- Więc
zasadniczo mój tata jest wielkim palantem – mówię.
Siedzę z
Zanem na szezlongach przy basenie. Jest późno, ale żadnemu z nas nie chciało
się iść do łóżka, więc siedzimy tutaj i rozmawiamy. Właśnie wytłumaczyłam jak
opuścił nas mój tata i ani razu nie spojrzał w tył. Nawet nie wtedy, kiedy mama
dowiedziała się o raku.
Wpatruję się
ponuro w łagodnie oświetlony basen, świecący jak biżuteria nocą. Zane przez
chwilę milczy.
- Twoja mama
opowiadała mi, jak opiekowałaś się nią – mówi w końcu. – To musiało być
naprawdę ciężkie.
Wzruszam
jednym ramieniem. – Mieliśmy dużo pomocy. Przyjaciele i rodzina.
-
Powiedziała, że pomogłaś z wieloma rachunkami. Ale trochę dziwnie o tym mówiła,
jakby nie chciała powiedzieć jak.
Posyłam mu
ostre spojrzenie. – Nie było to z prostytuowania ani striptizu, jeśli tak
myślisz.
Ukrywa
uśmiech. – Nigdy nie przeszło mi to przez myśl.
- Nie było
to nic nielegalnego – mówię po długiej ciszy, w której dyskutuję czy powinnam
podzielić się z nim moim sekretem. – Ja… piszę książki.
Zane odwraca
się do mnie zaskoczony. – Ty… piszesz?
Kiwam głową
zawstydzona. – Zawsze lubiłam wymyślać historie. Kiedyś cały czas pisałam.
Kiedy moja matka zachorowała i rozpaczliwie potrzebowałyśmy pieniędzy żeby
pokryć jej wszystkie rachunki medyczne – to była jedyna rzecz, którą mogłam
wymyśleć. Więc rozpatrzyłam to. Okazuje się, że samo-publikowanie jest
niezwykle łatwe.
- To
wspaniale – mówi. Kiedy na niego patrzę, wygląda na zaimponowanego. – O czym
piszesz?
- Um… -
Wzruszam ramionami. – Wydałam serię. Nazywa się „Przerwać Czas”. Jest o grupce nastolatków, którzy ciągle odradzają
się w innych życiach. Muszą się odnaleźć i dowiedzieć jak zatrzymać na czas
pewne katastrofalne wydarzenie. To… głupoty.
Zane kręci
głową, uśmiechając się niedowierzająco. – Brzmi świetnie. To naprawdę fajne,
Violet. Ile już napisałaś książek?
- Pięć. –
Bawię się luźną nitką rąbka mojej koszulki. – Jednak teraz jestem na przerwie.
Wcześniej było na mnie, tak jakby, dużo presji, żeby wypuszczać książki, wiesz?
Chyba się wypaliłam. Więc teraz biorę małą przerwę.
Muszę
stłumić pragnienie na przechwałkę Zane’owi o tym jak wiele książek sprzedałam,
o stronach internetowych i filmikach, które się pojawiły, zadedykowane mojej
serii Przerwać Czas. Ludzie nie tylko
kupują moje książki, oni o nich rozmawiają, ekscytują się postaciami. I ciągle
nękają mnie, kiedy wyjdzie następna książka.
- Więc czemu
twoja mama robiła z tego tajemnicę? – Zastanawia się Zane, klepiąc mnie po
nodze, żeby zwrócić moją uwagę. – Myślałem, że miałaby nalepkę z napisem „Moja
Córka Jest Sławną Autorką”.
Prycham. –
Nie jestem sławna! I… nikt nie wie, że piszę oprócz niej i Lauren. Używam
pseudonimu literackiego.
- Jak to
możliwe?
- Sama nie
wiem. Chyba jestem trochę dziwna w stosunku tej sprawy. Nie chciałam mojego
nazwiska w Internecie. Nawet nie używam Facebooka. Nie lubię myśli o
osądzających moją pracę dzieciakach ze szkoły. Piekielnie by mnie drażnili. W
Hidden Cove jest kilka prawdziwych suk.
Zane zaczyna
się śmiać. – Jaki jest twój pseudonim? – Chce wiedzieć.
Lekko się
wzdrygam. – Elizabeth Króli. Elizabeth to moje drugie imię. A Króli… cóż,
króliczki są słodkie.
Przekrzywia
głowę na bok, przesuwając ręką po ustach. – Lubisz króliki, co?
Wiem, że
odnosi się do królików na mojej bieliźnie. Przesuwam się z zakłopotaniem na
siedzeniu. – Zmieńmy temat – odpowiadam. – Um… a co z twoją mamą? Gdzie ona
jest?
Zane odchyla
się. Wciąż ma uśmiech, ale ślady rozbawienia zniknęły. – Nie żyje – mówi
rzeczowo.
Świetnie,
Violet. Co za sposób na przywołanie złych wspomnień. – Tak mi przykro – mówię
ściszonym głosem.
Spogląda na
mnie i widząc moją skruszoną minę, wyciąga rękę i ściska moją dłoń. – Niech ci
nie będzie. Stało się to długi czas temu. Kiedy żyła, ledwo co ją znałem.
Ukradkiem
przyglądam się jego twarzy, żeby ocenić jego nastrój. – Co się stało, jeśli
mogę zapytać? – pytam ostrożnie.
- Była
schizofreniczką paranoidalną. Przez większość czasu nie mieszkała z nami. –
Wzrok Zane’a staje się daleki. – Pamiętam odwiedzanie jej w różnych obiektach.
Kiedy wracała do domu, to zazwyczaj zamykała się w łazience i tylko płakała i
krzyczała przez wiele godzin. Gdy byłem naprawdę młody, to… stałem na zewnątrz
i słuchałem, jak mówi do siebie. Myślałem, że może wiedziała, że tam jestem i
dotrzymuję jej towarzystwa.
Teraz to
moja kolej na wzięcie jego ręki. – To miła myśl.
Wzrusza
ramionami. – Przez jakiś czas myśleliśmy, że jej się polepsza. Brała swoje
leki, a czasami nawet pytała mnie, jak mi minął dzień. Potem jednego dnia
wchodzę do jej pokoju i… ona tam była. Powiesiła się na jakimś drucie na haku w
suficie.
Zakrywam
usta obiema dłońmi, wstrząśnięta. – Jakie to… okropne.
- Takie było
– mówi po prostu. – Przez kilka miesięcy miałem koszmary. Nie potrafiłem
oglądać horrorów ani wyjść na Halloween. Jednak to było dawno temu. Pogodziłem
się z tym.
Naprawdę nie
mam cholernego pomysłu na to, co powiedzieć. – Ja… uch… czy chcesz…?
Zane zbywa
temat niecierpliwym ruchem ręki. – Poważnie, nic mi nie jest. Nie muszę o tym
rozmawiać. Niekiedy dzieją się rzeczy, które po prostu nie mają sensu, wiesz? I
rozmawianie o nich w niczym nie pomaga. Czasami lepiej jest zapomnieć.
- Ja… -
Wpatruję się w swoje ręce. – Przykro mi.
- Nie martw
się, Violet. Znowu zmieńmy temat, dobrze?
- Dzięki
Bogu – zgadzam się z wdzięcznością, a on się śmieje.
Przez chwilę
milczymy. Zakłopotanie wywołane przez temat samobójstwa jego matki rozwiewa się
jak mgła, pozostawiając wygodne poczucie koleżeństwa. To przyjemne. Dobra,
więcej niż przyjemne. Nie mogę przestać zerkać kątem oka na jego piękny profil.
- Chciałabym
popływać – odzywam się leniwie, patrząc tęsknie na basen.
- Czemu tego
nie zrobisz?
Robię minę.
– Za zimno.
Zane siada.
– Basen jest podgrzewany, wiesz.
- Naprawdę?
Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej – wzdycham.
- Więc
chodźmy popływać – mówi, ciągnąc za mój kucyk.
- Co, teraz?
– śmieję się. – Jest niemal północ!
- No i?
Zmienisz się w dynię? Chodź.
Zane już
wstaje i ściąga swoją koszulę, a ja muszę oderwać wzrok od zbrązowiałej,
umięśnionej doskonałości jego torsu i barków. O Boże, czy ja się ślinię?
Spójrzcie na te wyrzeźbione mięśnie brzucha!
Zatrzymuje
się z ręką na guziku jego dżinsów (gwałtowny wdech!) i patrzy na mnie
wyczekująco. – Zamierzasz pływać w ubraniach?
Wydaje się
kompletnie nieświadomy tego, że przyprawia mnie teraz o zawał serca. Gdy
zaczyna odpinać swoje dżinsy, odwracam się tak szybko, że niemal spadam z
krzesła. Jestem pewna, że jestem czerwona jak burak od stóp do głów. Muszę
odchrząknąć, żeby znaleźć swój głos. – Pójdę po strój kąpielowy – udaje mi się
wydusić.
Dźwięk jego
seksownego chichotu przyśpiesza mój puls. – Nie zapomnij też o pływaczkach na
ręce. Ile ty masz, dziesięć lat? Nie potrzebujesz stroju kąpielowego. Tylko my
tutaj jesteśmy.
Jestem tak
wstrząśnięta tym, co sądzę, że on sugeruje, że odwracam się, aby spiorunować go
wzrokiem. – Nie będę pływać z tobą nago!
Zane stoi w
samych czarnych bokserkach i nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek wcześniej
widziała coś bardziej pięknego niż jego długie, szczupłe ciało i złożone
kontury jego gładkich mięśni. Teraz patrzy na mnie z uśmieszkiem – czuje, że
liżę go wzrokiem?
- Pływaj w
bieliźnie – mówi ze swoim prawie-uśmiechem. – Nie pływam nago z dobrymi
dziewczynami jak ty.
Nie mogę
powstrzymać zmarszczenia, które pojawia się w kącikach moich ust. Mam na końcu
języka pytanie ‘dlaczego nie’. Co jest ze mną nie tak? Potem myślę… co jest ze mną nie tak?! Oczywiście, że
nie chcę pływać nago z Zanem!
Patrzy na
mnie, lekko potrząsając głową. – Idź po swój strój, Violet. I rozluźnij się.
Wyglądasz, jakby miała ci zaraz eksplodować głowa.
Jeszcze
bardziej się marszczę. – Nic mi nie jest! Tylko mnie zaskoczyłeś. Po prostu…
odwróć się. Nie mogę się rozebrać, kiedy będziesz na mnie patrzył.
Ma zabawną
minę. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, potem szybko je zamyka. Znowu
potrząsając głową, odwraca się i płynnie wskakuje do basenu. Gdy pojawia się na
powierzchni, od razu zaczyna robić okrążenia.
Łapię za dół
mojej bluzki drżącymi rękoma. Naprawdę to robię? Chwila, czy mam na sobie ładną
bieliznę? O Boże, nie mogę tego zrobić. Moje piersi są zbyt duże. To będzie
zbyt żenujące.
Boże, nie
myśl o tym tak dużo, Violet. To tylko pływanie w basenie z przyjacielem.
Niesamowicie seksownym przyjacielem. W bieliźnie. To nie tak, że wcześniej mnie
nie widział w bieliźnie, niech to szlag. On nie robi z tego wielkiej sprawy,
więc ja też nie powinnam. Nie chcę, żeby myślał, że jestem pruderyjna. Nie
jestem pruderyjna!
Stoję tam,
zadręczając się w głowie pruderyjnymi myślami. Wtem coś mokrego łapie mnie za
kostkę i krzyczę, cofając się do tyłu.
To Zane.
Jego ciemne oczy błyszczą na mnie, są luminescencyjne przez odbicie oświetlonej
wody basenu. Ciemne włosy uroczo stoją na różne strony, kiedy przesuwa przez
nie ręką. – Co robisz?
- Myślę –
mówię, przytrzymując rękę nad wciąż walącym sercem.
- Ta? O czym?
- Um… nie
wiem, czy powinnam pływać. Nie sądzę, że…
- Więc
pozwól, że ci to ułatwię.
Zanim mogę
zapytać, co ma na myśli, podpiera się, łapie mnie za rękę i ciągnie. Jestem
wytrącona z równowagi i z krzykiem oraz olbrzymim pluskiem, tonę w basenie!
Dobra, może
nie tonę. Wychodzę na powierzchnię, już na niego krzycząc. – Ty idioto!
- Nie ma za
co! – odkrzykuje. Śmiejąc się, odpływa.
Teraz, kiedy
szok ustąpił, moje napięte mięśnie zaczynają się rozluźniać przy czystej
przyjemności bycia w pięknym basenie w piękną noc z pięknym chłopakiem. Woda
jest w idealnej temperaturze, chłodząc moją ogrzaną skórę i lekko chlupocząc o
moje ciało. Zerkam na Zane’a, żeby upewnić się, że nie patrzy, po czym szybko
ściągam bluzkę i spodnie pod nakryciem wody. Dzięki Bogu, że mam na sobie
czarny biustonosz z koronką i pasujące majtki. Ładne, ale nie zbyt
odsłaniające.
Okej, to nie
jest dziwne. Mogę to zrobić.
Podpływam do
Zane’a i pluskamy się przez jakiś czas, a potem wyzywamy się na wyścig
pływacki. Oczywiście on wygrywa. Jestem dobrą pływaczką, ale jego ponad
185-centymetrowa figura daje mu nieuczciwą przewagę. To nie powstrzymuje mnie
od zażądania rewanżu czy dwóch. W nich też nie wygrywam.
Po zrobieniu
razem kilku leniwych okrążeń, postanawiamy wziąć przerwę na płytkim końcu. Do
tego czasu całkowicie zapomniałam o tym, że jestem tylko w bieliźnie. Opieram
się o brzeg basenu, woda uderza mnie w żebra.
- To
naprawdę miłe – wdycham z zadowoleniem, odchylając głowę, żeby spojrzeć na
wypełnione gwiazdami niebo.
- Tak.
Naprawdę miłe.
Coś w
mrocznym tonie jego głosu sprawia, że na niego patrzę. Jego spojrzenie spotyka
się z moim, po czym powoli przesuwa się wzdłuż mojego ciała. Rozmyślnie
zatrzymuje się na mojej klatce piersiowej i nie ma żadnych wątpliwości na co
patrzy.
Nie mogę
powstrzymać głośnego, gwałtownego nabrania powietrza, kiedy Zane przysuwa się
do mnie, kładąc ręce po moich obu stronach na brzegu basenu, blokując mnie jego
ciałem. Nie dotykamy się, ale jesteśmy dość blisko siebie, tak że czuję gorąco
jego skóry i dostaję zawrotów od jego bliskości.
Pochyla
głowę, żeby móc spojrzeć mi w oczy. – Myliłem się – mówi łagodnie.
Jego
bliskość sprawia, że wiercę się w miejscach, o których nigdy nie wiedziałam, że
istnieją. Mogę tylko starać się ponownie nauczyć oddychać i nie poddać się
nagłemu bólowi, który nakłania mnie do dotknięcia jego ciała.
- W czym? –
pytam cicho. Mój wzrok bezradnie opada na jego szalenie seksowne usta.
Te piękne
wargi formują się w jego znajomym półuśmiechu. – Myślałem, że potrafię się
wystarczająco kontrolować, żeby tak z tobą być – mruczy. – Ale okazuje się, że
nie potrafię. Musisz iść, Violet.
Jestem tak
zaskoczona, że zaledwie pojmuję znaczenie jego słów. – Co? Ty idź. Czekaj… dlaczego?
Zane wciąga
głęboko powietrze i odwraca głowę, żeby uniknąć mojego zdezorientowania. –
Ponieważ – odpowiada przez zaciśnięte zęby – jeżeli tego nie zrobisz, to
pocałuję cię, a jeśli cię pocałuję, to wylądujesz naga.
Och… chwila,
co takiego?!
Szok i
pożądanie sprawiają, że mrowią mnie nerwy, jakbym została uderzona przez
napalony piorun. Moje serce wykonuje uradowane skoki. On mnie pragnie!
On pragnie mnie.
- Jesteś
bardzo pewny siebie – udaje mi się powiedzieć niemal spokojnie.
Uśmiecha
się. Moje hormony dziko reagują. – Powinnaś być teraz mną przerażona, dziewczynko.
Seksowne
przekomarzanie. Potrafię to zrobić. Nabierając głębokiego tchu, śmiało patrzę w
jego wspaniałe oczy. – Nie jestem – odpowiadam. – W ogóle nie jestem
przerażona.
Świetnie,
teraz jest rozbawiony. Ale nie odsuwa się ode mnie, zostając w odległości
pocałunku, może przesuwając się centymetr bliżej. – Gdybyś wiedziała, co chcę z
tobą zrobić, to byś była – mówi.
Um. Ojej.
- Co chcesz
ze mną zrobić? – szepczę.
Zane
oszałamia mnie, wsuwając palec pod przednie zapięcie mojego stanika i
przyciągając mnie wystarczająco blisko, żebym musnęła jego twardy tors. Potem
nachyla się i szepta do mojego ucha.
Mówi…
O Boże.
Wiem, o czym
mówi. Słyszałam, jak dziewczyny w szkole chichotały o ich chłopakach robiących
im to. Ale nigdy nie myślałam o tym, żeby ktoś zrobił to mnie, nigdy bym nie
wyobrażała sobie kogoś takiego jak Zane szepczącego mi do ucha, że chciałby to
ze mną zrobić. Mnie.
O Boże.
Zane cofa
się o krok. Ma zaciśniętą szczękę, jego ciało jest sztywne i czujne. Przygląda
się moim rozszerzonym z szoku oczom i jego głos jest napięty, gdy mówi. –
Powiedziałem ci, że powinnaś się mnie bać. Po prostu… błagam cię, idź, dobra?
Następuje
napięta cisza trwająca kilka udręczonych sekund. Tak bardzo chcę go dotknąć, z
zaciekłością, która mnie przeraża. Z wahaniem wyciągam rękę do jego twarzy.
Zane cofa
się od mojego dotyku z obraźliwą prędkością. – Przepraszam – mówi szybko,
widząc zranienie na mojej twarzy.
Jego
odrzucenie pali, pozostawiając mnie zmieszaną i zagniewaną. Więc myśli, że może
mnie podniecić, a potem odprawić?
Używam
drabinki, żeby wyjść – po tym, jak bez powodzenia próbowałam podnieść się na
brzeg basenu. Dzięki, bogowie upokorzenia! Jakbym potrzebowała tej niemiłej
uwagi przed odejściem! Zane nic nie mówi, gdy zaczynam odchodzić.
Ale po kilku
drżących krokach, zatrzymuję się. Jeśli tak odejdę, to on dalej będzie myślał o
mnie jak o przestraszonej dziewczynce, za jaką mnie cały czas uważał i wrócimy
do udawania, że nie ma tej… rzeczy pomiędzy
nami.
Wciągam
głęboki wdech i odmawiam modlitwę dla odwagi. Potem niezdarnymi palcami powoli
odpinam zapięcie biustonosza. Ramiączka zsuwają się z moich ramion i pozwalam
mu opaść na ziemię z cichym odgłosem. Nie mam odwagi, żeby całkiem się
odwrócić, aby mógł mnie zobaczyć. Patrzę na niego przez ramię.
Zane stoi
bardzo nieruchomo w wodzie na poziomie biodra, wpatrując się we mnie z
intensywnością, która skrada mi oddech.
Przełykam
ciężko ślinę. – Chrzanić twoją kontrolę.
Potem
odchodzę, zmuszając ręce do pozostania po moich bokach zamiast zakryć piersi.
Proszę,
proszę, żebym nie potknęła się i nie upadła!
Docieram do
domku przy basenie, będąc drżącą masą nerwów. Krzyżuję ramiona na piersiach i
biegnę do mojego pokoju, serce próbuje wyrwać mi się z klatki piersiowej.
Nie mogę
uwierzyć, co się właśnie stało! W mojej bieliźnie! Co ja teraz zrobię?
Zaryzykuję wpadnięcie na niego, żeby wziąć prysznic? Poważnie nie sądzę, że mam
energię, aby stawić mu teraz czoła, ale jestem pokryta chlorem. To wysusza
skórę, wiecie?!
Boże, to
było takie…
Seksowne.
Decyduję się
podjąć ryzyko i wciąć prysznic, ale jest to jeden z najszybszych w moim życiu.
Wracam do pokoju, gdzie daję nura na łóżko, chowając się pod kołdrą.
Jestem…
upojona, zdezorientowana, zła, podniecona. Czemu Zane zawsze musi sprawiać, że
tak się czuję? Szalona i pełna hormonów, o tak. Czasami jestem z nim taka
odprężona, że czuję, że mogę powiedzieć mu wszystko. Ale potem zawsze jest ten
szalony przypływ uczuć błąkający się pod powierzchnią, kiedy patrzę na niego albo
on się do mnie uśmiecha…
On też mnie pragnie.
Ta nieznośna
myśl chodzi mi po głowie jak najsłodsza piosenka. Sprawia, że czuję zawroty
głowy.
On mnie pragnie!
Leżę
przytomna przez długi czas, nasłuchując dźwięku wchodzącego Zane’a. Jeśli
wrócił tej nocy, zasypiam, zanim tak się staje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz