11.3.14

Rozdział 10

Jedziemy jego lśniącym szarym samochodem. Nie wiem, jaki to typ auta – nie obchodzą mnie takie rzeczy – ale jest totalnie luksusowy. Osuwam się w siedzeniu i wdycham mocny zapach skóry oraz bogatego chłopaka. Jazda jest śmiesznie płynna. Nie tak jak w mojej starej Toyocie, gdzie można poczuć każdy wybój drogi.
I nawet sposób w jakim prowadzi Zane jest seksowny, to jak swobodnie i pewnie siebie opiera się o siedzenie, jedną rękę trzymając na kierownicy. W kontroli. Gorące.
Muszę przyznać, że nie jestem odporna na te powierzchowne przyjemności. Jadąc tym niesamowitym autem z tym wspaniale wyglądającym facetem, trochę czuję się jak sławna osoba. To efektowne, dekadenckie uczucie. Mogłabym tak żyć. Krążymy bez celu, słuchając stacji klasycznego rocka, uśmiechając się do siebie i gadając o tym, jaką lubimy muzykę. Zane mówi, że słucha starego rocka, jak Metallica i Led Zeppelin; ja mówię mu, że lubię niemal wszystko, od piosenek z Top 100 po musicale Broadway’owe. Nawet nie śmieje się ze mnie za lubienie McPigs, swojskiego małego zespołu z Los Angeles. Puszczam mu na komórce jedną z ich dziwaczniejszych piosenek, a on chce usłyszeć więcej.
Trafiamy do fajnej małej restauracji naprzeciwko plaży. Jest udekorowana na stary dom plażowy z jasnożółtymi okiennicami. Uwielbiam te wszystkie okrągłe okna.
- Te miejsce ma najlepsze bułki cynamonowe – mówi Zane, gdy siadam w boksie. Czeka, aż jestem usadzona, po czym siada po drugiej stronie.
- Naprawdę? A jaka jest ich zupa z owoców morza? – Podnoszę jedno z barwnych menu i je przeglądam.
Aj! Ceny są szalone! Ponad dwadzieścia dolców za jedno danie – proszę!
- Nie wiem, nie lubię owoców morza. Ale makaron jest dobry. – Pochyla się i stuka w część makaronów w menu.
Patrzę spod zmrużonych powiek na wybory, po czym rozszerzam oczy. – Sto osiemdziesiąt dolarów za talerz spaghetti?!
- Co? To nie może być prawda.
- Tak jest… och, przecinek się zmył! – Podnoszę palec, żeby pokazać mu na nim małą, czarną plamę.
Ku mojemu totalnemu szokowi, Zane łapie ten palec i przeciera kciukiem ślad, aż ten znika. Potem wyciera rękę w serwetkę. – Byłem już w 200 dolarowych restauracjach, a ta taką nie jest – mówi, zwijając serwetkę i rzucając ją na stolik.
Chwilę zajmuje mi odnalezienie głosu. Kładę ręce na kolanach i wymuszam na ustach swobodny uśmiech. – Więc co bierzesz?
- Kurczaka – odpowiada, bez patrzenia na menu. – Ty?
- Chyba wezmę miskę zupy z owoców morza.
Zane unosi brew. – Tylko tyle? Myślałem, że byłaś głodna.
Ta, dopóki nie zacząłeś z przypadkowym dotykaniem. Teraz wariuję!
Głośno mówię. – Miałam duży lunch w pracy.
W końcu przychodzi kelnerka, żeby przyjąć nasze zamówienia. Wydaje się znać Zane’a i ciepło go wita. Równie dobrze może mnie tutaj nie być. Zane musi powiedzieć jej, żeby zapisała moje zamówienie, bo chociaż mówię „miska zupy z owoców morza” co najmniej trzy razy, ona dalej mnie ignoruje. To naprawdę mnie irytuje!
Więc mógł albo nie mógł być to wypadek, kiedy potyka się o moją stopę. Chyba mam problemy z gniewem.
Gdy nasze zamówienia są przyjęte, Zane z powrotem odwraca się do mnie. – Jak było w pracy?
Czując się dziwnie zdenerwowana, zaczynam paplać o moim dniu. Nawet mówię mu o nieporozumieniu z magnezem „pochwą”. To go rozśmiesza, a ja czuję się jak najdowcipniejsza osoba na świecie. Jest dobrym słuchaczem. Nawet kiedy przychodzi nasze jedzenie, nie odrywa ode mnie wzroku.
- A co z twoją pracą? – pytam go. – Lubisz być inżynierem oprogramowania?
Opiera się o boks, jedno ramię kładąc na oparciu, a drugą ręką trzyma szklankę wody. Kręci lodem, po czym spogląda do szklanki.
- To jest praca – mówi, wzruszając ramionami. – Dobrą rzeczą w pracowaniu dla Cronusa jest to, że pozwalają mi na dużo wolności w opracowywaniu własnych projektów.
- O – mówię idiotycznie. – Uch, jak ci idzie z tym, nad którym teraz pracujesz?
- Skończyłem go w zeszłym tygodniu – mówi z uśmiechem. Czuję ulgę, że nie zagłębia się w szczegóły, bo byłabym taka zagubiona.
- Czy znaczy to, że wracasz do L.A.?
- Nie. Jeśli chodzi o pracę, wciąż rozgryzam wirusy. Jak twoja zupa z owoców morza?
Oczywiście, że czeka z tym pytaniem, aż wzięłam do ust wielki gryz chleba. – Dobra – wyduszam.
Śmieje się. – Zostaw trochę miejsca na cynamonowe bułki.
Jęczę. – Nie ma mowy! Jestem wypchana.
- Więc weźmiemy je do domu. – Zane odkłada widelec na talerz i mruży na mnie oczy. – Lubisz horrory?
- Uwielbiam – odpowiadam natychmiast.
- Mam kopię „Domu Kości i Krwi”. Chcesz obejrzeć?
Patrzę na niego z niedowierzeniem. – To wychodzi dopiero za dwa tygodnie. Skąd masz już tego płytę?
- Znam faceta, który zna faceta – odpowiada od niechcenia. – Chcesz go obejrzeć czy nie?
- Tak! – wołam entuzjastycznie. Potem zastygam niepewnie. – Z tobą?
- Tak, ze mną. Masz co do tego zastrzeżenie? – pyta żartobliwie.
- Cóż, zależy. Lubię oglądać straszne filmy po ciemku – mówię. Upijam moją mrożoną herbatę. – Nie wiem, to może być dla ciebie… zbyt intensywne.
Co? Nie flirtuję, jestem figlarna w surowo platonicznym sposobie.
Zane przechyla głowę, rozbawiony. – Czyżby, dziewczynko? Może ty będziesz zbyt przerażona, żeby siedzieć obok mnie po ciemku.
To jak to mówi z tym jego szorstkim, seksownym głosem jest takie… seksowne! Czy on flirtuje?
Udaję szyderczy uśmiech, kiedy moje serce wali jak opętane w piersi. – Ta, jasne – mówię do niego, jak i do siebie. – Tylko nie skacz jak dziewczyna na wszystkich strasznych kawałkach.
- Spróbuję. – Uśmiecha się szeroko i kiwa kelnerce, żeby podeszła. Ta podbiega do nas. – Chodźmy stąd.
Zane zamawia dwie cynamonowe bułki, potem płaci za wszystko, mimo moich protestów. Kiedy próbuję się kłócić, posyła mi tylko spojrzenie. Wiem, że to nie randka, a on jest tylko miły, ale jednak. Nie mogę powstrzymać spływającego po mnie zawrotnego uczucia.
Albo może wie, że nie zamierzałam dać napiwku tej okropnej kelnerce.
W drodze do domu rozmawiamy o ulubionych filmach. Oboje jesteśmy zaskoczeni odkrywając, że lubimy wiele tych samych, bo przeważnie są to stare: „Narzeczona dla księcia”, „Wielka draka w chińskiej dzielnicy” i „Święci z Bostonu”, wymieniając kilka eklektycznych. Kocham filmy, niemal tak jak książki. Mogłabym gadać o nich cały dzień i nie mogę uwierzyć, że Zane wydaje się czuć tak samo. Myślałam, że byłby zbyt zajęty oczarowywaniem dziewczyn z ich spodni, żeby iść na wiele filmów. Kiedy mówię mu o tym, on tylko się uśmiecha i mówi, że może robić dwie rzeczy w tym samym czasie. Wtedy mruczę coś o porno.
- Oglądałaś kiedykolwiek porno? – pyta z ciekawością, spoglądając na mnie, kiedy powinien obserwować drogę.
- Nie! – mówię prędko, rumieniąc się. – Tylko faceci to robią.
Zane chichocze. Przesuwa spojrzeniem tam i z powrotem, ode mnie do drogi. – Jeszcze raz, ile masz lat, Violet?
- Siedemnaście – mówię gniewnie. – Bo co?
- Czasami zachowujesz się na znacznie starszą, ale też czasami wydajesz się taka niewinna.
Marszczę brwi na ciepłą torbę cynamonowych bułek na kolanach. Wiem, że tak naprawdę ma na myśli „naiwną”, ale nie wiem, co takiego powiedziałam, żeby tak pomyślał. Cholera, nawet powiedziałam przy nim „pochwa”. Jeżeli porównuje mnie do kobiet, które zna, to pewnie naprawdę wydaję się niewinna. Nie widzę tego jako złą rzecz – a on?
Gdy jesteśmy z powrotem w domie z basenem, Zane idzie do swojego pokoju po film, a ja wsadzam cynamonowe bułki do mikrofali i zasłaniam wszystkie żaluzje. Dzień jest już pochmurny i deszczowy, więc w domu będzie całkiem ciemno. Doskonale.
- Słyszałem, że ten film jest całkiem intensywny – mówi Zane, wracając do pokoju. – Jesteś pewna, że nie chcesz zapalonego światła?
Wywracam oczami. – Uhm. Nie przybiegaj do mojego pokoju, kiedy będziesz miał koszmary.
Odpowiada uśmieszkiem. – Nie martw się, dziewczynko. Twój pokój jest ostatnim miejscem, do którego bym pobiegł.
Wsadza film do odtwarzacza, kiedy ja piorunuję wzrokiem jego plecy. Co do diabła miało to znaczyć? Próbuje zasugerować, że uważa mnie za odrażającą?
Wchodzę, głośno tupiąc, do kuchni, żeby wyjąć cynamonowe bułki. O mój Boże, pachną niebiańsko i wyglądają tak miękko i słodko. Kładę je na osobnych talerzach i zanoszę do salonu.
Zane jest rozłożony na kanapie. Podaję mu talerz i opadam na leżankę z moim smakołykiem.
- Co jest, Mercer? Czemu tam siedzisz?
- Bo tak – wzdycham. – Wygodnie tu.
Zane poklepuje poduszkę obok siebie. – Na kanapie też jest. No chodź. Co jeśli się przerażę? Będziesz musiała potrzymać mnie za rękę.
Waham się. Nie chcę, żeby myślał, że to wielka sprawa, ale wiem, że nie będę w stanie skoncentrować się na filmie, jeżeli będę siedzieć tuż obok niego.
Ostatecznie nie mogę przepuścić okazji, żeby być bliżej niego. Więc wzruszam ramionami i wstaję. Swobodnie siadam kilka ostrożnych cali od niego.
Pachnie tak przyjemnie! Ten zapach świeżego prania zmieszany z mydłem robi śmieszne rzeczy z moimi wnętrznościami. Zaciskam razem nogi, powstrzymując je od nerwowego podrygiwania.
Żeby oderwać uwagę od jego bliskości, gryzę moją cynamonową bułkę. Automatycznie zamykam oczy z rozkoszy.
- O mój Boże – mamroczę z ustami pełnymi jadalnego nieba.
- Prawda? – mówi Zane, zadowolony z mojej reakcji.
- To takie dobre!
Na chwilę zapominam, że jest tutaj Zane. Uwielbiam tę cynamonową bułkę. Praktycznie roztapia się w moich ustach, złota słodycz przytłacza moje zmysły. Mniam!
Potem oblizuję lepkie palce, rozkoszując się każdym ostatnim kawałkiem. Mam kciuk w ustach, kiedy zerkam do góry i zauważam, że Zane uważnie mi się przygląda.
Wysuwam kciuka z żenującym dźwiękiem. – Tak mi przykro, że musiałeś to widzieć – mruczę nieśmiało.
- Żaden problem. Proszę, weź też moją.
Śmieję się, kręcąc głowę. – Zacznij film.
Zamiast tego dalej na mnie patrzy. – Chyba wolę patrzeć jak jesz.
Walę go w twardy jak skała biceps. Chichocząc, przyciska pilot i film się zaczyna.
Nie mogłam się doczekać, żeby obejrzeć ten film. Jego zwiastun wyglądał niesamowicie i dostaje naprawdę dużo dobrych recenzji.
Ale kiedy film rozpoczyna się, ukazując ganek domu przyprawiającego o gęsią skórkę, ledwo co skupiam uwagę. Nie mogę przestać patrzeć na profil Zane’a, próbując znaleźć jakiekolwiek skazy, ale naprawdę nie ma żadnych. Dziwię się, że to było tylko kwestią szczęścia, że urodził się z tak doskonałą twarzą.
Dobra, to i dobra pula genów.
- Oczy na film, Violet – mruczy Zane, patrząc prosto przed siebie.
Wściekle się rumieniąc, odwracam gwałtownie głowę. Nie mogę uwierzyć, że przyłapał mnie na gapieniu się! Znowu.
Rugam się mentalnie i skupiam na filmie, a nie na wspaniałym facecie siedzącym obok mnie w ciemności. Wkładam pod siebie nogi i przygotowuję na przerażenie.
Okej, więc film jest o rodzinie, która przeprowadza się do starego, dziwacznego domu. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, kończąc się zniknięciem ich półrocznego dziecka. Nastoletnia córka robi trochę przeszukiwań i odkrywa, że dom należał do przywódcy demonicznego kultu. Plotka głosi, że zbudował ten dom wykorzystując krew i kości jego zwolenników.
Taka historia już wcześniej została zrobiona, ale efekty specjalne są niesamowite. Jest pełno momentów, gdzie można podskoczyć – zwłaszcza, kiedy dziewczyna zostaje wciągnięta w inny wymiar w jej domu, żeby odnaleźć młodszego brata.
Jest totalnie przerażający. Wciąż wydaje mi się, że ktoś czai się za kanapą, czekając, żeby wydrapać mi mózg. Chcę włączyć światło, ale nie mogę, nie po tym, jak tak bardzo udawałam, że jestem odważna.
Patrzę na niego kątem oka. Wydaje się zaabsorbowany filmem, uśmiechając się lekko – nawet przy strasznych częściach.
Gdyby był moim chłopakiem, obejmowałby mnie ramieniem, a ja w ogóle bym się nie bała.
Ugh, wyrzuć te myśli z głowy, Violet!
Tak dobrze sobie radziłam – aż do końca. Dziewczyna i jej brat właśnie wrócili z diabelskiego wymiaru i byli bezpieczni w domu. Kompletnie się tego nie spodziewałam, kiedy krwawe ręce wyskoczyły ze ściany i wciągnęły ją z powrotem do ich wymiaru.
Więc podskakuję i cicho krzyczę, przyciskając się do kanapy. Zane odwraca się, żeby na mnie spojrzeć z uniesionymi brwiami.
- Wszystko okej, Violet? – pyta z drażniącym uśmiechem.
- Nic mi nie jest – mówię szybko, wstając. – Tylko myślałam, że zobaczyłam pająka.
- Pająka, co?
Nagle rozbrzmiewa ćwierkający dźwięk, sprawiając, że znowu podskakuję. Zane sprawdza swój telefon. Marszczy na niego brwi, po czym rzuca go na poduszkę obok siebie.
- Wow – mówię, chętna do zmiany tematu. – Po raz pierwszy widzę cię z telefonem. Właśnie zdałam sobie z tego sprawę, to dziwne.
- Czemu jest to dziwne? – pyta, przesuwając dłońmi przez włosy.
Wzruszam ramionami. – Przez twoją pracę i twoje, uch, niezwykle aktywne życie towarzyskie.
- Cóż, nienawidzę tej cholernej rzeczy – mruczy, brzmiąc na rozdrażnionego. – Zazwyczaj mam go wyłączonego.
- Huh.
Zane pochyla się i zapala lampkę, mocząc kanapę w świetle. – A co z tobą? Większość nastolatków jest przyklejona do swoich telefonów, ale ja ciebie rzadko widzę z twoim.
- Rozmawiam tylko z moją przyjaciółką Lauren albo mamą – odpowiadam. Po czym walę się w czoło. – A teraz myślisz, że jestem prawdziwą frajerką.
Zane śmieje się. Podnosi się i patrzy na mnie z góry cudownymi ciemnymi oczami. – Myślę, że jesteś piękna i zabawna i gdybym nie musiał dziś wieczorem być gdzieindziej, to zmusiłbym cię do obejrzenia ze mną następnego strasznego filmu, żebym mógł patrzeć jak udajesz, że nie jesteś przestraszona.
Wpatruję się w niego oniemiała. Myśli, że jestem piękna?!
Stoimy tam przez pełną uniesienia minutę. Upiorna ścieżka dźwiękowa filmu pogrywa w tle. Bardzo chcę coś powiedzieć – cokolwiek – żeby przełamać nagłe napięcie.
Ostatecznie Zane odwraca wzrok, potrząsając lekko głową, jakby chciał oczyścić umysł. Bierze swoją komórkę i nasze talerze, i idzie do kuchni, żeby wsadzić je do umywalki. Talerze, nie swój telefon.
- Nic ci nie będzie, jak będziesz sama? – pyta, kierując się do swojego pokoju. – Wyglądasz na trochę wystraszoną.
Patrzę na niego spode łba. – Nie jestem małym dzieckiem.
Tylko uśmiecha się do mnie przez ramię, zanim znika w pokoju.
W oszołomieniu wyłączam lampkę i telewizor, po czym idę prosto do mojego pokoju. Robię skok z rozłożonymi ramionami na łóżko.
Nie mogę przestać się uśmiechać. Raz jeszcze odtwarzam nasz dzień w głowie, zwłaszcza te naprawdę dobre kawałki. Nie mogę uwierzyć, że spędziłam z nim dzień – razem z niezręcznym momentem czy-on-mnie-pocałuje na końcu.
Wiedza, że jest po drugiej stronie korytarza sprawia, że czuję się niespokojna, roztrzepana. W dole żołądka czuję zabawne trzepotanie, które tylko rośnie, kiedy myślę o przejściu tego krótkiego dystansu do jego pokoju i… nie wiem, co bym zrobiła. Pocałowała go. Przesunęła ramionami wzdłuż jego pleców…
Myśli, że jestem piękna i zabawna!
Ta, jasne, Violet. Więc dlaczego wychodzi – prawdopodobnie z kolejną zachwycającą kobietą? Musiało mu być ciebie żal.
Ugh, głos rozsądku w mojej głowie ma rację. Muszę przestać tak myśleć. Zane jest moim przyszłym przyrodnim bratem i możemy być tylko przyjaciółmi. Mogę zlekceważyć elektryczne mrowienie w kręgosłupie, te uczucie spadania, ilekroć jestem obok niego. Po prostu na to nie pozwolę.
Taa. Następnego wieczora zastaję Zane’a właśnie wychodzącego spod prysznica. Nie ma na sobie nic prócz ręcznika nisko związanego na talii. Krople wody spływają po jego opalonych mięśniach, z klatki piersiowej na fascynujące krawędzie jego bioder…
Nie martwcie się, dobrze sobie poradziłam. Krzyknęłam „Fuuu!” i uciekłam z pokoju.
Nie, naprawdę to zrobiłam. Weszłam do tego pokoju, zobaczyłam najseksowniejszego faceta w życiu – mokrego i na wpół nagiego. I powiedziałam „Fuuu”.

Wiem. Czemu nadal jestem singielką, co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz