11.3.14

Rozdział 8

- Wołowina i brokuły – ogłasza Lauren, podnosząc pokrywkę patelni na kuchence. Cała kuchnia wypełniona jest pikantnym aromatem wołowiny i sosu pieczeniowego. Bierze łyżkę z szuflady, wybiera trochę bulionu i mi podaje.
Dmucham, żeby go ochłodzić, po czym próbuję. – Dobre! – oświadczam.
Dzisiaj jem kolację u Lauren. Niańczymy bliźniaczki i małą Briannę, kiedy jej mama pracuje na podwójnej zmianie w szpitalu.
Uwielbiam Briannę. Jest najsłodszą małą rzeczą z blond lokami i szerokimi szarymi oczami. Jest taka słodka, a także spokojna. Teraz ząbkuje, ale wydaje tylko ciche kwilące dźwięki na moim ramieniu. To takie urocze. Przez sposób, w jakim oddycha, mogę stwierdzić, że zaraz zaśnie.
- Ryż wciąż nie jest gotowy – oznajmia Lauren, sprawdzając garnek. – Jeszcze kilka minut.
- Okej – mówię. – Pójdę położyć Briannę. Śpi.
- O, możesz powiedzieć bliźniaczkom, że czas umyć się na kolację?
Cicho jęczę. – Muszę? Wciąż nie pozbierałam się po tym, jak przyłapałam je na francuskim pocałunku z plakatem Aidena Crossa.
Lauren śmieje się, nawet, kiedy robi minę. – Były bardziej zawstydzone od ciebie.
- Ta, nigdy wcześniej nie widziałam tego odcienia czerwieni na ludzkiej twarzy.
Ostrożnie układam dziecko w pokoju mamy Lauren. Cicho wzdycha i przewraca się na bok – takie urocze!
Zastanawiam się, co bym zrobiła, gdyby mama kiedyś mi powiedziała, że jest w ciąży? Jednocześnie byłabym przerażona i podekscytowana.
Włączam elektroniczną nianię i biorę drugi sprzęt, byśmy mogły słuchać Brianny. Potem przechodzę przez korytarz do pokoju, który dzielą bliźniaczki i Lauren.
- Za niedługo będzie gotowa kolacja – mówię, wsuwając głowę do środka. – Lauren mówi, żeby się umyć.
Dzięki Bogu tylko malują paznokcie u stóp. Identyczne głowy podnoszą się, żeby na mnie spojrzeć.
- Co mamy? Dobrze pachnie. – Chce wiedzieć Ashley.
- Wołowiny i brokuły.
Bliźniaczki wymieniają się skrzywionymi minami.
- Jest dobre – mówię, odwracając się do wyjścia.
- Hej, V?
Zatrzymuje mnie głos Kylie. – Tak?
- To prawda, że mieszkasz teraz z facetem?
- Co?! – Piorunuję wzrokiem chichoczące dziewczyny. – Znowu podsłuchiwałyście?
- Naprawdę jest seksowny? – pyta jeden z potworów.
- Śpicie w tym samym łóżku? – Na drugiej twarzy pojawia się uśmieszek.
- Nie! I ja nawet nie… ugh! Wiecie co? – Ostrzegawczo celuję w nie palcem. – Przestańcie podsłuchiwać! I z nikim nie śpię!
- Dlatego jesteś taka zrzędliwa?
Bliźniaczki wybuchają śmiechem. Zboczone małe smarkacze. Odchodzę, głośno tupiąc.
- Twoje siostry są złe – mówię Lauren, wracając do kuchni. – Podsłuchały naszą rozmowę o moim nowym ustawieniu mieszkaniowym. Na poważnie zapytały mnie czy śpię z Zanem!
Lauren śmieje się. – Widzisz, pamiętasz, jak narzekałaś, że jesteś jedynaczką? Dlatego właśnie chciałam cię uderzyć.
- Taa, chciałam młodszą siostrę albo brata, nie nastoletnie demony.
- Ha, cóż, dzieci ostatecznie dorastają. – Lauren znowu sprawdza ryż. – Zrobiony. Więc jak się ma twój gorący współlokator?
- Nie widziałam go – mówię, wzruszając ramionami. Wyciągam z kredensu cztery talerze i podaję je jej, żeby nałożyła na nie jedzenie. – Prawie w ogóle nie ma go w domu, a kiedy jest, to zazwyczaj z inną seksowną dziewczyną. To jak mieszkanie w domu bractwa.
- Twoja mama by oszalała, gdyby się dowiedziała.
- Wiem! Rozmawiałam z Jane dziś rano. Powiedziała, że gorączka dziecka spadła, naprawdę są optymistyczni co do jego szans.
Lauren uśmiecha się z ulgą. – To wspaniale. Jak czuje się jej córka?
- W porządku. Lekarze mówią teraz, że ma on dziewięćdziesiąt procent szansy przeżycia, czym są podekscytowani. Jane mówi, że prawdopodobnie będzie musiała przylecieć do domu pod koniec miesiąca, bo wtedy musi uzupełnić zapasy.
- Rozmawiała już z twoją mamą?
- Tak, ale trzymała buzię na kłódkę. Naprawdę nie chce psuć szczęścia mamy, ja również. – Biorę talerze, które daje mi Lauren i kładę je na stole. – Chce się oczyścić, gdy wróci mama, ale zdusiłam to w zarodku. Po co złościć ją na nic, prawda? To nie tak, że ja coś z nim robię.
- Mhm. To tylko kwestia czasu – przewiduje Lauren. – Lubisz go.
- Ledwie go znam – drwię. – I powinnaś zobaczyć rodzaj dziewczyn – tak naprawdę kobiet – z jakimi się umawia. Naprawdę nie jestem w jego typie.
- Jasne. Widelec czy łyżka?
- Oba. Więc naprawdę myślisz, że nie jestem w jego typie?
Wywraca oczami. – Nie wiem, nigdy go nie spotkałam. Chcesz mrożoną herbatę?
- Wezmę. – Podchodzę do lodówki, żeby wyjąć dzbanek. – Cóż, myślisz, że ja…
Milknę, gdy bliźniaczki wpadają do kuchni. Dobrze. Nie wiem dlaczego zastanawiam się czy jestem typem Zane’a, czy nie. Jakby to w ogóle miało znaczenie. Jestem pewna, że on widzi mnie tylko jako swoją przyszłą przyrodnią siostrę, głupią paplę, z którą zmuszony jest wytrzymywać przez miesiąc.
Boże, jestem taką frajerką. Pożądam faceta, który nigdy dwa razy nie spojrzy w moim kierunku. Matt nawet mnie nie pragnął, czemu do diabła chciałby facet taki, jak Zane? W ogóle czemu bym chciała, żeby tak było? On jest z inną dziewczyną każdego dnia tygodnia, wyraźnie jest podrywaczem.
Ugh. Muszę przestać o nim myśleć.
Po kolacji Lauren pyta czy chcę zacząć nasze eseje na angielski. Przypominam jej, że jutro zaczynam pracę, więc muszę iść do łóżka. Wtedy Ashley mówi coś o moim chłopaku, który mnie utuli do łóżka. Wychodzę, żeby nie musieć wymyślać na to bystrej odpowiedzi.
W drodze do domu staram się psychicznie przygotować na pobudkę o piątej rano. Będę pracować na porannej zmianie, od szóstej do czternastej w Sunset Parks Assisted Living. To będzie tam mój drugi rok jako pomocnica. Praca zasadniczo obejmuje pomaganie starszym mieszkańcom z zadaniami życia codziennego – podnoszenie ich rano, porządkowanie ich pokojów, pomaganie im w myciu, i tak dalej.
Tak naprawdę jest to o wiele trudniejsza praca, na jaką brzmi. Całkiem dużo biegam, żeby zrobić wszystko na czas. Każdy mieszkaniec ma harmonogram, którego surowo się trzyma i długo wysłuchuję się narzekań, jeżeli nie dotrę do ich pokoi na czas. Starsi faceci tak bardzo się nie przejmują, ale panie – przyciskają guziki przywołujące, jeżeli jesteś choćby parę minut spóźniona.
Jednak kocham tam być i kocham wszystkich moich staruszków. Kiedy już opracuje się harmonogram i nauczy rutyny każdego mieszkańca, to jest łatwiej. Pracowałam tam w zeszłe lato i w weekendy podczas szkoły, więc dość dobrze poznałam tych ludzi. Tęskniłam za nimi i powinnam ich szybciej odwiedzić, lecz tak jakby czas mi uciekł.
Zastanawiam się czy mamy jakichś nowych mieszkańców i staram się nie myśleć o tych, których mogliśmy stracić.
Gdy docieram do domu, sprawdzam garaż czy nie ma auta Zane’a. Oczywiście, że nie ma. Nie wiem czy czuć ulgę, czy rozczarowanie.
Postanawiam, że długi, gorący prysznic sprawi, że będę czuć się dobrze i śpiąca. Zbieram swoje rzeczy i kieruję się do pokoju Zane’a.
Tak jak zawsze zwalczam chęć do pomyszkowania. Nie bardzo lubi dekorować, tak jak ja. Jego pokój zawiera podstawy, żadnych osobistych dodatków ani zdjęć. Ma bardzo drogo wyglądający laptop na biurku, ale żadnego znaku innego sprzętu komputerowego. Pomyśleć można, że inżynier oprogramowania będzie miał wszędzie wszystkie rodzaje nowoczesnych pierdół. Jednak jak wielu znam inżynierów oprogramowania – zwłaszcza takich o wyglądzie Zane’a?
Cóż, przynajmniej nie jest flejtuchem. Zastanawiam się, co jest w jego szafie?
Czując odwagę, szybko zerkam.  Hmm… pełno ubrań, butów, ciężarki… och, cudownie tutaj pachnie, jakby jakiś ostry rodzaj leśnej wody kolońskiej.
Wydaje mi się, że usłyszałam drzwi i podskakuję jakąś milę. Okazuje się, że to tylko moja paranoja. I tak pędzę do łazienki.
Prysznic był świetnym pomysłem. Wychodzę, czując senność i zrelaksowanie. Wkładam ulubiony różowy top i pasujące spodnie od piżamy, potem używam mojej łazienki do umycia zębów i jestem skończona.
Nieźle, czas walnąć się do wyrka.
Kładę się na łóżku, ale nie mogę się wygodnie ułożyć. Nie cierpię tego, kiedy wiem, że muszę gdzieś być rano i muszę na to dobrze się wyspać. Oczekiwanie zazwyczaj sprawia, że rzucam się i wywracam godzinami.
To nie działa. Postanawiam wstać. Jestem trochę głodna, więc może przekąska pomoże.
To jedna dobra rzecz w mieszkaniu tutaj; kuchnia zawsze jest dobrze zaopatrzona. Zane ledwo tutaj jest, ale ktoś uzupełnia lodówkę i szafki zdrowym jedzeniem. Kupowałam trochę niezdrowego jedzenia i gotowe dania, ale tego nie dotknęłam. Teraz zdaję sobie sprawę, że ostatnio dużo jadłam. Nic dziwnego, że ubrania trochę mnie obciskają. Muszę temu zaprzestać. Może znowu powinnam zacząć tańczyć. To było świetne ćwiczenie.
Mam głowę głęboko wepchniętą do lodówki, czekając aż coś pysznego wyskoczy i uderzy w moje usta, kiedy słyszę za sobą hałas.
Wydaję cichy okrzyk i odwracam się gwałtownie, serce wchodzi na najwyższe obroty.
Jakoś bije jeszcze szybciej, gdy widzę, że stoi tam Zane, opierając się o blat, kładąc na nim przedramiona. Wygląda na lekko zmęczonego, lecz niemożliwie przystojnie w dopasowanej czarnej koszuli i dżinsach.
- Hej, Violet – mówi, kiwając mi głową. – Co zamierzasz?
- N-nic – jąkam, zaskoczona. Prędko prostuję się i zamykam drzwi lodówki. – Tylko szukałam przekąski przed pójściem do łóżka.
- Już łóżko? – Unosi brew, sprawdzając godzinę na mikrofalówce. – Jest dziewiąta godzina w piątkowy wieczór.
- Cóż, jutro pracuję – wyjaśniam. Kiedy zauważam, że jego wzrok opada, przypominam sobie nagle, że nie mam na sobie biustonosza. Zakładam ramiona na piersiach tak swobodnie, jak to możliwe i nieśmiało chrząkam.
Uwielbiam ten jego półuśmiech. Powoli unosi kącik jego ust. – Gdzie pracujesz?
Mówię mu o mojej weekendowej pracy w Sunset Park, a on uważnie słucha. Nawet mówię o Helize, mojej ulubionej mieszkance.
- Kiedyś była księgową w jakimś dużym Hollywoodzkim studiu i podróżowała po całym świecie. Ma trochę świetnych historii – powinieneś usłyszeć tę, gdzie spędziła tydzień w meksykańskim więzieniu.
- Tak? Brzmi interesująco. Chciałbym ją usłyszeć – mówi, jego ciemne oczy błyszczą zaciekawieniem.
- Nie jestem pewna czy chcesz. Obejmuje drewnianą kukiełkę, przeszukiwanie jamy ciała i… um… mnóstwo kokainy.
- Masz rację, raczej spasuję – mówi ze śmiechem. – Poza tym myślę, że zbyt wiele razy słyszałem kilka wersji tej historii.
Uśmiecham się do niego. Nie mogę się powstrzymać – on jest taki, taki słodki!
Nagle nie mogę wymyśleć nic do powiedzenia. Stoję tam ze skrzyżowanymi ramionami, przestępując z nogi na nogę. Mam nadzieję, że on nie pomyśli, że chce mi się sikać.
Po minucie całkowitej ciszy, odzywamy się w tym samym czasie.
- Chyba lepiej…
- Może jednego dnia ty…
Oboje zaczynamy się śmiać. – Co chciałeś powiedzieć? – pytam go nieśmiało.
Ale on jedynie kręci głową. – Nic ważnego. Lepiej idź odpocząć, co? Dobranoc, Violet.
Patrzę jak się przeciąga, rąbek jego koszuli lekko się unosi, ukazując płaski brzuch. Zasycha mi w ustach. Mogę zdobyć się tylko na sztywne potaknięcie, zanim idzie do swojego pokoju.
Jestem do bani! Kiedy go nie ma, pozwalam głowie opaść na blat z hukiem.
Au. Jestem pewna, że właśnie przysporzyłam sobie wstrząśnięcie mózgu.

Och, Violet, jesteś szczególna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz