Kim pozwala mi
płakać w ciszy w drodze do Lauren, za co jestem niezmiernie wdzięczna.
Lauren jest
zaskoczona, widząc nas obie, ale szybko zaprasza nas do środka. Rozkazuje
bliźniaczkom pójść do mieszkania ich przyjaciółki na dole, a one poddają się
jej rzeczowemu tonu.
Opowiadam
Lauren i Kim o wszystkim. Oczy Kim stają się coraz szersze.
- Uprawiałaś
seks z Aidenem Crossem?!
Kiwam głową,
przytulając kolana do piersi. – Tyle że wtedy nie wiedziałam, że to on.
Myślałam, że był… sama nie wiem. Teraz jestem zawstydzona. To wszystko zmienia,
wiecie?
- Na pewno –
zgadza się Kim, wyglądając na oszołomioną.
- Ale on
wciąż jest tą samą osobą, V. – Lauren okręca pasmo włosów wokół palca. – I
powiedział, że cię kocha.
- Tak, ale…
- Marszczę brwi, wpatrując się w przestrzeń. – Nie obchodzi mnie, co
powiedział. Nie zależało mu na mnie na tyle, żeby wyznać mi prawdę. A co z tymi
wszystkimi zdjęciami na których jest z innymi kobietami? Kim, wiesz czy umawia
się z kimś?
- Są plotki
o nim i Alainie Skye – przyznaje Kim. – Ale żadna ze stron nie potwierdziła
tego oficjalnie. I nigdy nie było zdjęć, gdzie całowaliby się. – Roześmiała się
cicho. – Uwierz mi, wiedziałabym.
Popadam w
nieszczęśliwe milczenie. Lauren ostrożnie siada na podłodze obok mnie. –
Potrafisz wybaczyć mu okłamanie cię, kim naprawdę jest?
- Powinnaś,
naprawdę – mówi z podekscytowaniem Kim, poklepując mnie po ramieniu. – To Aiden Cross! Oddałabym lewą pierś, żeby
umówić się z nim.
Nie mogę
powstrzymać śmiechu, chociaż obraz, który to przywołuje jest niepokojący.
- Ale tak na
poważnie – dodaje Kim, patrząc mi w oczy. – Mogę zrozumieć, dlaczego to zrobił.
Założę się, że ma dosyć wszystkich fanek – takich jak ja – rzucających się na
niego. Prawdopodobnie jesteś najbardziej normalnym związkiem, jaki miał od lat.
Może chciał, żeby taki był tak długo, jak mogło być to możliwe.
- Wnikliwe –
mruczy Lauren pod wrażeniem.
Kim uśmiecha
się, wzruszając ramionami. – Widziałam kilka takich filmów.
- Tak, to jest jak fabuła jakiegoś kiepskiego
filmu – odzywam się. – Dlatego… po prostu nie mogę tego pojąć. To jest tak
bardzo surrealistyczne, nie wiem co myśleć. Ale skłamał. Nie na temat czegoś głupiego, jak jego ulubiony kolor.
Okłamał mnie w sprawie swojej tożsamości! Jak mogę mu to wybaczyć?
- Jest wiele
różnych powodów, dla których ludzie mają tajemne tożsamości – mówi Lauren w
nie-tak-subtelnym przypomnieniu, że ja też mam jedną.
Posyłam jej
znaczące spojrzenie przekazujące, że to nie to samo. Używam pseudonimu dla
mojego pisarstwa – nie udaję całkiem innego życia. Poza tym, powiedziałam Zane’owi,
że piszę. No właśnie.
- To nawet
nie ma znaczenia czy mu wybaczę, dziewczyny – mówię w końcu, opierając brodę na
kolanach. – I tak między nami nigdy nic nie wyjdzie. Głupio jest mieć choćby
nadzieję.
- Nie,
Violet! – jęczy Kim. – Nie poddawaj się.
O dziwo,
Lauren zgadza się z nią. – Zawsze jest sposób, żeby sprawić, aby wyszło – mówi.
– Jeśli go kochasz, to znajdziesz sposób.
- Cóż, gdyby
on mnie kochał, to powiedziałby mi prawdę.
Ze
zmęczeniem podnoszę się na nogi. – Pora iść do domu i wypić piwo, którego się
nawarzyło – mamroczę.
- W ogóle
skąd przyszła ta ekspresja? – zastanawia się Kim. – Można by pomyśleć, że to
dobra rzecz, prawda? Kto nie lubi piwa[1]?
Lauren
wzrusza ramionami. – Może dlatego, że brzmi to lepiej niż „stawić czoła
rocznemu szlabanowi” albo „stawić czoła smoczej matce”.
- Stawić
czoła końcowi twojego życia.
- Dzięki za
żarty – mówię. – Dam wam znać, czy wyszłam z tego cało. Może.
Stawić czoła
smoczej matce. Ha. Bardziej jak łagodnej jagnięcej matce. Założę się, że nawet
nie uniesie głosu. Może cicha nagana, pomiędzy uściskom łamiącym żebra.
Dziesięć bolesnych minut później…
- …nigdy
więcej nie opuścisz tego domu! Czy to jasne?!
Kulę się na
krześle. – Jak słońce.
Mama nabiera
głębokiego wdechu. Najwyraźniej wrzeszczenie ją wyczerpuje.
- …nigdy nie
wyobrażałam sobie, że byłabyś zdolna do takiej nieodpowiedzialności! Co ty
sobie myślałaś?!
Krzywię się,
słysząc jej rozczarowany ton. – Mogę tylko cię przeprosić. Nie mam dobrej
wymówki i zasługuję na cokolwiek zechcesz ze mną zrobić.
Mama patrzy
na mnie przez długą minutę. Potem wzdycha i tak jakby opada na kanapę. – Spałaś
z nim, Violet?
- No cóż,
mamo, nie było tam dużo spania.
Jęczy. –
Och, Violet! Naprawdę… ugh. Dobra, byliście przynajmniej bezpieczni? Użyliście
zabezpieczenia?
- Um… tak?
- Nie brzmi
to bardzo przekonująco. Jesteś pewna?
Wiercę się
niezręcznie. Z pewnością użyliśmy przy pierwszych trzech razach, ale za
czwartym… było wcześnie rano i nie pamiętam…
- Jestem
pewna – mówię do mamy, ponieważ chcę jej oszczędzić drastycznych szczegółów.
Zakrywa oczy
rękoma. – Nie byłoby to realistyczne z mojej strony, żeby myśleć, że znowu się
to nie wydarzy. Zatem chyba powinnyśmy przedyskutować opcje antykoncepcyjne. I
Zane też powinien tutaj być. Chciałabym przeprowadzić z nim rozmowę.
- Ja nie…
nie musisz się o to martwić – odpowiadam szybko. – Już nie jesteśmy razem.
Zerwaliśmy.
Mama otwiera
usta, żeby coś powiedzieć, zmienia zdanie, po czym znowu je otwiera. – Och,
słońce. Rzucił cię, co? Tak bardzo mi…
- Uch, nie –
przerywam jej. – Jeśli już, to ja… to
było… było wzajemne. Ta odległość, no wiesz. To było zbyt trudne. Czemu
przypuszczałaś, że to mnie rzucono?
Rumieni się.
– O nie, nie chciałam… przepraszam, skarbie. Wyglądałaś na bardzo zdenerwowaną,
więc myślałam… to nie to, bym uważała, że on jest poza twoją ligą czy coś…
- Nie, ja…
to nic takiego. Możemy porozmawiać o mojej karze jutro? Jestem teraz naprawdę
zmęczona.
Mama uważnie
przygląda się mojej twarzy. Ostatecznie podchodzi do mnie i kładzie rękę na
moim policzku. – Dobrze. Porozmawiamy jutro.
Dzięki Bogu.
Nie wiem ile jeszcze mogłabym wytrzymać.
To głupie.
To ja zerwałam z Zanem, jednak cały czas sprawdzam telefon czy są od niego
wiadomości. Teraz przeklinam się, że skasowałam jego wszystkie wiadomości i
połączenia. Żałosne, prawda?
Kiedy leżę w
łóżku, to wtedy uderza mnie nagły, druzgocący ból w klatkę piersiową. Zwijam
się w kulkę, płacząc w rozpaczy.
Zane. Zane. Już nigdy więcej go nie zobaczę,
nie dotknę, nie porozmawiam z nim. Byłam tak przejęta tym, kim naprawdę jest,
że nie miałam czasu na pojęcie tej olbrzymiej… straty w moim życiu. Jak mam iść
dalej bez czekania na spotkanie z nim? Jak mam stawiać czoła każdemu dniu,
wiedząc, że go w nim nie będzie? Przeżyję, oczywiście, że tak. Po prostu… po
prostu w tej chwili to tak bardzo boli.
Szlocham tak
mocno, że nie słyszę, jak ona wchodzi. Łóżko zapada się, po czym czuję
pocieszające ciepło mamy przy plecach. Nic nie mówi, tylko głaska mnie po
włosach i pozwala płakać.
Leżymy tak
przez większość nocy. Dokładnie tego potrzebuję.
[1] W
oryginale zamiast „wypić piwo, którego się nawarzyło” jest [w dosłownym
znaczeniu] „stawić czoła muzyce” – po polsku oczywiście przekształcili to na
coś w naszym stylu – dlatego Kim pytała „kto nie lubi muzyki?” a nie „kto nie
lubi piwa?”, no bo wierzę, że są osoby, które piwa nie lubią [w tym ja], a co
do muzyki… No kto nie lubi muzyki?! xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz