11.3.14

Rozdział 29

Kocham Bajkowy Zamek! Jest jak rozbudowane renesansowe wesołe miasteczko z przejażdżkami, balonami, watą cukrową i wędrownymi pieśniarzami i… och, wszystkim! Oczywiście, ponieważ jest to grudzień Ye Olde Towne Square jest przystrojone wieloma dekoracjami bożonarodzeniowymi: choinkami, kolorowymi stroikami, światełkami – wszystkim, co uszczęśliwia serce małej księżniczki! Stali klienci zachęcani są do przebrania się i mijamy niezliczoną ilość lśniących księżniczek, ponętnych dziewek, dziarskich małych piratów i… wampirów? Serio?
Okej, wiem, że to zabrzmi naprawdę głupio, ale zawsze chciałam przyjść tutaj z chłopakiem. Matt nigdy nie chciał przyjść – nigdy nie chciał iść gdziekolwiek. Nawet nie wtedy, kiedy powiedziałam mu o tym, że byłam tutaj w dzieciństwie i marzyłam o tym, żeby być tutaj z cudownym chłopakiem, którego mogłabym się trzymać podczas strasznych części przejażdżek albo opierać się o niego, stojąc w kolejce. Widziałam jak robiły to inne pary i wydawało się to dla mnie bardzo romantyczne.
Cieszę się, że Matt mi odmówił, bo jestem teraz tutaj z Zanem i nie mogłoby być bardziej doskonale. Stoimy w kolejce do przejażdżki Pirackiej Zatoki – moja ulubiona kolejka górska – a on obejmuje mnie w cieple swoich silnych ramion. Kiedy jem watę cukrową! Czy życie może być jeszcze lepsze?
Dostrzegam dziewczynę z aparatem ortodontycznym przyglądającą nam się z zadumanym wyrazem twarzy. Jest kilka ludzi za nami i wygląda na to, że jest z hałaśliwą rodzinką. Pokryty piegami chłopczyk ciągle bije ją w plecy zabawkowym mieczykiem, a ona stara się go zlekceważyć.
Jej oczy spotykają się z moimi. Próbuję przekazać jej bez słów moje współczucie uśmiechem. Jest zbyt zajęta patrzeniem na Zane’a, żeby mnie zauważyć. Wielkie odkrycie.
- Uwielbiam watę cukrową! – Odwracam się w ramionach Zane’a, żeby do niego uśmiechnąć. – Nie cierpię tylko lepkich palców.
Podnoszę palce, a on chwyta mnie za rękę i łagodnie ssie jeden po drugim. Zamazuje mi się wzrok od mrowienia, które wywołuje.
- Mmm – mówi, uśmiechając się szeroko. – Uwielbiam twoje lepkie palce.
- Obrzydliwe – śmieję się, wyrzucając resztę waty cukrowej do najbliższego kosza.
Kolejka idzie do przodu. Muszę pociągnąć Zane’a, żeby się ruszył. Kiedy patrzę na niego, widzę jak wpatruje się w olbrzymią strukturę, która mieści jedną z najbardziej przerażających kolejek górskich z napiętym wyrazem na przystojnej twarzy.
- Wszystko w porządku? – pytam z troską.
- Tak.
Jego szorstka odpowiedź sprawia, że marszczę czoło. – Nie, nie jest. Ten mały mięsień w twojej szczęce drga. To znaczy, że jesteś czymś zdenerwowany.
Zane spogląda na mnie z góry. – Wcale nie.
- Wcale tak.
- Nie.
Przyglądam się bliżej jego twarzy, podczas gdy on unika spojrzenia mi w oczy. Czy on jest blady pod jego złotą opalenizną? Tak sądzę.
- Chwila, boisz się kolejek górskich?
- Nie – odpowiada szybko. Potem marszczy brwi, wpatrując się w przestrzeń. – Nie powiedziałbym, że „boję się”. Po prostu nie lubię tej części przed wielkim upadkiem. Te wolne wzrastanie, oczekiwanie… to irytujące.
Wielki, silny Zane O’Connor boi się kolejek górskich? Urocze!
- Nie martw się – uspokajam go, chwytając za rękę. – Obronię cię.
- Dzięki, Violet – odpowiada sucho.
- Nie musimy wsiadać, jeśli nie chcesz.
- Nie martw się o mnie. – Zane uśmiecha się ironicznie. – To nie jest takie poważne.
Nie mogę powstrzymać wymykającego mi się chichotu. Odwracam się, żeby go ukryć i wtedy zauważam dziewczynę z aparatem ortodontycznym.
- Ugh – mruczę, obracając się z powrotem do Zane’a. – Tamta dziewczyna robi ci zdjęcia telefonem. Przez cały czas gapiła się na ciebie.
Zane nawet tam nie patrzy, ale odwraca twarz. – Nie mów mi, że jesteś zazdrosna.
Patrzę gniewnie na dziewczynę. – Oczywiście, że nie, ale to niegrzeczne! Prawdopodobnie pisze do swoich przyjaciółeczek „och, spójrzcie na tego seksownego kolesia stojącego obok kluchowatej dziewczyny”. Ugh!
Spogląda na mnie spod przymrożonych powiek. – Czy właśnie nazwałaś się kluchowatą dziewczyną?
- Ona pewnie tak myśli, mała suka. Chcesz, żebym tam poszła i coś jej powiedziała?
- Spokojnie, tygrysie. – Zane uśmiecha się, masując moje barki. – Kolejka się rusza.
Burcząc, przesuwam się do przodu. Podchwytuję spojrzenie dziewczyny i piorunuję ją wzrokiem. Przerażona, szybko się odwraca.
Świetnie, teraz czuję się źle. I całkowicie niedojrzale. Co jest ze mną nie tak? Przypominając sobie słowa Helize, jęczę w duchu.
Pilnować swoje serce. Ta, na pewno.

Bawię się teraz niesamowicie. Zane idzie ze mną na każdą przejażdżkę, ani razu się nie skarżąc. Nawet nie wtedy, kiedy zabieram go na Karuzelę Księżniczek. Kupuję mu głupawą kanarkowo-żółtą bluzkę, na której napisane jest „V.I.P. Bajkowego Zamku” i wyzywam go, żeby ją założył. On wzrusza ramionami i zakłada ją na koszulę z długimi rękawami, wcale nie nieśmiały. I wygląda w tym seksownie! Oczywiście, kiedy zakładam tę samą bluzkę, wyglądam jak klaun cyrkowy z wielkimi piersiami.
Jemy kolację u Pirata Dana, restauracji na dużej, drewnianej łodzi żeglarskiej na sztucznym jeziorze. Ja mam małże z makaronem linguini, a Zane jakąś sałatkę. Atmosfera jest doskonała – ciemna jadalnia oświetlona łagodnym blaskiem wielkich Chińskich lampionów, a muzyka jest dziwaczna i romantyczna. Piraci i dziewki chodzą wokoło, upewniając się, że nasze napoje są zawsze pełne.
Po kolacji idziemy na pokład i całujemy się pod gwiazdami. Potem Zane bierze mnie za rękę, ciągnąć mnie do hotelu z zawrotną pilnością.
Później stoimy na balkonie, oglądając specjalny pokaz fajerwerków. Jak obserwuję kolorowe światła rozświetlające nocne niebo, rozgrzana i bezpieczna w ramionach Zane’a, nareszcie wypuszczam moje obawy i wątpliwości, i pozwalam sobie być naprawdę szczęśliwa.

Bez żałowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz