Co dzieje się potem jest… wow, nie wiem jak to opisać. W
ogóle nie tak wyobrażałam sobie mój pierwszy raz. Oczekiwałam gorzko-słodkiej
miłosnej piosenki, pełnej blasku świec i cichych westchnień.
Ale taka nie jestem – nie z Zanem. Może to dlatego, że tak
długo budowało się to pomiędzy nami albo może dlatego, że oboje jesteśmy
podminowani – nie wiem. Zamiast cichego stukania deszczu o okno, dostaję piękny
huragan. Zamiast mojej miłosnej piosenki, dostaję hard rock – głośny koncert na
powietrzu w burzy z walącym basem i dzikim tańcem w deszczu oraz błocie. To ból
połączony z nieodpartą przyjemnością i jakoś to czyni te doświadczenie jeszcze
bardziej niesamowitym.
Nie mogło być bardziej idealnie czy właściwe.
Obracam się na bok, krzywiąc trochę na ból. Zane od razu
odwraca się do mnie z niepokojem.
- Wszystko w porządku?
- O tak. – Uśmiecham się do niego, czując zawroty głowy od
nadmiaru uczuć.
Zane śmieje się niechętnie. Przesuwa ręką po twarzy. – Niech
to szlag, nigdy wcześniej nie byłem taki brutalny – nawet nie z tymi
dziewczynami, które wiedziałem, że to wytrzymają. Z tobą… straciłem kontrolę. –
Wyciąga rękę i odsuwa kosmyk moich włosów. – Przepraszam.
Unoszę się na łokciu, spoglądając na niego. – Chwila.
Przyznajesz, że seks ze mną jest inny niż z jakąkolwiek inną dziewczyną i że
był tak gorący, że nie mogłeś się kontrolować. A teraz przepraszasz? Koleś.
Zane podnosi wzrok na sufit. – Stworzyłem potwora – mamrocze.
Prycham zadowolona z siebie, szturchając go w ramię. – Nieźle
jak na dziewicę, co? Więc jestem najlepsza, jaką miałeś?
Odwzajemnia mój uśmieszek, wyszarpując kołdrę z mojego
mocnego uchwytu. – Tak, Violet Mercer, jesteś boginią seksu. Jesteś najlepsza,
jaką miałem. Chyba na chwilę tam ogłuchłem.
Zawstydzona, ale śmiejąc się, próbuję odebrać mu kołdrę. –
Czy to z powodu mojego piekielnie seksownego ciała?
Zane niespodziewanie obraca się tak, że w połowie na mnie
leży. Głaska moją twarz jedną ręką. – Jest tak z powodu tego. – Pochyla głowę i
nakrywa swoimi ustami moje. – I tego. – Kładzie rękę nad moim sercem. – Tego –
szepcze. Potem jego dłonie przesuwają się na dół, przez mój brzuch i dalej.
Sapię, spotykając się z nim wzrokiem. Wymieniamy się
niewypowiedzianymi słowami. Zane kładzie czoło na moim i jestem połączeni w ten
sposób przez jeden cenny moment.
- Co chcesz teraz robić? – pyta leniwie, przerywając urok. –
Możemy iść do parku i coś zjeść.
Przesuwam dłońmi po jego gładkim torsie. – Albo – odpowiadam
– możemy zjeść tutaj, a wyjść później.
Zane chichocze, cicho i seksownie. – Podoba mi się sposób
twojego myślenia. Wiesz co – może zrobię ci gorącą kąpiel, potem wezmę szybki
prysznic i zamówię nam jedzenie? Co chcesz?
- Mięso – mówię od razu. – Wiesz, co lubię. I wolałabym wziąć
prysznic.
- Zaufaj mi. Będziesz czuć się lepiej po kąpieli.
Patrzę ze zmarszczeniem brwi na jego plecy, jak wstaje i
znika w łazience. Minutę później słyszę dźwięk lecącej wody.
Czemu miałabym potrzebować kąpieli? Jestem trochę obolała,
ale nie tak bardzo. Zane jest po prostu nazbyt ostrożnie. To słodkie.
Wtedy próbuję wstać i… dobra, au. Oplatając się kołdrą, biorę
kilka ciuchów z mojej torby i ostrożnie kuśtykam do łazienki. Zane mówi coś do
mnie, ale jestem zbyt rozproszona jego niesamowitym ciałem, żeby to zrozumieć.
On śmieje się, kręcąc głową.
Po pomaganiu mi w wejściu do wanny, wychodzi, żeby wciąż
prysznic w drugiej łazience. Opieram głowę o praktyczną małą półkę i zamykam
oczy, wzdychając z zadowoleniem.
Nie wiem skąd biorą się łzy, ale kiedy się zaczynają, nie
mogę ich zatrzymać. Szlocham cicho w ręce, niepewna dlaczego płaczę. Dopiero co
przeżyłam najbardziej niesamowite doświadczenie mojego życia, więc czemu tak
się czuję? Jak się czuję? Nie szczęśliwa – to nie właściwe uczucie na to co
czuję. Entuzjastycznie nieszczęśliwa? Radość połączona z żyletkami? Nie
potrafię tego wyjaśnić. Mam ochotę poszybować wśród chmur, ale kosztowałoby
mnie to zbyt drogo.
Jestem zakochana w Zanie – oczywiście, że o tym wiem. Tak jak
wiem, że nie mogę go zatrzymać. Odległość i moje niepewności… to tylko kwestia
czasu jak one nas rozdzielą. Jak długo minie zanim mu się znudzę? Nigdy nie
powiedział mi, że mnie kocha, nigdy nie rozmawialiśmy o naszej przyszłości. Nie
jest mi nic winien. Nie musi mnie kochać. Bez względu jak bardzo to boli, że…
Nieważne. Wezmę Zane’a w każdy sposób, jaki mogę. Po prostu
chcę żyć chwilą. Bez żalu.
To jest sekret życia, prawda?
Zane wchodzi do łazienki, żeby dać mi trochę Paracetamolu
oraz szklankę wody i powiadamia mnie, że jedzenie będzie za dwadzieścia minut.
Czy wspomniałam jak dobrze wygląda tuż po wyjściu spod prysznica? Jego mokre
włosy wyglądają na niemal czarne i ten świeżo umyty zapach przylega do jego
skóry.
Ma na sobie parę czarnych dresów, które zwisają lekko z jego
bioder i nie ma koszulki. Nigdy nie powinien nosić koszulek czy spodni, czy…
Ugh. Muszę przestać myśleć tylko o jednym.
Wychodzę z wanny, orzeźwiona. Po energicznym wytarciu się
puszystym ręcznikiem, zakładam ciemnoróżowe majtki z króliczkami i zielony,
jedwabny szlafrok – idealny strój na leniuchowanie ze swoim seksownym
chłopakiem.
Nasze jedzenie już jest, jak wychodzę z łazienki. Siadamy na
podłodze obok okien w salonie. Ja mam olbrzymi, soczysty hamburger z bekonem
razem z dużymi frytkami, a Zane swoje zwykłe zdrowe pierdoły – jakieś pędy
pszeniczne i kapustę. Ble.
Umieram z głodu! Jest prawie trzecia popołudniu, a to jedyna
rzecz jaką jadłam przez cały dzień. Zane nie przejmuje się tym, że jem jak
świnia – wydaje się lubić moje upodobanie do jedzenia, dzięki Bogu. Nie
zapycham sobie buzi tak jak kiedyś, ale lubię jeść.
- Będę miała kiedyś szansę zobaczyć twoje mieszkanie? – pytam
go, po upiciu wody.
Zane waha się, patrząc przez okno. – Myślałem, żebyśmy
pojechali tam w poniedziałek, zanim zawiozę cię do domu.
- Naprawdę? – Podskakuję z podekscytowaniem. – Byłoby super.
- Ta. – Jego uśmiech jest sztywny, ale udaję, że tego nie
widzę. Czy mógłby być mniej rozentuzjazmowany?
Postanawiam zmienić temat. – No więc – mówię, celując w niego
frytką. – Co chcesz na święta?
- Ciebie.
Robię minę i rzucam w niego frytką. – Mówię poważnie.
- Ja też. – Odrzuca we mnie frytką. – Masz przerwę
świąteczną, prawda? Spędź ją ze mną.
Zaczynam się śmiać, lecz kiedy widzę całkowicie poważny wyraz
jego twarzy, mój śmiech znika. – Musisz żartować. Moja mama nigdy…
- Porozmawiam z nią – mówi Zane, podnosząc się ze swojej
rozciągniętej pozycji. – Zgodzi się.
Wytrzeszczam oczy. – Powiesz jej o nas?
Zane uśmiecha się lekko ironicznie. – Nie uważasz, że już
wie?
- Że jesteśmy razem w taki sposób? – Wskazuję dłonią na nasz
luźny stan ubioru. – Ona zwariuje! Dostanę szlaban po raz pierwszy w życiu!
- Co, myślisz, że ona oczekuje od ciebie, że na zawsze
będziesz jej dobrą, małą dziewczynką? – Zane pociąga łyk ze swojej butelki
wody. – Słuchaj, zajmę się tym, dobra? Jeśli chcesz ze mną zostać, załatwię to.
Moje serce potyka się w rytmie, kiedy patrzę na niego. –
Oczywiście, że chcę. To byłoby… cudowne.
Uwielbiam sposób, w jakim rozjaśnia się twarz Zane’a. Nachyla
się do mnie, jego oczy ciemnieją. – Ty jesteś cudowna. Chodź tutaj.
Od razu czołgam się do niego. Zapominając o jedzeniu,
zaczynamy się całować. Zane ciągnie za pasek mojego szlafroku, rozchylając go.
Gdy spogląda w dół, wybucha śmiechem.
- Czekaj… obróć się. Czy to…?
Nie mam pojęcia o czym gada, ale odwracam się do niego
plecami. Zsuwa szlafrok z moich barków, po czym czuję jego rękę na tyłku.
- Jest ten królik. – Chichocze, brzmiąc na za bardzo
rozbawionego.
Obracam się, wciągając gwałtownie powietrze. – Pamiętasz?!
- Jak mógłbym zapomnieć? Do diabła, miałem sny o tych
majtkach.
- Jakie sny?
Zane uśmiecha się po szelmowsku, poklepując mordkę mojego
króliczka. – Pokażę ci później.
Mój umysł wraca do tego żenującego incydentu. To był dzień,
kiedy Matt ze mną zerwał. Pamiętam, że byłam kompletnie załamana, płakałam jak
głupia. Ugh, potem wpadłam na Zane’a – wtedy Seksownego Kolesia – i byłam
zawstydzona, że wspaniały nieznajomy widzi mnie w moim najgorszym stanie.
Kto mógłby przewidzieć, że wyląduję w takim miejscu ze
wspomnianym wspaniałym nieznajomym i że zdrada Matta będzie niczym więcej jak
odległym wspomnieniem?
Potrząsając głową, uśmiecham się do Zane’a. – Myślałam, że
już nigdy więcej cię nie zobaczę.
- Gdybym nie wiedział, że jeszcze cię zobaczę, zdobyłbym twój
numer.
- Ojej, to takie… czekaj, co? – Gapię się na niego zdziwiona.
– Skąd wiedziałeś, że znowu mnie
zobaczysz?
Opiera się na łokciach, przyglądając mi się drażniącym
spojrzeniem. – Rozpoznałem cię z pięćdziesięciu zdjęć pięknej córki Violet,
które pokazała mi twoja mama.
- Poważnie? Ugh! Czemu nic nie powiedziałeś?
- I przegapić twoją minę, kiedy się pojawiłem? – Zane patrzy
na mnie z uśmieszkiem.
- Po prostu świetnie – mruczę. Zakładam z powrotem mój
szlafrok i zaciskam pasek niewygodnie ciasno.
- Daj spokój, Violet, nie bądź zła. – Łapie mnie za ramię i
przyciąga do swojej nagiej klatki piersiowej, tak że w połowie na nim leżę.
Przytulam się do niego, opierając głowę na jego barku. – Nie
jestem. Tylko okropnie zażenowana. Znowu.
Zane chichocze, przesuwając ręką po moich włosach. – Wiesz –
odzywa się po krótkiej ciszy. – Kazałem sobie trzymać się od ciebie z daleka.
Przechylam głowę, żeby na niego spojrzeć. – Dlaczego?
- Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem twoje zdjęcie, pragnąłem
cię – przyznaje. – Potem tego dnia, kiedy znalazłem cię płaczącą i tkwiącą w drzwiach…
byłaś taka słodka i bezbronna. Po czym pokazałaś się na moim progu. Nie
chciałem cię zranić, więc próbowałem trzymać się na odległość.
Uśmiecha się do mnie cierpko. Szturcham go w tors. – A ta noc
w basenie? Czy to było trzymanie się na odległość?
Jego uśmiech powiększa się. – O, to.
- Tak, to.
- To był… eksperyment.
- Eksperyment? – powtarzam niedowierzająco. – Żartujesz sobie
ze mnie?
- Hej, teraz jest dobrze, prawda? – Czuję wibracje jego
cichego śmiechu, a to łaskocze.
- Bardziej niż dobrze – przyznaję. Ziewam, rozciągając się na
nim leniwie. – Która jest?
Zane sięga po swój telefon, który leży na stoliku parę
centymetrów od naszych głów. Chwyta go, patrząc zmrużonymi oczami na ekranik. –
Trzecia piętnaście.
Siadam, nagle pełna energii. – Chcesz iść teraz zobaczyć
Bajeczny Zamek?
- Jesteś pewna, że chce ci się? – pyta leniwie.
- Tak, czuję się świetnie! Chodźmy.
Kręcąc głową na mój entuzjazm, Zane wstaje. Sprzątamy nasz
mały piknikowy bałagan, potem ubieramy się. Obserwuję z fascynacją jak mój chłopak
(!) zakłada szarą koszulę i zmienia dresy na dżinsy. To taka szkoda patrzeć jak
te jego niewiarygodne ciało znika za ubraniami, ale dopasowana koszula z
długimi rękawami lgnie do jego umięśnionego torsu w kuszący sposób, a jego
tyłek w tych dżinsach… mmm…
Zane przyłapuje mnie na gapieniu się i rzuca we mnie bluzką.
Potem, żeby odwzajemnić przysługę, krzyżuje ramiona i przygląda mi się, jak
przebieram się w miękki różowy sweter i czarne spodnie. Jego uwaga denerwuje
mnie i mój sweter kończy splątany z moimi ramionami wiszącymi nad głową. Wtedy
Zane musi mi pomóc to naprawić, co jest tylko moim szczęściem. Co jeśli
kiedykolwiek będę próbowała być dla niego seksowna – na przykład zrobić dla
niego striptiz? Potknęłabym się i wylądowała w szpitalu z biustonoszem
zawiniętym wokół szyi.
Tak, to brzmi właściwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz