Wszyscy w
szkole mówią o zabawie Halloweenowej. Zostałyśmy zapytane z Lauren przez kilku
facetów, ale obie odmówiłyśmy. Nigdy nie chodzimy na jakiekolwiek pozalekcyjne
aktywności – pomyślałoby się, że ludzie do teraz by się zorientowali. Po prostu
to nie nasza rzecz. Jak oklaskiwanie zgromadzeń spirytystycznych. My siedzimy z
innymi kujonami, odrabiając zadanie, podczas gdy dzieciaki wokół nas tupoczą i
krzyczą.
Nie potrafię
wyjaśnić mojego odłączenia od całego doświadczenia liceum. Próbowałam wysilić
się z Mattem, ponieważ on uwielbiał te bzdury, ale mnie nigdy do tego nie
ciągnęło. Czy coś jest ze mną nie tak?
Jednakże
jest to pomyślne dla Zane’a. Nie suszę mu głowy, żeby poszedł ze mną na jakąś
głupią szkolną potańcówkę ani nie próbuję zaciągnąć go na imprezę przyjaciółki.
Mówię mu, że nie interesuję się tą sceną, a on wydaje się czuć ulgę.
Ale
nadchodzi zabawa w Sunset Park, na którą chciałabym pójść. Wściekle dyskutuję z
samą sobą czy powinnam zaprosić Zane’a, czy nie. Czy pomyśli, że jestem głupia
za pytanie?
Jednego dnia
wysyłam mu wiadomość po szkole, zanim mogę stchórzyć.
Ja: Hej. Co robisz w Halloween?
Odpisuje mi
parę minut później.
Zane: Nie wiem. Może będę musiał pracować. Co
jest?
Ja: Nic. Po prostu zastanawiałam się czy
chciałbyś iść na tę zabawę, którą mają u mnie w pracy.
Odkładam
telefon, niespokojna jak diabli. Udaję, że jestem zaabsorbowana szukaniem
czegoś w kuchni i nie wiem dlaczego się kłopoczę – nikogo tutaj nie ma. Moja
komórka odzywa się chwilę później, a ja skaczę jak… sama nie wiem co. Nerwowo
sprawdzam telefon po jego odpowiedź.
Zane: Zapraszasz mnie na bal „seniorów”?
Ja: Ha ha.
Zane: O której godzinie?
Ja: Osiemnasta?
Czekam dwie
minuty i trzydzieści siedem sekund. Potem wibruje mój telefon.
Zane: Będę tam.
Tak bardzo
się cieszę, że nie może teraz zobaczyć mojego niesamowicie głupiego,
zwycięskiego tańca.
Niestety,
nie jestem sama, tak jak wcześniej sądziłam. Bill stoi przy lodówce, a
wnioskując z jego przerażonej miny, jest tam od jakiegoś czasu.
Super.
- Nie musisz
przyprowadzać randki.
Jesteśmy z
Lauren na naszym zwykłym miejscu lunchowym – naszej ulubionej ławce w stołówce.
Ona je swoją kanapkę z indykiem, a ja pracuję nad esejem o Zbrodni i Karze.
Tak
naprawdę, to staram się przekonać ją, żeby poszła ze mną na zabawę.
Lauren
wywraca oczami i upija maleńki łyk z butelki wody. – Ja nie chodzę na zabawy. W
ogóle po co chcesz, żebym szła? Będziesz z Zanem.
Nie mogę
powstrzymać głupiego uśmiechu wpływającego na moją twarz. – Ale miałabyś swój
wybór facetów do tańca!
- Wow, geriatryczne
spełnienie marzeń. – Lauren przewraca oczami. – Nie, dzięki. A czy nie mówiłaś,
że ci starsi faceci są zboczeńcami?
- Nie
wszyscy – tylko Gil i Doc. Reszta jest idealnymi dżentelmenami. – Celuję w nią
długopisem. – Próbuję namówić cię do poszerzenia horyzontów, skoro nie dajesz
tutejszym kolesiom szansy. Wiesz, Chase zapytał mnie o ciebie znowu, na dzisiejszej matmie. Jest
całkiem uroczy, czemu nie umówisz się z nim?
-
Niezainteresowana. To że jesteś zakochana nie znaczy, że musisz mnie ustawiać.
- Nie jestem zakochana – prędko
zaprzeczam. – Po prostu jestem zmęczona tym chłopakiem nękającym mnie o ciebie
każdego dnia.
Lauren
krzywi się z irytacją. Zaczyna coś mówić, ale urywa, kiedy ktoś woła nasze
imiona.
To Kim. Ma
zmartwiony wyraz twarzy, gdy do nas podbiega.
- Hej, macie
może listę słownictwa na dzisiejszy test hiszpańskiego? Zapomniałam się na
niego nauczyć!
Lauren
sprawdza swój plecak i wyciąga kartkę. Podaje ją Kim, która uśmiecha się z
ulgą.
- Dzięki!
Ratujesz mi życie. Nie mogę oblać kolejnego testu! Moja mama mówi, że nie pójdę
na tańce, jeśli nie dostanę przynajmniej czwórki. A mam super uroczy kostium!
Wy idziecie? – Gdy potrząsamy głowami, mówi. – Lauren, myślę, że Chase zamierza
cię poprosić. Wciąż mnie pyta czy masz już randkę.
Podśmiewam
się z kwaśnego tonu Lauren. – Ten chłopak nie potrafi pojąć aluzji – warczy.
Kim śmieje
się, odrzucając swoje kręcone włosy. – Powinnaś z nim iść. Jest ładniutki i
miły!
- Tak,
Lauren – dołączam. – Daj biednemu facetowi szansę.
Lauren rzuca
mi tylko „spojrzenie”. Uśmiecham się zadowolona, dopóki nie odwraca się do mnie
Kim.
- Violet, a
ty nie idziesz ze swoim chłopakiem?
- Moim kim?
- Widziałam
cię z nim na plaży. Jest cholernie wspaniały! Jest w college’u?
- Och –
mruczę nieswojo. – Tak naprawdę to on nie jest moim chłopakiem. Tak jakby tylko
spędzamy razem czas.
- Mhm –
odpowiada niedowierzająco Kim. – Cóż, gdybym ja spędzała czas z facetem, który tak wygląda, wszystkim bym się nim
chwaliła. Wyglądaliście razem naprawdę seksownie, jak para supermodelów.
- Ta, jasne
– śmieję się. Zane na pewno. Ja nie
bardzo.
- Nie,
poważnie. Podeszłabym i się przywitała, ale wyglądaliście na dość zajętych. –
Wymownie porusza brwiami.
Ugh! Czuję
nadchodzący rumieniec, ale nie ściera on szerokiego uśmiechu z mojej twarzy.
Cóż, jeśli ktoś miał przyłapać mnie na całowaniu się z Zanem na plaży, cieszę
się, że była to Kim. Nie wypapla wszystkiego całej szkole.
Ale
zastanawiam się czy powiedziała jej bratu?
Kim mówi, że
zobaczy nas na hiszpańskim i odchodzi. Udaję, że pracuję nad esejem, ale
zadowolony uśmiech prawdopodobnie oddaje to, co naprawdę myślę. Albo o kim.
Lauren tylko potrząsa głową na moją absurdalność.
Nie obchodzi
mnie to. Myślę… myślę, że poproszę Zane’a, aby określił nasz związek.
Mam tylko
nadzieję, że spodoba mi się jego odpowiedź.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz