11.3.14

Rozdział 20

Obok Zane’a stoi ładna ciemnowłosa dziewczyna, prawdopodobnie w jego wieku. Jest niska i troszeczkę pulchna, ale ma oczy koloru szmaragdu. Jej zielony sweter i długa aksamitna spódnica nadają jej romantyczny i trochę wiedźmowaty wygląd. Stwierdzam, że jest typem fajnej, wyluzowanej dziewczyny, którą faceci uważają za seksowną.
- Cześć, Violet – odzywa się kretyn ze swoim półuśmiechem. – Możemy wejść?
- Och, czemu nie? – mruczę, odsuwając się na bok. Trzaskam za nimi drzwiami.
- Zatem ty jesteś Violet – mówi nowa dziewczyna Zane’a, znacząco uśmiechając się do niego.
- Tak sądzę.
Mama wchodzi do pokoju i oczywiście od razu przechodzi do uścisków. – Zane! Tak się cieszę, że udało ci się przyjechać!
- Dzięki za zaproszenie. – Zane prostuje się i pokazuje na dziewczynę. – Lily, to jest stara przyjaciółka, o której ci mówiłem, Jenna. Jen, to Lily, przyszła żona mojego ojca.
- Dziękuję za pozwolenie na przyjście – mówi słodko Jenna – Jen, ściskając rękę mamy.
- Nie ma za co, cieszymy się, że jesteście – odpowiada entuzjastycznie mama. – Miło jest poznać przyjaciółkę Zane’a. O, a to moja córka Violet.
Jenna odwraca się do mnie z jej ślicznymi, zielonymi oczami. – Cieszę się, że nareszcie mogę cię poznać. Tyle o tobie słyszałam.
Piorunuję Zane’a wzrokiem, natychmiast czując paranoję. Więc opowiada o mnie swojej dziewczynie?! Powiedział jej, jaka jestem niedojrzała?
Wygląda na rozbawionego moją reakcją. Pochyla się, żeby mruknąć coś do ucha kochanej Jenny. Jej oczy się powiększają i szybko kiwa głową.
Mama w końcu wyczuwa napięcie w pokoju i jest nim zmieszana. Unosi na mnie brwi, próbując rozszyfrować moją sztywność. Potrząsając głową, zaprowadza nas do salonu, gdzie jest reszta gości.
Trzymam się przeciwnej strony pokoju od szczęśliwej parki, zmuszając biedną Jane do intensywnej rozmowy o telewizyjnych programach. Jednakże, nie mogę oprzeć się zerkaniu na Zane’a oraz Jennę, a widzenie, jak rozmawiają z taką znajomością sprawia, że zaciskam zęby.
Jak on śmie przyprowadzać tutaj dziewczynę! Naprawdę? Po tym co się wydarzyło? Czy on stara mi się to rzucić w twarz, czy co? Grr…
Udaje mi się unikać ich aż do kolacji. Ślepym trafem siedzą naprzeciwko mnie. Równocześnie chcę zanurzyć się w siedzeniu i zniknąć oraz rzucać w nich groszkiem moją łyżką.
Na szczęście postanawiam, że oba pragnienia są nie w moim typie. Mogę być w tej sprawie dojrzała. No i co, przyprowadził tutaj kolejną dziewczynę po tym jak dopiero co mieliśmy wielką kłótnię o jego bycie ogromnie flirciarskim, dającym prezenty, tańczącym z recepcjonistkami, trzymającym asy w rękawie sukin…
Dobra, wiecie co? Nigdy nie powiedzieliśmy, że jesteśmy oficjalnie razem. Więc może robić co chce. Tak jak i ja.
Odwracam się do przystojnego chłopaka siedzącego obok mnie i zaczynam kiepską rozmowę o pogodzie. Ładny Chłopak zdaje się podekscytowany tym, że z nim rozmawiam i jest miły. Przechodzimy na temat muzyki i okazuje się, że lubi Aidena Crossa, a także McPigs. W międzyczasie, opieram się pokusie spoglądnięcia na Zane’a.
Dobra, nie opieram się zbyt dobrze. Ukradkiem zerkam na niego kątem oka. Zgadnijcie co? Nawet tutaj nie patrzy! Rozmawia ze starszą kobietą siedzącą po jego drugiej stronie. Myślę, że nazywa się Lorraine – jedna ze starych współpracownic mamy. Spędzają świetny czas śmiejąc się z czegoś. Może ze mnie? Nie, zachowuję się paranoidalnie.
- …myślisz, że chciałabyś pójść? Ze mną? – mówi Ładny Chłopak.
- Przepraszam, co? – Odwracam się z powrotem do niego z przepraszającym uśmiechem na wargach.
Ładny Chłopak nerwowo chrząka. – Potańcówka w sobotę. Myślisz, że chciałabyś pójść… ze mną? Nasza szkoła naprawdę stara się na te zabawy. Słyszałem, że jednego razu wynajęli lodowisko, a dzieciaki ślizgały się i tańczyły… czy to nie brzmi super?
- O tak – mówię nieswojo, wiercąc się z zakłopotaniem na krześle. – Ale nie bardzo chodzę na potańcówki, a mój harmonogram jest pełny szkołą i pracą.
Ładny Chłopak wygląda na tak zawiedzionego, że zaczynam czuć się naprawdę źle. – Och – mówi. – W porządku. Nie sądziłem, że ktoś tak ładny jak ty mógłby się zgodzić, ale chciałem spróbować.
Ojoj. Czuję się jeszcze gorzej, zwłaszcza dlatego, że wykorzystywałam go do wywołania w Zanie zazdrości. Nic nie szkodzi w byciu milszą w moim odrzuceniu. – Um – zaczynam mówić. – Mówiłeś, że kiedy to będzie?
- W sobotę, ale również…
- O, szkoda. Pracuję w weekendy. W innym wypadku na pewno bym poszła.
- Naprawdę? – Ładny Chłopak nagle rozpromienia się w sposób, który poważnie mi się nie podoba. – To świetnie, bo miałem powiedzieć, że mają jesienną zabawę, na którą możemy iść w piątek. Właściwie to jest ona tylko dla ostatnich klas, ale mogę nas wprowadzić! Mój starszy brat przyjaźni się z zespołem.
- Och nie… to znaczy… - urywam, wpatrując się w niego podejrzliwie. – Chwila, co powiedziałeś o ostatnich klasach?
- Tak, będzie tylko dla ostatnich klas, ale…
- Wyglądacie jakbyście świetnie się bawili!
Promienna blondwłosa kobieta podchodzi do nas, klepiąc po plecach Ładnego Chłopaka. Ma w sobie wygląd mamy piłkarza i nie podoba mi się to, jak przygląda mi się z tym spekulatywnym błyskiem w oku.
- O tak, mamo – mówi z zapałem Ładny Chłopak. – Zgadnij co? Violet idzie ze mną na tańce!
- Och, Jakey! – wykrzykuje tak bardzo, bardzo głośno. – Idziesz na swoją pierwszą potańcówkę w pierwszej klasie i to ze starszą kobietą!
W pierwszej klasie?!
Straciłam umiejętność mrugania. Po raz pierwszy przyglądam się bliżej Jakey’owi. Gładka skóra bez śladu zarostu, słabe blizny po, jak przypuszczam, niedawnym ataku trądziku na czole… ogólnie niezręczny, szczeniacki wygląd…
Och.
- Violet – woła mama z jej miejsca na czele stołu. – Czy dobrze usłyszałam? Idziesz na szkolne tańce?
- Z Jakey’em! – Mama Piłkarza dumnie ogłasza. – To jego pierwsze tańce – czy to nie urocze? I jestem pewna, że zdobędzie dużo punktów za pokazanie się z seksowną babką jak Violet!
- Mamo – jęczy speszony Jakey.
Nie rób tego, Violet. Nie patrz na Zane’a. Nie…
Spojrzałam.
Spotykają się nasze oczy. Jego ciemnobrązowe oczy błyszczą powstrzymywanym śmiechem. Podnosi brwi, jakby mówiąc do mnie. – Naprawdę, Violet?
Jestem ukarana, prawda? To musi być to. To jest to, co dostaję za bycie głupiutką, zazdrosną dziewczyną.
Z płonącymi policzkami odmawiam podniesienia wzroku przez resztę posiłku. Jakey zachowuje się, jakbyśmy ze sobą chodzili i kładzie zaborczo ramię na oparciu mojego krzesła.
Tymczasem Jenna postanawia zasypać mnie gradem pytań: gdzie pracuję, do jakiej szkoły chodzę, co lubię robić w wolnym czasie, itd. Z drugiej strony zdaje się już wiedzieć o mnie bardzo dużo. Jest autentycznie zainteresowana, a ja stwierdzam, że też chcę ją poznać.
- Znamy się z Zanem od dawna – mówi Jenna, szturchając go w ramię. On uśmiecha się, ale nic nie mówi. – Zawsze był najgorętszym chłopakiem w szkole, a ja byłam tylko kluchowatą dziewczyną spędzającą z nim czas. A teraz spójrz na niego…
- Wrzód na tyłku – wtrąca płynnie Zane. – Jestem pewien, że Violet się zgodzi.
- Zgadzam i jesteś nim – mówię chłodno.
Jenna śmieje się, odsuwając długie włosy za ucho. – Racja, powiedz mu. Ten tutaj facet jest przyzwyczajony do dostawania wszystkiego, czego chce.
- Cóż, nie wszystkiego. – Intensywne spojrzenie Zane’a kieruje się na mnie. – Jeszcze nie.
Wpatrujemy się w siebie przez niekończące się sekundy. Czemu bycie blisko niego musi takie być – połączeniem miażdżącego pożądania i rosnącego bólu? Intensywność moich uczuć do niego przeraża mnie i to jak teraz na mnie patrzy… tak jakby czytał moje myśli.
Ręka na moim udzie rozbija mój trans wywołany Zanem.
Piorunuję wzrokiem Jakey’a i odsuwam jego rękę. On w zamian posyła mi olbrzymi, szczerbaty uśmiech. Ignoruję go.
- No więc, Jenno – mówię. – Mieszkasz w Los Angeles?
- Nie, jestem w mieście na parę dni, żeby odwiedzić przyjaciół, potem wracam do starego, dobrego Nowego Jorku. Chociaż może zastanowić się nad wróceniem, jeśli będę mogła całą noc spędzać czas w jacuzzi Zane’a, jak to robiliśmy.
Uśmiecha się do niego, a ja trochę wymiotuję.
Co?!
Znowu odrzucając wędrującą dłoń Jakey’a, pytam zduszonym głosem. – Jesteś u Zane’a? – Nawet nie patrzę w jego stronę.
- Tak. Jest najlepszy! Byłabyś taka zazdrosna, gdybyś wiedziała jak miękkie jest jego łóżko.
Jego łóżko? O Boże.
Czuję jak krew odpływa z mojej twarzy. Nareszcie patrzę na Zane’a, niezdolna do mówienia, ruszenia.
On widzi moją zbolałą minę i jego oczy się powiększają. – Jen. Dajesz Violet złe wrażenie.
- Co? – Jenna marszczy brwi i odwraca do mnie. Wydaje się w myślach raz jeszcze odtworzyć jej słowa. W końcu głośno wciąga powietrze. – O nie, to nie tak, jak to brzmi! Chodziło mi o jego gościnne łóżko! Przepraszam! My tacy nie jesteśmy. Nigdy nie byliśmy.
Nie wiem co myśleć czy powiedzieć, więc nic nie mówię. Jest dobra szansa, że wybuchnę płaczem. Otępiale odsuwam rękę Jakey’a z kolana.
- Violet – odzywa się cicho i poważnie Zane. – Jesteśmy tylko przyjaciółmi, przyrzekam.
- Tak – dołącza Jenna. Jej duże zielone oczy nagle iskrzą się. – Poza tym, wiem na pewno, że ten tutaj Zane, szaleje na punkcie jakiejś seksownej laski, której imię jest jak kwiatek[1].
Zaskoczona, patrzę na Zane’a. Ostrożna nadzieja kwitnie w pobliżu mojej klatki piersiowej.
On patrzy na stół, nieznacznie potrząsając głową. – Dziękuję ci, Jenno. Jeszcze raz, kiedy wracasz do domu?
Ona tylko się śmieje. – Och, rozchmurz się, Zane. Robię ci przysługę. Ale poważnie, wy dwoje powinniście porozmawiać.
Uśmiecham się do niej słabo. – Jeśli przedtem się nie zabijemy.
- Ta, on ma skłonność do posiadania takiego efektu na ludziach.
- Naprawdę przeciągasz swoją mile widzialność tutaj.
- Hej – mówi Jenna. – To ty chciałeś, żebym ją poznała.
- Tak, to był głupi pomysł. – Zane niespodziewanie nachyla się nad stołem. – Dotknij jej jeszcze raz, a złamię ci ramię.
W pierwszej chwili jestem zszokowana, bo myślę, że mówi do mnie – ale wtedy czuję rękę powoli zsuwającą się z mojej nogi.
Oczy Jakey’a są szerokie i spanikowane, jak przełyka ślinę na mroczny gniew na twarzy Zane’a.
Wow. Może jednak próba wywołania w nim zazdrości nie jest dobrym pomysłem.
Pod koniec kolacji, Jakey szepcze mi do ucha, że już nie może się ze mną widzieć i natychmiast cofa swoje zaproszenie z tańców. Potem upewniając się, że Zane nie patrzy, pyta czy może zrobić mi zdjęcie swoim telefonem. Pozuję z najdurniejszym uśmiechem z otwartymi ustami.
I tak robi mi zdjęcie!
Cóż, nie sądzę, że celował aparatem w moją twarz. Fuj.
Tuż po kolacji idę do łazienki. Myślę, że mój okres właśnie się zaczął (jest za wcześnie!) i mam rację. Ugh.
Kiedy przemyłam się, schodzę na dół, zdeterminowana, aby znaleźć Zane’a i go przeprosić. Wciąż pali mnie na myśl o innych dziewczynach rzucających się na niego, ale przypuszczam, że nierealnie jest dla mnie oczekiwać, by odpychał je z „ble!”.
Wpadam na dole na mamę. Od razu pyta mnie czy naprawdę umawiam się z pierwszakiem.
Wywracam oczami. – Nie, to było duże nieporozumienie.
Wygląda jakby poczuła ulgę. – O, dzięki Bogu. Zaczynałam zastanawiać się czy stajesz się zdesperowana. Bo dziecko Barbary jest trochę chuligańskie, a ciebie stać na coś o wiele lepszego.
Muszę roześmiać się na jej poważny ton. – Dzięki, Lily.
- Nie ma za co, dziecko. I nazywaj mnie mamą. Och, mogłabyś zrobić mi przysługę i włączyć ekspres na kawę?
- Dla ciebie wszystko, kochana matko.
Klepie mnie po policzku i dziękuje. Idę powoli do kuchni, mając nadzieję na wpadnięcie na Zane’a, ale bez sukcesu.
Wciąż nie wiem co myśleć o Jennie. Jakim cudem o niej nie wiedziałam, ale ona wie o mnie wszystko? I czy w ogóle mam prawo być wkurzoną o to, że u niego chwilowo zamieszkuje? Zastanawiam się nad napisaniem do Lauren po radę, ale Lauren nigdy wcześniej nie była w związku, więc byłoby trochę tak jak ślepy prowadzący ślepego. Może mogłabym zapytać Kim? Z pewnością miała wiele doświadczenia ze związkami, sama będąc w tuzinie.
Albo może powinnam zamieścić anonimowe pytanie w Internecie. Hm. Rozmyślam nad moimi możliwościami, odpalając ekspres. Matt przyjaźnił się z wieloma dziewczynami, a mnie nigdy to nie obchodziło – aż mnie zdradził. Ale z Mattem nigdy nie czułam tego połączenia – czy pełnego napięcia pociągu – które mam z Zanem. On naprawdę po prostu… co to leży na podłodze?
Klękam, aby przyjrzeć się błyszczącemu, małemu przedmiotowi przyklejonemu do kafelka. Wygląda na kryształ górski. Zastanawiam się skąd się tam wziął i do kogo należy.
Podczas gdy zastanawiam się nad tymi rzeczami, słyszę otwieranie drzwi. Dźwięk śmiechu Jenny sprawia, że zamieram w bezruchu i unoszę sierść na grzbiecie.
- Nie ma, do diabła, mowy – mówi Zane. – Ale nadal się mnie o to czepiają.
Słyszę głuchy odgłos na blacie nade mną. Stoją tuż po drugiej stronie. Przyciskam się do szafki, modląc, żeby nie obeszli kontuaru.
- Oj, biedne dziecko! Ciężko musi być pożądanym mężczyzną. Więc na pewno to odrzucisz?
- Tak.
- Zatem jednak nie będzie dla ciebie zmiany zawodu, co?
Zmiana zawodu? Zane nigdy mi o tym nic nie wspomniał. Słucham z uwagą, zazdrosna o poufną wiedzę Jenny.
- Nie mogę uwierzyć, że jej nie powiedziałeś – mówi Jenna. Unoszę uszy. – Koleś, to nie dobrze.
Powiedzieć komu? Mnie?
Zane wydaje się westchnąć. – To skomplikowane. Wiem, co robię.
Ona robi cmokający dźwięk. – Skoro tak mówisz. Ale ona ostatecznie się dowie.
Następuje chwila ciszy, gdzie wyobrażam sobie jak Zane przesuwa rękami po włosach. – Poradzę sobie z tym – mówi krótko. – Chodź, znajdźmy Violet.
Wstrzymuję oddech, słuchając odchodzących kroków. Gdy słyszę jak zamykają się drzwi, wzdycham z ulgą.
Opadam na podłogę, opierając się o szafkę. Dobra, więc o co tu chodziło? O mnie? Jeśli nie, to o kogo? W każdym razie Zane coś przede mną ukrywa. Co takiego? I co ja z tym zrobię? Nie ma mowy, bym przyznała, że podsłuchiwałam.
Moje serce bije mocno, jak wszystko przetrawiam. Nie potrafię mu zaufać, bez względu na to jak bardzo tego chcę.
Dźwięki ludzi wchodzących do kuchni wyrywają mnie z rozmyślań. Nim mogę zareagować, dziwaczne jęki i zadyszane chichoty wydobywają się z drugiej strony mojego blatu.
- Och, Grant – wzdycha znajomy głos.
Nagle podnoszę się, niezdolna uwierzyć własnym uszom. Zgadnijcie co widzę? Jane, tkwiącą w uścisku łysiejącego mężczyzny w średnim wieku, który jestem pewna, iż jest żonaty.
- Jane! – sapię.
Oboje cicho krzyczą i odrywają się z wytrzeszczonymi oczami.
- Violet! – Jane gwałtownie wciąga powietrze, trzymając rękę na sercu.
- Myślałam, że jesteś lesbijką – wypalam.
- To nie tak jak… co? Czemu myślałaś, że jestem lesbijką?
- Och… - Wzruszam ramionami. – Nieważne. Powinnam iść.
Wybiegam z kuchni. Rzeczy, których się dowiadujesz, kiedy tkwisz na podłodze!



[1] Tak sobie teraz pomyślałam, że niektórzy z was mogą nie wiedzieć, że imię Violet to po angielsku jest też kwiatek – fiołek ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz