Kocham Bajkowy Zamek! Jest jak rozbudowane renesansowe wesołe
miasteczko z przejażdżkami, balonami, watą cukrową i wędrownymi pieśniarzami i…
och, wszystkim! Oczywiście, ponieważ jest to grudzień Ye Olde Towne Square jest
przystrojone wieloma dekoracjami bożonarodzeniowymi: choinkami, kolorowymi
stroikami, światełkami – wszystkim, co uszczęśliwia serce małej księżniczki!
Stali klienci zachęcani są do przebrania się i mijamy niezliczoną ilość
lśniących księżniczek, ponętnych dziewek, dziarskich małych piratów i…
wampirów? Serio?
Okej, wiem, że to zabrzmi naprawdę głupio, ale zawsze
chciałam przyjść tutaj z chłopakiem. Matt nigdy nie chciał przyjść – nigdy nie
chciał iść gdziekolwiek. Nawet nie wtedy, kiedy powiedziałam mu o tym, że byłam
tutaj w dzieciństwie i marzyłam o tym, żeby być tutaj z cudownym chłopakiem,
którego mogłabym się trzymać podczas strasznych części przejażdżek albo opierać
się o niego, stojąc w kolejce. Widziałam jak robiły to inne pary i wydawało się
to dla mnie bardzo romantyczne.
Cieszę się, że Matt mi odmówił, bo jestem teraz tutaj z Zanem
i nie mogłoby być bardziej doskonale. Stoimy w kolejce do przejażdżki Pirackiej
Zatoki – moja ulubiona kolejka górska – a on obejmuje mnie w cieple swoich
silnych ramion. Kiedy jem watę cukrową! Czy życie może być jeszcze lepsze?
Dostrzegam dziewczynę z aparatem ortodontycznym przyglądającą
nam się z zadumanym wyrazem twarzy. Jest kilka ludzi za nami i wygląda na to,
że jest z hałaśliwą rodzinką. Pokryty piegami chłopczyk ciągle bije ją w plecy
zabawkowym mieczykiem, a ona stara się go zlekceważyć.
Jej oczy spotykają się z moimi. Próbuję przekazać jej bez
słów moje współczucie uśmiechem. Jest zbyt zajęta patrzeniem na Zane’a, żeby
mnie zauważyć. Wielkie odkrycie.
- Uwielbiam watę cukrową! – Odwracam się w ramionach Zane’a,
żeby do niego uśmiechnąć. – Nie cierpię tylko lepkich palców.
Podnoszę palce, a on chwyta mnie za rękę i łagodnie ssie
jeden po drugim. Zamazuje mi się wzrok od mrowienia, które wywołuje.
- Mmm – mówi, uśmiechając się szeroko. – Uwielbiam twoje
lepkie palce.
- Obrzydliwe – śmieję się, wyrzucając resztę waty cukrowej do
najbliższego kosza.
Kolejka idzie do przodu. Muszę pociągnąć Zane’a, żeby się
ruszył. Kiedy patrzę na niego, widzę jak wpatruje się w olbrzymią strukturę,
która mieści jedną z najbardziej przerażających kolejek górskich z napiętym
wyrazem na przystojnej twarzy.
- Wszystko w porządku? – pytam z troską.
- Tak.
Jego szorstka odpowiedź sprawia, że marszczę czoło. – Nie,
nie jest. Ten mały mięsień w twojej szczęce drga. To znaczy, że jesteś czymś
zdenerwowany.
Zane spogląda na mnie z góry. – Wcale nie.
- Wcale tak.
- Nie.
Przyglądam się bliżej jego twarzy, podczas gdy on unika
spojrzenia mi w oczy. Czy on jest blady pod jego złotą opalenizną? Tak sądzę.
- Chwila, boisz się kolejek górskich?
- Nie – odpowiada szybko. Potem marszczy brwi, wpatrując się
w przestrzeń. – Nie powiedziałbym, że „boję się”. Po prostu nie lubię tej
części przed wielkim upadkiem. Te wolne wzrastanie, oczekiwanie… to irytujące.
Wielki, silny Zane O’Connor boi się kolejek górskich? Urocze!
- Nie martw się – uspokajam go, chwytając za rękę. – Obronię
cię.
- Dzięki, Violet – odpowiada sucho.
- Nie musimy wsiadać, jeśli nie chcesz.
- Nie martw się o mnie. – Zane uśmiecha się ironicznie. – To
nie jest takie poważne.
Nie mogę powstrzymać wymykającego mi się chichotu. Odwracam
się, żeby go ukryć i wtedy zauważam dziewczynę z aparatem ortodontycznym.
- Ugh – mruczę, obracając się z powrotem do Zane’a. – Tamta
dziewczyna robi ci zdjęcia telefonem. Przez cały czas gapiła się na ciebie.
Zane nawet tam nie patrzy, ale odwraca twarz. – Nie mów mi,
że jesteś zazdrosna.
Patrzę gniewnie na dziewczynę. – Oczywiście, że nie, ale to
niegrzeczne! Prawdopodobnie pisze do swoich przyjaciółeczek „och, spójrzcie na
tego seksownego kolesia stojącego obok kluchowatej dziewczyny”. Ugh!
Spogląda na mnie spod przymrożonych powiek. – Czy właśnie
nazwałaś się kluchowatą dziewczyną?
- Ona pewnie tak myśli, mała suka. Chcesz, żebym tam poszła i
coś jej powiedziała?
- Spokojnie, tygrysie. – Zane uśmiecha się, masując moje
barki. – Kolejka się rusza.
Burcząc, przesuwam się do przodu. Podchwytuję spojrzenie
dziewczyny i piorunuję ją wzrokiem. Przerażona, szybko się odwraca.
Świetnie, teraz czuję się źle. I całkowicie niedojrzale. Co
jest ze mną nie tak? Przypominając sobie słowa Helize, jęczę w duchu.
Pilnować swoje serce. Ta, na pewno.
Bawię się
teraz niesamowicie. Zane idzie ze mną na każdą przejażdżkę, ani razu się nie
skarżąc. Nawet nie wtedy, kiedy zabieram go na Karuzelę Księżniczek. Kupuję mu
głupawą kanarkowo-żółtą bluzkę, na której napisane jest „V.I.P. Bajkowego
Zamku” i wyzywam go, żeby ją założył. On wzrusza ramionami i zakłada ją na
koszulę z długimi rękawami, wcale nie nieśmiały. I wygląda w tym seksownie!
Oczywiście, kiedy zakładam tę samą bluzkę, wyglądam jak klaun cyrkowy z
wielkimi piersiami.
Jemy kolację
u Pirata Dana, restauracji na dużej, drewnianej łodzi żeglarskiej na sztucznym
jeziorze. Ja mam małże z makaronem linguini, a Zane jakąś sałatkę. Atmosfera
jest doskonała – ciemna jadalnia oświetlona łagodnym blaskiem wielkich
Chińskich lampionów, a muzyka jest dziwaczna i romantyczna. Piraci i dziewki
chodzą wokoło, upewniając się, że nasze napoje są zawsze pełne.
Po kolacji
idziemy na pokład i całujemy się pod gwiazdami. Potem Zane bierze mnie za rękę,
ciągnąć mnie do hotelu z zawrotną pilnością.
Później
stoimy na balkonie, oglądając specjalny pokaz fajerwerków. Jak obserwuję
kolorowe światła rozświetlające nocne niebo, rozgrzana i bezpieczna w ramionach
Zane’a, nareszcie wypuszczam moje obawy i wątpliwości, i pozwalam sobie być
naprawdę szczęśliwa.
Bez
żałowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz