Jedziemy
jego lśniącym szarym samochodem. Nie wiem, jaki to typ auta – nie obchodzą mnie
takie rzeczy – ale jest totalnie luksusowy. Osuwam się w siedzeniu i wdycham
mocny zapach skóry oraz bogatego chłopaka. Jazda jest śmiesznie płynna. Nie tak
jak w mojej starej Toyocie, gdzie można poczuć każdy wybój drogi.
I nawet
sposób w jakim prowadzi Zane jest seksowny, to jak swobodnie i pewnie siebie
opiera się o siedzenie, jedną rękę trzymając na kierownicy. W kontroli. Gorące.
Muszę
przyznać, że nie jestem odporna na te powierzchowne przyjemności. Jadąc tym
niesamowitym autem z tym wspaniale wyglądającym facetem, trochę czuję się jak
sławna osoba. To efektowne, dekadenckie uczucie. Mogłabym tak żyć. Krążymy bez
celu, słuchając stacji klasycznego rocka, uśmiechając się do siebie i gadając o
tym, jaką lubimy muzykę. Zane mówi, że słucha starego rocka, jak Metallica i
Led Zeppelin; ja mówię mu, że lubię niemal wszystko, od piosenek z Top 100 po
musicale Broadway’owe. Nawet nie śmieje się ze mnie za lubienie McPigs,
swojskiego małego zespołu z Los Angeles. Puszczam mu na komórce jedną z ich
dziwaczniejszych piosenek, a on chce usłyszeć więcej.
Trafiamy do
fajnej małej restauracji naprzeciwko plaży. Jest udekorowana na stary dom
plażowy z jasnożółtymi okiennicami. Uwielbiam te wszystkie okrągłe okna.
- Te miejsce
ma najlepsze bułki cynamonowe – mówi Zane, gdy siadam w boksie. Czeka, aż
jestem usadzona, po czym siada po drugiej stronie.
- Naprawdę?
A jaka jest ich zupa z owoców morza? – Podnoszę jedno z barwnych menu i je
przeglądam.
Aj! Ceny są
szalone! Ponad dwadzieścia dolców za jedno danie – proszę!
- Nie wiem,
nie lubię owoców morza. Ale makaron jest dobry. – Pochyla się i stuka w część
makaronów w menu.
Patrzę spod
zmrużonych powiek na wybory, po czym rozszerzam oczy. – Sto osiemdziesiąt
dolarów za talerz spaghetti?!
- Co? To nie
może być prawda.
- Tak jest…
och, przecinek się zmył! – Podnoszę palec, żeby pokazać mu na nim małą, czarną
plamę.
Ku mojemu totalnemu
szokowi, Zane łapie ten palec i przeciera kciukiem ślad, aż ten znika. Potem
wyciera rękę w serwetkę. – Byłem już w 200 dolarowych restauracjach, a ta taką
nie jest – mówi, zwijając serwetkę i rzucając ją na stolik.
Chwilę
zajmuje mi odnalezienie głosu. Kładę ręce na kolanach i wymuszam na ustach
swobodny uśmiech. – Więc co bierzesz?
- Kurczaka –
odpowiada, bez patrzenia na menu. – Ty?
- Chyba
wezmę miskę zupy z owoców morza.
Zane unosi
brew. – Tylko tyle? Myślałem, że byłaś głodna.
Ta, dopóki
nie zacząłeś z przypadkowym dotykaniem. Teraz wariuję!
Głośno
mówię. – Miałam duży lunch w pracy.
W końcu
przychodzi kelnerka, żeby przyjąć nasze zamówienia. Wydaje się znać Zane’a i
ciepło go wita. Równie dobrze może mnie tutaj nie być. Zane musi powiedzieć jej,
żeby zapisała moje zamówienie, bo chociaż mówię „miska zupy z owoców morza” co
najmniej trzy razy, ona dalej mnie ignoruje. To naprawdę mnie irytuje!
Więc mógł
albo nie mógł być to wypadek, kiedy potyka się o moją stopę. Chyba mam problemy
z gniewem.
Gdy nasze
zamówienia są przyjęte, Zane z powrotem odwraca się do mnie. – Jak było w
pracy?
Czując się
dziwnie zdenerwowana, zaczynam paplać o moim dniu. Nawet mówię mu o
nieporozumieniu z magnezem „pochwą”. To go rozśmiesza, a ja czuję się jak
najdowcipniejsza osoba na świecie. Jest dobrym słuchaczem. Nawet kiedy
przychodzi nasze jedzenie, nie odrywa ode mnie wzroku.
- A co z
twoją pracą? – pytam go. – Lubisz być inżynierem oprogramowania?
Opiera się o
boks, jedno ramię kładąc na oparciu, a drugą ręką trzyma szklankę wody. Kręci
lodem, po czym spogląda do szklanki.
- To jest
praca – mówi, wzruszając ramionami. – Dobrą rzeczą w pracowaniu dla Cronusa
jest to, że pozwalają mi na dużo wolności w opracowywaniu własnych projektów.
- O – mówię
idiotycznie. – Uch, jak ci idzie z tym, nad którym teraz pracujesz?
- Skończyłem
go w zeszłym tygodniu – mówi z uśmiechem. Czuję ulgę, że nie zagłębia się w
szczegóły, bo byłabym taka zagubiona.
- Czy znaczy
to, że wracasz do L.A.?
- Nie. Jeśli
chodzi o pracę, wciąż rozgryzam wirusy. Jak twoja zupa z owoców morza?
Oczywiście,
że czeka z tym pytaniem, aż wzięłam do ust wielki gryz chleba. – Dobra –
wyduszam.
Śmieje się.
– Zostaw trochę miejsca na cynamonowe bułki.
Jęczę. – Nie
ma mowy! Jestem wypchana.
- Więc
weźmiemy je do domu. – Zane odkłada widelec na talerz i mruży na mnie oczy. –
Lubisz horrory?
- Uwielbiam
– odpowiadam natychmiast.
- Mam kopię
„Domu Kości i Krwi”. Chcesz obejrzeć?
Patrzę na
niego z niedowierzeniem. – To wychodzi dopiero za dwa tygodnie. Skąd masz już
tego płytę?
- Znam
faceta, który zna faceta – odpowiada od niechcenia. – Chcesz go obejrzeć czy
nie?
- Tak! –
wołam entuzjastycznie. Potem zastygam niepewnie. – Z tobą?
- Tak, ze
mną. Masz co do tego zastrzeżenie? – pyta żartobliwie.
- Cóż,
zależy. Lubię oglądać straszne filmy po ciemku – mówię. Upijam moją mrożoną
herbatę. – Nie wiem, to może być dla ciebie… zbyt intensywne.
Co? Nie
flirtuję, jestem figlarna w surowo platonicznym sposobie.
Zane
przechyla głowę, rozbawiony. – Czyżby, dziewczynko? Może ty będziesz zbyt
przerażona, żeby siedzieć obok mnie po ciemku.
To jak to
mówi z tym jego szorstkim, seksownym głosem jest takie… seksowne! Czy on flirtuje?
Udaję
szyderczy uśmiech, kiedy moje serce wali jak opętane w piersi. – Ta, jasne –
mówię do niego, jak i do siebie. – Tylko nie skacz jak dziewczyna na wszystkich
strasznych kawałkach.
- Spróbuję.
– Uśmiecha się szeroko i kiwa kelnerce, żeby podeszła. Ta podbiega do nas. –
Chodźmy stąd.
Zane zamawia
dwie cynamonowe bułki, potem płaci za wszystko, mimo moich protestów. Kiedy
próbuję się kłócić, posyła mi tylko spojrzenie. Wiem, że to nie randka, a on
jest tylko miły, ale jednak. Nie mogę powstrzymać spływającego po mnie
zawrotnego uczucia.
Albo może
wie, że nie zamierzałam dać napiwku tej okropnej kelnerce.
W drodze do
domu rozmawiamy o ulubionych filmach. Oboje jesteśmy zaskoczeni odkrywając, że
lubimy wiele tych samych, bo przeważnie są to stare: „Narzeczona dla księcia”,
„Wielka draka w chińskiej dzielnicy” i „Święci z Bostonu”, wymieniając kilka
eklektycznych. Kocham filmy, niemal tak jak książki. Mogłabym gadać o nich cały
dzień i nie mogę uwierzyć, że Zane wydaje się czuć tak samo. Myślałam, że byłby
zbyt zajęty oczarowywaniem dziewczyn z ich spodni, żeby iść na wiele filmów.
Kiedy mówię mu o tym, on tylko się uśmiecha i mówi, że może robić dwie rzeczy w
tym samym czasie. Wtedy mruczę coś o porno.
- Oglądałaś
kiedykolwiek porno? – pyta z ciekawością, spoglądając na mnie, kiedy powinien
obserwować drogę.
- Nie! –
mówię prędko, rumieniąc się. – Tylko faceci to robią.
Zane
chichocze. Przesuwa spojrzeniem tam i z powrotem, ode mnie do drogi. – Jeszcze
raz, ile masz lat, Violet?
-
Siedemnaście – mówię gniewnie. – Bo co?
- Czasami
zachowujesz się na znacznie starszą, ale też czasami wydajesz się taka
niewinna.
Marszczę
brwi na ciepłą torbę cynamonowych bułek na kolanach. Wiem, że tak naprawdę ma
na myśli „naiwną”, ale nie wiem, co takiego powiedziałam, żeby tak pomyślał.
Cholera, nawet powiedziałam przy nim „pochwa”. Jeżeli porównuje mnie do kobiet,
które zna, to pewnie naprawdę wydaję się niewinna. Nie widzę tego jako złą
rzecz – a on?
Gdy jesteśmy
z powrotem w domie z basenem, Zane idzie do swojego pokoju po film, a ja
wsadzam cynamonowe bułki do mikrofali i zasłaniam wszystkie żaluzje. Dzień jest
już pochmurny i deszczowy, więc w domu będzie całkiem ciemno. Doskonale.
- Słyszałem,
że ten film jest całkiem intensywny – mówi Zane, wracając do pokoju. – Jesteś
pewna, że nie chcesz zapalonego światła?
Wywracam
oczami. – Uhm. Nie przybiegaj do mojego pokoju, kiedy będziesz miał koszmary.
Odpowiada
uśmieszkiem. – Nie martw się, dziewczynko. Twój pokój jest ostatnim miejscem,
do którego bym pobiegł.
Wsadza film
do odtwarzacza, kiedy ja piorunuję wzrokiem jego plecy. Co do diabła miało to
znaczyć? Próbuje zasugerować, że uważa mnie za odrażającą?
Wchodzę,
głośno tupiąc, do kuchni, żeby wyjąć cynamonowe bułki. O mój Boże, pachną
niebiańsko i wyglądają tak miękko i słodko. Kładę je na osobnych talerzach i
zanoszę do salonu.
Zane jest
rozłożony na kanapie. Podaję mu talerz i opadam na leżankę z moim smakołykiem.
- Co jest,
Mercer? Czemu tam siedzisz?
- Bo tak –
wzdycham. – Wygodnie tu.
Zane
poklepuje poduszkę obok siebie. – Na kanapie też jest. No chodź. Co jeśli się
przerażę? Będziesz musiała potrzymać mnie za rękę.
Waham się.
Nie chcę, żeby myślał, że to wielka sprawa, ale wiem, że nie będę w stanie
skoncentrować się na filmie, jeżeli będę siedzieć tuż obok niego.
Ostatecznie
nie mogę przepuścić okazji, żeby być bliżej niego. Więc wzruszam ramionami i
wstaję. Swobodnie siadam kilka ostrożnych cali od niego.
Pachnie tak
przyjemnie! Ten zapach świeżego prania zmieszany z mydłem robi śmieszne rzeczy
z moimi wnętrznościami. Zaciskam razem nogi, powstrzymując je od nerwowego
podrygiwania.
Żeby oderwać
uwagę od jego bliskości, gryzę moją cynamonową bułkę. Automatycznie zamykam
oczy z rozkoszy.
- O mój Boże
– mamroczę z ustami pełnymi jadalnego nieba.
- Prawda? –
mówi Zane, zadowolony z mojej reakcji.
- To takie
dobre!
Na chwilę
zapominam, że jest tutaj Zane. Uwielbiam tę cynamonową bułkę. Praktycznie
roztapia się w moich ustach, złota słodycz przytłacza moje zmysły. Mniam!
Potem
oblizuję lepkie palce, rozkoszując się każdym ostatnim kawałkiem. Mam kciuk w
ustach, kiedy zerkam do góry i zauważam, że Zane uważnie mi się przygląda.
Wysuwam
kciuka z żenującym dźwiękiem. – Tak mi przykro, że musiałeś to widzieć – mruczę
nieśmiało.
- Żaden
problem. Proszę, weź też moją.
Śmieję się,
kręcąc głowę. – Zacznij film.
Zamiast tego
dalej na mnie patrzy. – Chyba wolę patrzeć jak jesz.
Walę go w twardy
jak skała biceps. Chichocząc, przyciska pilot i film się zaczyna.
Nie mogłam
się doczekać, żeby obejrzeć ten film. Jego zwiastun wyglądał niesamowicie i
dostaje naprawdę dużo dobrych recenzji.
Ale kiedy
film rozpoczyna się, ukazując ganek domu przyprawiającego o gęsią skórkę, ledwo
co skupiam uwagę. Nie mogę przestać patrzeć na profil Zane’a, próbując znaleźć
jakiekolwiek skazy, ale naprawdę nie ma żadnych. Dziwię się, że to było tylko
kwestią szczęścia, że urodził się z tak doskonałą twarzą.
Dobra, to i
dobra pula genów.
- Oczy na
film, Violet – mruczy Zane, patrząc prosto przed siebie.
Wściekle się
rumieniąc, odwracam gwałtownie głowę. Nie mogę uwierzyć, że przyłapał mnie na
gapieniu się! Znowu.
Rugam się
mentalnie i skupiam na filmie, a nie na wspaniałym facecie siedzącym obok mnie
w ciemności. Wkładam pod siebie nogi i przygotowuję na przerażenie.
Okej, więc
film jest o rodzinie, która przeprowadza się do starego, dziwacznego domu.
Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, kończąc się zniknięciem ich półrocznego
dziecka. Nastoletnia córka robi trochę przeszukiwań i odkrywa, że dom należał
do przywódcy demonicznego kultu. Plotka głosi, że zbudował ten dom
wykorzystując krew i kości jego zwolenników.
Taka
historia już wcześniej została zrobiona, ale efekty specjalne są niesamowite.
Jest pełno momentów, gdzie można podskoczyć – zwłaszcza, kiedy dziewczyna
zostaje wciągnięta w inny wymiar w jej domu, żeby odnaleźć młodszego brata.
Jest
totalnie przerażający. Wciąż wydaje mi się, że ktoś czai się za kanapą, czekając,
żeby wydrapać mi mózg. Chcę włączyć światło, ale nie mogę, nie po tym, jak tak
bardzo udawałam, że jestem odważna.
Patrzę na
niego kątem oka. Wydaje się zaabsorbowany filmem, uśmiechając się lekko – nawet
przy strasznych częściach.
Gdyby był
moim chłopakiem, obejmowałby mnie ramieniem, a ja w ogóle bym się nie bała.
Ugh, wyrzuć
te myśli z głowy, Violet!
Tak dobrze
sobie radziłam – aż do końca. Dziewczyna i jej brat właśnie wrócili z
diabelskiego wymiaru i byli bezpieczni w domu. Kompletnie się tego nie
spodziewałam, kiedy krwawe ręce wyskoczyły ze ściany i wciągnęły ją z powrotem
do ich wymiaru.
Więc
podskakuję i cicho krzyczę, przyciskając się do kanapy. Zane odwraca się, żeby
na mnie spojrzeć z uniesionymi brwiami.
- Wszystko
okej, Violet? – pyta z drażniącym uśmiechem.
- Nic mi nie
jest – mówię szybko, wstając. – Tylko myślałam, że zobaczyłam pająka.
- Pająka,
co?
Nagle
rozbrzmiewa ćwierkający dźwięk, sprawiając, że znowu podskakuję. Zane sprawdza
swój telefon. Marszczy na niego brwi, po czym rzuca go na poduszkę obok siebie.
- Wow –
mówię, chętna do zmiany tematu. – Po raz pierwszy widzę cię z telefonem.
Właśnie zdałam sobie z tego sprawę, to dziwne.
- Czemu jest
to dziwne? – pyta, przesuwając dłońmi przez włosy.
Wzruszam
ramionami. – Przez twoją pracę i twoje, uch, niezwykle aktywne życie
towarzyskie.
- Cóż,
nienawidzę tej cholernej rzeczy – mruczy, brzmiąc na rozdrażnionego. –
Zazwyczaj mam go wyłączonego.
- Huh.
Zane pochyla
się i zapala lampkę, mocząc kanapę w świetle. – A co z tobą? Większość nastolatków
jest przyklejona do swoich telefonów, ale ja ciebie rzadko widzę z twoim.
- Rozmawiam
tylko z moją przyjaciółką Lauren albo mamą – odpowiadam. Po czym walę się w
czoło. – A teraz myślisz, że jestem prawdziwą frajerką.
Zane śmieje
się. Podnosi się i patrzy na mnie z góry cudownymi ciemnymi oczami. – Myślę, że
jesteś piękna i zabawna i gdybym nie musiał dziś wieczorem być gdzieindziej, to
zmusiłbym cię do obejrzenia ze mną następnego strasznego filmu, żebym mógł
patrzeć jak udajesz, że nie jesteś przestraszona.
Wpatruję się
w niego oniemiała. Myśli, że jestem piękna?!
Stoimy tam
przez pełną uniesienia minutę. Upiorna ścieżka dźwiękowa filmu pogrywa w tle.
Bardzo chcę coś powiedzieć – cokolwiek –
żeby przełamać nagłe napięcie.
Ostatecznie
Zane odwraca wzrok, potrząsając lekko głową, jakby chciał oczyścić umysł.
Bierze swoją komórkę i nasze talerze, i idzie do kuchni, żeby wsadzić je do
umywalki. Talerze, nie swój telefon.
- Nic ci nie
będzie, jak będziesz sama? – pyta, kierując się do swojego pokoju. – Wyglądasz
na trochę wystraszoną.
Patrzę na
niego spode łba. – Nie jestem małym dzieckiem.
Tylko
uśmiecha się do mnie przez ramię, zanim znika w pokoju.
W
oszołomieniu wyłączam lampkę i telewizor, po czym idę prosto do mojego pokoju.
Robię skok z rozłożonymi ramionami na łóżko.
Nie mogę
przestać się uśmiechać. Raz jeszcze odtwarzam nasz dzień w głowie, zwłaszcza te
naprawdę dobre kawałki. Nie mogę uwierzyć, że spędziłam z nim dzień – razem z
niezręcznym momentem czy-on-mnie-pocałuje na końcu.
Wiedza, że
jest po drugiej stronie korytarza sprawia, że czuję się niespokojna,
roztrzepana. W dole żołądka czuję zabawne trzepotanie, które tylko rośnie,
kiedy myślę o przejściu tego krótkiego dystansu do jego pokoju i… nie wiem, co
bym zrobiła. Pocałowała go. Przesunęła ramionami wzdłuż jego pleców…
Myśli, że
jestem piękna i zabawna!
Ta, jasne,
Violet. Więc dlaczego wychodzi – prawdopodobnie z kolejną zachwycającą kobietą?
Musiało mu być ciebie żal.
Ugh, głos
rozsądku w mojej głowie ma rację. Muszę przestać tak myśleć. Zane jest moim
przyszłym przyrodnim bratem i możemy być tylko przyjaciółmi. Mogę zlekceważyć
elektryczne mrowienie w kręgosłupie, te uczucie spadania, ilekroć jestem obok
niego. Po prostu na to nie pozwolę.
Taa.
Następnego wieczora zastaję Zane’a właśnie wychodzącego spod prysznica. Nie ma
na sobie nic prócz ręcznika nisko związanego na talii. Krople wody spływają po
jego opalonych mięśniach, z klatki piersiowej na fascynujące krawędzie jego
bioder…
Nie martwcie
się, dobrze sobie poradziłam. Krzyknęłam „Fuuu!” i uciekłam z pokoju.
Nie,
naprawdę to zrobiłam. Weszłam do tego pokoju, zobaczyłam najseksowniejszego
faceta w życiu – mokrego i na wpół nagiego. I powiedziałam „Fuuu”.
Wiem. Czemu
nadal jestem singielką, co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz