23.10.13

Rozdział 5

Zatem okazuje się, że Seksowny Koleś jest Zanem O’Connorem, synem Billa i moim przyszłym przyrodnim bratem. Tak, naprawdę, ponieważ takie jest moje szczęście.
Po moim początkowym wybuchu, zamykam usta i spuszczam wzrok na kolana. Jednak nie mogę się powstrzymać od rzucania mu ukradkowych spojrzeń. Seksowny Koleś – Zane – jest tak niemożliwie piękny, jak zapamiętałam. Wygląda naprawdę dobrze w białej koszuli i dżinsach, które ma na sobie – swobodnie oraz bez wysiłku elegancko.
W tej chwili jego koszula wisi w mojej szafie. W dziale Galerii Sław Seksownego Kolesia.
Ściska moją mamę i całuje ją w policzek, potem klepie Billa w plecy na powitanie. Moje serce trzepocze nerwowo, kiedy zajmuje puste miejsce obok mnie. Odwracam twarz, marząc o tym, że mogłam rozpuścić włosy, bym mogła ukryć za nimi czerwone policzki. To nie mogło być bardziej zawstydzające.
- Zane, to jest moja córka Violet – przedstawia nas sobie mama. – Właśnie jej mówiłam o tobie.
- Mam nadzieję, że dobre rzeczy – mówi na luzie. Wyczuwam, że odwraca się do mnie. – Miło jest w końcu cię poznać, Violet – mówi, a ja słyszę uśmiech w jego seksownym głosie.
- Uhm – mówię słabo, patrząc wszędzie, tylko nie na niego. Widzę, jak mama unosi brwi na moją niegrzeczność, ale ja tutaj cierpię!
- Zane, zamów sobie coś – mówi mama, rzucając mi spojrzenie „co się z tobą dzieje?”.
- Świetny pomysł. Umieram z głodu. – Zatrzymuje jednego z naszych kelnerów z apodyktyczną łatwością, której nie mogę nie podziwiać.
Nagła cisza ogarnia nasz stolik jak smutas. Tylko ja z mamą wydajemy się tym zmartwione – niedobrze. Jedna z nas zaraz się złamie i zacznie bezsensownie paplać.
- Zane, prawda, że Violet ma ładną opaleniznę? – pyta mama, uśmiechając się rozpaczliwie. – Dopiero wróciła z Hawajów.
- Naprawdę? – Pochyla się do przodu, opierając ramię na stoliku. – Która wyspa?
Och, wow, on pachnie tak dobrze!
- Oahu – mruczę krótko.
Wiem, że mama czeka, aż rozwinę wypowiedź, ale tego nie robię. Stara się nawiązać ze mną kontakt wzrokowy. Udaję, że jestem zafascynowana moim widelcem. Czuję, że jest coraz bardziej skołowana moją nieżyczliwością.
- Tak, pracowała jako striptizerka w cukierni swojej babci! – chlapnęła.
Co?!
To takie niefortunne, że w tej chwili mam buzię wypchaną ryżem. Czemu wzięłam tak duży gryz? Wieczność zajmuje mi przełknięcie!
- Striptiz w cukierni, co? – mówi Zane z absurdalnie uroczym półuśmiechem. – To całkiem super.
Kręcę głową w maleńki zawstydzający sposób. – Ja nie… nie jestem striptizerką – zacinam się w słowach, ohydnie zażenowana.
Oczy mamy są teraz ogromne. – O nie! – sapie. – Czy ja cię właśnie nazwałam striptizerką?!
W rzeczy samej, matko.
- Nie jestem – mówię do Zane’a i Billa. – To takie… dlaczego to powiedziałaś, mamo?
Tak naprawdę nie widziałam podobieństwa pomiędzy ojcem a synem. Do czasu, gdy oboje zaczęli kaszleć za pięściami.
- Bardzo przepraszam! Nie wiem czemu… rzeczy po prostu mi się wymykają, jak jestem zdenerwowana. Violet jest najdalszą rzeczą od prostytutki…
Aaaaaaaaugh!
- Striptizerki, mamo – mówię przez zaciśnięte zęby.
Nigdy nie wyglądamy bardziej jak matka i córka, niż kiedy nasze twarze są koloru upokorzenia.
- Racja – mówi mama. Jej ręce się trzęsą! – Ona nie jest prostytutką ani striptizerką. Właściwie to dziś mi powiedziała, że jest dziewicą.
Nie może być jeszcze gorzej. Po prostu nie może.
Z jakiegoś powodu wpatruję się w Billa. On łapie mój wzrok. – Dobrze dla ciebie, Violet – mówi niezręcznie.
Mama posyła mi przerażone spojrzenie. – Myślę, że powinnam iść do łazienki – szepcze.
Pocieram pulsujące skronie. – Proszę idź.
Oboje panowie wstają, kiedy ona odchodzi. Bill przez chwilę patrzy za nią niezdecydowanie, po czym coś mruczy i za nią idzie. Patrzę tęsknie na wyjście. Jeśli teraz do nich pobiegnę, kto będzie mnie winił? Na pewno nie kobieta, która nazwała mnie prostytutką i striptizerką.
- Więc, Violet. – Zane obraca się w moją stronę. – Czy twój dzień już się poprawia?
- Jestem całkiem pewna, że pogarsza się, jak rozmawiamy – mówię.
Śmieje się, ukazując olśniewające białe, równe zęby, a we mnie uderza nagły pociąg seksualny, podnosząc mój puls.
Matt kto?
Nie mogę uwierzyć, że tutaj jestem, siedząc w tej luksusowej restauracji, rozmawiając z tym facetem, który jest najprzystojniejszym, jakiego kiedykolwiek widziałam – i jest moim przyszłym przyrodnim bratem. Nie wiem jak się przy nim zachowywać. Miło? Zalotnie? Albo może powinnam dalej robić z siebie durnia?
Taa, to wydaje się fajniejsze.
Ciemne oczy Zane’a iskrzą się humorem. – Daj spokój – mówi. – Nie jest taki zły, co nie?
- Och, zastanówmy się. – Podnoszę wzrok na wymyślne bombki zwisające z sufitu. – Dzisiaj zostałam rzucona w Taco Bell; upadłam, rozdarłam sobie spodnie i generalnie upokorzyłam się przed kompletnym nieznajomym; poszłam na kolację do ekskluzywnej restauracji, dowiedziałam się, że wspomniany nieznajomy jest moim przyszłym przyrodnim bratem; zostałam nazwana striptizerką, prostytutką i dziewicą przez moją matkę… pominęłam coś?
- Sam nie wiem. Noc jest wciąż młoda – wszystko może się stać. – Drżą mu kąciki pięknych ust. – Może być tylko lepiej, prawda?
Marszczę brwi. – Nie mów tak, przyniesiesz mi pecha. Zaraz mama wróci i wypapla, jak to ona i Bill uprawiali perwersyjny łazienkowy seks, a ja ucieknę zanim dojdzie do szczegółów, potknę się o tego kelnera niosącego płonący deser – on wpadnie na panią ze zbyt wieloma produktami we włosach, a potem zapali się cała restauracja.
Zane patrzy na mnie przez chwilę, jakby nie wiedząc, co powiedzieć. Prawdopodobnie zawsze spędza czas z zachwycającymi, pewnymi siebie kobietami, a ja jestem dla niego jak nowy gatunek owada. Nerwicowy rodzaj latający ci przed twarzą i wariujący, kiedy próbujesz go trzepnąć.
- Więc zostałaś rzucona, co?
Krzywię się. Ja i moja duża, głupia buzia. – Tak.
- Hej, to się zdarza najlepszym z nas. Nie dawaj się, znajdziesz kogoś nowego w okamgnieniu.
Spoglądam na niego. – Odczytujesz listę dziesięciu najgorszych oklepanych tekstów?
- Najlepsze zostawiłem na koniec: na nim świat się nie kończy. – Zane wzrusza pogodnie ramionami. – Jakieś dupek rzucił cię w Taco Bell. Poważnie sądzisz, że był miłością twojego życia?
Kelnerka stawia przed nim zamówienie. Jest ładna i śmiała, zaczyna przypadkową gadkę o pogodzie, cały czas robiąc wzrok „zrób mi”.
Gdy w końcu odchodzi, podnoszę na niego brew. – Czy ty kiedykolwiek byłeś rzucony?
Spogląda ze swojego talerza z tym swoim uroczym uśmiechem na twarzy. – To podchwytliwe pytanie?
- Tak myślałam. – Wracam do dziobania jedzenia widelcem.
- W porządku – mówi. – Powiedz mi jedną rzecz, której nie lubiłaś w swoim byłym.
- On ma maleńkie dziewczęce nadgarstki – mówię natychmiast. – Są takie delikatne, powinien modelować, na przykład, bransoletki tenisowe dla jubilerów. To naprawdę mnie martwiło. I zawsze miał te olbrzymie pęcherzyki śliny, ilekroć ekscytował się i mówił. Kiedyś bałam się, że pęcherzyk pęknie i bryzgnie mnie w twarz. Takie obrzydliwe.
- Wow, to przyszło bez zastanowienia, co?
- I okropnie całuje – wypaliłam. – Tak jakby… atakował moją twarz! Nawet moja przyjaciółka Lauren – widziała jak się całujemy i powiedziała, że to najwstrętniejsza rzecz. Jak wąż zjadający swoje młode. Albo może to ja. Może to ja źle całuję.
Zane wpatruje się w swoje jedzenie i wygląda na to, że mocno stara się nie roześmiać. – Wcześniej miałaś jakieś zażalenia?
Zagryzam wargę. – Nie, ale całowałam się jedynie z Mattem.
Podnosi na to głowę, ale zanim może coś powiedzieć, mama i Bill znowu się pokazują. Wygląda na o wiele bardziej spokojną i opanowaną, gdy zajmuje miejsce. Staram się nie zauważać, że Bill wyciera serwetką szminkę ze swoich ust.
- Violet – zaczyna mama, sięgając, aby złapać moją dłoń. – Bardzo przepraszam za nazwanie cię striptizerką i prostytutką. Wiesz jaka się robię w zdenerwowaniu. – Uśmiecha się do mnie drżąco i odwraca do Zane’a. – Zane, mam nadzieję, że rozumiesz… czasami mówię dziwaczne rzeczy – i które nie mają absolutnie nic wspólnego z tematem. Na przykład Violet. Pracowała jako kasjerka w cukierni jej babci, nie striptizerka. Nigdy nie ściągnęłaby ubrań dla pieniędzy ani nigdy
Chrząkam głośno, żeby zatrzymać kolizję kolejową, która jest jej dobrymi intencjami. – Przyjmuję twoje przeprosiny, mamo. To już jest w przeszłości, pozwólmy tym bolesnym wspomnieniom umrzeć.
Mama otwiera usta. – Ale Zane…
- Nie martw się, Lily – mówi uspokajająco. – Zapewniam cię, że ani przez chwilę nie wierzyłem, że Violet była striptizerką czy prostytutką.
- Dziękuję – mówię ciepło.
- Nie ma za co – mówi, uśmiechając się do mnie. Serce traci na chwilę swój rytm.
Mama wygląda jakby poczuła ulgę, a potem rzeczy się poprawiają. Z Zanem super łatwo się rozmawia i w ogóle nie wydaje się podobny do swojego nieśmiałego taty. Nie mogę przestać rzucać ukradkowych spojrzeń na jego doskonały profil, wyrzeźbione kształty… te seksowne usta… założę się, że fantastycznie całuje. I zawsze miałam słabość do szerokich barków. I umięśnionej klatki piersiowej, mięśni brzucha – widocznych nawet pod jego koszulką.
Mój wzrok bezradnie przesuwa się po jego szczupłej talii, biodrach i długich nogach zakrytych dżinsami, swobodnie rozłożonych pod stołem. Kiedy w końcu wracam do jego twarzy, orientuję się, że on mnie obserwuje, jak na niego się gapię.
O mój Boże! Takie żenujące!
Na ułamek sekundy spotykam jego rozbawiony wzrok, potem odwracam się tak szybko, że prawie sprawiam sobie uraz kręgosłupa. Staram się wymyśleć coś na wyjaśnienie mojego gapienia, ale co mogę powiedzieć na wytłumaczenie ślinienia się?
Tak naprawdę się nie ślinię. Dotykam kącików ust, żeby się upewnić.
Och, dzięki Bogu. Mama coś mówi.
- Zane, dałam Violet twój numer w razie nagłego wypadku. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
- Absolutnie. Dzwoń do mnie kiedy chcesz, Violet.
- Dzięki – mamroczę, wciąż rumieniąc się jak dziwak.
- Violet, zadzwoń do Zane’a, żeby miał twój numer – mówi do mnie mama.
- Um, zrobię to – mówię niezręcznie. – Potem.
Nigdy. Przy odrobinie szczęścia nie będę musiała go widzieć aż do ślubu. Może do tego czasu zapomni o moim zboczonym lizaniu wzrokiem.
Ugh!

- Więc co sądzisz? – pyta mnie mama w drodze do domu.
- Bill wydaje się miły – mruczę, patrząc przez okno na mijany pejzaż. – Również przystojny. Jesteście razem słodcy.
- Dzięki! On też cię lubi. Wiem, że wygląda na silnie cichego typa, ale kiedy już cię pozna, to trochę bardziej się otworzy.
Próbuję wyobrazić sobie siebie i Billa siedzących obok siebie na kanapie, jedzących popcorn i rozmawiających o naszych uczuciach. Obrazek nie chce nadejść. Zamiast tego widzę nas siedzących cicho przy stole, szyjąc inne części kołdry.
Nie wiem czemu to sobie wyobrażam. To nie ma sensu.
- Raz jeszcze, Violet, bardzo przepraszam za tę striptizerkę/prostytutkę. Nie wiem dlaczego te słowa były w mojej głowie, ale nigdy bym nie…
Odwracam się od okna, aby poklepać mamę po ramieniu. – Zapomnij, to nic. Wiem, że nie miałaś tego na myśli. To tak jak wtedy, gdy miałaś problem z autem, a ten wredny glina cię męczył.
Mama oburącz trzyma kurczowo kierownicę i jęczy. – Och, nie przypominaj mi o tym. Prawie zostałam przez to aresztowana.
Prycham. – Hej, każdy może pomylić „wyciek” z „wytry…”.
- Ach, przestań!
- Myślę, że ten glina przyjąłby twoją ofertę, gdyby mnie tam nie było.
Mama wzdryga się. – To nie była oferta!
Nagle wybucha śmiechem, a ja do niej dołączam. Chichoczemy głośno, aż mama przypadkowo przejeżdża na czerwonym świetle.
Po całkowitym milczeniu, mama odchrząkuje.
- Więc – mówi. – Ten Zane jest naprawdę uroczy, co?
Zamieram, od razu rozgrzewają mi się policzki. – Chyba – mruczę.
- Także czarujący. Bill nie wiele o nim mówi, ale mam przeczucie, że jest podrywaczem.
- Mhm.
Mama przenosi na mnie niebieskooczne spojrzenie. – Będzie twoim przyrodnim bratem, więc pewnie będzie często go widzieć i… och, sama nie wiem. Chyba próbuję powiedzieć, że chłopak, który tak wygląda, jaka kobieta – lub dziewczyna – by się w nim nie zadurzyła? Co byłoby złym pomysłem, ponieważ…
- Hola, mamo – wtrącam, podnosząc rękę. – Próbujesz mi powiedzieć, że durzysz się w… synu Billa?
- Co? N-nie! – jąka się mama. – To znaczy… to jest śmieszne! Nie jestem kocicą! Mówiłam o tobie, Violet.
- Mnie, co?
Nabiera głębokiego tchu. – Mam nadzieję, że widzisz Zane’a jako swojego przyszłego brata i nic więcej. Dobra?
- Um… dobra.
Czy ona widziała, jak patrzyłam na niego jak na kawałek mięsa? Dlatego nazwała mnie prostytutką? Jakie żenujące!
- Po prostu nie chcę, żebyś została zraniona – mówi mama. – A każdy chłopak z takim wyglądem – cóż, musi złamać ci serce.
Nic nie mówię. Myśli o moim ojcu? On był przystojny oraz czarujący i złamał jej serce zdradą.
I spójrzcie co stało się z Mattem. Nie koniecznie złamał mi serce, ale zniszczył moje zaufanie. Czy wszyscy faceci zdradzają? W niektóre dni na to wygląda.
To przygnębiające.
Odwracam się z powrotem do okna, zagubiona w myślach. Chcę rozpamiętywać zdradę Matta, lecz para ciemnych oczu wciąż pojawia się w mojej głowie, odwracając moją uwagę.
Nie! Chcę, żeby te oczy zniknęły. Mama ma rację. Każdy chłopak z wyglądem Zane’a z pewnością złamie mi serce. A czego pragnęłam ze złamanym sercem?

Absolutnie niczego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz