ktoś zrobił to mnie, nigdy bym nie wyobrażała sobie kogoś takiego jak Zane szepczącego mi do ucha, że chciałby to ze mną zrobić. Mnie.
O Boże.
Zane cofa się o krok. Ma zaciśniętą szczękę, jego ciało jest sztywne i czujne. Przygląda się moim rozszerzonym z szoku oczom i jego głos jest napięty, gdy mówi. – Powiedziałem ci, że powinnaś się mnie bać. Po prostu… błagam cię, idź, dobra?
Następuje napięta cisza trwająca kilka udręczonych sekund. Tak bardzo chcę go dotknąć, z zaciekłością, która mnie przeraża. Z wahaniem wyciągam rękę do jego twarzy.
Zane cofa się od mojego dotyku z obraźliwą prędkością. – Przepraszam – mówi szybko, widząc zranienie na mojej twarzy.
Jego odrzucenie pali, pozostawiając mnie zmieszaną i zagniewaną. Więc myśli, że może mnie podniecić, a potem odprawić?
Używam drabinki, żeby wyjść – po tym, jak bez powodzenia próbowałam podnieść się na brzeg basenu. Dzięki, bogowie upokorzenia! Jakbym potrzebowała tej niemiłej uwagi przed odejściem! Zane nic nie mówi, gdy zaczynam odchodzić.
Ale po kilku drżących krokach, zatrzymuję się. Jeśli tak odejdę, to on dalej będzie myślał o mnie jak o przestraszonej dziewczynce, za jaką mnie cały czas uważał i wrócimy do udawania, że nie ma tej… rzeczy pomiędzy nami.
Wciągam głęboki wdech i odmawiam modlitwę dla odwagi. Potem niezdarnymi palcami powoli odpinam zapięcie biustonosza. Ramiączka zsuwają się z moich ramion i pozwalam mu opaść na ziemię z cichym odgłosem. Nie mam odwagi, żeby całkiem się odwrócić, aby mógł mnie zobaczyć. Patrzę na niego przez ramię.
Zane stoi bardzo nieruchomo w wodzie na poziomie biodra, wpatrując się we mnie z intensywnością, która skrada mi oddech.
Przełykam ciężko ślinę. – Chrzanić twoją kontrolę.
Potem odchodzę, zmuszając ręce do pozostania po moich bokach zamiast zakryć piersi.
Proszę, proszę, żebym nie potknęła się i nie upadła!
Docieram do domku przy basenie, będąc drżącą masą nerwów. Krzyżuję ramiona na piersiach i biegnę do mojego pokoju, serce próbuje wyrwać mi się z klatki piersiowej.
Nie mogę uwierzyć, co się właśnie stało! W mojej bieliźnie! Co ja teraz zrobię? Zaryzykuję wpadnięcie na niego, żeby wziąć prysznic? Poważnie nie sądzę, że mam energię, aby stawić mu teraz czoła, ale jestem pokryta chlorem. To wysusza skórę, wiecie?!
Boże, to było takie…
Seksowne.
Decyduję się podjąć ryzyko i wciąć prysznic, ale jest to jeden z najszybszych w moim życiu. Wracam do pokoju, gdzie daję nura na łóżko, chowając się pod kołdrą.
Jestem… upojona, zdezorientowana, zła, podniecona. Czemu Zane zawsze musi sprawiać, że tak się czuję? Szalona i pełna hormonów, o tak. Czasami jestem z nim taka odprężona, że czuję, że mogę powiedzieć mu wszystko. Ale potem zawsze jest ten szalony przypływ uczuć błąkający się pod powierzchnią, kiedy patrzę na niego albo on się do mnie uśmiecha…
On też mnie pragnie.
Ta nieznośna myśl chodzi mi po głowie jak najsłodsza piosenka. Sprawia, że czuję zawroty głowy.
On mnie pragnie!

Leżę przytomna przez długi czas, nasłuchując dźwięku wchodzącego Zane’a. Jeśli wrócił tej nocy, zasypiam, zanim tak się staje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz