11.3.14

Rozdział 28

Co dzieje się potem jest… wow, nie wiem jak to opisać. W ogóle nie tak wyobrażałam sobie mój pierwszy raz. Oczekiwałam gorzko-słodkiej miłosnej piosenki, pełnej blasku świec i cichych westchnień.
Ale taka nie jestem – nie z Zanem. Może to dlatego, że tak długo budowało się to pomiędzy nami albo może dlatego, że oboje jesteśmy podminowani – nie wiem. Zamiast cichego stukania deszczu o okno, dostaję piękny huragan. Zamiast mojej miłosnej piosenki, dostaję hard rock – głośny koncert na powietrzu w burzy z walącym basem i dzikim tańcem w deszczu oraz błocie. To ból połączony z nieodpartą przyjemnością i jakoś to czyni te doświadczenie jeszcze bardziej niesamowitym.
Nie mogło być bardziej idealnie czy właściwe.
Obracam się na bok, krzywiąc trochę na ból. Zane od razu odwraca się do mnie z niepokojem.
- Wszystko w porządku?
- O tak. – Uśmiecham się do niego, czując zawroty głowy od nadmiaru uczuć.
Zane śmieje się niechętnie. Przesuwa ręką po twarzy. – Niech to szlag, nigdy wcześniej nie byłem taki brutalny – nawet nie z tymi dziewczynami, które wiedziałem, że to wytrzymają. Z tobą… straciłem kontrolę. – Wyciąga rękę i odsuwa kosmyk moich włosów. – Przepraszam.
Unoszę się na łokciu, spoglądając na niego. – Chwila. Przyznajesz, że seks ze mną jest inny niż z jakąkolwiek inną dziewczyną i że był tak gorący, że nie mogłeś się kontrolować. A teraz przepraszasz? Koleś.
Zane podnosi wzrok na sufit. – Stworzyłem potwora – mamrocze.
Prycham zadowolona z siebie, szturchając go w ramię. – Nieźle jak na dziewicę, co? Więc jestem najlepsza, jaką miałeś?
Odwzajemnia mój uśmieszek, wyszarpując kołdrę z mojego mocnego uchwytu. – Tak, Violet Mercer, jesteś boginią seksu. Jesteś najlepsza, jaką miałem. Chyba na chwilę tam ogłuchłem.
Zawstydzona, ale śmiejąc się, próbuję odebrać mu kołdrę. – Czy to z powodu mojego piekielnie seksownego ciała?
Zane niespodziewanie obraca się tak, że w połowie na mnie leży. Głaska moją twarz jedną ręką. – Jest tak z powodu tego. – Pochyla głowę i nakrywa swoimi ustami moje. – I tego. – Kładzie rękę nad moim sercem. – Tego – szepcze. Potem jego dłonie przesuwają się na dół, przez mój brzuch i dalej.
Sapię, spotykając się z nim wzrokiem. Wymieniamy się niewypowiedzianymi słowami. Zane kładzie czoło na moim i jestem połączeni w ten sposób przez jeden cenny moment.
- Co chcesz teraz robić? – pyta leniwie, przerywając urok. – Możemy iść do parku i coś zjeść.
Przesuwam dłońmi po jego gładkim torsie. – Albo – odpowiadam – możemy zjeść tutaj, a wyjść później.
Zane chichocze, cicho i seksownie. – Podoba mi się sposób twojego myślenia. Wiesz co – może zrobię ci gorącą kąpiel, potem wezmę szybki prysznic i zamówię nam jedzenie? Co chcesz?
- Mięso – mówię od razu. – Wiesz, co lubię. I wolałabym wziąć prysznic.
- Zaufaj mi. Będziesz czuć się lepiej po kąpieli.
Patrzę ze zmarszczeniem brwi na jego plecy, jak wstaje i znika w łazience. Minutę później słyszę dźwięk lecącej wody.
Czemu miałabym potrzebować kąpieli? Jestem trochę obolała, ale nie tak bardzo. Zane jest po prostu nazbyt ostrożnie. To słodkie.
Wtedy próbuję wstać i… dobra, au. Oplatając się kołdrą, biorę kilka ciuchów z mojej torby i ostrożnie kuśtykam do łazienki. Zane mówi coś do mnie, ale jestem zbyt rozproszona jego niesamowitym ciałem, żeby to zrozumieć. On śmieje się, kręcąc głową.
Po pomaganiu mi w wejściu do wanny, wychodzi, żeby wciąż prysznic w drugiej łazience. Opieram głowę o praktyczną małą półkę i zamykam oczy, wzdychając z zadowoleniem.
Nie wiem skąd biorą się łzy, ale kiedy się zaczynają, nie mogę ich zatrzymać. Szlocham cicho w ręce, niepewna dlaczego płaczę. Dopiero co przeżyłam najbardziej niesamowite doświadczenie mojego życia, więc czemu tak się czuję? Jak się czuję? Nie szczęśliwa – to nie właściwe uczucie na to co czuję. Entuzjastycznie nieszczęśliwa? Radość połączona z żyletkami? Nie potrafię tego wyjaśnić. Mam ochotę poszybować wśród chmur, ale kosztowałoby mnie to zbyt drogo.
Jestem zakochana w Zanie – oczywiście, że o tym wiem. Tak jak wiem, że nie mogę go zatrzymać. Odległość i moje niepewności… to tylko kwestia czasu jak one nas rozdzielą. Jak długo minie zanim mu się znudzę? Nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha, nigdy nie rozmawialiśmy o naszej przyszłości. Nie jest mi nic winien. Nie musi mnie kochać. Bez względu jak bardzo to boli, że…
Nieważne. Wezmę Zane’a w każdy sposób, jaki mogę. Po prostu chcę żyć chwilą. Bez żalu.
To jest sekret życia, prawda?
Zane wchodzi do łazienki, żeby dać mi trochę Paracetamolu oraz szklankę wody i powiadamia mnie, że jedzenie będzie za dwadzieścia minut. Czy wspomniałam jak dobrze wygląda tuż po wyjściu spod prysznica? Jego mokre włosy wyglądają na niemal czarne i ten świeżo umyty zapach przylega do jego skóry.
Ma na sobie parę czarnych dresów, które zwisają lekko z jego bioder i nie ma koszulki. Nigdy nie powinien nosić koszulek czy spodni, czy…
Ugh. Muszę przestać myśleć tylko o jednym.
Wychodzę z wanny, orzeźwiona. Po energicznym wytarciu się puszystym ręcznikiem, zakładam ciemnoróżowe majtki z króliczkami i zielony, jedwabny szlafrok – idealny strój na leniuchowanie ze swoim seksownym chłopakiem.
Nasze jedzenie już jest, jak wychodzę z łazienki. Siadamy na podłodze obok okien w salonie. Ja mam olbrzymi, soczysty hamburger z bekonem razem z dużymi frytkami, a Zane swoje zwykłe zdrowe pierdoły – jakieś pędy pszeniczne i kapustę. Ble.
Umieram z głodu! Jest prawie trzecia popołudniu, a to jedyna rzecz jaką jadłam przez cały dzień. Zane nie przejmuje się tym, że jem jak świnia – wydaje się lubić moje upodobanie do jedzenia, dzięki Bogu. Nie zapycham sobie buzi tak jak kiedyś, ale lubię jeść.
- Będę miała kiedyś szansę zobaczyć twoje mieszkanie? – pytam go, po upiciu wody.
Zane waha się, patrząc przez okno. – Myślałem, żebyśmy pojechali tam w poniedziałek, zanim zawiozę cię do domu.
- Naprawdę? – Podskakuję z podekscytowaniem. – Byłoby super.
- Ta. – Jego uśmiech jest sztywny, ale udaję, że tego nie widzę. Czy mógłby być mniej rozentuzjazmowany?
Postanawiam zmienić temat. – No więc – mówię, celując w niego frytką. – Co chcesz na święta?
- Ciebie.
Robię minę i rzucam w niego frytką. – Mówię poważnie.
- Ja też. – Odrzuca we mnie frytką. – Masz przerwę świąteczną, prawda? Spędź ją ze mną.
Zaczynam się śmiać, lecz kiedy widzę całkowicie poważny wyraz jego twarzy, mój śmiech znika. – Musisz żartować. Moja mama nigdy…
- Porozmawiam z nią – mówi Zane, podnosząc się ze swojej rozciągniętej pozycji. – Zgodzi się.
Wytrzeszczam oczy. – Powiesz jej o nas?
Zane uśmiecha się lekko ironicznie. – Nie uważasz, że już wie?
- Że jesteśmy razem w taki sposób? – Wskazuję dłonią na nasz luźny stan ubioru. – Ona zwariuje! Dostanę szlaban po raz pierwszy w życiu!
- Co, myślisz, że ona oczekuje od ciebie, że na zawsze będziesz jej dobrą, małą dziewczynką? – Zane pociąga łyk ze swojej butelki wody. – Słuchaj, zajmę się tym, dobra? Jeśli chcesz ze mną zostać, załatwię to.
Moje serce potyka się w rytmie, kiedy patrzę na niego. – Oczywiście, że chcę. To byłoby… cudowne.
Uwielbiam sposób, w jakim rozjaśnia się twarz Zane’a. Nachyla się do mnie, jego oczy ciemnieją. – Ty jesteś cudowna. Chodź tutaj.
Od razu czołgam się do niego. Zapominając o jedzeniu, zaczynamy się całować. Zane ciągnie za pasek mojego szlafroku, rozchylając go. Gdy spogląda w dół, wybucha śmiechem.
- Czekaj… obróć się. Czy to…?
Nie mam pojęcia o czym gada, ale odwracam się do niego plecami. Zsuwa szlafrok z moich barków, po czym czuję jego rękę na tyłku.
- Jest ten królik. – Chichocze, brzmiąc na za bardzo rozbawionego.
Obracam się, wciągając gwałtownie powietrze. – Pamiętasz?!
- Jak mógłbym zapomnieć? Do diabła, miałem sny o tych majtkach.
- Jakie sny?
Zane uśmiecha się po szelmowsku, poklepując mordkę mojego króliczka. – Pokażę ci później.
Mój umysł wraca do tego żenującego incydentu. To był dzień, kiedy Matt ze mną zerwał. Pamiętam, że byłam kompletnie załamana, płakałam jak głupia. Ugh, potem wpadłam na Zane’a – wtedy Seksownego Kolesia – i byłam zawstydzona, że wspaniały nieznajomy widzi mnie w moim najgorszym stanie.
Kto mógłby przewidzieć, że wyląduję w takim miejscu ze wspomnianym wspaniałym nieznajomym i że zdrada Matta będzie niczym więcej jak odległym wspomnieniem?
Potrząsając głową, uśmiecham się do Zane’a. – Myślałam, że już nigdy więcej cię nie zobaczę.
- Gdybym nie wiedział, że jeszcze cię zobaczę, zdobyłbym twój numer.
- Ojej, to takie… czekaj, co? – Gapię się na niego zdziwiona. – Skąd wiedziałeś, że znowu mnie zobaczysz?
Opiera się na łokciach, przyglądając mi się drażniącym spojrzeniem. – Rozpoznałem cię z pięćdziesięciu zdjęć pięknej córki Violet, które pokazała mi twoja mama.
- Poważnie? Ugh! Czemu nic nie powiedziałeś?
- I przegapić twoją minę, kiedy się pojawiłem? – Zane patrzy na mnie z uśmieszkiem.
- Po prostu świetnie – mruczę. Zakładam z powrotem mój szlafrok i zaciskam pasek niewygodnie ciasno.
- Daj spokój, Violet, nie bądź zła. – Łapie mnie za ramię i przyciąga do swojej nagiej klatki piersiowej, tak że w połowie na nim leżę.
Przytulam się do niego, opierając głowę na jego barku. – Nie jestem. Tylko okropnie zażenowana. Znowu.
Zane chichocze, przesuwając ręką po moich włosach. – Wiesz – odzywa się po krótkiej ciszy. – Kazałem sobie trzymać się od ciebie z daleka.
Przechylam głowę, żeby na niego spojrzeć. – Dlaczego?
- Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem twoje zdjęcie, pragnąłem cię – przyznaje. – Potem tego dnia, kiedy znalazłem cię płaczącą i tkwiącą w drzwiach… byłaś taka słodka i bezbronna. Po czym pokazałaś się na moim progu. Nie chciałem cię zranić, więc próbowałem trzymać się na odległość.
Uśmiecha się do mnie cierpko. Szturcham go w tors. – A ta noc w basenie? Czy to było trzymanie się na odległość?
Jego uśmiech powiększa się. – O, to.
- Tak, to.
- To był… eksperyment.
- Eksperyment? – powtarzam niedowierzająco. – Żartujesz sobie ze mnie?
- Hej, teraz jest dobrze, prawda? – Czuję wibracje jego cichego śmiechu, a to łaskocze.
- Bardziej niż dobrze – przyznaję. Ziewam, rozciągając się na nim leniwie. – Która jest?
Zane sięga po swój telefon, który leży na stoliku parę centymetrów od naszych głów. Chwyta go, patrząc zmrużonymi oczami na ekranik. – Trzecia piętnaście.
Siadam, nagle pełna energii. – Chcesz iść teraz zobaczyć Bajeczny Zamek?
- Jesteś pewna, że chce ci się? – pyta leniwie.
- Tak, czuję się świetnie! Chodźmy.
Kręcąc głową na mój entuzjazm, Zane wstaje. Sprzątamy nasz mały piknikowy bałagan, potem ubieramy się. Obserwuję z fascynacją jak mój chłopak (!) zakłada szarą koszulę i zmienia dresy na dżinsy. To taka szkoda patrzeć jak te jego niewiarygodne ciało znika za ubraniami, ale dopasowana koszula z długimi rękawami lgnie do jego umięśnionego torsu w kuszący sposób, a jego tyłek w tych dżinsach… mmm…
Zane przyłapuje mnie na gapieniu się i rzuca we mnie bluzką. Potem, żeby odwzajemnić przysługę, krzyżuje ramiona i przygląda mi się, jak przebieram się w miękki różowy sweter i czarne spodnie. Jego uwaga denerwuje mnie i mój sweter kończy splątany z moimi ramionami wiszącymi nad głową. Wtedy Zane musi mi pomóc to naprawić, co jest tylko moim szczęściem. Co jeśli kiedykolwiek będę próbowała być dla niego seksowna – na przykład zrobić dla niego striptiz? Potknęłabym się i wylądowała w szpitalu z biustonoszem zawiniętym wokół szyi.

Tak, to brzmi właściwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz