11.3.14

Rozdział 24

Odskakuję od Zane’a. On staje przede mną, żebym mogła poprawić górę sukienki. Kiedy jestem w zadowalającym stanie, zerkam zza szerokiego barku Zane’a.
Babcia stoi tam z założonymi ramionami, piorunując nas wzrokiem. Mówiąc o twardzielkach – Kathy Harrington jest prawdziwą sztuką.
- Cześć, babciu. – Macham bez przekonania. – My tylko…
- Hm, sądzę, że wiem, co zamierzaliście „tylko” zrobić. I to publicznie!
Och, jest bardzo niedobrze! Palę się z zawstydzenia. Nawet nie mogę spojrzeć na Zane’a. Prawdopodobnie pokryty jest moją szminką.
- Mogę zamienić słówko z moją wnuczką na prywatności? – zwraca się chłodno do Zane’a.
- Oczywiście – odpowiada z szacunkiem Zane. Potem nachyla się do mojego ucha. – Chcesz, żebym został?
Kręcę z żalem głową. – Lepiej idź. Zobaczymy się wewnątrz.
Waha się i zdaję sobie sprawę dlaczego, kiedy patrzę w dół i widzę, że zaciskam dłonie na jego koszuli. Prędko puszczam.
Zane posyła mi uśmiech dodający otuchy i całuje mnie w policzek, po czym kiwa głową babci. – Proszę pani.
Kiedy znika, odwracam się do niej. – Okej, wiem, co zaraz powiesz, ale najpierw pozwól mi przypomnieć, że mam siedemnaście – prawie osiemnaście lat. I wiem, że…
Babcia powstrzymuje mój napad słów machnięciem dłoni. – Violet, nie jestem taka niezorientowana, żeby myśleć, że jeszcze nie uprawiasz seksu. Chciałabym myśleć, że jesteś wystarczająco mądra i odpowiedzialna, żeby być bezpieczna. – Urywa, wzdychając. – Ale z nim… Violet, czy twoja matka wie?
- Nie! Ja po prostu… to po prostu się wydarzyło z Zanem. – Wzruszam ramionami i nerwowo zaciskam palce. – Chciałam jej powiedzieć po ślubie. Ja nie… sama nie wiem. Proszę, nie mów jej – obiecuję, że sama to zrobię.
Babcia unosi jedną idealnie wypielęgnowaną brew. – Jestem zaskoczona, że już tego nie podejrzewa. Każdy może zobaczyć iskry latające pomiędzy waszą dwójką, kiedy tylko jesteście razem.
Przygryzam wargę, zarówno zadowolona i zawstydzona. – Była naprawdę rozproszona ślubem i resztą.
- Tak przypuszczam! – Pozwala uśmiechowi złamać jej dezaprobującą minę. – On jest całkowicie wspaniały. Widzę pokusę.
- Babciu! – śmieję się, splatając z nią ramię. – Choć nadal jestem dziewicą.
- Hm, ale z tego, co wygląda, nie będziesz nią długo. – Klepie mnie mocno po policzku. – Podejmij kroki do zabezpieczenia się. Jestem o wiele zbyt młoda, żeby zostać prababcią.
Zaczynamy wracać do sali balowej. – Nie o mnie powinnaś się martwić – prycham.
- Taylor? – Babcia kiwa porozumiewawczo głową. – Ona będzie miała szczęście wiedzieć, kim jest ojciec. Jest lekką latawicą, nie uważasz?
Uśmiecham się do niej promiennie. – Kocham cię, babciu.
- Wiem, kochanie. – Uśmiecha się, ściskając mnie za ramię. – To nie znaczy, że nie skopię ci tyłka, jeśli raz jeszcze przyłapię cię na takim zachowaniu publicznie. Czy to jasne?
- Jak słońce.
Jeśli będę utrzymywać wszystkie moje upokorzenia, prawdopodobnie będę musiała się zabić.

Znajduję Zane’a jak rozmawia z paroma mężczyznami, którzy są chyba współpracownikami Billa. Kiedy mnie zauważa, podnosi obie brwi. Wzruszam ramionami i uśmiecham się z zażenowaniem w odpowiedzi. Przeprasza towarzystwo i podchodzi do mnie.
- Wszystko w porządku? – pyta, pocierając moje ramię.
- Tak myślę. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie spojrzeć jej jeszcze w oczy, ale była w stosunku do tego całkiem spoko.
- Tak? – chichocze. – Patrząc na jej wyraz twarzy myślałem, że będę musiał wspinać się po wieży z kości słoniowej, żeby cię uratować.
- Mmm – mówię, patrząc na niego spod przymrużonych powiek. – Naprawdę zrobiłbyś to dla mnie?
- Mógłbym zostać do tego namówiony.
- Jeśli kiedykolwiek…
- Violet!
Coś uderza w tył moich nóg, popychając mnie na Zane’a, który łapie mnie przy torsie.
O mój Boże. Co się dzieje?! Au.
Obracam się, wciąż podtrzymywana przez ramiona Zane’a. – Hunter! – sapię.
Mój sześcioletni demon w postaci kuzyna uśmiecha się do mnie szeroko. Blond irokez, który prezentuje sprawia, że wygląda jak miniaturowy motocyklista – w garniturze.
- Jestem rekinem! Rawr! – Uderza mnie w brzuch – mocno.
- Ha – mówię, mierzwiąc pasek jego włosów. – Rekiny nie mówią „rawr”. I co ci mówiłam o biciu mnie?
Hunter podskakuje do pozycji karate. – Że mi oddasz, tylko że mocniej, bo jesteś o wieeeele silniejsza ode mnie. – Podchodzi do Zane’a i odchyla głowę, żeby na niego spojrzeć. – Mama mówi, że teraz jesteś moim kuzynem. Czy to prawda? – pyta podejrzliwie.
Zane patrzy na niego z tym półuśmiechem. – Tak sądzę, mały. Co o tym myślisz?
- Chyba to dobrze – mówi w zamyśleniu Hunter. – Ale… tak naprawdę nie zamierzasz zjeść Violet, prawda?
Wymieniam z Zanem zdezorientowane spojrzenia. – Hunter, czemu pytasz o coś takiego? – Chcę wiedzieć.
- Moja mama mówi, że on patrzy na ciebie, jakby chciał cię zjeść – odpowiada rzeczowo. – Mówi, że to dlatego, bo masz ogromne piersi. Ale dlaczego miałoby to sprawić, żebyś chciał ją zjeść?
Zane zaczyna się śmiać, a ja zakrywam rękoma moje płonące policzki. Zabiję moją ciotkę!
Zane klęka i pokazuje Hunterowi, żeby podszedł. Mój mały kuzyn zbliża się i słucha uważnie tego, co szepcze mu Zane. Nagle wytrzeszcza oczy. – Poważnie? – żąda sceptycznie.
- Skłamałbym? – pyta poważnie Zane.
- Wow!
Hunter niespodziewanie obraca się i wystrzeliwuje jak pocisk. Odwracam się do Zane’a.
- Co mu powiedziałeś? – pytam podejrzliwie.
Zane wzrusza ramionami, patrząc za Hunterem. – Tylko mały sekret, który odkryliśmy my, starsi faceci.
Wrzask przykuwa moją uwagę na drugą stronę sali, gdzie przy stoliku siedzi moja ciotka. Ciotka Lisa zakrywa jednym ramieniem swoją klatkę piersiową, a drugą wali w jej dziko wyglądającego syna. Hunter skacze na nią, szczękając szczęką. Wygląda tak, jakby próbował…
Zane rzuca mi spojrzenie z ukosa. – Powiedziałem mu, że piersi smakują jak ciasto czekoladowe.
- Och. To jest złe.
- Ta, nie sądzę, że twoja ciotka mnie polubi.
- Zapewne nie. – Podchwytuję spojrzenie cioci Lisy. Ma wściekły wzrok. – Szybko – pomachaj do niej. To naprawdę ją wkurzy.
Oboje leciutko machamy. Lisa zaczyna krzyczeć i machać dookoła palcem, jak obłąkana królowa disco. Spoglądam na Zane’a i oboje wybuchamy śmiechem.
- Nie robimy dobrej roboty w ukrywaniu nas, co? – pytam, odsuwając włosy.
Potrząsa głową, uśmiechając się. – Nie. Chodź. Równie dobrze, naprawdę możemy dać im coś do gadania.
Bierze mnie za rękę, ciągnąc na parkiet. Gra seksowna salsa i Zane’a obraca mną do rytmu.
Jestem całkiem dobrą tancerką, a on jest fantastyczny. Poruszamy się razem w doskonałej synchronizacji. Tańczenie z nim wydaje się być drugą naturą, a ja bez wysiłku podążam za jego ruchami. Wiem, że wszystkie spojrzenia utkwione są w nas, ale nie obchodzi mnie to. Nie mogę sobie przypomnieć, czemu chciałam utrzymać nas związek w sekrecie.
W tej chwili tak dobrze się bawię. Później pomartwię się konsekwencjami.
Ale „później” nie jest tak daleko, jak miałam na to nadzieję.
Gdy piosenka się kończy, mama bierze mnie na bok.
- Wiesz, co dzieje się z Lisą? – pyta, jej oczy są szeroko otwarte ze zmartwienia. – Powiedziała, że Hunter próbował ugryźć ją w piersi przez coś, co powiedziałaś ty albo Zane?
Nerwowo wygładzam spódnicę sukienki. – Ta, nie wiem. Myślę, że jest pijana. Mogłam coś powiedzieć, a Hunter to podchwycił. Wiesz, jakie są małe dzieci. – Hałaśliwie wypuszczam powietrze. – Po prostu stara się zacząć awanturę na twoim ślubie.
Mama tylko na mnie patrzy. – Aha. A co dzieje się między tobą a Zanem? Wyglądaliście tam dość poufale. – Wskazuje na parkiet.
- Co takiego? Dlaczego uważasz…? Nic. My tylko… no wiesz. On jest dobrym tancerzem.
- Okej. Cóż, dobrze, że znowu potrafisz dobrze się bawić z chłopakiem. Mam na myśli, że po Matcie…
Cholera, czemu po prostu jej tego nie powiem? Zane jest moich chłopakiem. Widzicie? Proste.
Otwieram usta, ale nic z nich nie wychodzi, może poza westchnieniem. Czemu to takie trudne?
Mama obserwuje moje zakłopotanie ze zmarszczeniem brwi. Nagle wyciąga ręce i kładzie je na moich policzkach. – Violet, ufam ci – mówi, patrząc mi prosto w oczy. – Nigdy nie dałaś mi powodu, żeby było inaczej. A kiedy byłam… kiedy byłam chora, nasze role zostały odwrócone. To ty opiekowałaś się mną, płaciłaś rachunki i byłaś silna za nas obie…
- Mamo – próbuję jej przerwać, kiedy jej oczy stają się zamglone.
- Nie, chcę ci tylko powiedzieć, jak bardzo jestem z ciebie dumna. Wiele dla mnie poświęciłaś i nigdy nie narzekałaś. A potem wyskoczyłam na ciebie z Billem i… z miesiącem miodowym i ślubem… a ty byłaś w stosunku do tego taka wspaniała. – Przerywa, żeby pocałować mnie w czoło. – Dziękuję ci, Violet. Jesteś cudowną córką i… wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda?
- Wow. – Niezręcznie przesuwam stopami. – Tak. Dzięki.
Stoimy w miejscu przez najdłuższą minutę na świecie. Potem obie staramy się przytulić się w tym samym czasie – i nie trafiamy. To bolesne.
- Okej, pójdę uratować Billa od twojej babci. Ma te spojrzenie jelenia-przed-reflektorami. – Mama pokazuje miejsce, gdzie babcia osaczyła Billa przy barze. – Ta kobieta jest wyjątkowa. Powiedziała mi, że jestem za stara, żeby mieć drugie dziecko, więc lepiej, żebym potrenowała bezpieczny seks. Możesz w to uwierzyć?
- Tak. Ona jest szurnięta. – Klepię ją po plecach. – Idź – uratuj swojego mężczyznę.
Mama puszcza do mnie oko. – Chyba to zrobię. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Puszcza mi całusa. Patrzę, jak odchodzi, kilka razy potykając się na obcasach zanim doszła do Billa i babci. Czy ona jest pijana? Nie przypominam sobie poczucia alkoholu w jej oddechu. Wow, nigdy wcześniej nie widziałam jej pod wpływem. Zapamiętuję, żeby na wszelki wypadek mieć na nią oko. Albo Bill będzie miał, jestem pewna.
Bill.
Niespodziewanie czuję rzeczywistość. Oficjalnie jest moim ojczymem. Poprzysiągł przed świadkami być przy mamie w chorobie i zdrowiu – i niech lepiej ma to na myśli. Dziwnie jest myśleć, że mama i ja będziemy miały kogoś innego do polegania. Jeżeli rak kiedykolwiek powróci…
Nie, nie chcę o tym myśleć. Zwłaszcza nie dziś.
Mój sentymentalny nastrój więdnie i umiera, kiedy dostrzegam Zane’a – z Taylor. Znowu. Siedzą razem przy stole, pochylając się do siebie, pogrążeni w wyglądającej na przezabawną rozmowie.
Grr. Dlaczego on musi z nią rozmawiać? Ze wszystkich ludzi tutaj – czemu nie może pójść przywitać się z dziadkiem wujecznym Larrym? On jest zabawnym, fascynującym człowiekiem. Kiedyś był poławiaczem pereł! To o wiele interesowniejsze niż głupia, puszczalska Miss Nevady!
Nie, wiecie co? Może bawić się ze zdzirą całą noc. Nie podejdę tam znowu jak zazdrosna dziewczyna. Nieważne.
Decyduję, że trochę świeżego powietrza może ochłodzi mój wrzący temperament. Jednak nie chcę przechodzić przez ogrody – zbyt zatłoczone – więc wychodzę przed drzwi frontowe.
Gdy idę w stronę parkingu, próbuję się uspokoić. Dobra, Zane nie robi nic złego. Jest miłym, przystojnym facetem, który lubi rozmawiać z wesołymi, totalnie nieświadomymi dziewczynami, które rozbierają go wzrokiem. A czy powiedziałabym, że może zachęca on ich zachowanie, odwzajemniając flirt? Nie, nie w twarz.
Argh! Nie potrafię już tego robić! To jak karuzela zazdrości. Ale nie mogę powstrzymać tego, co czuję. Może… może to nie wypala. My nie wypalamy. Najwyraźniej nie potrafię mu zaufać, więc… może powinniśmy wrócić do bycia przyjaciółmi.
Moje serce trochę się łamie na myśl o tym, że nigdy nie będę w stanie dotknąć Zane’a, pocałować go. Nie mogę. Ale już nie potrafię przez to przechodzić.
Nie wiem, co zrobić!
Rozbrzmiewają za mną kroki. Zane. Odwracam się z uśmiechem na twarzy.
Ale to nie on.
Blondwłosy przystojny mężczyzna, którego nie rozpoznaję, uśmiecha się do mnie. – Witam – odzywa się. – Jesteś córką Lily, prawda?
Pierwszą rzeczą jaką robię, to rozejrzenie się wokoło, żeby zobaczyć czy jestem w krzyczącej odległości od ludzi. Jest grupa pracowników stojąca na parkingu, rozmawiająca ze sobą i jest kilka ludzi kłębiących się przed budynkiem, tylko kilka metrów dalej. Moje ramiona lekko się rozluźniają.
- Tak – odpowiadam z uprzejmym uśmiechem. Nie jestem teraz zainteresowana pogawędką.
- Nazywam się Sean. Pracuję z Billem – przedstawia się. – Cóż, pracuję na jego piętrze. Tak naprawdę jestem w odrębnym oddziale – tylko podstawowe wprowadzanie danych. Bill przyjaźni się z moim ojcem, jakbyś zastanawiała się, czemu zostałem zaproszony.
Czemu mi o tym mówisz? – Miło – mruczę nieprzekonująco.
Nie podoba mi się to, jak jego wzrok lustruje moje ciało, więc zaczynam odwracać się do budynku.
- Nie pamiętam twojego imienia – mówi Sean, podchodząc do mnie bliżej, ucinając moje subtelne wycofanie się.
- Violet. – Może jeśli ograniczę się do jednosłownych odpowiedzi, to pojmie aluzje i pójdzie sobie.
- Violet – powtarza. – Ładnie. Mogę ci powiedzieć… patrzyłem na ciebie cały dzień. Jesteś taka cudowna, a twoje ciało jest niesamowite.
Okej. Zaczynam iść, ale on idzie blisko za mną.
- Hej, gdzie idziesz? – Sięga, żeby złapać mnie za ramię, zatrzymując mnie. – Co jest? Nie potrafisz przyjąć komplementu?
Piorunuję go wzrokiem, odpychając jego rękę. – Komplement, tak. Wzrokowy gwałt? Nie, dziękuję.
Sean chichocze, jakby nie widział laserów, które strzelają z moich oczu. – Och, nie bądź taka, słonko. Naprawdę chciałbym kiedyś zaprosić cię na drinka. Może jakieś zakupy – kupię ci cokolwiek zechcesz.
Poważnie. – Mam siedemnaście lat - mówię gniewnie. – Nie jestem prostytutką.
Oczy Seana rozszerzają się w zaskoczeniu. – Masz siedemnaście lat? Wow, wyglądasz na starszą. Musi to być te twoje seksowne ciałko. – Jego wzrok powoli mnie lustruje.
- Fu. – Wzdrygam się z obrzydzeniem. – Słuchaj, po prostu sobie idź. Nie osaczyłeś mnie w ciemnej alejce, wiesz. Jest tutaj wiele ludzi – i większość to moi krewni. Jeśli spróbujesz czegoś, kopnę cię w krocze, a potem będę krzyczeć po pomoc.
Sean jest nieświadomy. – O tak, sprawię, że będziesz krzyczała, ty seksowna, mała suko…
Nie cierpię, kiedy przypadkowi zboczeńcy tak do mnie mówią. I próbuje złapać mnie za pierś!
Ale nie udaje mu się to. Sean jest brutalnie odciągnięty do tyłu za kołnierz koszuli.
Wiecie co byłoby niesamowite? Gdyby stała tam babcia, trzymając zboczeńca jak robaka na haczyku.
To nie ona. To Zane. Oczywiście, że to Zane.
Uścisk Zane’a zdaje się zacisnąć – jeżeli jakąkolwiek wskazówką jest pstry kolor, w który zamienia się Sean. – Co takiego do niej mówiłeś? – pyta śmiertelnie cichym głosem.
- P-przepraszam! Przepraszam! – sapie Sean, próbując się uwolnić.
Zane patrzy na mnie z uniesionymi brwiami, bezgłośnie pytając czy akceptuję przeprosiny.
Wzruszam nadąsana ramionami. – Masz szczęście, że on przyszedł – mruczę do dziwaka.
Przez chwilę wydaje się, że Zane nie puści Seana. Wygląda jakby rozmyślał, podczas gdy ruchy zboczeńca stają się coraz bardziej spanikowane. Dźwięki duszenia wypełniają noc. Ludzie zaczynają kierować się w naszym kierunku.
Ostatecznie Zane opanowuje się. Uwalnia Seana, potem popycha go dosyć mocno, żeby upadł na kolana. – Nawet nie waż się znowu na nią spojrzeć – mówi bezbarwnym głosem.
Patrzę jak Sean odpełza jak karaluch. Ludzie, chciałabym potrafić powiedzieć coś tak do faceta, żeby poczuł się tak tanio i obleśnie jak ja poczułam się przez niego. Ale każda obraza, którą mogę wymyślić prawdopodobnie by go podnieciła. Głupi zboczeńcy.
- Nie mogę zostawić cię samą choćby na minutę – mówi Zane z krzywym uśmiechem. – Nic ci nie jest?
- Nie – odpowiadam szybko. – Tak naprawdę to miałam wszystko pod kontrolą. Możesz wrócić do dobrej zabawy z Taylor.
Zane podnosi na chwilę wzrok na ciemne niebo. – Nie robimy tego znowu – jęczy.
- Robimy co? – mówię gniewnie. – Jeżeli chcesz spędzać czas z moją kuzynką za każdym razem, gdy odwracam plecy, nie krępuj się! Wyszłam na zewnątrz, żeby zająć się sobą.
- Tak, zajmowanie się sobą wlicza bycie obmacywaną przez jakiegoś dupka?
- Najwyraźniej! – krzyczę, wyrzucając dłonie w powietrze.
Zane kręci głową. Czemu wygląda, jakby chciało mu się śmiać? – Nie robimy tego znowu – powtarza ze zmęczeniem.
- Tak, my nie! Więc wracaj do flirtowania ze swoimi dziewczynami – nic mnie to nie obchodzi.
- Violet – wzdycha. – Co mogę zrobić, żeby przekonać cię, że cię nie zdradzę?
Przeciągam ręką po moich rozwichrzonych włosach. – Nie wiem! Za każdym razem, jak się odwracam, rozmawiasz z inną dziewczyną. A one zawsze są ładne. Dlaczego nie mogą być grube? Naprawdę grube?
Zane jedynie śmieje się. – Rozmawianie nie oznacza zdrady. Wiesz o tym, prawda?
- Powiedz to mojemu tacie i Mattowi – mówię gorzko.
- Cóż, ja nimi nie jestem. Nie zdradzam. Dobra? – Pochyla się, żeby spojrzeć mi w oczy.
- Ale coś ukrywasz – szepczę.
- To nie to, co myślisz. Powiem ci, tylko nie…
- Tylko nie teraz. – Odwracam się do niego plecami. – Częściowo dlatego nie mogę ci zaufać.
Zane milczy przez chwilę. – Co chcesz zrobić? – pyta ostatecznie.
- Nie chcę się kłócić – odpowiadam.
- Co chcesz zrobić? – powtarza.
Opieram się o niego. Obejmuje mnie ramionami w talii, przyciągając mnie do swojego ciepła. – Chcę poczuć, jak miękkie jest twoje łóżko – odpieram cicho.
- Chodźmy.
Zane łapie mnie za rękę i praktycznie biegniemy do waleta odprowadzającego samochody. Kiedy czekamy, aż podjedzie jego samochodem, ktoś wrzeszczy przeraźliwie.
Wysuwam komórkę z małej kieszonki mojej sukienki i niechętnie odbieram. – Mamo?
- Proszę, powiedz mi, że jesteś gdzieś blisko – mówi w pośpiechu. – Prababcia Frances ma olbrzymi napad, a ty jedyna potrafisz ją uspokoić.
Zerkam na Zane’a. Obserwuje mnie uważnie. – Zaraz tam będę – jęczę.
- Pośpiesz się, Violet!
- Nagły wypadek z prababcią – mówię mu, rozłączając się. – Świruje tam, a tylko na mnie reaguje.
Zane pochyla głowę. – Kiedy ty i ja w końcu się zdarzymy, mogę tego nie przeżyć – mruczy, patrząc w ziemię.
- Ja, uch, chyba pogadamy później?
Zbliżam się, żeby go pocałować, ale prędko się wycofuje. – Nie. Teraz mnie nie dotykaj.
- Co? Dlaczego nie? – Patrzę na niego, marszcząc czoło.
Mały, nazbyt skromny uśmiech tańczy na jego pięknie ukształtowanych ustach. – Zaufaj mi, to byłby zły pomysł. Zadzwonię do ciebie potem, okej?
Auto Zane pojawia się jak magia. Portier wyskakuje z siedzenia kierowcy, wyglądając na podekscytowanego, że mógł być za kierownicą takiego niesamowitego samochodu.
- Okej – odpowiadam osłupiałym głosem. Nie wiem co zrobić z dłońmi, więc macham niezręcznie. – Do zobaczenia później?
Zatrzymuje się, aby na mnie spojrzeć, zanim wsiada do Astona Martina. – Zdecydowanie.
Jakim cudem to wciąż się dzieje? Patrzę w niebo, szukając odpowiedzi i wiecie co dostaję?
Kroplą deszczu w oko.
Ale prawdziwy smakołyk czeka na mnie w sali balowej, gdzie prababcia jest w trakcie usuwania z siebie każdej warstwy ubrania. Czas na kąpiel, mówi.
Wow. Nagie ciało starszej kobiety zabija nastrój. Zabija naprawdę skutecznie.

Mogę nigdy nie mieć seksu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz