Do bani
jest, że Zane jest półtorej godziny stąd w Los Angeles, ale cały czas
rozmawiamy ze sobą przez komórkę, a on przyjeżdża, żeby mnie zobaczyć, kiedy
tylko może. Wciąż musimy się ukrywać, bo panicznie boję się, że wpadniemy na
moją mamę – dlatego unikamy znanych miejsc. Jestem rozdarta między chęcią
pochwalenia się Zane’a ludziom, których znam, a utrzymaniem go w moim własnym
sekreciku. Jemu nie przeszkadza żadna z tych rzeczy. Chodzimy na filmy w innych
miastach, jemy kolacje w restauracjach tak ekskluzywnych i kosztownych, że
jestem pewna, iż nikogo na nie nie stać.
O, i jest
coś, co naprawdę mnie drażni: wszędzie gdzie pójdziemy, dziewczyny ciągle
przystawiają się do niego! Jawnie i tuż przede mną – kiedy, wyraźnie, jesteśmy
razem. Zane reaguje z doświadczoną życzliwością, sugerującą że zdarza mu się to
cały czas. Jednakże ja nie znoszę tego tak dobrze jak on. Tak, okazuje się, że
jestem zazdrosną dziwaczką, która nie ma problemu z powiedzeniem s, że musi się
odczepić, do diabła. Zane uważa, że to zabawne, ale mnie to naprawdę martwi.
Kto wie, ile dziewczyn go podrywa, gdy jest w Los Angeles? Czy on odwzajemnia
flirtowanie? Gorączkowo nad tym rozmyślam, ale nie mogę zmusić się do zapytania
go o to czy poproszenie o określenie naszego związku. Boję się tego, co powie.
Najbardziej
lubię chwile, kiedy spędzamy czas na plaży nocą. Rozmawiamy o wszystkim i o
niczym. Opowiadam mu o moim nudnym dniu w szkole, on opowiada mi o
skomplikowanym projekcie, nad którym pracuje.
Teraz
właśnie to robimy. Spędzamy czas na plaży.
- Dobra,
jesteś pewien, że chcesz to zobaczyć?
Siedzę na
kolanach, twarzą do Zane’a. On ma zwrócony do mnie profil, jest rozłożony na piasku,
opierając się na łokciach i patrząc na fale obijające się o brzeg. Bryza dmucha
łagodnie w jego krótkie, ciemne włosy, ale moimi pasmami rzuca niemiłosiernie.
- Nie mogę
się doczekać, żeby zobaczyć zdjęcie ciebie jako uroczej dziesięciorocznej
dziewczynki – odpowiada z udawaną powagą Zane. – No dalej, zobaczmy je.
- Okej. –
Ściskam zdjęcie w ręce. – Będziesz się śmiał, więc z góry ci wybaczam.
Uderzam
zdjęciem w jego klatkę piersiową. Bierze je i patrzy na nie spod przymrużonych
powiek w przygasającym świetle. Potem jego oczy się powiększają. – Cholera
jasna – mówi. – Czy ta dziewczyna cię zjadła?
- Ha, nie.
Jesteś zabawny. – Zabieram mu zdjęcie. – No i byłam bardzo gruba. To wina
mojego ojca. Nigdy mnie nie przytulał.
- Więc co,
zjadłaś go?
Uderzam go w
ramię. – Jesteś taki wredny.
Śmieje się i
chwyta moją dłoń. – Dobra, przepraszam. Mogę je jeszcze raz zobaczyć? Obiecuję,
że będę się zachowywał.
-
Spróbowałbyś nie – burczę.
Podaję mu
zdjęcie, a on ostrożnie mu się przygląda. Tak naprawdę nie mam nic przeciwko
jego droczeniu się – wiem, że byłam ceglanym domem. Ale pokazywanie mu mojej
grubej, dziesięcioletniej ja było trochę wyznaniem. Czy teraz będzie patrzył na
mnie inaczej?
- Byłaś
urocza – mówi w końcu Zane, oddając mi je.
- Nie byłam
– poprawiam go. – Wyglądałam dziwnie. Miałam te jaśniutkie włosy razem z tą
jasną skórą i oczy o zabawnym kształcie. Wyglądałam jak kosmitka. Gruba, blond
kosmitka.
- E tam.
Byłaś egzotyczna.
Wywracam
oczami. – Okej. A ty jak wyglądałeś, będąc dzieckiem?
Zane siada,
zginając swoje długie nogi i opiera ramiona o kolana. – Ach, no wiesz, prawie
tak samo jak teraz, tyle że niższy. I rozkoszny, oczywiście.
- Ta? Założę
się, że byłeś małym bachorem.
- Ja? Nie,
byłem dobrym dzieciakiem. Kiedy miałem, nie wiem – może pięć lat – zwykłem
mówić wszystkim, że jestem Chińczykiem.
- Co? –
Zaczynam się śmiać. – Dlaczego?
Zane wzrusza
ramionami, uśmiechając się lekko i drapiąc po brodzie. – Sam nie wiem. Mieliśmy
chińską kucharkę. Chyba podobało mi się, jak mówiła. Dobra, byłem dziwny.
- To jest
trochę dziwne – zgadzam się. – Kim chciałeś być w dorosłości? Zawsze chciałeś być inżynierem
oprogramowania?
- Nie, do
diabła – chichocze. – Uch… dozorcą szkolnym. Co? Nie śmiej się. – Szturcha mnie
ramieniem. – Podobał mi się zielony kombinezon.
- O tak,
totalnie cię w takim widzę – mówię, też go szturchając. – Wyglądałabyś gorąco.
- Wyglądałbym gorąco – odpowiada. Kiedy
prycham, rzuca na mnie garść piasku. – Twoja kolej, Mercer. Kim chciałaś być?
- Dinozaurem
– mówię rzeczowo, a on śmieje się. – Chyba chciałam być pisarką.
- A teraz
nią jesteś. Udało ci się.
Wzruszam
ramionami skrępowana. – Nie bardzo – mruczę. – Po prostu wymyślam rzeczy, o
których wydaje mi się, że chcieliby przeczytać ludzie.
Zane
przekrzywia głowę, mrużąc oczy w gasnącym różowawym świetle. – Dla mnie brzmi
to jak pisarka.
- Nie, to
nie to samo. – Kręcę głową. – Dla mnie nie jest to tak naprawdę pisanie,
ponieważ nie piszę tego… co chcę pisać. Piszę to, co się sprzedaje. To
przestrzeganie sposobu odnoszącego sukcesy, wiesz? Wszystkie popularne książki
są tą samą historią ze zmienionymi tytułami. Nawet nie lubię związanej z tym
procedury, bo czuję się jak sprzedajna osoba.
- Hej,
zapłaciłaś tym rachunki medyczne twojej mamy, prawda? Brzmi to dla mnie
cholernie wspaniale. – Zane sięga, żeby pociągnąć za lok moich włosów. – Gdyby
to było takie proste, wszyscy byśmy to robili.
Wzdycham
ponuro, wbijając nagie palce w chłodny piasek. – Może.
- Czasami
musisz iść trochę na kompromis, żeby dotrzeć do punktu, gdzie możesz robić to
co chcesz – mówi filozoficznie Zane. – Myślę, że jesteś w tym punkcie, Violet.
- Dochodzę
tam – mruczę. Potrząsam głową. – Zmieńmy temat. Uch… kiedy straciłeś
dziewictwo?
Rzuca mi
spojrzenie. – Ty pierwsza – kiedy chcesz
stracić swoje dziewictwo?
Śmieję się
nerwowo. – Mhm! Zapytałam pierwsza.
- Tak, ale
moje pytanie jest ważniejsze. A więc… sądzę, że twoja odpowiedź lepsza byłaby w
pokazie niż słowach.
Pochylam
się, żeby go walnąć, ale łapie mnie i pcha do tyłu. Chwilę siłujemy się i w
końcu ląduję na plecach w piasku, a on góruje nade mną.
Zane patrzy
na mnie ze swojej pozycji na górze. – Wygrałem – mówi z zadowoleniem.
Większość
wagi opiera na przedramionach, więc czemu nie mogę oddychać? Och, racja, on
zawsze mi to robi, kiedy dotykają się nasze ciała. Zanurzam się w jego cieple,
zapachu. Gdybyśmy się pocałowali, smakowałoby lekko słono, jak powietrze
oceaniczne.
Jego twarz
znajduje się kilka centymetrów od mojej. – Oszukiwałeś – mówię cicho, patrząc w
jego ciemne, błyszczące oczy. – Próbujesz odwrócić moją uwagę.
Łagodnie
odsuwa z mojej twarzy parę zbłąkanych pasemek włosów. – Działa, prawda?
- Hej,
dzieciaki! Żadnego publicznego cudzołożenia! Znajdźcie sobie pokój!
Nagły okrzyk
jest szokujący. Podnosimy z Zanem wzrok, znajdując dziwacznego, chudego faceta
z postrzępionymi rudymi włosami i długą brodą, uśmiechającego się do nas
bezzębnie. Podciąga swoje wytarte szorty i chichocze maniakalnie, odchodząc.
Patrzymy na
siebie i wybuchamy śmiechem. Zane przewraca mnie na siebie, tak że siedzę
okrakiem na jego biodrach. Kładzie ręce pod głową w zrelaksowanej pozycji.
- Widok
podobałby mi się o wiele lepiej, gdybyś miała na sobie mniej ubrań – mruczy.
Ten leniwy, seksowny uśmiech powrócił na jego twarz.
- Jasne,
może więc zdejmę bluzkę, co? – Spoglądam na niewielkie kropki ludzi chodzących
daleko po plaży. – Myślisz, że zarobiłabym coś za pokazanie moich dziewczynek?
Zane śmieje
się. – Kochanie, dam ci teraz tysiaka, którego mam w kieszeni, jeśli pokażesz
mi swoje dziewczynki.
- Och, czy
to to jest w twojej kieszeni? – pytam
niewinnie. – Więc takie uczucie ma tysiąc dolarów.
- Nie, takie
uczucie ma osiem w…
Zakrywam mu
usta, po czym mocno dźgam w twardy, płaski brzuch. – No więc – chrząkam. – Ile
miałeś lat, kiedy zrobiłeś to pierwszy raz?
Zane bierze
moją dłoń i całuje. – Ale nie osądzaj mnie. Dwanaście.
Rozszerzam
oczy z niedowierzeniem. – Co takiego?! Czy to… czy ty byłeś…?
- Była
starszą kobietą – trzynastolatka. – Gdy urywa, uroczo mruży na mnie oczy. –
Byłem tak jakby przedwcześnie dojrzały. Po tym jak mama się zabiła, trochę
oszalałem. Dużo piłem, spałem z każdą dziewczyną, wystarczająco głupią, żeby mi
nie odmówić… nie wiem co starałem się udowodnić.
Zsuwam się z
niego i kładę obok na piasku. – Kurczę, byłeś tylko dzieckiem, próbującym
poradzić sobie w okropnej sytuacji w jakikolwiek sposób.
- Ta. – Zane
cicho wypuszcza powietrze, podnosząc wzrok na zachmurzone niebo. – Chcesz
wiedzieć coś całkiem popieprzonego? Nie byłem smutny, że umarła. Byłem
wkurzony. Bo raz jeszcze spieprzyła moje życie swoim szalonym gównem. Wiesz,
nawet za nią nie tęskniłem – jej śmierć była dla mnie tylko niedogodnością.
Chyba to robi ze mnie dupka, co?
Uważam, żeby
nie oderwać spojrzenia od nieba. – Nie. Mówiłeś, że ledwie ją znałeś i że
wszystkie twoje wspomnienia z nią związane były traumatyczne. To że jest twoją
mamą, nie znaczy, że masz ją kochać. Była tylko jakąś biedną, szaloną panią,
której zdarzyło się ciebie urodzić. Może po prostu poczułeś ulgę, że już nie
cierpiała.
Milczy przez
minutę, po czym odwraca głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Gdzie byłaś, kiedy
miałem dwanaście lat?
- Cóż, ja
miałam dziewięć. – Przenoszę na niego wzrok. – I prawdopodobnie byłam zamknięta
w wozie z Ho Ho, wyjadając moją drogę na wolność. Tak, to naprawdę się
zdarzyło.
Zane
przekręca się na brzuch, śmiejąc. – Założę się, że byłaś niesamowita.
- Chyba –
mówię skromnie.
Wyciąga rękę
i leciutko przeciąga palcem po moim policzku. Jego oczy wydają się pociemnieć z
jakąś poważną emocją. – Polubiłbym cię nawet wtedy.
Intensywność
jego spojrzenia jest zbyt wielka do zniesienia. Sprawia że czuję się bezradna,
odkryta. Zrywam kontakt, odwracając się. – Lubisz grube laski, co? – mówię,
odsuwając włosy.
Zane łapie
moją brodę, sprawiając, żebym na niego spojrzała. Jego oczy patrzą spokojnie w
moje. – Lubię dziewczyny z oczami koloru miodu i cynamonu, ustami, których nie
mogę przestać całować i niewiarygodnym ciałem stworzonym, żeby pasować do
mojego.
Gdybym była
w stanie mówić, totalnie zrujnowałabym ten moment mówiąc coś głupiego, jak „I
kto by to był?” albo „penis”.
Dzięki Bogu,
że oniemiałam.
Zane nachyla
się. Jego usta opadają na moje, zabierając wszystkie przytomne myśli.
Opadam w
słodkie, złote światło. Dotyk i jego smak! Miękkość i twardość, światło i
ciemność, przyjemność i ból… Ból jest przyjemnym cierpieniem, potrzebą, której
nie potrafię wyjaśnić. Otaczam ramionami szyję Zane’a i przyciągam go bliżej.
On jest… wszystkim.
Całujemy się
nieskończoną chwilę. Zane pierwszy się odsuwa, utrzymując kontakt wzrokowy.
Jestem
oszołomiona uczuciami. Jak całowanie może być bardziej… intymne niż rzeczy,
które zrobiliśmy na kuchennym stole tamtego wieczora?
- Muszę
przestać – mówi, całując czubek mojego nosa. Uśmiecha się do mnie krzywo. –
Chcesz popływać? Przydałoby mi się odwrócenie uwagi.
Śmieję się
drżąco. – Mi też.
Zane łatwo
podnosi się, po czym mi pomaga. Nie przejmujemy się podwinięciem dżinsów, po
prostu wchodzimy do wody i patrzymy na pofałdowane fale.
- Ja też
byłam na nią wkurzona – nagle rzucam. – Na moją mamę. Wiedziała – wiedziała, że
dzieje się z nią coś złego. Czuła guza w piersi, ale zaprzeczała temu. Wciąż
myślałam, że gdyby była odpowiedzialna co do jej zdrowia, mogliby wcześnie go
znaleźć i zająć się nim. Rak… on mnie zaskoczył, wiesz? Myślałam, że miała
grypę.
Wyduszam
śmiech. Zane bierze moją rękę w swoją. Ciepło jego uścisku wzmacnia mnie.
- Ciągle
myślę, że wróci, kiedy będę się tego najmniej spodziewać. Gdy będę
najszczęśliwsza. Więc zawsze boję się być szczęśliwą.
Zane
spogląda w horyzont. – Wiesz, jest tak wiele rzeczy, które mogą pójść źle na
tym świecie, że mogłabyś spędzić całe życie martwiąc się nimi i zapomnieć
doceniać każdą chwilę, jaką z kimś masz. Potem myślisz „Boże, czemu nie byłem
wdzięczny za to co miałem, kiedy to miałem?”. – Patrzy na mnie. – Wiesz jaki
jest sekret na szczęśliwe życie?
Kręcę głową,
ciche łzy spływają po moich policzkach.
Ściska moją
rękę. – Nie żałuj. Po prostu żyj chwilą.
Stoimy po
kolana w wodzie, trzymając się za ręce. Cisza jest ogłuszająca od słów, których
nie wypowiadamy. Czuję jego obecność obok siebie jakby była przedłużeniem
mojego ciała, wysoka i silna i tak bardzo piękna. Ale nie mogę na niego
spojrzeć. W tej chwili zbyt cholernie to boli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz