11.3.14

Rozdział 35

Pracuję w Sylwestra, czemu nie jestem przeciwna, bo i tak nie mam żadnych planów. Bratanek jednego z mieszkańców przynosi fajerwerki, a my wyprowadzamy wszystkich na zewnątrz, żeby je odpalić. Mieszkańcy są zachwyceni tym małym pokazem, patrząc na wybuchy świateł na niebie z wielkimi uśmiechami. Potem wracamy do środka na gorącą czekoladę i piwo korzenne.
Dobrze radziłam sobie w udawaniu pogodnej i pełnej szczęśliwej energii, ale pod koniec mojej zmiany, jestem wyczerpana tym wysiłkiem. Helize zauważa jaka jestem cicha i pyta czy nic mi nie jest.
Zmuszam się do uśmiechu. – Wszystko okej. Um… mogę zadać ci osobiste pytanie?
Ma ona dzisiaj szczególnie dobry dzień. Spotyka moje spojrzenie w odbiciu lustra, kiedy czesze swoje rzadkie siwe włosy. – Cóż, podcierałaś mi tyłek i myłaś wszystkie moje zakątki, kochanie. Chyba to daje ci prawo do pytania. Mów.
Śmieję się. – Fu. Okej. Czy… czy kiedykolwiek żałujesz tego, że nie wzięłaś ślubu i nie założyłaś rodziny?
Wzrok Helize staje się nagle skryty, jej mina zamyślona. – Nie, nie powiedziałabym tego – mówi w końcu. – Przeżyłam wiele wspaniałych doświadczeń – zrobiłam rzeczy, na które myślę, że nie miałabym okazji, gdybym się ustatkowała. Dużo podróżowałam. Opowiadałam ci o tym, jak leciałam na lotni w Paragwaju?
- Nie, ale to brzmi jak dobra historia – odpowiadam.
- W takim razie opowiem ci… - I rozpoczyna niezwykłą historię o jej przygodach w Paragwaju. Dla odmiany ta historia nie kończy się na jej wylądowaniu w więzieniu.
Później, gdy okrywam ją kocem i kołdrą, oczy Helize niespodziewanie nabierają połysku.
- Czasami zastanawiam się, jak mogłoby być – szepta, jak nachylam się nad nią. – Rzecz w tym, że… byłam bardzo dumną dziewczyną. Nigdy nie chciałam ryzykować tego, że mogę zostać zraniona. Czyż to nie zabawne? Byłam gotowa na każdą ekscytującą przygodę, na którą natrafiłam, ale kiedy doszło do zaryzykowania mojego serca, to byłam tchórzem. Charlie mawiał… - Chichocze cicho. – Mawiał „Helize, będziesz żałować, że mi nie wybaczyłaś. Mogłem być największą przygodą twojego życia”. Oczywiście ostatnim razem jak go widziałam przybrał dziewięćdziesiąt kilogramów i mieszkał w Arby.
- Wow – mruczę, poprawiając jej rurkę nosową. – Uchyliłaś się przed kulą.
- W rzeczy samej.
- No cóż, Helize – mówię, opatulając ją. – Zawsze będziesz miała mnie.
- Tak… a jakie było twoje imię, kochanie?
Oczywiście sobie żartuje. Widzicie, nikt nigdy nie powiedział Helize, że nie jest zabawna. Wielki błąd.

Jest świt nowego roku i leżę samotnie w łóżku, pełna żalów. Czy zrobiłam dobrze zrywając z Zanem? Okłamał mnie. Być może nie wykorzystał mnie, ale również nie zaufał mi z prawdą. Nawet gdybym mogła mu to wybaczyć, jak dopasowałabym się do jego życia gwiazdy rocka? Nie potrafiłabym znieść ciągle uganiających się za nim dziewczyn – musiałabym je pobić. I bycie z nim postawiłoby mnie w publicznym świetle. Czy dałabym temu radę? Nie, raczej nie. O Boże, mogę wyobrazić sobie zaskakujących mnie paparazzi, otaczających mnie – i mnie krzyczącą do nich „penis!”. Potem pojawiłaby się mama i opowiedziała im o lecie, kiedy jej słodka córeczka dupczyła w cukierni jej babci.
Już widzę te nagłówki: Aiden Cross Umawiający się z Dziewczyną z Rodzinną Historią Tourette’a.
Nikt nie chce oglądać takiego nagłówka. Za długi.
Ta. Nie byłoby dobrze.

Zatem bycie w szkole jest do bani – zwłaszcza bez Lauren. Przynajmniej wszyscy są zbyt zajęci gadaniem o tym, co robili na feriach, żeby plotkować o niej i panu Jensenie. Mam dość krzyczenia o to na wszystkich. Jakby to pierwszy raz nauczyciel przespał się z uczennicą w Hidden Cove. Nie jest to nawet piąty raz, jeżeli plotki o pannie Goolihan i Edwardzie Alva są prawdziwe.
Och, krąży nowa plotka, że mój alfons, handlarz narkotyków, kupił mi Bentley’a. Ja sama mogłam ją nieumyślnie zacząć, kiedy ta smarkata suka cheerleaderka Alissa zapytała, komu musiałam zrobić, żeby zdobyć takie auto. Być może odpowiedziałam coś o moim tatusiu alfonsie, handlarzu narkotyków. Ale kto tak naprawdę wie, jak takie rzeczy się zaczynają, prawda?
Jestem w domu, pracując nad moją książką, kiedy dzwoni mój telefon. Patrzę na ekran z zaskoczeniem. To Kim.
- Hej, Kim – odbieram. – Co jest?
Radosny głos Kim odzywa się głośno i z ekscytacją. – O mój Boże, Violet! Oglądałaś dzisiaj The Joanna Show?!
- E, nie. Nie bardzo oglądam…
- Był w nim Aiden Cross i mówił o tobie! – krzyczy.
- C-co?! – Cholera jasna! – Co powiedział?!
- O mój Boże! Nagrałam go – musisz przyjść i obejrzeć!
- Co on powiedział?!
Już biegam wokoło, szukając moich butów, podczas gdy Kim piszczy mi do ucha.
- Musisz przyjść i zobaczyć sama. Violet! Jestem taka podekscytowana! On jest taaaaaki gorący!
- Wiem! – odkrzykuję. – Mogę pojechać po Lauren i ją też zabrać?
- Oczywiście! O mój Boże!
W drodze piszę do Lauren, żeby dać jej znać, że po nią jadę. Ledwo co otwiera drzwi, kiedy już wyciągam ją z mieszkania za ramię. Jestem strasznie roztrzęsiona, ledwie mogę prowadzić. Zane o mnie mówił?! W programie emitowanym na cały kraj! Co powiedział? O Boże – czy wydał moje imię?! Co on sobie myślał? Albo mówił o jakiejś innej lasce, a Kim jest tylko zdezorientowana? Grrr, jeśli tak.
Matt otwiera drzwi, kiedy podnoszę rękę, żeby zapukać. Jestem tak mocno wytrącona z równowagi, że prawie stukam pięścią w jego czoło.
Wygląda na zaskoczonego moim widokiem. – Violet! Co ty…?
- Ta – mamroczę, praktycznie odpychając go na bok.
Ciągnę Lauren do środka i dostrzegam Kim podskakującą na szczycie schodów. Jej oczy błyszczą z podekscytowaniem, jak pokazuje nam machnięciem, żebyśmy weszły.
Biorę po dwa schody naraz, Lauren idzie za mną o wiele wolniej. To nieuniknione, że się potknę, ale nie zwalniam tempa.
- Co on powiedział? – sapię, docierając na górę.
Kim potrząsa głową, uśmiechając się szeroko. – Nie, musisz to obejrzeć!
- Poczekaj, powiedz mi tylko – dobrze czy źle? Chodzi mi o to że…
- Zdecydowanie dobrze. Chodźcie!
Zaprowadza nas do jej pokoju i siadamy na jej łóżku przed dużym telewizorem z płaskim ekranem. Kim bierze pilota i naciska parę guzików.
Nie jestem przygotowana na widok Zane’a nagle pojawiającego się na ekranie. Po widzeniu go tylko w moich snach tak długo… naprawdę go zobaczenie… jest całkowicie przytłaczające. O Boże, on jest taki zachwycający!
Jako Aiden Cross, jego męska uroda uderza cię jak fizyczny cios. Wygląda wspaniale i seksownie w czarnym swetrze z dekoltem w serek i ciemnych dżinsach. Jego ciemnoblond włosy są idealnie zmierzwione (bez wątpienia uprzejmość jakiejś zdziry fryzjerki), a błękitne oczy są takie jasne, że wydają się wyskakiwać z ekranu.
Wszystko inne znika, jak patrzę na Zane’a (Aidena!) śmiejącego się i gawędzącego z Joanną, dziwaczną prowadzącą talk show. On jest czarujący i seksowny, a kobiety na widowni nie mogą przestać krzyczeć i chichotać przy każdym jego słowie. Boże, nie winię ich.
Słucham urzeczona, jak Joanna go wychwala, mówiąc o tym jak wiele sprzedał albumów, jak wiele wygrał Grammy – tymczasem podstępnie dodając pytania o jego życie intymne. Zane gładko uchyla się od jej pytań, zbywając je śmiechem albo żartem wyswobadzających się z ciężkich miejsc.
Im bardziej go obserwuję, tym więcej widzę ducha Zane’a w sławnej gwieździe rocka. Jego półuśmiech. Sposób, w jakim czasem pociera swoją szczękę, gdy myśli o czymś innym. To jak przechyla głowę, kiedy jest czymś rozbawiony.
Sposób, w jakim napinają się mięśnie w jego klatce piersiowej i ramionach, kiedy…
O wow. Ten obraz pojawił się nie wiadomo skąd. Niegrzeczna Violet. Potrząsając głową, staram się skupić na wywiadzie.
- Zauważyłam, że jesteś zajętym facetem – mówi od niechcenia Joanna, uśmiechając się niewinnie do Zane’a. – Całe te randkowanie musi być ciężkie przy twoim harmonogramie.
On opiera się o krzesło, rozluźniony. – Nie bardzo. Właściwie to każdego dnia byłem w moim studio nagraniowym pracując nad paroma piosenkami. Zaczynam trasę w październiku, więc przygotowywałem się również na to. Wiem, że do tego jeszcze daleko, ale nie będzie mnie przez jakiś rok, więc…
- Mmhmm. – Joanna kiwa głową w zamyśleniu. – A co myśli Alaina o twoim przebywaniu w trasie tak długo?
Przygryzam mocno wargę na wspomnienie tej sławnej suki. – Jesteś sadystką, Kim – mruczę.
Ucisza mnie. – Tylko poczekaj.
- Nic… - W telewizji Zane pozostaje nieprzenikniony, dalej uśmiechając się. – Czemu miałoby ją to obchodzić?
- Bo jest twoją dziewczyną, prawda?
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- Huh. Okej. – Seksowna prowadząca wypróbowuje inną taktykę, podczas gdy publiczność chichocze na jej błazeństwo. – Zbliżają się Walentynki.
- Tak? – Zane zachowuje spokój.
- Tak. Aiden, jestem pewna, że wszystkie kobiety na widowni chciałyby wiedzieć – jakie byłoby twoje wyobrażenie idealnej randki Walentynkowej?
Publiczność krzyczy i klaszcze. Zane patrzy na nich, chichocząc. – Szlag, teraz muszę powiedzieć coś romantycznego i wymyślnego, co?
- Niekoniecznie. Powiedziałabym, że to zależy od kobiety. Jak na przykład… Alainy Skye.
On spogląda w niebo, jakby po pomoc. – Nie odpuścisz tego, prawda? – pyta pogodnie.
- Czy ja znowu wypowiedziałam jej imię? – Joanna potrząsa swoimi ciemnymi lokami. – Przepraszam. Po prostu wydajesz się być romantykiem. Więc co zaplanowałbyś na ten wyjątkowy dzień?
Pochylam się do przodu, chcąc usłyszeć jego odpowiedź. Jakie byłyby nasze Walentynki? Dla mnie w ten idealny dzień bylibyśmy tylko my, spędzający razem czas – najlepiej w łóżku.
Zane waha się przez chwilę. Przed odpowiedzią upija łyk ze swojego kubka. – Dobra, to zabrzmi naprawdę źle – i nudno – ale sądzę, że chciałbym po prostu spędzić z nią czas, wiesz? Spędzić cały poranek w łóżku… - Publiczność krzyczy, a on błyska tym seksownym uśmiechem. – Potem mieć piknik w salonie, tylko ona i ja. Czas jest dla mnie bardzo cenny i chciałbym być z nią sam, mieć ją całą dla siebie przez cały dzień. Wiem, że nie jest to wyobrażenie świetnej randki dla każdej kobiety, ale…
Lauren odwraca się, żeby na mnie spojrzeć. – Czy on właśnie opisał ten dzień w hotelu z tobą?
Potakuję, oszołomiona. – Tak… tak myślę.
- Pysznie! – piszczy Kim. Całe łóżko podskakuje od jej podekscytowania.
- Cóż, Aidenie, prawdopodobnie mógłbyś zabrać dziewczynę na śmietnisko, a byłaby ona podekscytowana. Mam rację, panie? – Joanna puszcza oko szalenie aprobującej publiczności. – Teraz porozmawiajmy o „niej”. Jak ona wygląda? 170 centymetrów? Blond włosy, niebieskie oczy? Tatuaż delfina?
Alaina Sky. Ugh.
Przez minutę Zane i Joanna patrzą na siebie jak rewolwerowcy w samo południe. Po czym oboje wybuchają śmiechem.
- W porządku. – Wciąż chichocząc, Zane lekko wzrusza ramionami. – Tak naprawdę, Joanno, ma ona około 162 centymetrów, brązowe oczy, długie złocistobrązowe włosy. Nie ma tatuażu, ale gdyby miała, to pewnie byłby to króliczek.
Czerwienię się, moje serce nagle łomocze głośno. On naprawdę o mnie mówi!
Jestem pewna w dziewięćdziesięciu procentach.
- Króliczek, Violet? Poważnie?
- Cii!
- Wow – mówi Joanna. – To jest bardzo… specyficzne. Opisujesz twoją idealną kobietę czy dziewczynę?
Zane uśmiecha się. – Obie.
- Aww! – mówią jednocześnie Kim i publiczność.
Joanna pochyla się, opierając brodę na dłoniach. – Powiedz nam więcej.
- Uch… - Będąc w trudnym położeniu, śmieje się cicho, patrząc na swoje dłonie leżące na kolanach. – Prawda jest taka, że… bardzo z nią schrzaniłem. Nie sądzę, że kiedykolwiek mi wybaczy. Więc… sam nie wiem.
Publiczność znowu wydaje odgłos „aww!”.
- O nie – mówi ze współczuciem Joanna. – Co zrobiłeś?
Zane jedynie potrząsa głową z małym uśmiechem tańczącym na jego pięknych ustach. Gdy ona dalej wpatruje się w niego przenikliwie, tylko się śmieje. – Co? To wszystko… co mam.
- Aiden, nie możesz nas tak zostawić!
On nie odzywa się, nadal uśmiechając się. Te jego boleśnie niebieskie oczy odwzajemniają jej spojrzenie, odmawiając powiedzenia czegoś jeszcze.
Ostatecznie Joanna wzdycha. – No dobrze. Mamy już mało czasu. Ale muszę powiedzieć, że kimkolwiek ona jest, byłaby głupcem, żeby ci nie wybaczyć. Założę się, że między wami się ułoży.
Zane wypuszcza cicho powietrze. Zdaje się patrzeć przez kamerę prosto w moje oczy, kiedy mówi. – Mam nadzieję.

Nie mogę przestać myśleć o wywiadzie Zane’a. Czy to znaczy, że on wciąż chce ze mną być? Czy to znaczy, że teraz jest mój ruch? Co ja mam zrobić? Nic się nie zmieniło. On nadal jest jedną z najsławniejszych twarzy na świecie, a ja jestem… tylko mną. Powiedzmy, że do siebie wrócimy… potem co? Co się stanie, kiedy pojedzie na rok na trasę. Będę nieszczęśliwa.

Teraz jestem nieszczęśliwa. Nie wiem co zrobić. Tęsknię za nim. Straszliwie za nim tęsknię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz