11.3.14

Rozdział 15

Brakowało mi mojej mamusi. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo, dopóki nie zobaczyłam jej wybiegającej z domu, żeby mnie przywitać i prawie wybucham płaczem, kiedy obejmuje mnie w łamiącym żebra uścisku.
Ona wygląda wspaniale! Najwyraźniej Europa z nią się zgadza. Rozpływam się nad jej nową, wyrafinowaną fryzurą i drogo wyglądającym strojem. Cała osoba mamy błyszczy szczęściem i – tak – miłością. Prowadzi mnie do domu, żeby pokazać mi wszystkie ubrania i pamiątki, które mi przywiozła. Nawet Bill wydaje się… zadowolony. Niezręcznie klepie mnie po plecach, gdy komplementuję jego opaleniznę.
Oficjalnie wprowadziłyśmy się do domu Billa. Powinnam być podekscytowana, prawda? Mój nowy pokój jest trzy razy większy od starego, a mama trochę poszalała, dekorując go na styl księżniczki. Ten cały fiolet i zabytkowe, wiktoriańskie meble nie są w moim guście, ale co tam, jest ładnie. Podoba mi się mały balkon za przeszklonymi drzwiami, idealny dla jakiegokolwiek księcia, który chce się na niego wspiąć i mnie uratować. A wielkie łóżko z dramatycznie zwiewnym baldachimem sprawia, że czuję się jak dziewczyna haremu – nie mogę stwierdzić, dlaczego uważam to za dobrą rzecz.
Więc minęły trzy dni, odkąd widziałam Zane’a. Nasze harmonogramy nigdy nie wydają się do siebie pasować. Ale rozmawialiśmy przez telefon kilka godzin na raz. I tak, przyznaję: sekstujemy.
Nie mogę uwierzyć, że to przyznałam. Jeden wieczór z Zanem i nagle zmieniłam się w seksowną babkę. Westchnięcie, tęsknię za nim. Jest w Los Angeles, zajmuje się jakimś biznesem, ale przychodzi na dzisiejszy obiad.
Tak. Obiad z naszymi rodzicami. O rety.
Jestem absurdalnie podenerwowana i niespodziewanie nieśmiała na myśl o tym, że znowu go zobaczę. Jak powinnam się zachowywać? Co powinnam założyć? Mój dylemat jest skomplikowany przez fakt, że będzie tam moja matka – i jego ojciec.
Och, to może być takie złe.
Mama chce, żebym założyła ładną brzoskwiniową sukienkę, którą kupiła mi w Paryżu i jest dla mnie wyraźne dlaczego, kiedy wchodzę do salonu, a ona ma pasującą sukienkę! Od razu odwracam się, żeby pójść się przebrać, ale zatrzymuje mnie głos mamy.
- Mój Boże, wyglądasz tak pięknie, Violet!
Wzdycham niesłyszalnie, zatrzymując się. – Dzięki – mruczę.
Mama trzyma pod ramieniem swojego iPada. Kiedy ją o niego pytam, uśmiecha się do mnie promiennie.
- Pomyślałam, że może Zane zechce obejrzeć parę zdjęć z naszej wycieczki. Wiem, że widziałaś ich większość – chyba musiałam ci wysyłać sto na dzień.
Otwieram usta, aby powiedzieć, że podobało mi się ich dostawanie – wtem dzwoni dzwonek do drzwi, a ja zamiast tego krzyczę i podskakuję.
- O, to musi być Zane. Otwórz drzwi, dobrze? I dlaczego jesteś dziś taka nerwowa, Violet? Może ogranicz kofeinę?
On jest tutaj!
Z sercem w gardle idę na drżących kończynach do holu. Biorę głęboki wdech i otwieram drzwi.
I całkowicie to tracę, gdy widzę stojącego tam Zane’a, wyglądającego niewiarygodnie wspaniale w białej koszuli z długim rękawem i ciemnych bojówkach. Jego miękkie ciemne włosy wyglądają, jakby przesuwał przez nie dłonią, a jego broda pokryta jest lekkim zarostem – takie seksowne!
- Cześć – odzywa się, błyskając tym seksownym półuśmiechem.
- Cześć. Cześć. – Gapię się na niego.
- Uch, mogę wejść?
- Och! Tak, przepraszam.
Otwieram szerzej drzwi, odsuwając się na bok. Zane przesuwa się obok mnie, potem odwraca do mnie twarzą. Stoimy w holu, złapani przez niekomfortową ciszę.
Zamierza chwycić mnie za rękę, ale odsuwam się od niego. Podnosi brwi, gdy pośpiesznie się cofam.
Nie wiem jak mu wyjaśnić, jak się czuję, że gdyby mnie dotknął, to złamałby tamę dojmujących uczuć, które w tej chwili tak rozpaczliwie staram się kontrolować. I to nie była pora na jej stracenie, nie z mamą w pokoju obok.
Mówiąc o…
Pojawia się mama, ratując mnie w ostatniej chwili. Pędzi, żeby przytulić Zane’a i czy jest dziwne bycie zazdrosną o własną matkę? Również mam nagłą ochotę wypaplać: „On widział mnie nagą!”.
Nie robię tego, dzięki Bogu. Zakrywam dłonią usta i idę za nimi do salonu. Siadają na kanapie, a ja opadam na fotel. Z oszołomieniem patrzę jak mama mu papla, zmusza go do oglądania zdjęć i opowiada mu zabawne historyjki o ich europejskich przygodach.
Zane jest dla niej taki miły! Cierpliwy oraz czarujący, żartuje z nią na temat własnych doświadczeń z podróży. Od czasu do czasu spogląda na mnie z rozbawieniem i pytaniem w oczach. Unikam jego wzroku, lecz patrzę na niego ukradkiem, kiedykolwiek jego uwaga jest skupiona gdzie indziej.
Śledzę spojrzeniem doskonałość kształtów jego twarzy: eleganckie czoło, ciemne brwi nad intensywnymi ciemnymi oczami, prosty nos… te seksowne, pięknie ukształtowane usta. Znakomity kształt kości policzkowych. Ta silna, kwadratowa szczęka, nieogolona…
Hej, dopiero teraz się zorientowałam – zarost Zane’a jest o wiele jaśniejszy niż włosy na jego głowie. Hm, tak jak delikatne włoski na ramionach. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłam… czy on farbuje swoje włosy? Zastanawiam się czy mają taki sam miedzianozłoty kolor jak jego ojca. Albo może on jest jednym z tych ludzi, których owłosienie jest jasne? Znałam dziewczynę, która była egzotyczną mieszanką Hawajki, Filipinki i Niemki. Jej włosy i skóra były ciemne, ale miała jasnego wąsa. Można go było zobaczyć w słońcu.
W każdym razie. Notuję sobie w pamięci, żeby później go o to zapytać. Nie żeby to była dla mnie wielka sprawa. Przecież cały czas farbuję moje włosy.
Bill wchodzi do pokoju i zaczyna rozmawiać z Zanem o pracy. Mama idzie sprawdzić obiad. Wiercę się nieswojo na fotelu, rozdarta pomiędzy pragnieniem ucieczki do sypialni a rzuceniem się prosto w ramiona Zane’a.
- Violet?
- Co?
Mama stoi przede mną i po wyrazie jej twarzy wiem, że musiałam naprawdę odpłynąć. Z zakłopotaniem skupiam uwagę.
- Co się dzisiaj z tobą dzieje? – pyta, przyglądając mi się z bliska. Wyciąga rękę, żeby wyczuć moje czoło tyłem dłoni. – Nic ci nie jest?
Nie patrz na Zane’a. Nie patrz na niego. – Tak – mamroczę nieobecnie, wycierając spocone ręce o przód sukienki. – Ta, ja, uch, no wiesz… penis.
- Słucham?
Moje przerażone spojrzenie spotyka się z mamy. – O mój Boże! Co ja powiedziałam? Chciałam powiedzieć penis!
Czy mama mogła wyglądać na bardziej przerażoną? Nie sądzę. – Powiedziałaś „penis” – zauważa.
Zawstydzona kładę rękę na ustach. – O nie.
Czy to zbyt wielka nadzieja, że Zane i jego ojciec nie słyszeli tej małej rozmowy o penisie? Ta, oczywiście. Nie zamierzam tam spojrzeć. Zamierzam zignorować ten stłumiony dźwięk kaszlnięcia/śmiechu ze strony Zane’a.
- Pomogę ci w kuchni – mówię żałośnie do mamy.
Przygląda mi się ostrożnie. – Myślę, że tak będzie lepiej.
Gdy wchodzimy do kuchni, zaczyna bezlitośnie mnie przesłuchiwać. Jestem zmuszona powiedzieć jej, że Lauren kazała mi tamtej nocy obejrzeć nieprzyzwoity film – a teraz myśli, że moja najlepsza przyjaciółka jest jakimś zboczeńcem z sekretnym bratem. Zastanawiam się czemu zawsze robię z niej mojego kozła ofiarnego. Chyba po to są najlepsi przyjaciele, prawda?
Mama chce, żebyśmy jedli przy małym kuchennym stole, ponieważ uznaje, że ten w jadalni jest za duży i zbyt formalny jak na tylko naszą czwórkę. Nakrywam stół, kładę jedzenie na półmiski i szczerze nie mogłabym wam powiedzieć, co mamy na obiad.
Myślałam, że siedzenie kusząco blisko obok Zane’a byłoby złe, ale siedzenie naprzeciwko niego jest gorsze, bo teraz muszę na niego patrzeć. Dziobię mojego szparaga, gdy mama radośnie papla o ślubie.
- Większość gości dostało zaproszenia i wygląda na to, że będziemy mieć ich około dwustu – mówi mama. Kręci głową. – I większość jest z mojej strony. Szkoda, że nie masz żadnej rodziny poza Zanem. Cieszę się, że większości twoich przyjaciół z pracy uda się przyjść.
Bill garbi ramiona i dźga w pieczeń wołową. – Są bardziej znajomymi niż przyjaciółmi – mamrocze. Można totalnie powiedzieć, że zaprosił ich tylko dlatego, że mama musiała go o to nękać.
- Zane, kiedy wracasz do L.A.? – pyta ona, a ja unoszę uszy, czekając na jego odpowiedź.
- Dzisiaj wieczorem. Jestem już spakowany – odpowiada.
- Och, to szkoda, że musisz jechać tak szybko po naszym powrocie – wzdycha mama. – Uda ci się wrócić na nasze przyjęcie zaręczynowe, prawda?
Zane posyła jej swój zabójczy uśmiech. – Nie przegapiłbym go.
Patrzy na mnie i przyłapuje mnie na gapieniu się. Pośpiesznie odwracam wzrok, waląc ręką w stół. Moje palce uderzają o krawędź łyżki balansującej na talerzu, wyrzucając w powietrze kluchę puree ziemniaczanego. Ląduje z plaśnięciem na ramieniu Billa. Nawet nie zauważa.
Gdy ścieram puree ziemniaczane z jego koszuli, mama znowu odwraca się do Zane’a. – Widzieliście się dużo z Violet, kiedy nie było nas z Billem?
O rany!
Zane’owi udaje się złapać mój spanikowany wzrok i jego oczy iskrzą się psotną złośliwością. – Och, sporą ilość, nieprawdaż, Violet?
Zaciskam zęby i wycieram mocniej wilgotne miejsce na biednym ramieniu Billa.
- To dobrze. Cieszę się, że wy dwoje poznajecie się nawzajem.
- O tak – mówi Zane, posyłając mi uśmieszek. – Raz zaprosiłem ją na kolację. Najlepszy posiłek mojego życia.
O mój Boże! – Poważnie? – mówię gniewnie, piorunując go wzrokiem.
Czuję się, jakbym miała buchnąć ogniem. Jak on mógł to powiedzieć z tym uśmiechem na twarzy?! I spójrzcie na to jak dwuznacznie, powoli żuje swojego szparaga.
O Boże, dowiedzą się, co zrobiliśmy! Oni…
- Myślę, że już to zdjęłaś, Violet. – Głos Billa przerywa moje szalone myśli. Stara się oderwać od mojego mocnego uchwytu jego rękawa.
- Nie mów takich rzeczy! – wypalam, przypadkowo patrząc gniewnie na Billa. – To znaczy… uch, przepraszam!
Jakimś cudem mama jest całkowicie nieświadoma podwójnego sensu nieprzyzwoitej gadki Zane’a. – Martwiłam się, że nie dogadacie się – śmieje się.
Zane chichocze razem z nią. – Cóż, Lily, początkowo mieliśmy wyboistą drogę, ale teraz Violet jest jak młodsza siostra, której nigdy nie chciałem.
Kopię go pod stołem. Mocno.
- Au! – krzyczy mama, spuszczając wzrok. – Violet! Czy ty właśnie mnie kopnęłaś?
Przełykam ślinę, oczy powiększają się z poczucia winy, podczas gdy Zane – ten dureń – wydaje stłumione dźwięki zza pięści. – Nie! – zaprzeczam i patrzę na Billa, bezgłośnie go w to wtrącając.
Potem wszystko jest jeszcze gorsze. Po obiedzie ciągnę Zane’a za przód koszuli do łazienki. Właśnie zamknęłam drzwi, kiedy pcha mnie na nie, blokując mnie swoim ciałem.
- Robimy to w łazience? – Uśmiecha się do mnie szeroko. – Violet, jestem wstrząśnięty.
- Och, zamknij się! – Kładę ręce na jego torsie i próbuję go odepchnąć. Ani drgnie. – Jak mogłeś mówić takie rzeczy przed moją mamą, zboczeńcu?! A co, gdyby się połapała?
Zane jedynie potrząsa głową. Opiera rękę o drzwi, tuż nad moją głową. – Daj spokój. Rodzice słyszą tylko to, co chcą usłyszeć. Uwaga twojej mamy jest tak rozproszona przez ślubne plany, że mógłbym to zrobić przy niej i nawet by nie zauważyła.
Przyciska się bliżej, obcałowując moją szyję. Drżę w niekontrolowany sposób.
I w taki właśnie sposób, całujemy się dziko przy drzwiach. W łazience.
Nie mogę tego powstrzymać – Zane robi coś niesamowitego swoją ręką, a ja głośno jęczę.
- Cii! – Śmieje się, przyciskając palec do moich ust. Zamieram pod nim.
Nagle ktoś puka do drzwi.
- Violet? Czy to ty tam jesteś?
Mama!
Wpatruję się bezradnie w Zane’a. O cholera!
- Nie, to ja, Lily – odpowiada Zane, ratując mnie. – Po prostu mam problemy z moim… rozporkiem.
Głośno prycham. Zane zakrywa moje usta, jego ciemne oczy tańczą. Oboje podśmiewamy się z milczenia mamy.
- Och – mówi w końcu przygaszonym głosem. – Cóż, daj mi znać jeśli będziesz potrzebował pomocy. Nie, nie miałam tego tak na myśli! Po prostu chodziło mi o to, że jeśli… o nie. Okej, pójdę sobie! Powodzenia!
Zane opiera czoło na moim, mocno starając się nie roześmiać. – Dobrze! Dziękuję! – udaje mu się powiedzieć.
Oboje wybuchamy śmiechem. Ręka Zane’a nadal zakrywa moje usta, więc ją gryzę. Krzywi się i odsuwa z małym uśmieszkiem.
- Ty pierwszy wyjdź – szepczę, jak zapina swoją koszulę. – I już nie mów nic nieprzyzwoitego!
- Już ode mnie nie uciekaj. – Mówi to przekornie, ale jego ciemne oczy są śmiertelnie poważne.
Pochyla się, żeby dać mi ostatni pocałunek, po czym podnosi mnie i odsuwa od drzwi.
Kiedy wyszedł z powodzeniem, zamykam drzwi i raz jeszcze się o nie opieram. Odchylam głowę, śmiejąc się do siebie niedowierzająco. Moje kości są jak papka – czy z bliskiego wpadnięcia, czy pocałunków Zane’a, nie potrafię stwierdzić.
Ale te w połowie bolesne, w połowie ekstatyczne wzrastające i opadające uczucie?

Co mogę za to winić? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz