Brakowało mi
mojej mamusi. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo, dopóki nie zobaczyłam jej
wybiegającej z domu, żeby mnie przywitać i prawie wybucham płaczem, kiedy
obejmuje mnie w łamiącym żebra uścisku.
Ona wygląda
wspaniale! Najwyraźniej Europa z nią się zgadza. Rozpływam się nad jej nową,
wyrafinowaną fryzurą i drogo wyglądającym strojem. Cała osoba mamy błyszczy
szczęściem i – tak – miłością. Prowadzi mnie do domu, żeby pokazać mi wszystkie
ubrania i pamiątki, które mi przywiozła. Nawet Bill wydaje się… zadowolony.
Niezręcznie klepie mnie po plecach, gdy komplementuję jego opaleniznę.
Oficjalnie
wprowadziłyśmy się do domu Billa. Powinnam być podekscytowana, prawda? Mój nowy
pokój jest trzy razy większy od starego, a mama trochę poszalała, dekorując go
na styl księżniczki. Ten cały fiolet i zabytkowe, wiktoriańskie meble nie są w
moim guście, ale co tam, jest ładnie. Podoba mi się mały balkon za
przeszklonymi drzwiami, idealny dla jakiegokolwiek księcia, który chce się na
niego wspiąć i mnie uratować. A wielkie łóżko z dramatycznie zwiewnym
baldachimem sprawia, że czuję się jak dziewczyna haremu – nie mogę stwierdzić,
dlaczego uważam to za dobrą rzecz.
Więc minęły
trzy dni, odkąd widziałam Zane’a. Nasze harmonogramy nigdy nie wydają się do
siebie pasować. Ale rozmawialiśmy przez telefon kilka godzin na raz. I tak,
przyznaję: sekstujemy.
Nie mogę
uwierzyć, że to przyznałam. Jeden wieczór z Zanem i nagle zmieniłam się w
seksowną babkę. Westchnięcie, tęsknię za nim. Jest w Los Angeles, zajmuje się
jakimś biznesem, ale przychodzi na dzisiejszy obiad.
Tak. Obiad z
naszymi rodzicami. O rety.
Jestem
absurdalnie podenerwowana i niespodziewanie nieśmiała na myśl o tym, że znowu
go zobaczę. Jak powinnam się zachowywać? Co powinnam założyć? Mój dylemat jest
skomplikowany przez fakt, że będzie tam moja matka – i jego ojciec.
Och, to może
być takie złe.
Mama chce,
żebym założyła ładną brzoskwiniową sukienkę, którą kupiła mi w Paryżu i jest
dla mnie wyraźne dlaczego, kiedy wchodzę do salonu, a ona ma pasującą sukienkę!
Od razu odwracam się, żeby pójść się przebrać, ale zatrzymuje mnie głos mamy.
- Mój Boże,
wyglądasz tak pięknie, Violet!
Wzdycham
niesłyszalnie, zatrzymując się. – Dzięki – mruczę.
Mama trzyma
pod ramieniem swojego iPada. Kiedy ją o niego pytam, uśmiecha się do mnie
promiennie.
-
Pomyślałam, że może Zane zechce obejrzeć parę zdjęć z naszej wycieczki. Wiem,
że widziałaś ich większość – chyba musiałam ci wysyłać sto na dzień.
Otwieram
usta, aby powiedzieć, że podobało mi się ich dostawanie – wtem dzwoni dzwonek
do drzwi, a ja zamiast tego krzyczę i podskakuję.
- O, to musi
być Zane. Otwórz drzwi, dobrze? I dlaczego jesteś dziś taka nerwowa, Violet?
Może ogranicz kofeinę?
On jest
tutaj!
Z sercem w
gardle idę na drżących kończynach do holu. Biorę głęboki wdech i otwieram
drzwi.
I całkowicie
to tracę, gdy widzę stojącego tam Zane’a, wyglądającego niewiarygodnie
wspaniale w białej koszuli z długim rękawem i ciemnych bojówkach. Jego miękkie
ciemne włosy wyglądają, jakby przesuwał przez nie dłonią, a jego broda pokryta
jest lekkim zarostem – takie seksowne!
- Cześć –
odzywa się, błyskając tym seksownym półuśmiechem.
- Cześć.
Cześć. – Gapię się na niego.
- Uch, mogę
wejść?
- Och! Tak,
przepraszam.
Otwieram
szerzej drzwi, odsuwając się na bok. Zane przesuwa się obok mnie, potem odwraca
do mnie twarzą. Stoimy w holu, złapani przez niekomfortową ciszę.
Zamierza
chwycić mnie za rękę, ale odsuwam się od niego. Podnosi brwi, gdy pośpiesznie
się cofam.
Nie wiem jak
mu wyjaśnić, jak się czuję, że gdyby mnie dotknął, to złamałby tamę dojmujących
uczuć, które w tej chwili tak rozpaczliwie staram się kontrolować. I to nie
była pora na jej stracenie, nie z mamą w pokoju obok.
Mówiąc o…
Pojawia się
mama, ratując mnie w ostatniej chwili. Pędzi, żeby przytulić Zane’a i czy jest
dziwne bycie zazdrosną o własną matkę? Również mam nagłą ochotę wypaplać: „On
widział mnie nagą!”.
Nie robię
tego, dzięki Bogu. Zakrywam dłonią usta i idę za nimi do salonu. Siadają na
kanapie, a ja opadam na fotel. Z oszołomieniem patrzę jak mama mu papla, zmusza
go do oglądania zdjęć i opowiada mu zabawne historyjki o ich europejskich
przygodach.
Zane jest
dla niej taki miły! Cierpliwy oraz czarujący, żartuje z nią na temat własnych
doświadczeń z podróży. Od czasu do czasu spogląda na mnie z rozbawieniem i
pytaniem w oczach. Unikam jego wzroku, lecz patrzę na niego ukradkiem,
kiedykolwiek jego uwaga jest skupiona gdzie indziej.
Śledzę
spojrzeniem doskonałość kształtów jego twarzy: eleganckie czoło, ciemne brwi
nad intensywnymi ciemnymi oczami, prosty nos… te seksowne, pięknie
ukształtowane usta. Znakomity kształt kości policzkowych. Ta silna, kwadratowa
szczęka, nieogolona…
Hej, dopiero
teraz się zorientowałam – zarost Zane’a jest o wiele jaśniejszy niż włosy na
jego głowie. Hm, tak jak delikatne włoski na ramionach. Nigdy wcześniej tego
nie zauważyłam… czy on farbuje swoje włosy? Zastanawiam się czy mają taki sam
miedzianozłoty kolor jak jego ojca. Albo może on jest jednym z tych ludzi,
których owłosienie jest jasne? Znałam dziewczynę, która była egzotyczną
mieszanką Hawajki, Filipinki i Niemki. Jej włosy i skóra były ciemne, ale miała
jasnego wąsa. Można go było zobaczyć w słońcu.
W każdym
razie. Notuję sobie w pamięci, żeby później go o to zapytać. Nie żeby to była
dla mnie wielka sprawa. Przecież cały czas farbuję moje włosy.
Bill wchodzi
do pokoju i zaczyna rozmawiać z Zanem o pracy. Mama idzie sprawdzić obiad.
Wiercę się nieswojo na fotelu, rozdarta pomiędzy pragnieniem ucieczki do
sypialni a rzuceniem się prosto w ramiona Zane’a.
- Violet?
- Co?
Mama stoi
przede mną i po wyrazie jej twarzy wiem, że musiałam naprawdę odpłynąć. Z
zakłopotaniem skupiam uwagę.
- Co się
dzisiaj z tobą dzieje? – pyta, przyglądając mi się z bliska. Wyciąga rękę, żeby
wyczuć moje czoło tyłem dłoni. – Nic ci nie jest?
Nie patrz na
Zane’a. Nie patrz na niego. – Tak – mamroczę nieobecnie, wycierając spocone
ręce o przód sukienki. – Ta, ja, uch, no wiesz… penis.
- Słucham?
Moje
przerażone spojrzenie spotyka się z mamy. – O mój Boże! Co ja powiedziałam?
Chciałam powiedzieć penis!
Czy mama
mogła wyglądać na bardziej przerażoną? Nie sądzę. – Powiedziałaś „penis” –
zauważa.
Zawstydzona
kładę rękę na ustach. – O nie.
Czy to zbyt
wielka nadzieja, że Zane i jego ojciec nie słyszeli tej małej rozmowy o
penisie? Ta, oczywiście. Nie zamierzam tam spojrzeć. Zamierzam zignorować ten
stłumiony dźwięk kaszlnięcia/śmiechu ze strony Zane’a.
- Pomogę ci
w kuchni – mówię żałośnie do mamy.
Przygląda mi
się ostrożnie. – Myślę, że tak będzie lepiej.
Gdy
wchodzimy do kuchni, zaczyna bezlitośnie mnie przesłuchiwać. Jestem zmuszona
powiedzieć jej, że Lauren kazała mi tamtej nocy obejrzeć nieprzyzwoity film – a
teraz myśli, że moja najlepsza przyjaciółka jest jakimś zboczeńcem z sekretnym
bratem. Zastanawiam się czemu zawsze robię z niej mojego kozła ofiarnego. Chyba
po to są najlepsi przyjaciele, prawda?
Mama chce,
żebyśmy jedli przy małym kuchennym stole, ponieważ uznaje, że ten w jadalni
jest za duży i zbyt formalny jak na tylko naszą czwórkę. Nakrywam stół, kładę
jedzenie na półmiski i szczerze nie mogłabym wam powiedzieć, co mamy na obiad.
Myślałam, że
siedzenie kusząco blisko obok Zane’a byłoby złe, ale siedzenie naprzeciwko
niego jest gorsze, bo teraz muszę na niego patrzeć. Dziobię mojego szparaga,
gdy mama radośnie papla o ślubie.
- Większość
gości dostało zaproszenia i wygląda na to, że będziemy mieć ich około dwustu –
mówi mama. Kręci głową. – I większość jest z mojej strony. Szkoda, że nie masz
żadnej rodziny poza Zanem. Cieszę się, że większości twoich przyjaciół z pracy
uda się przyjść.
Bill garbi
ramiona i dźga w pieczeń wołową. – Są bardziej znajomymi niż przyjaciółmi –
mamrocze. Można totalnie powiedzieć, że zaprosił ich tylko dlatego, że mama
musiała go o to nękać.
- Zane,
kiedy wracasz do L.A.? – pyta ona, a ja unoszę uszy, czekając na jego
odpowiedź.
- Dzisiaj
wieczorem. Jestem już spakowany – odpowiada.
- Och, to
szkoda, że musisz jechać tak szybko po naszym powrocie – wzdycha mama. – Uda ci
się wrócić na nasze przyjęcie zaręczynowe, prawda?
Zane posyła
jej swój zabójczy uśmiech. – Nie przegapiłbym go.
Patrzy na
mnie i przyłapuje mnie na gapieniu się. Pośpiesznie odwracam wzrok, waląc ręką
w stół. Moje palce uderzają o krawędź łyżki balansującej na talerzu, wyrzucając
w powietrze kluchę puree ziemniaczanego. Ląduje z plaśnięciem na ramieniu
Billa. Nawet nie zauważa.
Gdy ścieram
puree ziemniaczane z jego koszuli, mama znowu odwraca się do Zane’a. –
Widzieliście się dużo z Violet, kiedy nie było nas z Billem?
O rany!
Zane’owi
udaje się złapać mój spanikowany wzrok i jego oczy iskrzą się psotną
złośliwością. – Och, sporą ilość, nieprawdaż, Violet?
Zaciskam
zęby i wycieram mocniej wilgotne miejsce na biednym ramieniu Billa.
- To dobrze.
Cieszę się, że wy dwoje poznajecie się nawzajem.
- O tak –
mówi Zane, posyłając mi uśmieszek. – Raz zaprosiłem ją na kolację. Najlepszy
posiłek mojego życia.
O mój Boże!
– Poważnie? – mówię gniewnie, piorunując go wzrokiem.
Czuję się,
jakbym miała buchnąć ogniem. Jak on mógł to powiedzieć z tym uśmiechem na twarzy?! I spójrzcie na to jak dwuznacznie, powoli
żuje swojego szparaga.
O Boże,
dowiedzą się, co zrobiliśmy! Oni…
- Myślę, że
już to zdjęłaś, Violet. – Głos Billa przerywa moje szalone myśli. Stara się
oderwać od mojego mocnego uchwytu jego rękawa.
- Nie mów
takich rzeczy! – wypalam, przypadkowo patrząc gniewnie na Billa. – To znaczy…
uch, przepraszam!
Jakimś cudem
mama jest całkowicie nieświadoma podwójnego sensu nieprzyzwoitej gadki Zane’a.
– Martwiłam się, że nie dogadacie się – śmieje się.
Zane
chichocze razem z nią. – Cóż, Lily, początkowo mieliśmy wyboistą drogę, ale
teraz Violet jest jak młodsza siostra, której nigdy nie chciałem.
Kopię go pod
stołem. Mocno.
- Au! –
krzyczy mama, spuszczając wzrok. – Violet! Czy ty właśnie mnie kopnęłaś?
Przełykam
ślinę, oczy powiększają się z poczucia winy, podczas gdy Zane – ten dureń –
wydaje stłumione dźwięki zza pięści. – Nie! – zaprzeczam i patrzę na Billa,
bezgłośnie go w to wtrącając.
Potem
wszystko jest jeszcze gorsze. Po obiedzie ciągnę Zane’a za przód koszuli do
łazienki. Właśnie zamknęłam drzwi, kiedy pcha mnie na nie, blokując mnie swoim
ciałem.
- Robimy to
w łazience? – Uśmiecha się do mnie szeroko. – Violet, jestem wstrząśnięty.
- Och,
zamknij się! – Kładę ręce na jego torsie i próbuję go odepchnąć. Ani drgnie. –
Jak mogłeś mówić takie rzeczy przed moją mamą, zboczeńcu?! A co, gdyby się
połapała?
Zane jedynie
potrząsa głową. Opiera rękę o drzwi, tuż nad moją głową. – Daj spokój. Rodzice
słyszą tylko to, co chcą usłyszeć. Uwaga twojej mamy jest tak rozproszona przez
ślubne plany, że mógłbym to zrobić przy niej i nawet by nie zauważyła.
Przyciska
się bliżej, obcałowując moją szyję. Drżę w niekontrolowany sposób.
I w taki
właśnie sposób, całujemy się dziko przy drzwiach. W łazience.
Nie mogę
tego powstrzymać – Zane robi coś niesamowitego swoją ręką, a ja głośno jęczę.
- Cii! –
Śmieje się, przyciskając palec do moich ust. Zamieram pod nim.
Nagle ktoś
puka do drzwi.
- Violet?
Czy to ty tam jesteś?
Mama!
Wpatruję się
bezradnie w Zane’a. O cholera!
- Nie, to
ja, Lily – odpowiada Zane, ratując mnie. – Po prostu mam problemy z moim…
rozporkiem.
Głośno
prycham. Zane zakrywa moje usta, jego ciemne oczy tańczą. Oboje podśmiewamy się
z milczenia mamy.
- Och – mówi
w końcu przygaszonym głosem. – Cóż, daj mi znać jeśli będziesz potrzebował
pomocy. Nie, nie miałam tego tak na myśli! Po prostu chodziło mi o to, że
jeśli… o nie. Okej, pójdę sobie! Powodzenia!
Zane opiera
czoło na moim, mocno starając się nie roześmiać. – Dobrze! Dziękuję! – udaje mu
się powiedzieć.
Oboje
wybuchamy śmiechem. Ręka Zane’a nadal zakrywa moje usta, więc ją gryzę. Krzywi
się i odsuwa z małym uśmieszkiem.
- Ty pierwszy
wyjdź – szepczę, jak zapina swoją koszulę. – I już nie mów nic nieprzyzwoitego!
- Już ode
mnie nie uciekaj. – Mówi to przekornie, ale jego ciemne oczy są śmiertelnie
poważne.
Pochyla się,
żeby dać mi ostatni pocałunek, po czym podnosi mnie i odsuwa od drzwi.
Kiedy
wyszedł z powodzeniem, zamykam drzwi i raz jeszcze się o nie opieram. Odchylam
głowę, śmiejąc się do siebie niedowierzająco. Moje kości są jak papka – czy z
bliskiego wpadnięcia, czy pocałunków Zane’a, nie potrafię stwierdzić.
Ale te w połowie
bolesne, w połowie ekstatyczne wzrastające i opadające uczucie?
Co mogę za
to winić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz