Mama
planuje mi przyjęcie urodzinowe niespodziankę. Wiem to, bo jest ona najgorsza w
utrzymywaniu sekretów. W zeszłym miesiącu upuściła przy mnie cały pęk
zaproszeń. Wygląda na to, że zaprasza każdego żywego krewnego – może dlatego,
że nie mam wielu bliskich przyjaciół.
Nie
chcę przyjęcia urodzinowego. To ostatnia rzecz, jakiej chcę. Ale jak ja jej to
powiem bez zranienia jej uczuć? Ostatnio jest strasznie wrażliwa, płacze z
najbłahszego powodu. Pomiędzy nią i Lauren, czuję się jakbym była w środku
reklamy mokrych chusteczek higienicznych.
W
dzień przyjęcia (o którym powinnam nie wiedzieć) mama zabiera mnie i Lauren do
spa. Dostajemy zabiegi kosmetyczne, masaże i robią nam fryzury – nie jestem
pewna dlaczego, skoro nikt z naszej trójki nie lubi, jak dotykają nas obcy
ludzie. Mama szczególnie nie lubi, jak ktoś dotyka jej twarzy, ale zaciska zęby
i przechodzi przez to – a ja robię to samo dla niej. Lauren po prostu próbuje
ugryźć kogokolwiek, kto podchodzi do niej za blisko. Ona ostatnio jest bardzo
zrzędliwa.
Po
wszystkim idziemy kupić stroje na przyjęcie. Mój umysł jest milion mil stąd,
więc tak jakby daję mamie wolną rękę na wybranie mi sukienki. Wciąż myślę o
tym, co powiedział mi Zane w tamtym dniu na plaży. Żyj chwilą. Nie martw się
tym, co może się wydarzyć.
Naprawdę
próbuję wyobrazić sobie moje życie jako dziewczyna Aidena Crossa. Nie potrafię.
Do diabła, ledwie mogłam zobaczyć siebie jako dziewczynę Zane’a O’Connora. Ale
próbuję wyobrazić sobie życie bez niego – a to sprawia, że chce mi się ryczeć.
-
Violet, musisz przymierzyć tę sukienkę!
Mama
wpycha mi do rąk jakiś czerwony materiał. Kiedy dostrzega moją minę, marszczy
brwi. – Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś płakała.
-
Nie – mówię, mrugając szybko. – To, uch… ważka. Prawie wleciała mi do oka.
-
Ważka? Gdzie? – Mama rozgląda się z paniką. Nienawidzi owadów z niemal
psychopatyczną intensywnością.
-
Odleciała. Um, gdzie są przymierzalnie?
-
Tutaj – odpowiada, wskazując na znak, przed którym stoimy, który mówi
„Przymierzalnie”.
Chrząkam.
– Och. Dobra. Lauren, masz coś do przymierzenia?
Lauren
bez entuzjazmu unosi kilka sukienek. Widzę, że wszystkie były wybrane przez
mamę – która, tak w ogóle, nie ma pojęcia, że Lauren jest w ciąży.
Obie
wleczemy się do środka. Nie cierpię przymierzalni. Zawsze czuję się dziwnie
stojąc przed lustrem i przebierając się. I zawsze boję się, że jakieś małe
dziecko wczołga się do mojej kabiny. Tak naprawdę już wcześniej to się stało.
Dzieciak miał osiem lat i był zboczeńcem. Nigdy nie zapomnę jego ogromnych oczu
i wielkiego uśmiechu, kiedy trzymałam przed sobą bluzkę jedną ręką, a drugą
próbowałam go przegonić.
Szybko
ściągam moją bluzkę i spodnie, i zakładam sukienkę. Jest czerwona, jak wóz
strażacki z wiązaniem na szyi i prawie nie ma pleców. Spódnica jest bardzo
krótka, pełna i trochę wiruje wokół moich nóg, gdy się ruszam. Dobra, uwielbiam
ją.
-
Violet, wyjdź, żebym mogła zobaczyć! – woła mama z zewnątrz.
Przewracając
oczami, robię, o co prosi. Gdy mnie widzi, leciutko rozszerza oczy.
-
O wow. Nie zdawałam sobie sprawy, że sukienka była taka… seksowna. Ale wyglądasz
świetnie. Podoba ci się?
-
Tak – mówię. Próbuję poprawić górę, żeby tak bardzo nie pokazywała dekoltu, ale
sukienka została zaprojektowana, aby pokazywać dekolt, zatem moje próby są
nieudane.
-
Cóż, nie jestem pewna czy będzie odpowiednia na – uch – dzisiejszą kolację. W
restauracji.
-
Och. A jaka to restauracja? – pytam, nie potrafiąc powstrzymać się od
postawienia jej w niezręcznej sytuacji.
-
Nie mówiłam? – Mama wierci się i poprawia swoje jasne włosy. – Um, czy to nie
były Cztery Pory Roku?
-
Pytasz się mnie?
-
Tak, jestem całkiem pewna, że tak było. To znaczy jest. – Wydaje ciche
prychnięcie. – Przepraszam. Ciążowy mózg. Wiesz jak to jest. Nie! Nie, na pewno
nie powinnaś wiedzieć jak to jest – bo nie
jesteś w ciąży, prawda?
-
Nie, na pewno nie jestem – wzdycham.
Mama
chichocze z ulgą. – Dzięki Bogu. Nie tylko jesteś o wiele za młoda, ale jak
bardzo byłoby to dziwne? My będące w ciąży w tym samym czasie? Ja będąca w
ciąży z twoim młodszym bratem albo siostrą, a twoje dziecko byłoby siostrzeńcem
albo siostrzenicą mojego dziecka – obustronnie! Zgadza się?
Młoda
para stojąca blisko nas posyła nam spojrzenie wytrzeszczonymi oczami, po czym
szybko odchodzą. – Lauren! – wykrzykuję lekko rozpaczliwie. – Wychodź!
Postanawiam
wziąć tę sukienkę. Nie mam dla kogo wyglądać seksownie, ale czuję się w niej
dobrze, więc dlaczego nie? Lauren wybiera ładną czarną sukienkę, która wygląda
imponująco przy jej bladej skórze. Przygotujemy się w moim pokoju, potem Lauren
ma zabrać mnie gdzieś na kilka godzin, żeby mama mogła przygotować przyjęcie.
Lauren
wie, że ja wiem, więc nie kłopocze się udawaniem. Decydujemy się na oglądanie
cały dzień filmów w jej mieszkaniu, aż jest czas na wrócenie do domu i bycie
zaskoczoną. Chciałabym po prostu tutaj zostać, zamiast zakładać radosną maskę
dla grupy ludzi. Właściwie, to chciałabym cały dzień spędzić na plaży, jedynie
patrząc na fale i rozmyślając. Wiem, co chcę zrobić – tylko potrzebuję znaleźć
odwagę, żeby to zrobić.
Mama
dała z siebie wszystko na moje przyjęcie: wymyślne dekoracje, firma
cateringowa, didżej… orkiestra dęta. Dobra, żartuję z orkiestrą. Niemal
wszyscy, którzy byli na ślubie są na moich urodzinach – nawet Taylor.
Prawdopodobnie ma nadzieję na spiknięcie z Zanem.
O,
Matt i Rachel też tutaj są! Czemu ona ich zaprosiła? Czemu przyszli? Jest super
niezręcznie, kiedy podchodzą, żeby złożyć mi życzenia. Rachel nadal nie potrafi
spojrzeć mi w oczy, tak jak Matt. Nie rozumiem. Nigdy nie był tak
zainteresowany moim ciałem, kiedy ze sobą chodziliśmy, ale teraz nie może
oderwać wzroku od mojego dekoltu. Dziwne.
Zastanawiam
się czy Zane wie, że to moje urodziny? Założę się, że mama mu powiedziała.
Musiała powiedzieć mu też o dziecku. Czy poświęci czas swojego życia
gwiazdorskiego, żeby przyjechać, gdy ona urodzi?
Na
przyjęciu jestem niespokojna. Trzymam się blisko Lauren, nie przejmując się
tym, czy wydaję się niegrzeczna. Chcę porozmawiać z Zanem. W chwili kiedy
postanawiam wymknąć się, by do niego zadzwonić, mama łapie mnie i mówi, że
firma cateringowa wynosi tort. Zatem wymuszam na twarz uśmiech, podczas gdy
wynoszą wielki tort czekoladowy – mój ulubiony! Wszyscy mi śpiewają i próbuję
się nie krzywić, kiedy zdmuchuję świeczki. Jednak ktoś położył na moim torcie
podstępne świeczki i dmucham tak mocno, że jedna z dekoracji ciasta – maluteńki
koszyk wyglądający jak prezent urodzinowy – zlatuje z tortu i uderza w oko moją
małą kuzynkę Bellę. Ona krzyczy i krzyczy, a w tym chaosie prababci udaje się
do mnie dowlec i bardzo mocno ściska moją pierś – dla jakiego celu, to nie
wiem. Na szczęście kilku ludziom udaje się uchwycić te wyjątkowe chwile na
wideo, więc zawsze będę miała te wspomnienia. Udokumentowane. Prawdopodobnie w
Internecie.
Boli
mnie pierś. Chcę, żeby wszyscy poszli sobie do domu. Próbuję uciec do ogrodu,
ale łapie mnie Lauren.
-
Muszę z tobą porozmawiać – mówi. W jej dużych brązowych oczach jest dziwny,
ukradkowy wyraz.
-
Um, okej. – Zaniepokojona jej miną, pokazuję na tylne drzwi. – Możemy wyjść do
ogrodu albo…
-
Widziałam jak kierowała się tam grupka twoich kuzynów. Myślę, że będą grać w
piłkę albo palić trawkę.
-
Co takiego?! Lepiej niech nie próbują – mówię, próbując zerknąć przez okno.
Ale
Lauren chwyta mnie za ramię, ciągnąc za sobą. – Chodźmy do twojego pokoju.
Co
się z nią dzieje? Zastanawiam się, czy powie mi, że będzie miała bliźniaki?
Yay! Może w końcu dopadła ją presja? Chociaż światła w mojej sypialni są już
zapalone, dwa razy pstryka włącznikiem.
Mrugam
na nią. – Czy to jakiś twój nowy rytuał czy coś?
Lauren
robi minę. – To ciążowa rzecz.
Okej.
Najwyraźniej bycie w ciąży zmienia kobietę w wariatkę. – O czym chciałaś
pogadać? – pytam ją.
-
Chciałam zapytać czy jesteś szczęśliwa – wyrzuca z siebie. Krąży przed
przesuwanymi drzwiami na balkon. – Bo nie wyglądasz na taką. Dobrze udajesz,
ale widzę. Żałujesz zerwania z Zanem?
Wypuszczam
oddech, który nie wiedziałam, że trzymam. – Tak – wzdycham. Opadam na moje
łóżko. – Tęsknię za nim tak mocno, że to boli. Ja… chyba do niego zadzwonię.
Wiem, że to prawdopodobnie się nie uda i skończy się na tym, że moje serce
roztrzaska się na milion kawałków. Ale kocham go. Wolę mieć jego kawałek choć
na krótką chwilę niż nic. Po prostu… nie obchodzi mnie to, dam sobie radę.
Lauren
patrzy przez okno, podczas mojej przemowy. – Jesteś pewna, że jest on tego
wart?
-
Tak – odpowiadam. – Jest.
W
końcu odwraca się. Uśmiechając się do mnie, rozsuwa drzwi na balkon. – Miejmy
nadzieję, że masz rację.
-
Co…?
Brzmienie
grającej gitary przepływa przez drzwi. Czy to moi kuzyni palący trawkę? Jeżeli
tak, to są strasznie dobrzy. Marszcząc brwi, wychodzę za melodią na balkon.
Jest zniewalająco piękna, a jednocześnie przejmująco seksowna.
Mój
pokój wychodzi na ogród poniżej. Patrzę spod przymrużonych powiek w ciemność,
próbując znaleźć źródło muzyki. Niespodziewanie wysoka figura wchodzi w światło
rzucane z mojego pokoju.
Wciągam
gwałtownie powietrze, podnosząc ręce do ust.
To
Zane!
Brzdąka
na gitarze z wprawną łatwością. I patrzy na mnie tymi sławnymi błękitnymi
oczami, które wydają się lśnić w półmroku. Nasze spojrzenia spotykają się.
Wtedy
zaczyna śpiewać tym niesamowitym, ochrypłym głosem, którego słuchałam tak długo
i o którym śniłam. Śpiewa do mnie.
Stojąc na krawędzi złamanego kłamstwa
Próbując znaleźć mój powód; nie mogę
znaleźć mojej drogi
Pozostawiłem siebie w upadku
Zgubiłem moją drogę
Czy możesz pomóc mi znaleźć drogę do
domu
Jesteś oddechem, którego nie mogłem
wziąć
Moja palącą prawdą
Życie blasku; wszyscy są fałszywi
Twoje włosy na mojej poduszce
Twoja skóra przy mojej
W twoich oczach leży mój spokój
Ty jesteś moją drogą do domu
Ogród
jest nagle rozświetlony tysiącami migoczących światełek, ukazując członków
zespołu Zane’a ustawionych za nim. Perkusja, gitary, keyboard, wzmacniacze…
wszystko. Dołączają do gitary Zane’a, podnosząc piosenkę do atmosfery.
Więc powiedz mi, że mnie kochasz
Muszę od ciebie usłyszeć
Że mi wybaczysz
Gdy wszystko jest złotym kłamstwem;
powiedz mi
Że mnie widzisz
Że mnie potrzebujesz
Jesteś drogą do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja
Wewnątrz mojej duszy żyje wojna
Ty jesteś moją wojną
W twojej łasce jest wszystko, o co
walczę
Powiedz moje imię
Zabierz mnie do miejsca, gdzie
powinienem być
Pożegnałaś się, więc jak to możliwe,
że wciąż jesteś tutaj ze mną
Przesuwasz się przeze mnie
Mówisz do mnie
Twoja twarz jest jedyną, którą widzę
Chcę tylko wrócić do domu, do ciebie
Więc powiedz mi, że mnie kochasz
Muszę od ciebie usłyszeć
Że mi wybaczysz
Gdy wszystko jest złotym kłamstwem;
powiedz mi
Że mnie widzisz
Że mnie potrzebujesz
Jesteś drogą do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja
Powiedz, że nadal mnie kochasz
Wybacz mi
Przesuwaj się przeze mnie
Mów do mnie
Zabierz mnie do miejsca, gdzie
powinienem być
Do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja
Jesteś drogą do mojego prawdziwego ja
Proszę, wróć do mnie
Zane
gra kilka ostatnich cudownych nut na swojej gitarze, przysuwając się bliżej,
tak że stoi niemal tuż pode mną. Z dystansu jestem świadoma dzikich oklasków.
Nie zdawałam sobie sprawy… byłam tak bardzo skupiona na nim, że nie zauważyłam stojących tam tłumów ludzi, namiętnie
oglądających ten bardzo prywatny moment.
Nie
obchodzi mnie to. Widzę tylko Zane’a. Widzę go,
nie gwiazdę rocka – marzenie każdej dziewczyny. Widzę faceta, który śmiał się
ze mną, kłócił się ze mną, trzymał mnie za rękę i mnie kochał. Jest tutaj,
patrząc na mnie, jakbym tylko ja liczyła się na całym świecie.
Muszę
do niego iść. Przerzucam jedną nogę przez balustradę. Lauren szybko łapie mnie
za ramię, żeby mnie zatrzymać. Śmiejąc się Zane unosi rękę w znaku stop.
-
Ja przyjdę do ciebie – woła.
Przenosi
swoją gitarę tak, że pas trzyma ją w miejscu na jego plecach. Wygląda w ten
sposób tak seksownie, że miękną mi kolana. Patrzę bez tchu jak zręcznie wspina
się po drzewie rosnącym obok mojego balkonu. Następną rzecz, jaką wiem, to że
balansuje na balustradzie tuż przede mną.
Mój
głodny wzrok upaja się w jego widoku – jego znajomym seksownym uśmiechu, tych
nieskazitelnych rysach. Nareszcie przede mną, w zasięgu dotyku.
Jego
jaskrawoniebieskie oczy spoglądają na mnie, płonąc jak umierające gwiazdy w
jego twarzy upadłego anioła.
-
Wszystkiego najlepszego, Violet – mówi cicho. Koniuszki jego palców łagodnie
przebiegają po moim policzku.
Jestem
tak zachwycona tym chłopakiem, którego kocham, że ledwo mogę wydusić „dzięki” w
odpowiedzi.
Znowu
posyła ten półuśmiech. – Ta balustrada jest trochę śliska.
-
Och!
Odskakuję,
żeby pozwolić mu przejść na drugą stronę. Robi to bardzo łatwo, przerzucając
jedną nogę przez balustradę i odwracając się, żeby przenieść resztę ciała.
-
Więc… - zaczynam niezręcznie, czując się niewiarygodnie nieśmiało. Niepewnie
wyciągam rękę, żeby dotknąć jego zmierzwionych włosów. – Blondyn, co?
Nieruchomieje
na mój lekki dotyk. – Winny – mruczy.
Biorę
głęboki wdech, modląc się o odwagę. Mam mu tyle do powiedzenia, ale teraz, gdy
tutaj jest, nie wiem jak zacząć.
-
Aiden…
- Zane – poprawia mnie gwałtownie, łapiąc
mnie za rękę i ją ściska. – Jestem Aidenem dla nich. – Szarpie głową w bok, wskazując resztę świata.
Oddychając
nierówno, podnoszę na niego wzrok. – Co jeśli jestem zakochana w obu?
Uśmiecha
się szeroko, wyciągając ramiona. – To jestem cały twój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz