11.3.14

Rozdział 16

Do bani jest, że Zane jest półtorej godziny stąd w Los Angeles, ale cały czas rozmawiamy ze sobą przez komórkę, a on przyjeżdża, żeby mnie zobaczyć, kiedy tylko może. Wciąż musimy się ukrywać, bo panicznie boję się, że wpadniemy na moją mamę – dlatego unikamy znanych miejsc. Jestem rozdarta między chęcią pochwalenia się Zane’a ludziom, których znam, a utrzymaniem go w moim własnym sekreciku. Jemu nie przeszkadza żadna z tych rzeczy. Chodzimy na filmy w innych miastach, jemy kolacje w restauracjach tak ekskluzywnych i kosztownych, że jestem pewna, iż nikogo na nie nie stać.
O, i jest coś, co naprawdę mnie drażni: wszędzie gdzie pójdziemy, dziewczyny ciągle przystawiają się do niego! Jawnie i tuż przede mną – kiedy, wyraźnie, jesteśmy razem. Zane reaguje z doświadczoną życzliwością, sugerującą że zdarza mu się to cały czas. Jednakże ja nie znoszę tego tak dobrze jak on. Tak, okazuje się, że jestem zazdrosną dziwaczką, która nie ma problemu z powiedzeniem s, że musi się odczepić, do diabła. Zane uważa, że to zabawne, ale mnie to naprawdę martwi. Kto wie, ile dziewczyn go podrywa, gdy jest w Los Angeles? Czy on odwzajemnia flirtowanie? Gorączkowo nad tym rozmyślam, ale nie mogę zmusić się do zapytania go o to czy poproszenie o określenie naszego związku. Boję się tego, co powie.
Najbardziej lubię chwile, kiedy spędzamy czas na plaży nocą. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Opowiadam mu o moim nudnym dniu w szkole, on opowiada mi o skomplikowanym projekcie, nad którym pracuje.
Teraz właśnie to robimy. Spędzamy czas na plaży.
- Dobra, jesteś pewien, że chcesz to zobaczyć?
Siedzę na kolanach, twarzą do Zane’a. On ma zwrócony do mnie profil, jest rozłożony na piasku, opierając się na łokciach i patrząc na fale obijające się o brzeg. Bryza dmucha łagodnie w jego krótkie, ciemne włosy, ale moimi pasmami rzuca niemiłosiernie.
- Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć zdjęcie ciebie jako uroczej dziesięciorocznej dziewczynki – odpowiada z udawaną powagą Zane. – No dalej, zobaczmy je.
- Okej. – Ściskam zdjęcie w ręce. – Będziesz się śmiał, więc z góry ci wybaczam.
Uderzam zdjęciem w jego klatkę piersiową. Bierze je i patrzy na nie spod przymrużonych powiek w przygasającym świetle. Potem jego oczy się powiększają. – Cholera jasna – mówi. – Czy ta dziewczyna cię zjadła?
- Ha, nie. Jesteś zabawny. – Zabieram mu zdjęcie. – No i byłam bardzo gruba. To wina mojego ojca. Nigdy mnie nie przytulał.
- Więc co, zjadłaś go?
Uderzam go w ramię. – Jesteś taki wredny.
Śmieje się i chwyta moją dłoń. – Dobra, przepraszam. Mogę je jeszcze raz zobaczyć? Obiecuję, że będę się zachowywał.
- Spróbowałbyś nie – burczę.
Podaję mu zdjęcie, a on ostrożnie mu się przygląda. Tak naprawdę nie mam nic przeciwko jego droczeniu się – wiem, że byłam ceglanym domem. Ale pokazywanie mu mojej grubej, dziesięcioletniej ja było trochę wyznaniem. Czy teraz będzie patrzył na mnie inaczej?
- Byłaś urocza – mówi w końcu Zane, oddając mi je.
- Nie byłam – poprawiam go. – Wyglądałam dziwnie. Miałam te jaśniutkie włosy razem z tą jasną skórą i oczy o zabawnym kształcie. Wyglądałam jak kosmitka. Gruba, blond kosmitka.
- E tam. Byłaś egzotyczna.
Wywracam oczami. – Okej. A ty jak wyglądałeś, będąc dzieckiem?
Zane siada, zginając swoje długie nogi i opiera ramiona o kolana. – Ach, no wiesz, prawie tak samo jak teraz, tyle że niższy. I rozkoszny, oczywiście.
- Ta? Założę się, że byłeś małym bachorem.
- Ja? Nie, byłem dobrym dzieciakiem. Kiedy miałem, nie wiem – może pięć lat – zwykłem mówić wszystkim, że jestem Chińczykiem.
- Co? – Zaczynam się śmiać. – Dlaczego?
Zane wzrusza ramionami, uśmiechając się lekko i drapiąc po brodzie. – Sam nie wiem. Mieliśmy chińską kucharkę. Chyba podobało mi się, jak mówiła. Dobra, byłem dziwny.
- To jest trochę dziwne – zgadzam się. – Kim chciałeś być w dorosłości?  Zawsze chciałeś być inżynierem oprogramowania?
- Nie, do diabła – chichocze. – Uch… dozorcą szkolnym. Co? Nie śmiej się. – Szturcha mnie ramieniem. – Podobał mi się zielony kombinezon.
- O tak, totalnie cię w takim widzę – mówię, też go szturchając. – Wyglądałabyś gorąco.
- Wyglądałbym gorąco – odpowiada. Kiedy prycham, rzuca na mnie garść piasku. – Twoja kolej, Mercer. Kim chciałaś być?
- Dinozaurem – mówię rzeczowo, a on śmieje się. – Chyba chciałam być pisarką.
- A teraz nią jesteś. Udało ci się.
Wzruszam ramionami skrępowana. – Nie bardzo – mruczę. – Po prostu wymyślam rzeczy, o których wydaje mi się, że chcieliby przeczytać ludzie.
Zane przekrzywia głowę, mrużąc oczy w gasnącym różowawym świetle. – Dla mnie brzmi to jak pisarka.
- Nie, to nie to samo. – Kręcę głową. – Dla mnie nie jest to tak naprawdę pisanie, ponieważ nie piszę tego… co chcę pisać. Piszę to, co się sprzedaje. To przestrzeganie sposobu odnoszącego sukcesy, wiesz? Wszystkie popularne książki są tą samą historią ze zmienionymi tytułami. Nawet nie lubię związanej z tym procedury, bo czuję się jak sprzedajna osoba.
- Hej, zapłaciłaś tym rachunki medyczne twojej mamy, prawda? Brzmi to dla mnie cholernie wspaniale. – Zane sięga, żeby pociągnąć za lok moich włosów. – Gdyby to było takie proste, wszyscy byśmy to robili.
Wzdycham ponuro, wbijając nagie palce w chłodny piasek. – Może.
- Czasami musisz iść trochę na kompromis, żeby dotrzeć do punktu, gdzie możesz robić to co chcesz – mówi filozoficznie Zane. – Myślę, że jesteś w tym punkcie, Violet.
- Dochodzę tam – mruczę. Potrząsam głową. – Zmieńmy temat. Uch… kiedy straciłeś dziewictwo?
Rzuca mi spojrzenie. – Ty pierwsza – kiedy chcesz stracić swoje dziewictwo?
Śmieję się nerwowo. – Mhm! Zapytałam pierwsza.
- Tak, ale moje pytanie jest ważniejsze. A więc… sądzę, że twoja odpowiedź lepsza byłaby w pokazie niż słowach.
Pochylam się, żeby go walnąć, ale łapie mnie i pcha do tyłu. Chwilę siłujemy się i w końcu ląduję na plecach w piasku, a on góruje nade mną.
Zane patrzy na mnie ze swojej pozycji na górze. – Wygrałem – mówi z zadowoleniem.
Większość wagi opiera na przedramionach, więc czemu nie mogę oddychać? Och, racja, on zawsze mi to robi, kiedy dotykają się nasze ciała. Zanurzam się w jego cieple, zapachu. Gdybyśmy się pocałowali, smakowałoby lekko słono, jak powietrze oceaniczne.
Jego twarz znajduje się kilka centymetrów od mojej. – Oszukiwałeś – mówię cicho, patrząc w jego ciemne, błyszczące oczy. – Próbujesz odwrócić moją uwagę.
Łagodnie odsuwa z mojej twarzy parę zbłąkanych pasemek włosów. – Działa, prawda?
- Hej, dzieciaki! Żadnego publicznego cudzołożenia! Znajdźcie sobie pokój!
Nagły okrzyk jest szokujący. Podnosimy z Zanem wzrok, znajdując dziwacznego, chudego faceta z postrzępionymi rudymi włosami i długą brodą, uśmiechającego się do nas bezzębnie. Podciąga swoje wytarte szorty i chichocze maniakalnie, odchodząc.
Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem. Zane przewraca mnie na siebie, tak że siedzę okrakiem na jego biodrach. Kładzie ręce pod głową w zrelaksowanej pozycji.
- Widok podobałby mi się o wiele lepiej, gdybyś miała na sobie mniej ubrań – mruczy. Ten leniwy, seksowny uśmiech powrócił na jego twarz.
- Jasne, może więc zdejmę bluzkę, co? – Spoglądam na niewielkie kropki ludzi chodzących daleko po plaży. – Myślisz, że zarobiłabym coś za pokazanie moich dziewczynek?
Zane śmieje się. – Kochanie, dam ci teraz tysiaka, którego mam w kieszeni, jeśli pokażesz mi swoje dziewczynki.
- Och, czy to to jest w twojej kieszeni? – pytam niewinnie. – Więc takie uczucie ma tysiąc dolarów.
- Nie, takie uczucie ma osiem w…
Zakrywam mu usta, po czym mocno dźgam w twardy, płaski brzuch. – No więc – chrząkam. – Ile miałeś lat, kiedy zrobiłeś to pierwszy raz?
Zane bierze moją dłoń i całuje. – Ale nie osądzaj mnie. Dwanaście.
Rozszerzam oczy z niedowierzeniem. – Co takiego?! Czy to… czy ty byłeś…?
- Była starszą kobietą – trzynastolatka. – Gdy urywa, uroczo mruży na mnie oczy. – Byłem tak jakby przedwcześnie dojrzały. Po tym jak mama się zabiła, trochę oszalałem. Dużo piłem, spałem z każdą dziewczyną, wystarczająco głupią, żeby mi nie odmówić… nie wiem co starałem się udowodnić.
Zsuwam się z niego i kładę obok na piasku. – Kurczę, byłeś tylko dzieckiem, próbującym poradzić sobie w okropnej sytuacji w jakikolwiek sposób.
- Ta. – Zane cicho wypuszcza powietrze, podnosząc wzrok na zachmurzone niebo. – Chcesz wiedzieć coś całkiem popieprzonego? Nie byłem smutny, że umarła. Byłem wkurzony. Bo raz jeszcze spieprzyła moje życie swoim szalonym gównem. Wiesz, nawet za nią nie tęskniłem – jej śmierć była dla mnie tylko niedogodnością. Chyba to robi ze mnie dupka, co?
Uważam, żeby nie oderwać spojrzenia od nieba. – Nie. Mówiłeś, że ledwie ją znałeś i że wszystkie twoje wspomnienia z nią związane były traumatyczne. To że jest twoją mamą, nie znaczy, że masz ją kochać. Była tylko jakąś biedną, szaloną panią, której zdarzyło się ciebie urodzić. Może po prostu poczułeś ulgę, że już nie cierpiała.
Milczy przez minutę, po czym odwraca głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Gdzie byłaś, kiedy miałem dwanaście lat?
- Cóż, ja miałam dziewięć. – Przenoszę na niego wzrok. – I prawdopodobnie byłam zamknięta w wozie z Ho Ho, wyjadając moją drogę na wolność. Tak, to naprawdę się zdarzyło.
Zane przekręca się na brzuch, śmiejąc. – Założę się, że byłaś niesamowita.
- Chyba – mówię skromnie.
Wyciąga rękę i leciutko przeciąga palcem po moim policzku. Jego oczy wydają się pociemnieć z jakąś poważną emocją. – Polubiłbym cię nawet wtedy.
Intensywność jego spojrzenia jest zbyt wielka do zniesienia. Sprawia że czuję się bezradna, odkryta. Zrywam kontakt, odwracając się. – Lubisz grube laski, co? – mówię, odsuwając włosy.
Zane łapie moją brodę, sprawiając, żebym na niego spojrzała. Jego oczy patrzą spokojnie w moje. – Lubię dziewczyny z oczami koloru miodu i cynamonu, ustami, których nie mogę przestać całować i niewiarygodnym ciałem stworzonym, żeby pasować do mojego.
Gdybym była w stanie mówić, totalnie zrujnowałabym ten moment mówiąc coś głupiego, jak „I kto by to był?” albo „penis”.
Dzięki Bogu, że oniemiałam.
Zane nachyla się. Jego usta opadają na moje, zabierając wszystkie przytomne myśli.
Opadam w słodkie, złote światło. Dotyk i jego smak! Miękkość i twardość, światło i ciemność, przyjemność i ból… Ból jest przyjemnym cierpieniem, potrzebą, której nie potrafię wyjaśnić. Otaczam ramionami szyję Zane’a i przyciągam go bliżej. On jest… wszystkim.
Całujemy się nieskończoną chwilę. Zane pierwszy się odsuwa, utrzymując kontakt wzrokowy.
Jestem oszołomiona uczuciami. Jak całowanie może być bardziej… intymne niż rzeczy, które zrobiliśmy na kuchennym stole tamtego wieczora?
- Muszę przestać – mówi, całując czubek mojego nosa. Uśmiecha się do mnie krzywo. – Chcesz popływać? Przydałoby mi się odwrócenie uwagi.
Śmieję się drżąco. – Mi też.
Zane łatwo podnosi się, po czym mi pomaga. Nie przejmujemy się podwinięciem dżinsów, po prostu wchodzimy do wody i patrzymy na pofałdowane fale.
- Ja też byłam na nią wkurzona – nagle rzucam. – Na moją mamę. Wiedziała – wiedziała, że dzieje się z nią coś złego. Czuła guza w piersi, ale zaprzeczała temu. Wciąż myślałam, że gdyby była odpowiedzialna co do jej zdrowia, mogliby wcześnie go znaleźć i zająć się nim. Rak… on mnie zaskoczył, wiesz? Myślałam, że miała grypę.
Wyduszam śmiech. Zane bierze moją rękę w swoją. Ciepło jego uścisku wzmacnia mnie.
- Ciągle myślę, że wróci, kiedy będę się tego najmniej spodziewać. Gdy będę najszczęśliwsza. Więc zawsze boję się być szczęśliwą.
Zane spogląda w horyzont. – Wiesz, jest tak wiele rzeczy, które mogą pójść źle na tym świecie, że mogłabyś spędzić całe życie martwiąc się nimi i zapomnieć doceniać każdą chwilę, jaką z kimś masz. Potem myślisz „Boże, czemu nie byłem wdzięczny za to co miałem, kiedy to miałem?”. – Patrzy na mnie. – Wiesz jaki jest sekret na szczęśliwe życie?
Kręcę głową, ciche łzy spływają po moich policzkach.
Ściska moją rękę. – Nie żałuj. Po prostu żyj chwilą.

Stoimy po kolana w wodzie, trzymając się za ręce. Cisza jest ogłuszająca od słów, których nie wypowiadamy. Czuję jego obecność obok siebie jakby była przedłużeniem mojego ciała, wysoka i silna i tak bardzo piękna. Ale nie mogę na niego spojrzeć. W tej chwili zbyt cholernie to boli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz