Obok Zane’a
stoi ładna ciemnowłosa dziewczyna, prawdopodobnie w jego wieku. Jest niska i
troszeczkę pulchna, ale ma oczy koloru szmaragdu. Jej zielony sweter i długa
aksamitna spódnica nadają jej romantyczny i trochę wiedźmowaty wygląd.
Stwierdzam, że jest typem fajnej, wyluzowanej dziewczyny, którą faceci uważają
za seksowną.
- Cześć,
Violet – odzywa się kretyn ze swoim półuśmiechem. – Możemy wejść?
- Och, czemu
nie? – mruczę, odsuwając się na bok. Trzaskam za nimi drzwiami.
- Zatem ty
jesteś Violet – mówi nowa dziewczyna Zane’a, znacząco uśmiechając się do niego.
- Tak sądzę.
Mama wchodzi
do pokoju i oczywiście od razu przechodzi do uścisków. – Zane! Tak się cieszę,
że udało ci się przyjechać!
- Dzięki za
zaproszenie. – Zane prostuje się i pokazuje na dziewczynę. – Lily, to jest
stara przyjaciółka, o której ci mówiłem, Jenna. Jen, to Lily, przyszła żona
mojego ojca.
- Dziękuję
za pozwolenie na przyjście – mówi słodko Jenna – Jen, ściskając rękę mamy.
- Nie ma za
co, cieszymy się, że jesteście – odpowiada entuzjastycznie mama. – Miło jest
poznać przyjaciółkę Zane’a. O, a to moja córka Violet.
Jenna
odwraca się do mnie z jej ślicznymi, zielonymi oczami. – Cieszę się, że
nareszcie mogę cię poznać. Tyle o tobie słyszałam.
Piorunuję
Zane’a wzrokiem, natychmiast czując paranoję. Więc opowiada o mnie swojej
dziewczynie?! Powiedział jej, jaka jestem niedojrzała?
Wygląda na
rozbawionego moją reakcją. Pochyla się, żeby mruknąć coś do ucha kochanej
Jenny. Jej oczy się powiększają i szybko kiwa głową.
Mama w końcu
wyczuwa napięcie w pokoju i jest nim zmieszana. Unosi na mnie brwi, próbując
rozszyfrować moją sztywność. Potrząsając głową, zaprowadza nas do salonu, gdzie
jest reszta gości.
Trzymam się
przeciwnej strony pokoju od szczęśliwej parki, zmuszając biedną Jane do
intensywnej rozmowy o telewizyjnych programach. Jednakże, nie mogę oprzeć się zerkaniu
na Zane’a oraz Jennę, a widzenie, jak rozmawiają z taką znajomością sprawia, że
zaciskam zęby.
Jak on śmie
przyprowadzać tutaj dziewczynę! Naprawdę? Po tym co się wydarzyło? Czy on stara
mi się to rzucić w twarz, czy co? Grr…
Udaje mi się
unikać ich aż do kolacji. Ślepym trafem siedzą naprzeciwko mnie. Równocześnie
chcę zanurzyć się w siedzeniu i zniknąć oraz rzucać w nich groszkiem moją
łyżką.
Na szczęście
postanawiam, że oba pragnienia są nie w moim typie. Mogę być w tej sprawie
dojrzała. No i co, przyprowadził tutaj kolejną dziewczynę po tym jak dopiero co
mieliśmy wielką kłótnię o jego bycie ogromnie flirciarskim, dającym prezenty,
tańczącym z recepcjonistkami, trzymającym asy w rękawie sukin…
Dobra,
wiecie co? Nigdy nie powiedzieliśmy, że jesteśmy oficjalnie razem. Więc może
robić co chce. Tak jak i ja.
Odwracam się
do przystojnego chłopaka siedzącego obok mnie i zaczynam kiepską rozmowę o
pogodzie. Ładny Chłopak zdaje się podekscytowany tym, że z nim rozmawiam i jest
miły. Przechodzimy na temat muzyki i okazuje się, że lubi Aidena Crossa, a
także McPigs. W międzyczasie, opieram się pokusie spoglądnięcia na Zane’a.
Dobra, nie
opieram się zbyt dobrze. Ukradkiem zerkam na niego kątem oka. Zgadnijcie co?
Nawet tutaj nie patrzy! Rozmawia ze starszą kobietą siedzącą po jego drugiej
stronie. Myślę, że nazywa się Lorraine – jedna ze starych współpracownic mamy.
Spędzają świetny czas śmiejąc się z czegoś. Może ze mnie? Nie, zachowuję się
paranoidalnie.
- …myślisz,
że chciałabyś pójść? Ze mną? – mówi Ładny Chłopak.
-
Przepraszam, co? – Odwracam się z powrotem do niego z przepraszającym uśmiechem
na wargach.
Ładny
Chłopak nerwowo chrząka. – Potańcówka w sobotę. Myślisz, że chciałabyś pójść…
ze mną? Nasza szkoła naprawdę stara się na te zabawy. Słyszałem, że jednego
razu wynajęli lodowisko, a dzieciaki ślizgały się i tańczyły… czy to nie brzmi
super?
- O tak –
mówię nieswojo, wiercąc się z zakłopotaniem na krześle. – Ale nie bardzo chodzę
na potańcówki, a mój harmonogram jest pełny szkołą i pracą.
Ładny
Chłopak wygląda na tak zawiedzionego, że zaczynam czuć się naprawdę źle. – Och
– mówi. – W porządku. Nie sądziłem, że ktoś tak ładny jak ty mógłby się
zgodzić, ale chciałem spróbować.
Ojoj. Czuję
się jeszcze gorzej, zwłaszcza dlatego, że wykorzystywałam go do wywołania w
Zanie zazdrości. Nic nie szkodzi w byciu milszą w moim odrzuceniu. – Um –
zaczynam mówić. – Mówiłeś, że kiedy to będzie?
- W sobotę,
ale również…
- O, szkoda.
Pracuję w weekendy. W innym wypadku na pewno bym poszła.
- Naprawdę?
– Ładny Chłopak nagle rozpromienia się w sposób, który poważnie mi się nie
podoba. – To świetnie, bo miałem powiedzieć, że mają jesienną zabawę, na którą
możemy iść w piątek. Właściwie to jest ona tylko dla ostatnich klas, ale mogę
nas wprowadzić! Mój starszy brat przyjaźni się z zespołem.
- Och nie…
to znaczy… - urywam, wpatrując się w niego podejrzliwie. – Chwila, co
powiedziałeś o ostatnich klasach?
- Tak,
będzie tylko dla ostatnich klas, ale…
- Wyglądacie
jakbyście świetnie się bawili!
Promienna
blondwłosa kobieta podchodzi do nas, klepiąc po plecach Ładnego Chłopaka. Ma w
sobie wygląd mamy piłkarza i nie podoba mi się to, jak przygląda mi się z tym
spekulatywnym błyskiem w oku.
- O tak,
mamo – mówi z zapałem Ładny Chłopak. – Zgadnij co? Violet idzie ze mną na
tańce!
- Och,
Jakey! – wykrzykuje tak bardzo, bardzo głośno. – Idziesz na swoją pierwszą
potańcówkę w pierwszej klasie i to ze starszą kobietą!
W pierwszej
klasie?!
Straciłam
umiejętność mrugania. Po raz pierwszy przyglądam się bliżej Jakey’owi. Gładka
skóra bez śladu zarostu, słabe blizny po, jak przypuszczam, niedawnym ataku
trądziku na czole… ogólnie niezręczny, szczeniacki wygląd…
Och.
- Violet –
woła mama z jej miejsca na czele stołu. – Czy dobrze usłyszałam? Idziesz na
szkolne tańce?
- Z
Jakey’em! – Mama Piłkarza dumnie ogłasza. – To jego pierwsze tańce – czy to nie
urocze? I jestem pewna, że zdobędzie dużo punktów za pokazanie się z seksowną
babką jak Violet!
- Mamo –
jęczy speszony Jakey.
Nie rób
tego, Violet. Nie patrz na Zane’a. Nie…
Spojrzałam.
Spotykają
się nasze oczy. Jego ciemnobrązowe oczy błyszczą powstrzymywanym śmiechem.
Podnosi brwi, jakby mówiąc do mnie. – Naprawdę, Violet?
Jestem
ukarana, prawda? To musi być to. To jest to, co dostaję za bycie głupiutką,
zazdrosną dziewczyną.
Z płonącymi
policzkami odmawiam podniesienia wzroku przez resztę posiłku. Jakey zachowuje
się, jakbyśmy ze sobą chodzili i kładzie zaborczo ramię na oparciu mojego
krzesła.
Tymczasem
Jenna postanawia zasypać mnie gradem pytań: gdzie pracuję, do jakiej szkoły
chodzę, co lubię robić w wolnym czasie, itd. Z drugiej strony zdaje się już
wiedzieć o mnie bardzo dużo. Jest autentycznie zainteresowana, a ja stwierdzam,
że też chcę ją poznać.
- Znamy się
z Zanem od dawna – mówi Jenna, szturchając go w ramię. On uśmiecha się, ale nic
nie mówi. – Zawsze był najgorętszym chłopakiem w szkole, a ja byłam tylko
kluchowatą dziewczyną spędzającą z nim czas. A teraz spójrz na niego…
- Wrzód na
tyłku – wtrąca płynnie Zane. – Jestem pewien, że Violet się zgodzi.
- Zgadzam i
jesteś nim – mówię chłodno.
Jenna śmieje
się, odsuwając długie włosy za ucho. – Racja, powiedz mu. Ten tutaj facet jest
przyzwyczajony do dostawania wszystkiego, czego chce.
- Cóż, nie
wszystkiego. – Intensywne spojrzenie Zane’a kieruje się na mnie. – Jeszcze nie.
Wpatrujemy
się w siebie przez niekończące się sekundy. Czemu bycie blisko niego musi takie
być – połączeniem miażdżącego pożądania i rosnącego bólu? Intensywność moich
uczuć do niego przeraża mnie i to jak teraz na mnie patrzy… tak jakby czytał
moje myśli.
Ręka na moim
udzie rozbija mój trans wywołany Zanem.
Piorunuję
wzrokiem Jakey’a i odsuwam jego rękę. On w zamian posyła mi olbrzymi,
szczerbaty uśmiech. Ignoruję go.
- No więc,
Jenno – mówię. – Mieszkasz w Los Angeles?
- Nie,
jestem w mieście na parę dni, żeby odwiedzić przyjaciół, potem wracam do
starego, dobrego Nowego Jorku. Chociaż może zastanowić się nad wróceniem, jeśli
będę mogła całą noc spędzać czas w jacuzzi Zane’a, jak to robiliśmy.
Uśmiecha się
do niego, a ja trochę wymiotuję.
Co?!
Znowu
odrzucając wędrującą dłoń Jakey’a, pytam zduszonym głosem. – Jesteś u Zane’a? –
Nawet nie patrzę w jego stronę.
- Tak. Jest
najlepszy! Byłabyś taka zazdrosna, gdybyś wiedziała jak miękkie jest jego
łóżko.
Jego łóżko? O Boże.
Czuję jak
krew odpływa z mojej twarzy. Nareszcie patrzę na Zane’a, niezdolna do mówienia,
ruszenia.
On widzi
moją zbolałą minę i jego oczy się powiększają. – Jen. Dajesz Violet złe
wrażenie.
- Co? –
Jenna marszczy brwi i odwraca do mnie. Wydaje się w myślach raz jeszcze
odtworzyć jej słowa. W końcu głośno wciąga powietrze. – O nie, to nie tak, jak
to brzmi! Chodziło mi o jego gościnne łóżko!
Przepraszam! My tacy nie jesteśmy. Nigdy nie byliśmy.
Nie wiem co
myśleć czy powiedzieć, więc nic nie mówię. Jest dobra szansa, że wybuchnę
płaczem. Otępiale odsuwam rękę Jakey’a z kolana.
- Violet –
odzywa się cicho i poważnie Zane. – Jesteśmy tylko przyjaciółmi, przyrzekam.
- Tak –
dołącza Jenna. Jej duże zielone oczy nagle iskrzą się. – Poza tym, wiem na
pewno, że ten tutaj Zane, szaleje na punkcie jakiejś seksownej laski, której
imię jest jak kwiatek[1].
Zaskoczona,
patrzę na Zane’a. Ostrożna nadzieja kwitnie w pobliżu mojej klatki piersiowej.
On patrzy na
stół, nieznacznie potrząsając głową. – Dziękuję ci, Jenno. Jeszcze raz, kiedy
wracasz do domu?
Ona tylko
się śmieje. – Och, rozchmurz się, Zane. Robię ci przysługę. Ale poważnie, wy
dwoje powinniście porozmawiać.
Uśmiecham
się do niej słabo. – Jeśli przedtem się nie zabijemy.
- Ta, on ma
skłonność do posiadania takiego efektu na ludziach.
- Naprawdę
przeciągasz swoją mile widzialność tutaj.
- Hej – mówi
Jenna. – To ty chciałeś, żebym ją poznała.
- Tak, to
był głupi pomysł. – Zane niespodziewanie nachyla się nad stołem. – Dotknij jej
jeszcze raz, a złamię ci ramię.
W pierwszej
chwili jestem zszokowana, bo myślę, że mówi do mnie – ale wtedy czuję rękę
powoli zsuwającą się z mojej nogi.
Oczy Jakey’a
są szerokie i spanikowane, jak przełyka ślinę na mroczny gniew na twarzy
Zane’a.
Wow. Może
jednak próba wywołania w nim zazdrości nie jest dobrym pomysłem.
Pod koniec
kolacji, Jakey szepcze mi do ucha, że już nie może się ze mną widzieć i
natychmiast cofa swoje zaproszenie z tańców. Potem upewniając się, że Zane nie
patrzy, pyta czy może zrobić mi zdjęcie swoim telefonem. Pozuję z
najdurniejszym uśmiechem z otwartymi ustami.
I tak robi
mi zdjęcie!
Cóż, nie
sądzę, że celował aparatem w moją twarz. Fuj.
Tuż po
kolacji idę do łazienki. Myślę, że mój okres właśnie się zaczął (jest za
wcześnie!) i mam rację. Ugh.
Kiedy
przemyłam się, schodzę na dół, zdeterminowana, aby znaleźć Zane’a i go
przeprosić. Wciąż pali mnie na myśl o innych dziewczynach rzucających się na
niego, ale przypuszczam, że nierealnie jest dla mnie oczekiwać, by odpychał je
z „ble!”.
Wpadam na
dole na mamę. Od razu pyta mnie czy naprawdę umawiam się z pierwszakiem.
Wywracam
oczami. – Nie, to było duże nieporozumienie.
Wygląda
jakby poczuła ulgę. – O, dzięki Bogu. Zaczynałam zastanawiać się czy stajesz
się zdesperowana. Bo dziecko Barbary jest trochę chuligańskie, a ciebie stać na
coś o wiele lepszego.
Muszę
roześmiać się na jej poważny ton. – Dzięki, Lily.
- Nie ma za
co, dziecko. I nazywaj mnie mamą. Och, mogłabyś zrobić mi przysługę i włączyć
ekspres na kawę?
- Dla ciebie
wszystko, kochana matko.
Klepie mnie
po policzku i dziękuje. Idę powoli do kuchni, mając nadzieję na wpadnięcie na
Zane’a, ale bez sukcesu.
Wciąż nie
wiem co myśleć o Jennie. Jakim cudem o niej nie wiedziałam, ale ona wie o mnie
wszystko? I czy w ogóle mam prawo być wkurzoną o to, że u niego chwilowo
zamieszkuje? Zastanawiam się nad napisaniem do Lauren po radę, ale Lauren nigdy
wcześniej nie była w związku, więc byłoby trochę tak jak ślepy prowadzący
ślepego. Może mogłabym zapytać Kim? Z pewnością miała wiele doświadczenia ze
związkami, sama będąc w tuzinie.
Albo może
powinnam zamieścić anonimowe pytanie w Internecie. Hm. Rozmyślam nad moimi
możliwościami, odpalając ekspres. Matt przyjaźnił się z wieloma dziewczynami, a
mnie nigdy to nie obchodziło – aż mnie zdradził. Ale z Mattem nigdy nie czułam
tego połączenia – czy pełnego napięcia pociągu – które mam z Zanem. On naprawdę
po prostu… co to leży na podłodze?
Klękam, aby
przyjrzeć się błyszczącemu, małemu przedmiotowi przyklejonemu do kafelka.
Wygląda na kryształ górski. Zastanawiam się skąd się tam wziął i do kogo
należy.
Podczas gdy
zastanawiam się nad tymi rzeczami, słyszę otwieranie drzwi. Dźwięk śmiechu
Jenny sprawia, że zamieram w bezruchu i unoszę sierść na grzbiecie.
- Nie ma, do
diabła, mowy – mówi Zane. – Ale nadal się mnie o to czepiają.
Słyszę
głuchy odgłos na blacie nade mną. Stoją tuż po drugiej stronie. Przyciskam się
do szafki, modląc, żeby nie obeszli kontuaru.
- Oj, biedne
dziecko! Ciężko musi być pożądanym mężczyzną. Więc na pewno to odrzucisz?
- Tak.
- Zatem
jednak nie będzie dla ciebie zmiany zawodu, co?
Zmiana
zawodu? Zane nigdy mi o tym nic nie wspomniał. Słucham z uwagą, zazdrosna o
poufną wiedzę Jenny.
- Nie mogę
uwierzyć, że jej nie powiedziałeś – mówi Jenna. Unoszę uszy. – Koleś, to nie
dobrze.
Powiedzieć komu? Mnie?
Zane wydaje
się westchnąć. – To skomplikowane. Wiem, co robię.
Ona robi
cmokający dźwięk. – Skoro tak mówisz. Ale ona ostatecznie się dowie.
Następuje
chwila ciszy, gdzie wyobrażam sobie jak Zane przesuwa rękami po włosach. –
Poradzę sobie z tym – mówi krótko. – Chodź, znajdźmy Violet.
Wstrzymuję
oddech, słuchając odchodzących kroków. Gdy słyszę jak zamykają się drzwi,
wzdycham z ulgą.
Opadam na
podłogę, opierając się o szafkę. Dobra, więc o co tu chodziło? O mnie? Jeśli
nie, to o kogo? W każdym razie Zane coś przede mną ukrywa. Co takiego? I co ja
z tym zrobię? Nie ma mowy, bym przyznała, że podsłuchiwałam.
Moje serce
bije mocno, jak wszystko przetrawiam. Nie potrafię mu zaufać, bez względu na to
jak bardzo tego chcę.
Dźwięki
ludzi wchodzących do kuchni wyrywają mnie z rozmyślań. Nim mogę zareagować,
dziwaczne jęki i zadyszane chichoty wydobywają się z drugiej strony mojego
blatu.
- Och, Grant
– wzdycha znajomy głos.
Nagle
podnoszę się, niezdolna uwierzyć własnym uszom. Zgadnijcie co widzę? Jane,
tkwiącą w uścisku łysiejącego mężczyzny w średnim wieku, który jestem pewna, iż
jest żonaty.
- Jane! –
sapię.
Oboje cicho
krzyczą i odrywają się z wytrzeszczonymi oczami.
- Violet! –
Jane gwałtownie wciąga powietrze, trzymając rękę na sercu.
- Myślałam,
że jesteś lesbijką – wypalam.
- To nie tak
jak… co? Czemu myślałaś, że jestem lesbijką?
- Och… -
Wzruszam ramionami. – Nieważne. Powinnam iść.
Wybiegam z
kuchni. Rzeczy, których się dowiadujesz, kiedy tkwisz na podłodze!
[1] Tak sobie teraz pomyślałam, że niektórzy z
was mogą nie wiedzieć, że imię Violet to po angielsku jest też kwiatek – fiołek
^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz