23.10.13

Rozdział 4

W ogóle nie zakładam szafirowej sukienki. Zamiast tego zakładam parę dopasowanych czarnych spodni, które robią dobre rzeczy z moim tyłkiem i szkarłatną bluzkę z krótkim rękawem. O piątej popołudniu dalej jest gorąco, więc znowu spinam włosy. Przyglądam się sobie w lustrze na tyle drzwi sypialni i stwierdzam, że nie wyglądam tak, jakbym zbytnio się starała. Pomagają trochę kreska do oczu i błyszczyk do ust i tylko tam postanawiam zajść.
Mama wydaje się zadowolona moim wyglądem. Ma na sobie suknię niezwykle podobną do tej, którą chciała bym założyła – najwyraźniej celowała w wygląd bliźniaczek. Nie lubię jej rozczarowywać, ale jest granica w tym, co może znieść dobra córka.
Restauracja jest pięknym budynkiem z cegły i szkła z zachwycającym widokiem na zatokę. I mają faceta odprowadzającego samochody gości, z czym razem z mamą niezręcznie sobie radzimy.
- Zobaczą wszystkie opakowania po cukierkach które tam zostawiłam – szepcze zaniepokojona mama, podając kluczyki chłopakowi. – Wyjdziemy na flejtuchy!
- Jesteśmy flejtuchami. – Próbuję to zbyć, już czując podenerwowanie.
Mężczyzna w garniturze otwiera nam duże szklane drzwi, uśmiechając się i pokazując, żebyśmy weszły. Mama łapie mnie za rękę i ciągnie mnie do małej alkowy, gdzie młoda kobieta o wyglądzie modelki stoi za kosztownym szklanym pulpitem.
- Witamy w Czterech Porach Roku – wita nas z profesjonalnym uśmiechem. – Mają panie rezerwację?
- Um, tak. Jestem Lily Mercer – mówi nieśmiało mama, zakładając za ucho pasmo włosów. – Sądzę, że rezerwacja jest na O’Connor. Billa O’Connora.
Nie lubię wyniosłego spojrzenia, którym obdarza mamę dziewczyna wykałaczka. – Tak, pan O’Connor już tutaj jest. Proszę iść za mną.
Nie umyka mi złośliwe spojrzenie, które rzuca i mnie. Wymienia uśmieszki z inną olśniewającą dziewczyną, którą mijamy w drodze do naszych miejsc. Nie mogę powstrzymać uczucia nieśmiałości. Czy mamy na czołach znaki mówiące, że tutaj nie pasujemy? Czy to chodzi o nasze tanio wyglądające buty?
Czemu nie mogliśmy pójść do Taco Bell? Już zostałam tam rzucona. Nie może się tam stać nic bardziej upokarzającego. Prawda?
Wnętrze restauracji jest całe z błyszczącego ciemnego drewna i szkła. Bar jest na lewo, pełen dobrze ubranych ludzi. Mama i ja podążamy za Dziewczyną Wykałaczką, która umiejętnie przemieszcza się pomiędzy stolikami. Proszę, nie pozwólcie mi się przewrócić!
Pokazuje nam nasz stolik przy oknie, które ukazuje zachodzące słońce, rzucające różowo-złote promienie na wodę. Mężczyzna siedzący przy stole podnosi się, kiedy podchodzimy.
- Miłego posiłku – mówi do mnie Dziewczyna Wykałaczka z kolejnym wyniosłym uśmieszkiem.
- Dzięki – mówię słodko. – Miłego… kelnerowania.
Odwracam się, zanim reaguje. Nieważne. Nie wiem dlaczego uważa, że jest taka fantastyczna. Moja uwaga skupia się na mężczyźnie – Billu. Narzeczonym mojej matki i moim przyszłym ojczymie.
Bill nie jest potężnym potentatem spółkowym, jakiego sobie wyobrażałem. Jest naprawdę przystojny, ale nie w tym bogatym wyrafinowanym sposobie, którego oczekiwałam. Wygląda tak młodo w zwykłej koszuli oraz dżinsach i ma trochę niechlujny wygląd z przydługimi rudymi włosami i nieogoloną twarzą bez zmarszczek. Jego bladoniebieskie oczy nie całkiem patrzą mi w oczy, tylko szybkie spojrzenie tu i tam, jeśli zadam pytanie.
Dowiaduję się, że Bill stworzył Arpeggio Os – używam tego na swojej komórce! Mama mówi i mówi jakie to rewolucyjne, bardziej przyjazne użytkownikowi i bardziej interaktywne od jego poprzedników. Jakbym nie wiedziała! To takie słodkie, jak rozpływa się na temat jego osiągnięć, podczas gdy on milczy, od czasu do czasu zerkając na nią i uśmiechając się. Stwierdzam, że naprawdę go lubię. W ogóle nie jest tym, kogo się spodziewałam i czuję ulgę. Lubię jego cichą niezręczność. Będzie do nas pasował.
- Więc gdzie jest Zane? – pyta mama, popijając mrożoną herbatę. – Myślę, że za niedługo przyjdą po nasze zamówienie.
Bill ledwie podnosi wzrok, mówiąc. – Powiedział, że się spóźni, więc powinniśmy zacząć bez niego.
- Polubisz go, Violet – mówi do mnie mama, jej oczy błyszczą z ekscytacji. – Jest od ciebie tylko parę lat starszy i jest… inżynierem oprogramowania, prawda, Bill?
- Tak, to prawda – mamrocze Bill, niewygodnie poruszając się na krześle. Wyobrażam sobie młodszą, dziwaczniejszą wersję Billa.
- Zane mieszka w L.A., ale zatrzyma się w domu z basenem, żeby kierować remontem, kiedy my będziemy w Europie. Czy to nie jest miłe z jego strony? Tak w ogóle – zanim zapomnę – dam ci jego numer, Violet. Możesz do niego zadzwonić, jeśli będziesz potrzebowała jakiejś pomocy. Zane będzie pracował nad jakimś projektem do pracy, ale jestem pewna, że nie będzie miał nic przeciwko, jeśli raz na jakiś czas do niego zadzwonisz.
Mama grzebie w torebce, szukając telefonu. Kiedy go znajduje, zmusza mnie do wpisania jego numeru do komórki. Nie mam żadnego zamiaru kiedykolwiek do niego dzwonić, ale robię, o co prosi, bo wiem, że przez to będzie się mniej martwiła z zostawianiem mnie na miesiąc.
Czterech kelnerów przychodzi po nasze zamówienie – nie wiem dlaczego. Decyduję się na krewetkową tempurę, którą jadłam na Hawajach i była dobra. Pomimo nerwów zaczynam czuć się trochę głodna. Ta atmosfera, niby piękna i elegancka, nie jest najbardziej relaksująca. Chciałabym wziąć trochę fast foodu i zabrać do domu. Chciałabym dąsać się nad Mattem na osobności, zamiast przyklejać uśmiech do twarzy, który wydaje się, że w każdej chwili rozpadnie się na milion kawałków. Szczerze cieszę się ze szczęścia mamy, ale patrzenie jak ona i Bill wymieniają się tajemniczymi uśmiechami i spojrzeniami… w tej chwili jest to dla mnie zbyt ckliwe.
Mam nagłą ochotę, żeby podskoczyć i wykrzyknąć: - Zostałam rzucona! Chrzańcie się wszyscy!
Czy ten wieczór nigdy się nie skończy? Ukradkiem piszę smsa do Lauren, trzymając telefon na kolanach.

Ja: Bill jest uroczy! I miły.
Lauren: Naprawdę? Jak wygląda?
Ja: Młodo, trochę niechlujnie. On stworzył Arpeggio!
Lauren: !!! Uroczy, bogaty geniusz? Twojej mamie naprawdę się powiodło.
Ja: Wiem! Ta restauracja jest naprawdę ekskluzywna.
Lauren: Lepiej się do tego przyzwyczajaj. Jaki jest syn?
Ja: Jeszcze go nie ma. Wydaje się, że będzie komputerowym ma…

- Przepraszam za spóźnienie.
Zaskakuje mnie ciepły, niski głos. Podnoszę wzrok z komórki i szczęka mi opada.
Mój wzrok spotyka się z parą wspaniałych ciemnych oczu.
Seksowny Koleś!

- O cholera! – krzyczę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz