W ogóle nie
zakładam szafirowej sukienki. Zamiast tego zakładam parę dopasowanych czarnych
spodni, które robią dobre rzeczy z moim tyłkiem i szkarłatną bluzkę z krótkim
rękawem. O piątej popołudniu dalej jest gorąco, więc znowu spinam włosy.
Przyglądam się sobie w lustrze na tyle drzwi sypialni i stwierdzam, że nie
wyglądam tak, jakbym zbytnio się starała. Pomagają trochę kreska do oczu i
błyszczyk do ust i tylko tam postanawiam zajść.
Mama wydaje
się zadowolona moim wyglądem. Ma na sobie suknię niezwykle podobną do tej,
którą chciała bym założyła – najwyraźniej celowała w wygląd bliźniaczek. Nie
lubię jej rozczarowywać, ale jest granica w tym, co może znieść dobra córka.
Restauracja
jest pięknym budynkiem z cegły i szkła z zachwycającym widokiem na zatokę. I
mają faceta odprowadzającego samochody gości, z czym razem z mamą niezręcznie
sobie radzimy.
- Zobaczą
wszystkie opakowania po cukierkach które tam zostawiłam – szepcze zaniepokojona
mama, podając kluczyki chłopakowi. – Wyjdziemy na flejtuchy!
- Jesteśmy
flejtuchami. – Próbuję to zbyć, już czując podenerwowanie.
Mężczyzna w
garniturze otwiera nam duże szklane drzwi, uśmiechając się i pokazując, żebyśmy
weszły. Mama łapie mnie za rękę i ciągnie mnie do małej alkowy, gdzie młoda
kobieta o wyglądzie modelki stoi za kosztownym szklanym pulpitem.
- Witamy w
Czterech Porach Roku – wita nas z profesjonalnym uśmiechem. – Mają panie
rezerwację?
- Um, tak.
Jestem Lily Mercer – mówi nieśmiało mama, zakładając za ucho pasmo włosów. –
Sądzę, że rezerwacja jest na O’Connor. Billa O’Connora.
Nie lubię
wyniosłego spojrzenia, którym obdarza mamę dziewczyna wykałaczka. – Tak, pan
O’Connor już tutaj jest. Proszę iść za mną.
Nie umyka mi
złośliwe spojrzenie, które rzuca i mnie. Wymienia uśmieszki z inną olśniewającą
dziewczyną, którą mijamy w drodze do naszych miejsc. Nie mogę powstrzymać
uczucia nieśmiałości. Czy mamy na czołach znaki mówiące, że tutaj nie pasujemy?
Czy to chodzi o nasze tanio wyglądające buty?
Czemu nie
mogliśmy pójść do Taco Bell? Już zostałam tam rzucona. Nie może się tam stać
nic bardziej upokarzającego. Prawda?
Wnętrze
restauracji jest całe z błyszczącego ciemnego drewna i szkła. Bar jest na lewo,
pełen dobrze ubranych ludzi. Mama i ja podążamy za Dziewczyną Wykałaczką, która
umiejętnie przemieszcza się pomiędzy stolikami. Proszę, nie pozwólcie mi się
przewrócić!
Pokazuje nam
nasz stolik przy oknie, które ukazuje zachodzące słońce, rzucające różowo-złote
promienie na wodę. Mężczyzna siedzący przy stole podnosi się, kiedy
podchodzimy.
- Miłego
posiłku – mówi do mnie Dziewczyna Wykałaczka z kolejnym wyniosłym uśmieszkiem.
- Dzięki –
mówię słodko. – Miłego… kelnerowania.
Odwracam
się, zanim reaguje. Nieważne. Nie wiem dlaczego uważa, że jest taka
fantastyczna. Moja uwaga skupia się na mężczyźnie – Billu. Narzeczonym mojej matki
i moim przyszłym ojczymie.
Bill nie
jest potężnym potentatem spółkowym, jakiego sobie wyobrażałem. Jest naprawdę
przystojny, ale nie w tym bogatym wyrafinowanym sposobie, którego oczekiwałam.
Wygląda tak młodo w zwykłej koszuli oraz dżinsach i ma trochę niechlujny wygląd
z przydługimi rudymi włosami i nieogoloną twarzą bez zmarszczek. Jego
bladoniebieskie oczy nie całkiem patrzą mi w oczy, tylko szybkie spojrzenie tu
i tam, jeśli zadam pytanie.
Dowiaduję
się, że Bill stworzył Arpeggio Os – używam tego na swojej komórce! Mama mówi i
mówi jakie to rewolucyjne, bardziej przyjazne użytkownikowi i bardziej
interaktywne od jego poprzedników. Jakbym nie wiedziała! To takie słodkie, jak
rozpływa się na temat jego osiągnięć, podczas gdy on milczy, od czasu do czasu
zerkając na nią i uśmiechając się. Stwierdzam, że naprawdę go lubię. W ogóle
nie jest tym, kogo się spodziewałam i czuję ulgę. Lubię jego cichą
niezręczność. Będzie do nas pasował.
- Więc gdzie
jest Zane? – pyta mama, popijając mrożoną herbatę. – Myślę, że za niedługo
przyjdą po nasze zamówienie.
Bill ledwie
podnosi wzrok, mówiąc. – Powiedział, że się spóźni, więc powinniśmy zacząć bez
niego.
- Polubisz
go, Violet – mówi do mnie mama, jej oczy błyszczą z ekscytacji. – Jest od
ciebie tylko parę lat starszy i jest… inżynierem oprogramowania, prawda, Bill?
- Tak, to
prawda – mamrocze Bill, niewygodnie poruszając się na krześle. Wyobrażam sobie
młodszą, dziwaczniejszą wersję Billa.
- Zane
mieszka w L.A., ale zatrzyma się w domu z basenem, żeby kierować remontem,
kiedy my będziemy w Europie. Czy to nie jest miłe z jego strony? Tak w ogóle –
zanim zapomnę – dam ci jego numer, Violet. Możesz do niego zadzwonić, jeśli
będziesz potrzebowała jakiejś pomocy. Zane będzie pracował nad jakimś projektem
do pracy, ale jestem pewna, że nie będzie miał nic przeciwko, jeśli raz na
jakiś czas do niego zadzwonisz.
Mama grzebie
w torebce, szukając telefonu. Kiedy go znajduje, zmusza mnie do wpisania jego
numeru do komórki. Nie mam żadnego zamiaru kiedykolwiek do niego dzwonić, ale
robię, o co prosi, bo wiem, że przez to będzie się mniej martwiła z
zostawianiem mnie na miesiąc.
Czterech
kelnerów przychodzi po nasze zamówienie – nie wiem dlaczego. Decyduję się na
krewetkową tempurę, którą jadłam na Hawajach i była dobra. Pomimo nerwów
zaczynam czuć się trochę głodna. Ta atmosfera, niby piękna i elegancka, nie
jest najbardziej relaksująca. Chciałabym wziąć trochę fast foodu i zabrać do
domu. Chciałabym dąsać się nad Mattem na osobności, zamiast przyklejać uśmiech
do twarzy, który wydaje się, że w każdej chwili rozpadnie się na milion
kawałków. Szczerze cieszę się ze szczęścia mamy, ale patrzenie jak ona i Bill
wymieniają się tajemniczymi uśmiechami i spojrzeniami… w tej chwili jest to dla
mnie zbyt ckliwe.
Mam nagłą
ochotę, żeby podskoczyć i wykrzyknąć: - Zostałam rzucona! Chrzańcie się
wszyscy!
Czy ten
wieczór nigdy się nie skończy? Ukradkiem piszę smsa do Lauren, trzymając
telefon na kolanach.
Ja: Bill jest uroczy! I miły.
Lauren: Naprawdę? Jak wygląda?
Ja: Młodo, trochę niechlujnie. On stworzył
Arpeggio!
Lauren: !!! Uroczy, bogaty geniusz? Twojej
mamie naprawdę się powiodło.
Ja: Wiem! Ta restauracja jest naprawdę
ekskluzywna.
Lauren: Lepiej się do tego przyzwyczajaj.
Jaki jest syn?
Ja: Jeszcze go nie ma. Wydaje się, że będzie
komputerowym ma…
-
Przepraszam za spóźnienie.
Zaskakuje
mnie ciepły, niski głos. Podnoszę wzrok z komórki i szczęka mi opada.
Mój wzrok
spotyka się z parą wspaniałych ciemnych oczu.
Seksowny
Koleś!
- O cholera!
– krzyczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz