11.3.14

Rozdział 32

Kim pozwala mi płakać w ciszy w drodze do Lauren, za co jestem niezmiernie wdzięczna.
Lauren jest zaskoczona, widząc nas obie, ale szybko zaprasza nas do środka. Rozkazuje bliźniaczkom pójść do mieszkania ich przyjaciółki na dole, a one poddają się jej rzeczowemu tonu.
Opowiadam Lauren i Kim o wszystkim. Oczy Kim stają się coraz szersze.
- Uprawiałaś seks z Aidenem Crossem?!
Kiwam głową, przytulając kolana do piersi. – Tyle że wtedy nie wiedziałam, że to on. Myślałam, że był… sama nie wiem. Teraz jestem zawstydzona. To wszystko zmienia, wiecie?
- Na pewno – zgadza się Kim, wyglądając na oszołomioną.
- Ale on wciąż jest tą samą osobą, V. – Lauren okręca pasmo włosów wokół palca. – I powiedział, że cię kocha.
- Tak, ale… - Marszczę brwi, wpatrując się w przestrzeń. – Nie obchodzi mnie, co powiedział. Nie zależało mu na mnie na tyle, żeby wyznać mi prawdę. A co z tymi wszystkimi zdjęciami na których jest z innymi kobietami? Kim, wiesz czy umawia się z kimś?
- Są plotki o nim i Alainie Skye – przyznaje Kim. – Ale żadna ze stron nie potwierdziła tego oficjalnie. I nigdy nie było zdjęć, gdzie całowaliby się. – Roześmiała się cicho. – Uwierz mi, wiedziałabym.
Popadam w nieszczęśliwe milczenie. Lauren ostrożnie siada na podłodze obok mnie. – Potrafisz wybaczyć mu okłamanie cię, kim naprawdę jest?
- Powinnaś, naprawdę – mówi z podekscytowaniem Kim, poklepując mnie po ramieniu. – To Aiden Cross! Oddałabym lewą pierś, żeby umówić się z nim.
Nie mogę powstrzymać śmiechu, chociaż obraz, który to przywołuje jest niepokojący.
- Ale tak na poważnie – dodaje Kim, patrząc mi w oczy. – Mogę zrozumieć, dlaczego to zrobił. Założę się, że ma dosyć wszystkich fanek – takich jak ja – rzucających się na niego. Prawdopodobnie jesteś najbardziej normalnym związkiem, jaki miał od lat. Może chciał, żeby taki był tak długo, jak mogło być to możliwe.
- Wnikliwe – mruczy Lauren pod wrażeniem.
Kim uśmiecha się, wzruszając ramionami. – Widziałam kilka takich filmów.
- Tak, to jest jak fabuła jakiegoś kiepskiego filmu – odzywam się. – Dlatego… po prostu nie mogę tego pojąć. To jest tak bardzo surrealistyczne, nie wiem co myśleć. Ale skłamał. Nie na temat czegoś głupiego, jak jego ulubiony kolor. Okłamał mnie w sprawie swojej tożsamości! Jak mogę mu to wybaczyć?
- Jest wiele różnych powodów, dla których ludzie mają tajemne tożsamości – mówi Lauren w nie-tak-subtelnym przypomnieniu, że ja też mam jedną.
Posyłam jej znaczące spojrzenie przekazujące, że to nie to samo. Używam pseudonimu dla mojego pisarstwa – nie udaję całkiem innego życia. Poza tym, powiedziałam Zane’owi, że piszę. No właśnie.
- To nawet nie ma znaczenia czy mu wybaczę, dziewczyny – mówię w końcu, opierając brodę na kolanach. – I tak między nami nigdy nic nie wyjdzie. Głupio jest mieć choćby nadzieję.
- Nie, Violet! – jęczy Kim. – Nie poddawaj się.
O dziwo, Lauren zgadza się z nią. – Zawsze jest sposób, żeby sprawić, aby wyszło – mówi. – Jeśli go kochasz, to znajdziesz sposób.
- Cóż, gdyby on mnie kochał, to powiedziałby mi prawdę.
Ze zmęczeniem podnoszę się na nogi. – Pora iść do domu i wypić piwo, którego się nawarzyło – mamroczę.
- W ogóle skąd przyszła ta ekspresja? – zastanawia się Kim. – Można by pomyśleć, że to dobra rzecz, prawda? Kto nie lubi piwa[1]?
Lauren wzrusza ramionami. – Może dlatego, że brzmi to lepiej niż „stawić czoła rocznemu szlabanowi” albo „stawić czoła smoczej matce”.
- Stawić czoła końcowi twojego życia.
- Dzięki za żarty – mówię. – Dam wam znać, czy wyszłam z tego cało. Może.
Stawić czoła smoczej matce. Ha. Bardziej jak łagodnej jagnięcej matce. Założę się, że nawet nie uniesie głosu. Może cicha nagana, pomiędzy uściskom łamiącym żebra.

Dziesięć bolesnych minut później…

- …nigdy więcej nie opuścisz tego domu! Czy to jasne?!
Kulę się na krześle. – Jak słońce.
Mama nabiera głębokiego wdechu. Najwyraźniej wrzeszczenie ją wyczerpuje.
- …nigdy nie wyobrażałam sobie, że byłabyś zdolna do takiej nieodpowiedzialności! Co ty sobie myślałaś?!
Krzywię się, słysząc jej rozczarowany ton. – Mogę tylko cię przeprosić. Nie mam dobrej wymówki i zasługuję na cokolwiek zechcesz ze mną zrobić.
Mama patrzy na mnie przez długą minutę. Potem wzdycha i tak jakby opada na kanapę. – Spałaś z nim, Violet?
- No cóż, mamo, nie było tam dużo spania.
Jęczy. – Och, Violet! Naprawdę… ugh. Dobra, byliście przynajmniej bezpieczni? Użyliście zabezpieczenia?
- Um… tak?
- Nie brzmi to bardzo przekonująco. Jesteś pewna?
Wiercę się niezręcznie. Z pewnością użyliśmy przy pierwszych trzech razach, ale za czwartym… było wcześnie rano i nie pamiętam…
- Jestem pewna – mówię do mamy, ponieważ chcę jej oszczędzić drastycznych szczegółów.
Zakrywa oczy rękoma. – Nie byłoby to realistyczne z mojej strony, żeby myśleć, że znowu się to nie wydarzy. Zatem chyba powinnyśmy przedyskutować opcje antykoncepcyjne. I Zane też powinien tutaj być. Chciałabym przeprowadzić z nim rozmowę.
- Ja nie… nie musisz się o to martwić – odpowiadam szybko. – Już nie jesteśmy razem. Zerwaliśmy.
Mama otwiera usta, żeby coś powiedzieć, zmienia zdanie, po czym znowu je otwiera. – Och, słońce. Rzucił cię, co? Tak bardzo mi…
- Uch, nie – przerywam jej. – Jeśli już, to ja… to było… było wzajemne. Ta odległość, no wiesz. To było zbyt trudne. Czemu przypuszczałaś, że to mnie rzucono?
Rumieni się. – O nie, nie chciałam… przepraszam, skarbie. Wyglądałaś na bardzo zdenerwowaną, więc myślałam… to nie to, bym uważała, że on jest poza twoją ligą czy coś…
- Nie, ja… to nic takiego. Możemy porozmawiać o mojej karze jutro? Jestem teraz naprawdę zmęczona.
Mama uważnie przygląda się mojej twarzy. Ostatecznie podchodzi do mnie i kładzie rękę na moim policzku. – Dobrze. Porozmawiamy jutro.
Dzięki Bogu. Nie wiem ile jeszcze mogłabym wytrzymać.
To głupie. To ja zerwałam z Zanem, jednak cały czas sprawdzam telefon czy są od niego wiadomości. Teraz przeklinam się, że skasowałam jego wszystkie wiadomości i połączenia. Żałosne, prawda?
Kiedy leżę w łóżku, to wtedy uderza mnie nagły, druzgocący ból w klatkę piersiową. Zwijam się w kulkę, płacząc w rozpaczy.
Zane. Zane. Już nigdy więcej go nie zobaczę, nie dotknę, nie porozmawiam z nim. Byłam tak przejęta tym, kim naprawdę jest, że nie miałam czasu na pojęcie tej olbrzymiej… straty w moim życiu. Jak mam iść dalej bez czekania na spotkanie z nim? Jak mam stawiać czoła każdemu dniu, wiedząc, że go w nim nie będzie? Przeżyję, oczywiście, że tak. Po prostu… po prostu w tej chwili to tak bardzo boli.
Szlocham tak mocno, że nie słyszę, jak ona wchodzi. Łóżko zapada się, po czym czuję pocieszające ciepło mamy przy plecach. Nic nie mówi, tylko głaska mnie po włosach i pozwala płakać.
Leżymy tak przez większość nocy. Dokładnie tego potrzebuję.



[1]  W oryginale zamiast „wypić piwo, którego się nawarzyło” jest [w dosłownym znaczeniu] „stawić czoła muzyce” – po polsku oczywiście przekształcili to na coś w naszym stylu – dlatego Kim pytała „kto nie lubi muzyki?” a nie „kto nie lubi piwa?”, no bo wierzę, że są osoby, które piwa nie lubią [w tym ja], a co do muzyki… No kto nie lubi muzyki?! xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz