11.3.14

Epilog

Chciałabym móc powiedzieć, że żyliśmy długo i szczęśliwie, ale to byłoby zbyt łatwe.
Ludzie nagrali filmy śpiewającego mi Zane’a – oczywiście – i wszystko wylądowało online. Bardzo intymne szczegóły naszego związku krążą po całym Internecie. Jestem rozbierana i szczegółowo analizowana przez każde media i żywą nastolatkę, a nie jest to ładne. To znaczy jestem przyzwyczajona do bycia obrażaną i tematem plotek, ale to jest na całkowicie innym poziomie. Widzenie moich zdjęcia w Internecie i w telewizji… kupowanie tamponów w sklepie, sprawdzanie mojego tyłka w odbiciu sklepowego okna i – moje ulubione – bycie ściganą po parkingu Taco Bell przez cholernie szaloną fankę.
Była naprawdę duża. Oczywiście, że uciekałam.
O i szkoła jest jeszcze bardziej do kitu. Połowa szkoły mnie nienawidzi, druga połowa chce być moim najlepszym przyjacielem. Alissa Shermer naprawdę próbuje spędzać ze mną czas. Od razu zdusiłam to w zarodku. Głupia, plotkarska wiedźma.
Cała ta uwaga jest szokująca i to nie w dobry sposób. Nienawidzę tego! Bycie dziewczyną sławnego gwiazdora oznacza, że dziewczyna nie może zjeść całej pizzy bez zostania osądzoną o bycie w ciąży. Wiele razy jestem w ciąży. Nauczyłam się, żeby nie wychodzić, dopóki nie strawiłam jedzenia.
Jak Zane to znosi? Jestem nikim, a paparazzi codziennie mnie śledzą. Jak radzić sobie z tymi bezczelnymi palantami pchającymi ci w twarz aparaty, zadającymi osobiste pytania, jakby mieli prawo wiedzy o każdym aspekcie twojego życia? Pewien dziwak każdego dnia czeka na mnie w pracy i po drugiej stronie ulicy szkoły, żeby tylko zapytać o rozmiar mojego stanika.
Gdy wspominam o tym Zane’owi, natychmiast zatrudnia kilku ochroniarzy, żeby mi towarzyszyli. Pełnią również funkcję moich szoferów, z czym nie mam problemu. Kocham mojego Bentley’a, ale cały czas martwię się, że coś stanie się mojemu dzieciątku. Jak na przykład zazdrosna, szalona fanka.
Nie cierpię bycia w takim centrum uwagi. Ale poradzę sobie ze wszystkim, żeby być z Zanem. Nawet staram się tolerować (ugh!) te wszystkie opętane fanki. Jest ciężko, ale radzę sobie. Teraz w pełni ufam Zane’owi i uczę się żyć chwilą.
O, skończyłam moją książkę o tajemnym księciu. Nazwałam ją „Tajemny Książę”. Twórcze, co? Sprzedaje się naprawdę dobrze. Sądzę, że istnieje wiele ludzi, którzy chcą prostego szczęśliwego zakończenia. Cholera, jestem zachwycona, bo mam takie własne.
To nie jedyne dobre wieści. Nareszcie zdecydowałam się podpisać umowę z głównym wydawnictwem na moją serię Przerwać Czas i mam kontrakt na jeszcze co najmniej pięć książek. Są również rozmowy, żeby zrobić z niej filmy! Nadal nie postanowiłam czy jestem gotowa, żeby moje książki miały takie nagłośnienie. Zane uważa, że powinnam zgodzić się na to. Mówię mu, że zastanowię się nad tym tylko wtedy, jeśli zostanie obsadzony w głównej roli.

Lipiec

- Violet!
Kim mocno mnie przytula. Jestem zaskoczona tym, jak bardzo mi jej brakowało. Jej kręcone włosy mają teraz blond pasemka, a to pasuje do jej złotej opalenizny.
- Świetnie wyglądasz – mówię, jak prowadzi mnie do jej pokoju.
- Ja? Spójrz na siebie! Naprawdę wyglądasz jak dziewczyna gwiazdy rocka. – Śmieje się. – Podoba mi się ten kolor włosów.
- Właściwie to mój naturalny – mówię, nieśmiało przesuwając po nich ręką. – O, zanim zapomnę – Lauren kazała ci podziękować za ubrania, które wysłałaś dla dziecka.
- Żaden problem! Więc z małą Rosie wszystko w porządku?
- Tak! – Rozpogadzam się. – Lauren nareszcie zabrała ją w zeszłym tygodniu do domu. Lekarze uważają, że nie będzie miała żadnych problemów z bycia takim wcześniakiem, więc wszyscy czujemy ulgę.
- Dzięki Bogu. – Kim pokazuje mi, żebym usiadła na jej łóżku. – Wyglądała tak uroczo i malutko w zdjęciach, które wysłała Lauren. A jak miewa się Lauren?
Wzruszam ramionami. – Dobrze. Jej mama i kuzynka pomagają jej z dzieckiem i wygląda na to, że może zacząć na jesień Stanford.
- To świetnie! Bardzo się cieszę. A ty. – Kim przebiegle zmienia temat. – Jak to jest mieszkać z Aidenem Crossem? Jestem strasznie zazdrosna!
Nie mogę powstrzymać wielkiego uśmiechu. – Naprawdę dobrze. Lepiej niż myślałam. Ale jak ty się masz?
- O nie – odpowiada szybko Kim. Siada na poduszkowym krześle, celując we mnie palcem. – Najpierw opowiesz mi wszystko o twoim fantastycznym życiu. Byłaś już na jakichś przyjęciach? Poznałaś innych sławnych ludzi? Widziałam wasze zdjęcia na premierze „Deep Ones”! Jak było?
- Fajnie – przyznaję. – Chociaż na czerwonym dywanie było trochę strasznie. Ci wszyscy ludzie mówiący ci, gdzie masz iść, wrzeszczący fani i błyskające flesze. Zrobiło mi się niedobrze. Tak jakby zwymiotowałam.
- O nie! Tam?! – Kim jest wstrząśnięta.
- Prosto na Alainę Skye. Była za nami.
Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem. Poznałam Alainę Skye i okazuje się, że ma coś z suki. Nie wiem dlaczego Zane przyjaźni się z nią, ale jak chce. I nie celowałam w nią, jak twierdzi. Jak można wycelować rzygi? Głupia suka.
- Jedziesz w trasę z Aidenem – znaczy się, Zanem – w październiku?
Kiwam głową, bawiąc się łańcuszkiem naszyjnika ukrytego pod moją bluzką. – Tak… Odłożę college, kiedy będę pracować nad książkami. A mogę to robić gdziekolwiek, więc dlaczego nie w trasie z nim, prawda? Jestem bardzo podekscytowana. Nigdy nie byłam poza USA.
- I będziesz ze swoim ukochanym – drażni się Kim. – Jesteś szczęściarą!
- Wiem! – Chichoczę razem z nią.
- Nie zapomnij zaprosić mnie na ślub – żartuje, jej oczy iskrzą się z rozbawieniem na moje zarumienione policzki.
- Zabawne, że o tym wspominasz. Chciałam powiedzieć ci osobiście…
Wyciągam naszyjnik spod koszulki. Kim wytrzeszcza oczy, kiedy dostrzega pierścionek zwisający z końca łańcuszka. Przybiega do mnie, żeby mu się przyjrzeć, a jej krzyki są takie głośne, iż martwię się, że sąsiedzi pomyślą, że ją morduję czy coś.
- O mój Boże! – piszczy, biorąc do ręki pierścionek, a przy tym lekko mnie podduszając. – Jest cudowny! Kiedy cię zapytał? Jak cię zapytał?
- Jakiś miesiąc temu, gdy byliśmy w Maui.
Uśmiecham się do siebie, przypominając najdoskonalszy moment pod wodospadem. Tylko nasza dwójka.
Patrzę, jak Kim podziwia idealnie kwadratowy diament umieszczony w platynie. Widzę, że zastanawia się, ile kosztował pierścionek. Też nad tym myślę, ale za bardzo boję się zapytać Zane’a. Mam przeczucie, że jest warty małego kraju.
- G-gratulacje – wyjąkuje, znowu mnie przytulając. – Kiedy ślub?
Chowam pierścionek z powrotem pod koszulkę. – Um… nie jesteśmy pewni. Zane chce za niedługo, ale ja chcę poczekać. Nawet nie powiedziałam jeszcze mamie! Czekam aż urodzi. Nie chcę posłać ją na wczesny poród. – Próbuję zażartować.
- Myślisz, że będzie wariować?
Wciągam oddech przez zaciśnięte zęby. – Prawdopodobnie – mówię, nerwowo dłubiąc w paznokciach. – Myślę, że chciałaby, abyśmy poczekali do końca college’u, ale… nie chcemy czekać tak długo.
Oczywiście, nasza definicja czekania ogromnie się różni. Zane mówi, że chce to zrobić zanim wyruszymy na trasę w październiku; ja chcę poczekać rok. Sama nie wiem. Obiecał, że jeśli od razu się pobierzemy, zrobi dla mnie intercyzę – gdzie, jeśli kiedykolwiek przyłapię go na zdradzie, będzie musiał przytyć – i utrzymać – 45 kilogramów, dodatkowo mówić każdej kobiecie, którą pozna, że ma złoszczący się przypadek wesz. Nie sądzę, że te warunki byłyby obowiązujące wobec prawa, ale to miła myśl.
Gawędzimy z Kim jeszcze kilkanaście minut. Opowiada mi o college’owym facecie, którego poznała w zeszłym tygodniu na plaży i dzieli się miejscowymi plotkami. Och, Matt i Rachel zerwali! Kim mówi, że Rachel przyłapała Matta na zdradzie z zamiejscową. Trochę współczuję Rachel. Po tym jak wszystko się ułożyło, tak jakby jestem jej wdzięczna. Nie, to zbyt wiele. Powiedzmy, że cieszę się tym, jak wszystko się ułożyło.
Dziś wieczorem spotykam się z moim narzeczonym (!) na kolacji u mamy i Billa. Mama jest ogromna. Prawie robię błąd zażartowania czy jest pewna, że jest tam tylko jedno dziecko, ale powstrzymuję się w samą porę. Ona jest bałaganem emocjonalnym – w jednej chwili płacze, a w drugiej jest ożywiona i rozchichotana. Biedny Bill wygląda na przerażonego.
Po kolacji idziemy z Zanem na spacer. Zgadnijcie gdzie wylądowaliśmy? Przy basenie, gdzie zaczęła się cała magia.
- Powiedziałam dziś Helize, że jesteśmy zaręczeni – mówię, kiedy sadowimy się na szezlongach.
- Tak? Co powiedziała?
- Przysięga, że jestem w odmiennym stanie. – Śmieję się. – Powiedziała, że to jedyny powód, dla którego tak młoda dziewczyna jak ja brałaby tak szybko ślub. Nadal ci nie ufa. Mówi, że jesteś zbyt przystojny dla własnego dobra.
- Tak, to przekleństwo. – Zane uśmiecha się, kręcąc głową. Kładzie ciepłą rękę na moim brzuchu. – Co do odmiennego stanu… myślisz, że powinniśmy coś z tym zrobić?
Rozszerzam oczy i kładę dłoń na jego. – Nie! Jeszcze nie. Jestem za młoda na bycie matką. Nadal muszę iść do college’u.
On podnosi mnie i przysuwa do siebie tak, że leżę na nim. – Mogłabyś zrobić dwie rzeczy. Miałabyś wiele pomocy.
Od razu przytulam się do niego. – Poczekajmy parę lat, wtedy porozmawiamy. W międzyczasie, moglibyśmy poćwiczyć część z robieniem dziecka. No wiesz, kiedy nadejdzie czas, żebyśmy znali to na pamięć.
- Mm. – Ramiona Zane’a zaciskają się wokół mnie, jak unoszę głowę na pocałunek. – Praktyka czyni mistrza. I jesteśmy tutaj z domkiem basenowym do naszej dyspozycji. Czuję się trochę sentymentalnie. Chcesz ożywić wspomnienia z kuchennego blatu?
- Namówiłeś mnie do tego.
Kiedy Zane ciągnie mnie do domku basenowego, jestem ogarnięta wspomnieniami, słodkością początku naszego związku: długimi rozmowami, śmiechem, kłótniami… miłością. Wydaje się to takie doskonałe, że wróciliśmy do wspominania starych wspomnień i zrobienia nowych.
Zane całuje mnie w kuchni, dłońmi trzymając moją twarz. – Kocham cię, Violet – szepcze.
Uśmiecham się, moje serce jest bliskie rozerwania.

- Kocham cię, Zane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz