Zane mnie
wkurza!
Okej, więc
minęło parę dni od incydentu basenowego i unikałam go z nerwów i zażenowania –
aż zorientowałam się, że to on mnie unikał!
Jak śmiał?!
Był poza
domem do późna, czasami w ogóle nie wracał. Rzadko widziałam go w poranki przed
szkołą, a kiedy przychodziłam do domu, znowu go nie było. W te kilka razy,
kiedy zdołam na niego wpaść, jest uprzejmy i zdystansowany. Nasze
przekomarzania i łatwe żarty są przeszłością i stwierdzam, że za tym tęsknię –
za nim – bardziej niż mogę sobie wyobrazić. Napięcie jest między nami tak
gęste, że staję się skrępowana każdej mojej chwili i jego. To tak jakby nasza
dwójka stworzyła pomiędzy nami jakiś rodzaj reakcji chemicznej, oboje jesteśmy
bezradni żeby ją powstrzymać i zdesperowani żeby zignorować. Przy nim jestem
taka nerwowa i nieswoja, że nie wiem jak sobie radzić i zaczynam kłótnie,
starając się zablokować jakąkolwiek reakcję. Kłócimy się o głupie rzeczy, takie
jak to, kto wypił resztę mleka czy kto zostawił zapalone światło w salonie.
Wiem – kto kłóci się o takie rzeczy, prawda? Może stare małżeństwo.
Przyznaję,
jestem głupią nastolatką i tak jak inna głupia dziewczyna, która jest
ignorowana, postanawiam, że jest tylko jedna rzecz do zrobienia:
Sprawić,
żeby cierpiał.
Nie chcę być
zbyt oczywista, ale wysilam się, żeby ubierać się trochę lepiej przy Zanie.
Zamiast moich zwyczajnych starych koszulek i starych dżinsów, paruję krótkie
spódniczki z ładnymi, zalotnymi topami, które pokazują trochę więcej dekoltu
niż zwykle jest mi wygodnie. Ale rozpaczliwe czasy domagają się rozpaczliwych
środków. Nasz wspólny miesiąc już prawie się kończy i już spakowałam większość
moich rzeczy i zabrałam je do domu Jane. Czuję tą… pilną potrzebę obgryzania
paznokci. Czuję, że jeśli coś stanie się między nami, to musi stać się to teraz
albo stracę go na zawsze. A to jest myśl, której znieść nie potrafię.
Piątkowy
wieczór.
Jestem
dziwnie wzburzona i niespokojna. Zane dla odmiany jest w domu, ale zamknięty w
swoim pokoju. Ledwo co powiedział do mnie dwa słowa.
Dobra, więc
mam okropny pomysł i staram się nabrać odwagi, żeby go zrealizować.
To naprawdę
zły, naprawdę zdzirowaty pomysł. Powinnam się wstydzić za rozważanie go.
Zamierzam to
zrobić.
Nim się
orientuję, stoję przed jego drzwiami, trzymając mój różowy ręcznik. Po nabraniu
głębokiego wdechu, pukam lekko do drzwi.
Bez czekania
na odpowiedź, wpuszczam się do środka. Zane siedzi przy biurku, robiąc coś na
laptopie. Podskakuje mi serce, kiedy widzę, że jest bez koszulki.
- Ja… uch,
pójdę siąść prysznic. Czekaj, chodziło mi „wziąć”!
Czerwienię
się ze wstydu, ale Zane ledwo się obraca. – Droga wolna – mruczy obojętnie.
Sukinkot!
- Dzięki! –
burczę i gniewnie mijam go, idąc do łazienki, trzaskając drzwiami na dodatek.
Gotuję się
ze złości, ściągając ubrania. Jak on śmie zachowywać się, jakbym była dla niego
wyłącznie niedogodnością! Myślałam… nie wiem, co myślałam. Przynajmniej
wcześniej byliśmy przyjaciółmi. Zane bezlitośnie dokuczałby mi przez moją
niezręczność. Teraz nie może znieść na mnie patrzeć.
Gniewne łzy
napływają mi do oczu, ale je odmruguję. Pozwalam sobie się zrelaksować pod
natryskiem gorącego prysznica, nie spiesząc się z wymyciem włosów i szorowaniem
skóry kokosowym żelem do ciała.
Jak długo
tutaj byłam? Półgodziny? Może dłużej. Zakręcam wodę i sięgam po puszysty różowy
ręcznik. Po wytarciu włosów i ciała, ciasno oplatam się ręcznikiem i knebluję
pomiędzy piersiami. Jest dosyć długi, żeby zakryć mój tułów i opada na górę ud.
Um. Krótszy, niż przewidywałam.
Cóż,
zdołałam dobrze zaparować łazienkę. Przecieram ręcznikiem do rąk pokryte parą
lustro i patrzę na swoje odbicie. Próbuję wyćwiczyć seksowne miny, ale szybko
się poddaję, czując się absolutnie śmiesznie. Tak jak jedne z tych dziewczyn,
które załadowują trzydzieści zdjęć siebie z kaczymi minami w lustrze. Czemu
dziewczyny to robią? Robię kaczkę i nie jest to ani trochę seksowne. Może
dziwaczne.
Co robi
teraz Zane? Czy zastanawia się, czy tutaj utonęłam? Czy w ogóle dalej jest w
pokoju? W połowie mam nadzieję, że nie.
Nie mogę
zostać tutaj wieczność – prawda? Przeciągam dłońmi po włosach, odsuwając je z
twarzy. O rety, wyglądam na przerażoną. Cóż, teraz albo nigdy.
Oto
nadchodzę.
Nie. Dobra…
i teraz.
Otwieram
drzwi i robię niewielki krok na zewnątrz. Chmura kokosowo pachnącej pary
przepływa obok mnie. Zane nadal siedzi przy laptopie! Nie odwraca się, ale
widzę przez nagłe napięcie jego pleców i barków, że wie, iż tam jestem.
Odchrząkuję,
przyciskając do siebie ręcznik. – Zapomniałam moich ubrań – mamroczę w sposób
bardziej upośledzony umysłowo niż uwodzicielski.
No dobrze.
Ale nareszcie przykułam jego uwagę. Zane powoli unosi głowę i dostrzegam jego
boleśnie przystojny profil. Malutki mięsień drga w jego zaciśniętej szczęce.
Jest rozgniewany? Jedyne światło dochodzi z łazienki za mną i przygaszonego
blasku ekranu laptopa, zbyt ciemnego, żeby odczytać wyraz jego twarzy.
Cisza
rozciąga się między nami, rosnąc, aż staje się żywą rzeczą wypełniającą pokój,
pozbawiając nas naszych głosów i zmieniając w kamienie.
Nagle moje
spojrzenie łapie moje odbicie w lustrze na drzwiach szafy. Szukam obrazu
Zane’a, mój wzrok przechwytuje jego i przytrzymuje. Wpatrujemy się w siebie
przez lustro, przez sekundy, które wydają się trwać całe życie.
Jestem
całkowicie omotana niespodziewaną pewnością, że gdyby się obrócił czy gdybym ja
podeszła do niego – dotknęła smukłych kształtów jego pleców, tak jak bardzo
tego chciałam – to spędziłabym tę noc w jego łóżku. Te ciemne, udręczone
spojrzenie, które teraz mi daje cicho to obiecuje.
Czy pragnę
tego? Nie wiem. Pragnę jego. Boże,
jak ja go pragnę. Ale co ja wiem o seksie? Jestem tylko siedemnastoletnią
dziewicą, które nie wie jak dobrze się całować.
W końcu Zane
odrywa ode mnie spojrzenie, wracając do laptopa. Jego głos jest szorstki i
pełny napięcia, kiedy mamrocze. – Idź się ubierz.
Tylko on
może mnie podniecić i wkurzyć w tym samym czasie. Za kogo on się uważa?!
Półnagi i wyglądając cholernie dobrze, jeśli sama mogę tak powiedzieć
(oczywiście, że tak). Czy będzie w stanie utrzymać swoją obojętność, jeżeli
„przypadkiem” upuszczę teraz ręcznik?
Nie robię
tego z obawy, że tak, Zane raz spojrzałby na moje ciało, wzruszył ramionami i
znowu się odwrócił. Również, tak naprawdę nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego.
To przekroczyłoby moje doświadczenie. Do diabła, Matt – mój pierwszy i jedyny
chłopak – nigdy całkiem nie zdjął mojej bluzki. Zane jest mężczyzną i wiem na pewno, że zdjął bluzki więcej niż paru
dziewcząt - kobiet. I więcej niż bluzki.
Zapędziłam
się za daleko. Jednak, nie mogę wyjść bez ostatniego słowa.
- Myślę, że
pochodzę sobie trochę naga – mówię gniewnie, przechodząc obok niego. –
Prawdopodobnie powinieneś zostać w pokoju. Nie chciałabym cię urazić.
Zerkam na
niego kątem oka i mogłabym przysiąc, że widzę ślad uśmiechu. Nie zatrzymuję
się, żeby upewnić, kierując prosto do mojego pokoju.
Oddychając
nierówno, nie kłopoczę się ubraniem, jak łapię za komórkę i zaczynam wybierać
numer. Tak, dzwonię z wściekłości, podobne do dzwonienia po pijaku, ale nie tak
głupie, ponieważ jestem w stanie rozłączyć się, zanim dopełniam połączenie,
kiedy zdaję sobie sprawę, że jest niemal pierwsza w nocy. Więc jutro.
To nasza
ostatnia noc razem.
Jestem w
kuchni, gotując makaron do spaghetti, które robię na dzisiejszą kolację. Tylko
w połowie zwracam uwagę na to, co robię, więc mam poważne obawy, jak ona
wyjdzie.
Gdzie jest
Zane? Co jeśli postanowi nie wrócić na noc? Rozważam czy powinnam do niego
zadzwonić i mądrze postanawiam, że lepiej nie.
Mieszam
makaron, żeby nie przypalił się na dole, potem nerwowo przemierzam kuchnię. To
moja ostatnia szansa. Po dzisiejszej nocy mogę pocałować moje szanse na
pożegnanie, zamiast pocałować Zane’a. Kiedy nasi rodzice wrócą, Zane wróci do
Los Angeles. A ja rzadko będę miała szansę – albo wymówkę – żeby go zobaczyć.
Dlatego
właśnie wytoczyłam działa ciężkiego kalibru. Trzy godziny zajęło mi
przygotowanie się na dzisiejszy wieczór i to z pomocą Lauren (jak obiecałam
jej, że będę ją o wszystkim informować wiadomościami). Ten strój jest nowy –
tak naprawdę dziś go kupiłam. Bluzka jest seksowna i czerwona, zrobiona ze
zwiewnego materiału z głębokim dekoltem w kształcie V. Przód jest spięty
maleńkimi haczykami, które pokazują małe luki skóry, gdy się pochylę. Powiewna
czarna minispódniczka i wysokie obcasy wypełniają mój
seksowny-lub-czy-ona-stara-się-zbyt-mocno wygląd. Mój makijaż jest minimalny,
tylko trochę błyszczyka do ust i kredka do oczu, a włosy są wolne od
jakichkolwiek produktów, długie i kręcą się na moich plecach.
Więc co
zabrało mi tak długo do ubrania? Wybranie bielizny! Ponieważ jestem
zdeterminowana, że ktoś ją dzisiaj
zobaczy. Mam tylko nadzieję, że…
- Co
gotujesz?
Krzyczę,
latają mi ręce – co jest bardzo niefortunne, bo trzymam durszlak pełen
makaronu.
O cholera!
W cudowny
sposób Zane jakoś łapie durszlak i większość jego zawartości, za wyjątkiem
kilku nitek makaronu, które słusznie lądują na mnie. Zgadnijcie, co? Są bardzo
gorące!
Piszczę,
ściągając z siebie nitki i ciskając je do zlewu. Upokarzające? Tak sądzę.
Zane stara
się nie śmiać, jak kładzie durszlak na blacie. Przygląda się mojemu wyglądowi,
powoli lustrując mnie od stóp do głów, zanim odzywa się. – Co tam, Violet?
- Um… nic. –
Zajmuję się zdejmowaniem lepkich kawałków makaronu z bluzki. – Uch, tak
właściwie, wychodzisz dzisiaj? Bo przychodzi tutaj moja randka. Na kolację.
Robię spaghetti. Dla tego faceta – nazywa się Mark.
Zane patrzy
na mnie kilka chwil. – Przychodzi tutaj facet?
Potakuję
nerwowo, przesuwając rękami wzdłuż mojej krótkiej spódniczki. – Tak. Na kolację
– spaghetti. – Wskazuję słabo na klopsiki gotujące się w sosie na kuchence.
Opiera się o
blat i krzyżuje umięśnione ramiona na klatce piersiowej. – Chyba dzisiaj
zostanę całą noc.
- Co?
Dlaczego?
- Bo nie ma
mowy, że zostawię cię samą z jakimś napalonym durniem – zwłaszcza tak
wyglądając.
Otwieram
usta z oburzeniem. – Jak?!
- Wiesz jak.
– Gniewnie na mnie wskazuje. – Raz na ciebie spojrzy i rzuci się na ciebie.
Wtedy ja będę musiał skopać mu tyłek.
- Uch, nie,
nie będziesz musiał! Mogę sama zająć się sobą i nie potrzebuję, żebyś się
wtrącał!
- Wtrącał? –
Wzdrygam się, kiedy Zane wybucha z irytacji. – Violet, jesteś cholerną
siedemnastolatką! Myślisz, że będę siedział i nic nie robił, gdy jakiś smarkacz
będzie cię wykorzystywał.
Kładę
pyskato rękę na biodrze. – Kto mówi, że to ja
nie wykorzystam jego?
Zane gapi
się na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa. Lekko kręci głową. – Nie mówisz
serio – odpowiada cicho.
Piorunuję go
wzrokiem. – Tak, mówię serio. Boże, jesteś takim hipokrytą! Miałeś zwyczaj
przyprowadzać tutaj inną dziewczynę każdej nocy, pieprząc ich małe móżdżki.
Wiem – tutejsze ściany są bardzo cienkie i dźwięki są naprawdę wzmacniane, wiesz! Więc nie waż się mnie pouczać!
Zane mruży
niebezpiecznie oczy, ciemne ognie palą się w ich głębi. – To nie to samo.
- Czemu? Bo
jesteś facetem?
- Bo masz siedemnaście lat! – warczy. – Cholera!
Czemu tak się zachowujesz? Próbujesz mi odpłacić za to, co wydarzyło się…
tamtej nocy?
To poważnie
mnie wkurza! – Może po prostu chcę być z facetem, który kończy to, co zaczął –
mówię pogardliwie.
Um. O nie.
Dopiero
teraz zdaję sobie sprawę, że jestem małym dzieckiem szturchającym patykiem
tygrysa, o jeden raz za dużo. W oczach Zane zdecydowanie jest drapieżny błysk,
jak do mnie podchodzi.
Cofam się,
ale nie jestem przestraszona. Wzburzona, czuję tę dziwną mieszankę
podekscytowania i… pragnienia, kiedykolwiek jestem obok niego. Ale nie boję
się.
Dobra, może
trochę.
Zane
przypiera mnie do blatu, nachylając się do mnie tak że dotykamy się od torsów
po kolana. Sapię na ten kontakt. Boże, uczucie jego gorąca przy mnie! Coś
prymitywnego we mnie ryczy z żądzy. Czuję jak jego serce wali przy moim, oboje
oddychamy szybko i ciężko. Wciągam niesamowity zapach Zane’a, taki seksowny i
całkowicie męski, zmieniając moje wnętrzności w ciepłą, topiącą się czekoladę.
- Więc
chcesz, żebym skończył to, co zacząłem, co? – Gdy mówi, jego głos jest cichy i
szorstki.
Zane kładzie
jedną dużą rękę na moim biodrze i przyciąga mnie do swojego ciała, a ja znowu
gwałtownie nabieram powietrza. Cholera jasna, on jest taki… twardy… wszędzie. W
głowie wydaję dziewczęcy krzyk.
- Um –
odpowiadam nerwowo, rozpaczliwie próbując pozostać nieruchomo i nie poruszyć
się przy nim! – Nie wiem, co…
Zane
przygląda się mojej twarzy, wydając się cicho zadawać pytanie, na które nie
wiem jak odpowiedzieć. Jego usta są kilka centymetrów od moich. Gdyby tylko
troszkę zniżył głowę, całowalibyśmy się zamiast kłócić.
Ale nie.
Cicho wzdycha i odsuwa się. Przesuwa obiema dłońmi przez krótkie, ciemne włosy,
odwracając się. – Ta noc była błędem – mruczy.
Grrr!
- Co było
błędem? Rozebranie mnie niemal do naga w basenie, szeptanie mi do ucha
nieprzyzwoite słówka a potem zachowywanie
jakbym miała zarazę?! – Wściekła, popycham go rękoma. – Nie możesz ze mną
pogrywać w takie gierki! Myślałam, że ja… myślałam, że byliśmy przyjaciółmi. A
teraz… nawet nie możesz znieść przebywania ze mną! Jesteś… jesteś takim
dupkiem!
- Wiem! –
odkrzykuje do mnie Zane. – A ty kazałaś mi za to cierpieć każdego cholernego
dnia.
Piorunuję go
wzrokiem. – Czyżby?! Dokładnie to jak cierpisz?!
- Wiesz jak.
– Uśmiecha się ponuro. – Paradowałaś w tych seksownych strojach, przesuwając
się obok mnie… diabelsko mnie drażniąc. Myślisz, że nie wiem, co robisz?
- Nie wiem o
czym mówisz – kłamię, czerwieniąc się po korzonki włosów.
- Tak, wiesz
– mówi i sięga, żeby pociągnąć za moją spódniczkę. – Co z tym popisem w moim
pokoju, „zapomnieniem o twoich ubraniach”?
To sprawia,
że krzywię się z zażenowaniem. Wiedziałam, że to było zbyt oczywiste i
zdzirowate. – Naprawdę ich zapomniałam – mówię słabo.
- Jasne.
Cholera. – Zane śmieje się, potrząsając głową. – Kto by pomyślał, że taka
dziewczynka jak ty tak mnie upieprzy, że nie mogę logicznie myśleć?
Kłuje mnie
komentarz o „dziewczynce”. – Twoje bycie upieprzonym nie ma ze mną nic wspólnego
– odpowiadam chłodno.
Nagle
uśmiecha się szeroko. – Język, panno Mercer.
- Och,
chrzań się, O’Connor! – Pokazuję mu palec.
- Tak,
przyjąłbym twoją ofertę, gdybym nie sądził, że uciekłabyś, krzycząc w
przeciwnym kierunku.
Gniewnie do
niego podchodzę i szturcham go w klatkę piersiową. – Mhm, zawsze oskarżasz mnie
o bycie wystraszoną, ale to zawsze ty uciekasz.
Zane patrzy
na mnie z góry, złość raz jeszcze rzuca cień na jego twarz. – Próbuję cię
chronić, Violet – warczy.
Znowu go
szturcham. – A ja ci powiedziałam, że potrafię sama zająć się sobą…
Zane nagle
podchodzi bliżej, obejmując dłońmi moją twarz i skutecznie ucina moją
wypowiedź. Schyla głowę i wtem jego usta są na moich.
Wszystko
inne odpływa. Silny zapach klopsików i sosu smażących się na kuchence jest
zastąpiony wyłącznie samczym zapachem Zane’a. Jestem nim pochłonięta,
pochłonięta Zanem. W tej jednej chwili jesteśmy jedynymi, którzy istnieją,
nienaruszeni przez czas ani rozsądek.
Całujemy się
szalenie, oszołomieni pragnieniem. On trochę się odsuwa, zmienia nacisk ust na
moich. Nasze języki dotykają się. Jęczę bezradnie, oplatając go ramionami w
szyi i próbując wspiąć się na niego jak na drzewo. Zane pomaga mi, podnosząc
mnie przez złapanie za uda. Uderzamy w blat, miejscowi mnie na nim i jestem z dystansu
świadoma rozbijanych hałasów.
Palę się od
środka, palący ból, który powoduje, że poruszam się przy nim niespokojnie. Nie
mogę zbliżyć się wystarczająco blisko!
Zane warczy
nisko w głębi gardła na moje ruchy. Uparta, szarpię za jego koszulkę. Muszę
poczuć jego skórę. Puszcza mnie na wystarczająco długo, żeby pomóc mi ją zdjąć,
podnosząc ją przez głowę i odrzucając. Przesuwam rękoma po jego klatce
piersiowej. Nareszcie, nareszcie mogę go dotknąć! Jest niewiarygodny… jedwab na
stali, taki gładki i twardy. Kładę rękę na jego dziko bijącym sercu. Ja mu to
robię! Czuję przypływ władzy, jak jęczy i głęboko mnie całuje.
Zdaję sobie
sprawę, że moja bluzka jest rozpięta, kiedy lekko się odsuwa. Zane ostrożnie
przygląda się mojej twarzy, powoli odpinając mój biustonosz. Rumienię się
zawstydzona, kiedy wolno zniża wzrok i cicho wypuszcza powietrze. Potem jego
ciepłe dłonie i utalentowane usta są na mnie, a ja zapominam o mojej
nieśmiałości i jestem porwana tym, jakie to przyjemne uczucie.
Wolno
przesuwam ręce po wyrzeźbionych mięśniach brzucha Zane’a. Zatrzymuje mnie, gdy
sięgam jego rozporka.
- Wstrzymaj
się, Violet – chichocze niepewnie. – Dobijasz mnie.
Wciągam
głęboki wdech. – Masz coś? Chodzi mi o… zabezpieczenie?
- Nie. –
Uśmiecha się ironicznie, gdy patrzę na niego z niedowierzeniem. – Pozbyłem się
tego wszystkiego, żeby mnie nie kusiło by jednej nocy wyłamać twoje drzwi i
zająć się tobą.
Gapię się na
niego. – Naprawdę aż tak cię kusiło?
Patrzy na
mnie z góry, pozwalając spojrzeniu błądzić po mojej odsłoniętej skórze. – O
tak.
- Och, um,
okej – mamroczę, zakładając ramiona na piersiach. – Chyba powinniśmy…
Ucinam,
gestykulując na… nic. Zane kładzie obie ręce na moich udach i lekko kuca,
żebyśmy byli twarzą w twarz.
Jego wzrok
jest poważny, intensywny. – Czy chcesz uprawiać ze mną seks?
Wow.
Rumienię się na jego otwartość. – Um… wow, to trochę osobiste… - Patrzę
wszędzie, tylko nie na niego.
Zane łapie
moją brodę i trzyma mnie nieruchomo. Unosi brew i czeka.
Zmuszam się
do spojrzenia na niego, jego niezgłębione, rozświetlone gwiazdami oczy, piękno
jego twarzy typu mrocznego anioła. – Tak – mówię w końcu, głosem cichym ale
opanowanym.
Zane uważnie
przeszukuje moją twarz. Po paru sekundach uśmiecha się. – Więc dobrze. Jednak
nie dziś.
Odwzajemniam
uśmiech. – Raczej nie.
Słyszę
rozczarowanie z domieszką ulgi w moim głosie, tak samo jak i Zane.
Delikatnie
przeciąga palcem od mojej szczęki do szyi. – Hej – mówi drażliwie. – Są inne
rzeczy, które możemy zrobić.
Nie musi mi
tego przeliterować – obiecujący błysk w jego oczach mówi wszystko. Popycha mnie
na blat i przystępuje do zabrania mnie do nieba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz