11.3.14

Rozdział 13

Zane mnie wkurza!
Okej, więc minęło parę dni od incydentu basenowego i unikałam go z nerwów i zażenowania – aż zorientowałam się, że to on mnie unikał!
Jak śmiał?!
Był poza domem do późna, czasami w ogóle nie wracał. Rzadko widziałam go w poranki przed szkołą, a kiedy przychodziłam do domu, znowu go nie było. W te kilka razy, kiedy zdołam na niego wpaść, jest uprzejmy i zdystansowany. Nasze przekomarzania i łatwe żarty są przeszłością i stwierdzam, że za tym tęsknię – za nim – bardziej niż mogę sobie wyobrazić. Napięcie jest między nami tak gęste, że staję się skrępowana każdej mojej chwili i jego. To tak jakby nasza dwójka stworzyła pomiędzy nami jakiś rodzaj reakcji chemicznej, oboje jesteśmy bezradni żeby ją powstrzymać i zdesperowani żeby zignorować. Przy nim jestem taka nerwowa i nieswoja, że nie wiem jak sobie radzić i zaczynam kłótnie, starając się zablokować jakąkolwiek reakcję. Kłócimy się o głupie rzeczy, takie jak to, kto wypił resztę mleka czy kto zostawił zapalone światło w salonie. Wiem – kto kłóci się o takie rzeczy, prawda? Może stare małżeństwo.
Przyznaję, jestem głupią nastolatką i tak jak inna głupia dziewczyna, która jest ignorowana, postanawiam, że jest tylko jedna rzecz do zrobienia:
Sprawić, żeby cierpiał.

Nie chcę być zbyt oczywista, ale wysilam się, żeby ubierać się trochę lepiej przy Zanie. Zamiast moich zwyczajnych starych koszulek i starych dżinsów, paruję krótkie spódniczki z ładnymi, zalotnymi topami, które pokazują trochę więcej dekoltu niż zwykle jest mi wygodnie. Ale rozpaczliwe czasy domagają się rozpaczliwych środków. Nasz wspólny miesiąc już prawie się kończy i już spakowałam większość moich rzeczy i zabrałam je do domu Jane. Czuję tą… pilną potrzebę obgryzania paznokci. Czuję, że jeśli coś stanie się między nami, to musi stać się to teraz albo stracę go na zawsze. A to jest myśl, której znieść nie potrafię.

Piątkowy wieczór.
Jestem dziwnie wzburzona i niespokojna. Zane dla odmiany jest w domu, ale zamknięty w swoim pokoju. Ledwo co powiedział do mnie dwa słowa.
Dobra, więc mam okropny pomysł i staram się nabrać odwagi, żeby go zrealizować.
To naprawdę zły, naprawdę zdzirowaty pomysł. Powinnam się wstydzić za rozważanie go.
Zamierzam to zrobić.
Nim się orientuję, stoję przed jego drzwiami, trzymając mój różowy ręcznik. Po nabraniu głębokiego wdechu, pukam lekko do drzwi.
Bez czekania na odpowiedź, wpuszczam się do środka. Zane siedzi przy biurku, robiąc coś na laptopie. Podskakuje mi serce, kiedy widzę, że jest bez koszulki.
- Ja… uch, pójdę siąść prysznic. Czekaj, chodziło mi „wziąć”!
Czerwienię się ze wstydu, ale Zane ledwo się obraca. – Droga wolna – mruczy obojętnie.
Sukinkot!
- Dzięki! – burczę i gniewnie mijam go, idąc do łazienki, trzaskając drzwiami na dodatek.
Gotuję się ze złości, ściągając ubrania. Jak on śmie zachowywać się, jakbym była dla niego wyłącznie niedogodnością! Myślałam… nie wiem, co myślałam. Przynajmniej wcześniej byliśmy przyjaciółmi. Zane bezlitośnie dokuczałby mi przez moją niezręczność. Teraz nie może znieść na mnie patrzeć.
Gniewne łzy napływają mi do oczu, ale je odmruguję. Pozwalam sobie się zrelaksować pod natryskiem gorącego prysznica, nie spiesząc się z wymyciem włosów i szorowaniem skóry kokosowym żelem do ciała.
Jak długo tutaj byłam? Półgodziny? Może dłużej. Zakręcam wodę i sięgam po puszysty różowy ręcznik. Po wytarciu włosów i ciała, ciasno oplatam się ręcznikiem i knebluję pomiędzy piersiami. Jest dosyć długi, żeby zakryć mój tułów i opada na górę ud. Um. Krótszy, niż przewidywałam.
Cóż, zdołałam dobrze zaparować łazienkę. Przecieram ręcznikiem do rąk pokryte parą lustro i patrzę na swoje odbicie. Próbuję wyćwiczyć seksowne miny, ale szybko się poddaję, czując się absolutnie śmiesznie. Tak jak jedne z tych dziewczyn, które załadowują trzydzieści zdjęć siebie z kaczymi minami w lustrze. Czemu dziewczyny to robią? Robię kaczkę i nie jest to ani trochę seksowne. Może dziwaczne.
Co robi teraz Zane? Czy zastanawia się, czy tutaj utonęłam? Czy w ogóle dalej jest w pokoju? W połowie mam nadzieję, że nie.
Nie mogę zostać tutaj wieczność – prawda? Przeciągam dłońmi po włosach, odsuwając je z twarzy. O rety, wyglądam na przerażoną. Cóż, teraz albo nigdy.
Oto nadchodzę.
Nie. Dobra… i teraz.
Otwieram drzwi i robię niewielki krok na zewnątrz. Chmura kokosowo pachnącej pary przepływa obok mnie. Zane nadal siedzi przy laptopie! Nie odwraca się, ale widzę przez nagłe napięcie jego pleców i barków, że wie, iż tam jestem.
Odchrząkuję, przyciskając do siebie ręcznik. – Zapomniałam moich ubrań – mamroczę w sposób bardziej upośledzony umysłowo niż uwodzicielski.
No dobrze. Ale nareszcie przykułam jego uwagę. Zane powoli unosi głowę i dostrzegam jego boleśnie przystojny profil. Malutki mięsień drga w jego zaciśniętej szczęce. Jest rozgniewany? Jedyne światło dochodzi z łazienki za mną i przygaszonego blasku ekranu laptopa, zbyt ciemnego, żeby odczytać wyraz jego twarzy.
Cisza rozciąga się między nami, rosnąc, aż staje się żywą rzeczą wypełniającą pokój, pozbawiając nas naszych głosów i zmieniając w kamienie.
Nagle moje spojrzenie łapie moje odbicie w lustrze na drzwiach szafy. Szukam obrazu Zane’a, mój wzrok przechwytuje jego i przytrzymuje. Wpatrujemy się w siebie przez lustro, przez sekundy, które wydają się trwać całe życie.
Jestem całkowicie omotana niespodziewaną pewnością, że gdyby się obrócił czy gdybym ja podeszła do niego – dotknęła smukłych kształtów jego pleców, tak jak bardzo tego chciałam – to spędziłabym tę noc w jego łóżku. Te ciemne, udręczone spojrzenie, które teraz mi daje cicho to obiecuje.
Czy pragnę tego? Nie wiem. Pragnę jego. Boże, jak ja go pragnę. Ale co ja wiem o seksie? Jestem tylko siedemnastoletnią dziewicą, które nie wie jak dobrze się całować.
W końcu Zane odrywa ode mnie spojrzenie, wracając do laptopa. Jego głos jest szorstki i pełny napięcia, kiedy mamrocze. – Idź się ubierz.
Tylko on może mnie podniecić i wkurzyć w tym samym czasie. Za kogo on się uważa?! Półnagi i wyglądając cholernie dobrze, jeśli sama mogę tak powiedzieć (oczywiście, że tak). Czy będzie w stanie utrzymać swoją obojętność, jeżeli „przypadkiem” upuszczę teraz ręcznik?
Nie robię tego z obawy, że tak, Zane raz spojrzałby na moje ciało, wzruszył ramionami i znowu się odwrócił. Również, tak naprawdę nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego. To przekroczyłoby moje doświadczenie. Do diabła, Matt – mój pierwszy i jedyny chłopak – nigdy całkiem nie zdjął mojej bluzki. Zane jest mężczyzną i wiem na pewno, że zdjął bluzki więcej niż paru dziewcząt - kobiet. I więcej niż bluzki.
Zapędziłam się za daleko. Jednak, nie mogę wyjść bez ostatniego słowa.
- Myślę, że pochodzę sobie trochę naga – mówię gniewnie, przechodząc obok niego. – Prawdopodobnie powinieneś zostać w pokoju. Nie chciałabym cię urazić.
Zerkam na niego kątem oka i mogłabym przysiąc, że widzę ślad uśmiechu. Nie zatrzymuję się, żeby upewnić, kierując prosto do mojego pokoju.
Oddychając nierówno, nie kłopoczę się ubraniem, jak łapię za komórkę i zaczynam wybierać numer. Tak, dzwonię z wściekłości, podobne do dzwonienia po pijaku, ale nie tak głupie, ponieważ jestem w stanie rozłączyć się, zanim dopełniam połączenie, kiedy zdaję sobie sprawę, że jest niemal pierwsza w nocy. Więc jutro.

To nasza ostatnia noc razem.
Jestem w kuchni, gotując makaron do spaghetti, które robię na dzisiejszą kolację. Tylko w połowie zwracam uwagę na to, co robię, więc mam poważne obawy, jak ona wyjdzie.
Gdzie jest Zane? Co jeśli postanowi nie wrócić na noc? Rozważam czy powinnam do niego zadzwonić i mądrze postanawiam, że lepiej nie.
Mieszam makaron, żeby nie przypalił się na dole, potem nerwowo przemierzam kuchnię. To moja ostatnia szansa. Po dzisiejszej nocy mogę pocałować moje szanse na pożegnanie, zamiast pocałować Zane’a. Kiedy nasi rodzice wrócą, Zane wróci do Los Angeles. A ja rzadko będę miała szansę – albo wymówkę – żeby go zobaczyć.
Dlatego właśnie wytoczyłam działa ciężkiego kalibru. Trzy godziny zajęło mi przygotowanie się na dzisiejszy wieczór i to z pomocą Lauren (jak obiecałam jej, że będę ją o wszystkim informować wiadomościami). Ten strój jest nowy – tak naprawdę dziś go kupiłam. Bluzka jest seksowna i czerwona, zrobiona ze zwiewnego materiału z głębokim dekoltem w kształcie V. Przód jest spięty maleńkimi haczykami, które pokazują małe luki skóry, gdy się pochylę. Powiewna czarna minispódniczka i wysokie obcasy wypełniają mój seksowny-lub-czy-ona-stara-się-zbyt-mocno wygląd. Mój makijaż jest minimalny, tylko trochę błyszczyka do ust i kredka do oczu, a włosy są wolne od jakichkolwiek produktów, długie i kręcą się na moich plecach.
Więc co zabrało mi tak długo do ubrania? Wybranie bielizny! Ponieważ jestem zdeterminowana, że ktoś ją dzisiaj zobaczy. Mam tylko nadzieję, że…
- Co gotujesz?
Krzyczę, latają mi ręce – co jest bardzo niefortunne, bo trzymam durszlak pełen makaronu.
O cholera!
W cudowny sposób Zane jakoś łapie durszlak i większość jego zawartości, za wyjątkiem kilku nitek makaronu, które słusznie lądują na mnie. Zgadnijcie, co? Są bardzo gorące!
Piszczę, ściągając z siebie nitki i ciskając je do zlewu. Upokarzające? Tak sądzę.
Zane stara się nie śmiać, jak kładzie durszlak na blacie. Przygląda się mojemu wyglądowi, powoli lustrując mnie od stóp do głów, zanim odzywa się. – Co tam, Violet?
- Um… nic. – Zajmuję się zdejmowaniem lepkich kawałków makaronu z bluzki. – Uch, tak właściwie, wychodzisz dzisiaj? Bo przychodzi tutaj moja randka. Na kolację. Robię spaghetti. Dla tego faceta – nazywa się Mark.
Zane patrzy na mnie kilka chwil. – Przychodzi tutaj facet?
Potakuję nerwowo, przesuwając rękami wzdłuż mojej krótkiej spódniczki. – Tak. Na kolację – spaghetti. – Wskazuję słabo na klopsiki gotujące się w sosie na kuchence.
Opiera się o blat i krzyżuje umięśnione ramiona na klatce piersiowej. – Chyba dzisiaj zostanę całą noc.
- Co? Dlaczego?
- Bo nie ma mowy, że zostawię cię samą z jakimś napalonym durniem – zwłaszcza tak wyglądając.
Otwieram usta z oburzeniem. – Jak?!
- Wiesz jak. – Gniewnie na mnie wskazuje. – Raz na ciebie spojrzy i rzuci się na ciebie. Wtedy ja będę musiał skopać mu tyłek.
- Uch, nie, nie będziesz musiał! Mogę sama zająć się sobą i nie potrzebuję, żebyś się wtrącał!
- Wtrącał? – Wzdrygam się, kiedy Zane wybucha z irytacji. – Violet, jesteś cholerną siedemnastolatką! Myślisz, że będę siedział i nic nie robił, gdy jakiś smarkacz będzie cię wykorzystywał.
Kładę pyskato rękę na biodrze. – Kto mówi, że to ja nie wykorzystam jego?
Zane gapi się na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa. Lekko kręci głową. – Nie mówisz serio – odpowiada cicho.
Piorunuję go wzrokiem. – Tak, mówię serio. Boże, jesteś takim hipokrytą! Miałeś zwyczaj przyprowadzać tutaj inną dziewczynę każdej nocy, pieprząc ich małe móżdżki. Wiem – tutejsze ściany są bardzo cienkie i dźwięki są naprawdę wzmacniane, wiesz! Więc nie waż się mnie pouczać!
Zane mruży niebezpiecznie oczy, ciemne ognie palą się w ich głębi. – To nie to samo.
- Czemu? Bo jesteś facetem?
- Bo masz siedemnaście lat! – warczy. – Cholera! Czemu tak się zachowujesz? Próbujesz mi odpłacić za to, co wydarzyło się… tamtej nocy?
To poważnie mnie wkurza! – Może po prostu chcę być z facetem, który kończy to, co zaczął – mówię pogardliwie.
Um. O nie.
Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że jestem małym dzieckiem szturchającym patykiem tygrysa, o jeden raz za dużo. W oczach Zane zdecydowanie jest drapieżny błysk, jak do mnie podchodzi.
Cofam się, ale nie jestem przestraszona. Wzburzona, czuję tę dziwną mieszankę podekscytowania i… pragnienia, kiedykolwiek jestem obok niego. Ale nie boję się.
Dobra, może trochę.
Zane przypiera mnie do blatu, nachylając się do mnie tak że dotykamy się od torsów po kolana. Sapię na ten kontakt. Boże, uczucie jego gorąca przy mnie! Coś prymitywnego we mnie ryczy z żądzy. Czuję jak jego serce wali przy moim, oboje oddychamy szybko i ciężko. Wciągam niesamowity zapach Zane’a, taki seksowny i całkowicie męski, zmieniając moje wnętrzności w ciepłą, topiącą się czekoladę.
- Więc chcesz, żebym skończył to, co zacząłem, co? – Gdy mówi, jego głos jest cichy i szorstki.
Zane kładzie jedną dużą rękę na moim biodrze i przyciąga mnie do swojego ciała, a ja znowu gwałtownie nabieram powietrza. Cholera jasna, on jest taki… twardy… wszędzie. W głowie wydaję dziewczęcy krzyk.
- Um – odpowiadam nerwowo, rozpaczliwie próbując pozostać nieruchomo i nie poruszyć się przy nim! – Nie wiem, co…
Zane przygląda się mojej twarzy, wydając się cicho zadawać pytanie, na które nie wiem jak odpowiedzieć. Jego usta są kilka centymetrów od moich. Gdyby tylko troszkę zniżył głowę, całowalibyśmy się zamiast kłócić.
Ale nie. Cicho wzdycha i odsuwa się. Przesuwa obiema dłońmi przez krótkie, ciemne włosy, odwracając się. – Ta noc była błędem – mruczy.
Grrr!
- Co było błędem? Rozebranie mnie niemal do naga w basenie, szeptanie mi do ucha nieprzyzwoite słówka a potem zachowywanie jakbym miała zarazę?! – Wściekła, popycham go rękoma. – Nie możesz ze mną pogrywać w takie gierki! Myślałam, że ja… myślałam, że byliśmy przyjaciółmi. A teraz… nawet nie możesz znieść przebywania ze mną! Jesteś… jesteś takim dupkiem!
- Wiem! – odkrzykuje do mnie Zane. – A ty kazałaś mi za to cierpieć każdego cholernego dnia.
Piorunuję go wzrokiem. – Czyżby?! Dokładnie to jak cierpisz?!
- Wiesz jak. – Uśmiecha się ponuro. – Paradowałaś w tych seksownych strojach, przesuwając się obok mnie… diabelsko mnie drażniąc. Myślisz, że nie wiem, co robisz?
- Nie wiem o czym mówisz – kłamię, czerwieniąc się po korzonki włosów.
- Tak, wiesz – mówi i sięga, żeby pociągnąć za moją spódniczkę. – Co z tym popisem w moim pokoju, „zapomnieniem o twoich ubraniach”?
To sprawia, że krzywię się z zażenowaniem. Wiedziałam, że to było zbyt oczywiste i zdzirowate. – Naprawdę ich zapomniałam – mówię słabo.
- Jasne. Cholera. – Zane śmieje się, potrząsając głową. – Kto by pomyślał, że taka dziewczynka jak ty tak mnie upieprzy, że nie mogę logicznie myśleć?
Kłuje mnie komentarz o „dziewczynce”. – Twoje bycie upieprzonym nie ma ze mną nic wspólnego – odpowiadam chłodno.
Nagle uśmiecha się szeroko. – Język, panno Mercer.
- Och, chrzań się, O’Connor! – Pokazuję mu palec.
- Tak, przyjąłbym twoją ofertę, gdybym nie sądził, że uciekłabyś, krzycząc w przeciwnym kierunku.
Gniewnie do niego podchodzę i szturcham go w klatkę piersiową. – Mhm, zawsze oskarżasz mnie o bycie wystraszoną, ale to zawsze ty uciekasz.
Zane patrzy na mnie z góry, złość raz jeszcze rzuca cień na jego twarz. – Próbuję cię chronić, Violet – warczy.
Znowu go szturcham. – A ja ci powiedziałam, że potrafię sama zająć się sobą…
Zane nagle podchodzi bliżej, obejmując dłońmi moją twarz i skutecznie ucina moją wypowiedź. Schyla głowę i wtem jego usta są na moich.
Wszystko inne odpływa. Silny zapach klopsików i sosu smażących się na kuchence jest zastąpiony wyłącznie samczym zapachem Zane’a. Jestem nim pochłonięta, pochłonięta Zanem. W tej jednej chwili jesteśmy jedynymi, którzy istnieją, nienaruszeni przez czas ani rozsądek.
Całujemy się szalenie, oszołomieni pragnieniem. On trochę się odsuwa, zmienia nacisk ust na moich. Nasze języki dotykają się. Jęczę bezradnie, oplatając go ramionami w szyi i próbując wspiąć się na niego jak na drzewo. Zane pomaga mi, podnosząc mnie przez złapanie za uda. Uderzamy w blat, miejscowi mnie na nim i jestem z dystansu świadoma rozbijanych hałasów.
Palę się od środka, palący ból, który powoduje, że poruszam się przy nim niespokojnie. Nie mogę zbliżyć się wystarczająco blisko!
Zane warczy nisko w głębi gardła na moje ruchy. Uparta, szarpię za jego koszulkę. Muszę poczuć jego skórę. Puszcza mnie na wystarczająco długo, żeby pomóc mi ją zdjąć, podnosząc ją przez głowę i odrzucając. Przesuwam rękoma po jego klatce piersiowej. Nareszcie, nareszcie mogę go dotknąć! Jest niewiarygodny… jedwab na stali, taki gładki i twardy. Kładę rękę na jego dziko bijącym sercu. Ja mu to robię! Czuję przypływ władzy, jak jęczy i głęboko mnie całuje.
Zdaję sobie sprawę, że moja bluzka jest rozpięta, kiedy lekko się odsuwa. Zane ostrożnie przygląda się mojej twarzy, powoli odpinając mój biustonosz. Rumienię się zawstydzona, kiedy wolno zniża wzrok i cicho wypuszcza powietrze. Potem jego ciepłe dłonie i utalentowane usta są na mnie, a ja zapominam o mojej nieśmiałości i jestem porwana tym, jakie to przyjemne uczucie.
Wolno przesuwam ręce po wyrzeźbionych mięśniach brzucha Zane’a. Zatrzymuje mnie, gdy sięgam jego rozporka.
- Wstrzymaj się, Violet – chichocze niepewnie. – Dobijasz mnie.
Wciągam głęboki wdech. – Masz coś? Chodzi mi o… zabezpieczenie?
- Nie. – Uśmiecha się ironicznie, gdy patrzę na niego z niedowierzeniem. – Pozbyłem się tego wszystkiego, żeby mnie nie kusiło by jednej nocy wyłamać twoje drzwi i zająć się tobą.
Gapię się na niego. – Naprawdę aż tak cię kusiło?
Patrzy na mnie z góry, pozwalając spojrzeniu błądzić po mojej odsłoniętej skórze. – O tak.
- Och, um, okej – mamroczę, zakładając ramiona na piersiach. – Chyba powinniśmy…
Ucinam, gestykulując na… nic. Zane kładzie obie ręce na moich udach i lekko kuca, żebyśmy byli twarzą w twarz.
Jego wzrok jest poważny, intensywny. – Czy chcesz uprawiać ze mną seks?
Wow. Rumienię się na jego otwartość. – Um… wow, to trochę osobiste… - Patrzę wszędzie, tylko nie na niego.
Zane łapie moją brodę i trzyma mnie nieruchomo. Unosi brew i czeka.
Zmuszam się do spojrzenia na niego, jego niezgłębione, rozświetlone gwiazdami oczy, piękno jego twarzy typu mrocznego anioła. – Tak – mówię w końcu, głosem cichym ale opanowanym.
Zane uważnie przeszukuje moją twarz. Po paru sekundach uśmiecha się. – Więc dobrze. Jednak nie dziś.
Odwzajemniam uśmiech. – Raczej nie.
Słyszę rozczarowanie z domieszką ulgi w moim głosie, tak samo jak i Zane.
Delikatnie przeciąga palcem od mojej szczęki do szyi. – Hej – mówi drażliwie. – Są inne rzeczy, które możemy zrobić.

Nie musi mi tego przeliterować – obiecujący błysk w jego oczach mówi wszystko. Popycha mnie na blat i przystępuje do zabrania mnie do nieba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz