23.10.13

Rozdział 2

Muszę spotkać się z Mattem za mniej niż godzinę. Co powinnam ubrać? Normalnie nie myślę za dużo nad ubiorem, będąc typem dziewczyny w dżinsach i bluzce. Ale nie widziałam mojego chłopaka od dwóch miesięcy, więc powinnam trochę się postarać, prawda? Kupiłam koszulkę na Hawajach, seksowną różową bluzkę bawełnianą z dużym błyszczącym kwiatem Hibiskusu. Powinnam ją przymierzyć zanim kupiłam, bo, cholera, nie zdałam sobie sprawy, że moje piersi będą wyglądać na tak duże i… skoczne.
Och, kogo to obchodzi. Nigdy się nimi nie chwalę, a dzisiaj jest specjalna okazja. Ale jeśli założę ładny top, czy to znaczy, że mogę założyć czarne szorty z elastycznym pasem? Już raz mi powiedziano, że nie powinnam ubierać ich poza domem i zrobiła to moja własna matka. Może miała rację. Wybieram ulubioną parę starych dżinsów i gratuluję sobie wysiłku.
A niech to, są trochę obcisłe. Obwiniam za to pracowanie w wakacje w cukierni mojej babci. Nawet nie musiałam nic jeść, aby nabrać wagi – tylko wdychanie tego cudownego zapachu świeżo upieczonych ciast wystarczyło na przytycie. Ale Lauren nic nie przytyła, a była razem za mną za ladą, sprzedając upieczone dobroci na minimalną wagę. Musi być miło mieć metabolizm ptaka.
Zastanawiam się, co Matt pomyśli o moim nowym kolorze włosów. Moje długie ciemnobrązowe loki są teraz złocistobrązowe, bliżej mojego naturalnego koloru, którym jest blond, tak jak mojej matki. Zawsze uważałam, że jasne włosy nie pasowały do mojej naturalnie opalonej skóry i migdałowych oczu, więc farbowałam je od skończenia piętnastu lat. Czuję się jak brunetka zamknięta w ciele blondynki. Czy to dziwne?
Spędziłam zbyt dużo czasu martwiąc się o wygląd i teraz będę spóźniona. Biorę moją torbę i wypadam za drzwi – ale potem muszę wrócić po pamiątkowy naszyjnik Matta – i również postanawiam spiąć włosy klipsem, bo nie cierpię ciężaru moich ciężkich włosów na plecach w gorący dzień, jak dziś.
Wow, naprawdę jest gorąco. Mam nadzieję, że klimatyzacja w mojej starej Toyocie dzisiaj zadziała. Dmucha powietrzem, tylko nie zimnym. Myślę, że lepiej będzie, jak otworzę okna. Ha, dobrze, że spięłam włosy. Odpalam samochód i prędko odjeżdżam z wiaty, chcąc wnieść trochę powietrza do dusznego wnętrza auta.
Poza upałem roztapiającym mózg, jest to ładny dzień. Niebo ma jasny odcień błękitu, puszyste chmury leniwie się znoszą. Mieszkam w Hidden Cove, małym nadbrzeżnym miasteczku w południowej Kalifornii. Z powodu pięknych plaż oraz idealnej pogody, jesteśmy uznawani za imprezowe miasteczko i zdajemy się przyciągać wiele pijanych dzieciaków z college’u. Teraz niektórzy ludzie mogą pomyśleć, że Hidden Cove brzmi jak fajne miejsce do życia, ale nie ja. Staje się tutaj naprawdę irytująco. Nienawidzę bycia podrywaną przez wstrętnych chłopaków z bractwa mających oddech śmierdzący wymiocinami i zachłanne ręce. I panie, nie pokazujcie mi swoich piersi. Mam swoją parę i nie mam żadnego pragnienia do oglądania waszych. Naprawdę, załóżcie jakieś ubranie, dziewczęta.
Pędząc do Taco Bell, czuję w brzuchu trzepoczące podekscytowane motylki. Tęskniłam za Mattem! Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Czy to nie dziwne? Okej, tak jakby za nim tęskniłam. Tak myślę. Ale będąc szczerą, tak naprawdę w ogóle o nim nie myślałam, uch, gdy byłam na Hawajach.
Matt i ja byliśmy razem od ponad roku, ale znaliśmy się od gimnazjum, dzieląc razem kilka lekcji. Zawsze myślałam, że jest zabawny, uroczy i mądry, ale związaliśmy się, gdy złączono nas do zadania na historię z Wojny Stuletniej. Impulsywnie mnie pocałował podczas nauki i byłaby to miła niespodzianka, gdyby w tamtej chwili moje usta nie były pełne pizzy.
Więc pierwszy pocałunek był trochę obrzydliwy, ale potem się poprawiliśmy. Tak jakby. Prawda jest taka, że… nie lubię się całować! To takie niezgrabne, niezręczne i… sama nie wiem! Duszące. Nie wiem czy to właściwe słowo. Po prostu nie lubię całowania, dobra? Ugh! Przepraszam, Matt. Nie żebym miała mu to kiedykolwiek przyznać.
Awersje do pocałunków na bok, nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć mojego chłopaka. Gdy parkuję przed meksykańską restauracją w kształcie sombrera, nagle czuję się skrępowana i dziwnie nieśmiała. Co sobie pomyśli o moich włosach? Zauważy, że przytyłam 2 kilo? Czuję się zmęczona i znużona, jakbym właśnie wróciła z wojny.
Parking przy Taco Bell jest pełen, czego się spodziewałam, ponieważ jest pora lunchu, a za parę dni znowu zaczyna się szkoła. Kiedy wysiadam z auta dostrzegam pęk nastoletnich dziewczyn stojących przed restauracją, gapiących się na elegancki samochód sportowy wyglądający na zagraniczny. Nie, wpatrują się w faceta opierającego się o niego.
Okej, wow. Właśnie się odwrócił a ja nie mogę powstrzymać nabrania gwałtownie powietrza. Um. Wow. Ten koleś jest niewiarygodnie zachwycający! Nic dziwnego, że te biedne dziewczyny wyglądają na oniemiałe z wrażenia.
Wysoki i muskularny ze szczupłą budową ciała i imponującymi szerokimi barkami, pan Wspaniały emanuje seksem oraz niebezpieczeństwem – nawet stąd, gdzie ja stoję. Stoi bokiem, więc widzę tylko jego profil, ale to co widzę jest wyrzeźbioną doskonałością. Niedbale zmierzwione krótkie, ciemne włosy, eleganckie ostre płaszczyzny kości policzkowych… wow, wargi tak wyraźnie zakreślone i zmysłowe, że zawstydzam się, tylko na nie patrząc.
Pan Wspaniały znowu się odwraca, przerywając mój wypełniony żądzą trans, a świat nagle wraca na swoje miejsce. Jednak nie mogę odwrócić wzroku – z samej ciekawości. Kim on jest? Wygląda na trochę starszego niż liceum i ma na sobie koszulę z długimi rękawami, pomimo upału. Biznesmen? Rozmawia przez komórkę, wydając się nieświadomy uwagi, którą przyciąga, jego oczy zakryte okularami przeciwsłonecznymi skupione są na autach pędzących ulicą.
Potrząsam lekko głową. To nie w moim stylu patrzenie pożądliwie na facetów po prostu sobie stojących, trzymających się własnych spraw. Nie żebym widziała tak seksownego faceta od… nigdy. Więc tłumaczę się, ponieważ ktoś kto tak wygląda… jak można się nie gapić? I ślinić. Przynajmniej nie robię mu ukradkiem zdjęć telefonem, jak robią to tamte nastolatki.
Wyrzucam Seksownego Kolesia z głowy, otwierając drzwi Taco Bell. Ach, salsa i gotowana mielona wołowina uderzają mnie pikantnie w twarz. Rozglądam się po jaskrawej restauracji i zauważam, że rzeczywiście jest zatłoczona. Cholera, wygląda na to, że wszystkie boksy są zajęte. Zastanawiam się czy jest już tutaj Matt?
Witam się z paroma osobami ze szkoły, szukając mojego chłopaka. Niektórzy faceci zbyt entuzjastycznie się ze mną witają, a ja przypisuję to różowej koszulce. Powinnam jej nie zakładać. Nie cierpię, kiedy ludzie na mnie patrzą, a wiem, że na mnie patrzą, bo widzę ich kątem oka. Nigdy nie wiem, co zrobić z rękoma, gdy jestem w centrum uwagi. Kończę na złączeniu ich nerwowo przed sobą. Wiem, żeby nie zakładać ramion na piersiach, bo to tylko przyciągnie zainteresowanie tam, gdzie go nie chcę.
- Violet!
Słyszę wołający mnie głos Matta. Czując ulgę, kieruję się na tyły Taco Bell w stronę jego głosu. Oto i jest, i tak, zajął boks!
- Cześć – mówię z wdzięcznością, siadając na ławce naprzeciw niego.
Chwila, powinnam go przytulić? Podnoszę się niepewnie, ale Matt nie wykonuje w moją stronę żadnego ruchu, więc znowu siadam.
Wygląda dobrze, ładniej niż zapamiętałam. Może nieobecność sprawia, że serce staje się czulsze? Och, spójrzcie na to. Ma na sobie dziurawą koszulę piracką oraz sprane bojówki. Chyba niektórzy z nas nie czuli potrzeby ubrania się na ponowne spotkanie.
Matt nie jest panem Wspaniałym, ale jest uroczy na swój własny normalny sposób ze swoimi falowanymi kasztanowymi włosami, iskrzącymi się niebieskimi oczami i niefrasobliwym uśmiechem. Matt jest jednym z tych facetów, których wszyscy lubią, bo są tak wyrozumiali i zabawni, zawsze gotowi z żartem i uśmiechem.
Teraz się nie uśmiecha. – Wow, Violet, wyglądasz naprawdę świetnie – mówi, gapiąc się na moje piersi.
Huh. Założę się, że nie zauważy zmiany koloru włosów. – Dzięki – mówię. Kładę jego prezent na stole i sięgam po menu. Zawsze czytam menu, choć nie wiem dlaczego. Za każdym razem zamawiam tą samą enchiladę. – Zamówiłeś już?
- Nie, zamierzam wypić tylko colę. – Wskazuje na szklankę przed sobą. – Czy to prezent dla mnie? Wygląda na za mały by być dziewczyną od tańca hula – żartuje.
- Myślałam o wzięciu ci jednej z tych rzeczy na deskę rozdzielczą, ale stwierdziłam, że może cię zbyt bardzo rozpraszać od prowadzenia.
Coś jest tutaj nie tak. Jest w Matcie zabawne napięcie, a kiedy nie patrzy na moje piersi, to wygląda przez okno albo rozgląda się po restauracji, jakby kogoś szukał.
- Jak minęły ci wakacje? – pytam ostrożnie.
Wzrusza lekko ramionami i bawi się słomką w swojej coli, trochę nią mieszając zanim trochę upija. – Wszystko po staremu. Tkwiłem tutaj i nic się nie działo. Ale co z tobą? To ty byłaś na cholernych Hawajach. Jak było? Chyba nie tkwiłaś całe lato pracując w cukierni babci, prawda?
Teraz to ja wzruszam ramionami. – Chodziłyśmy na plażę, trochę spacerowałyśmy. Było fajnie, ale przeważnie byłyśmy zajęte pracą. Więc nic zbytnio ekscytującego.
- Huh. – Wydaje zabawny chichot i przesuwa ręką przez włosy. – Nie spiknęłaś się z jakimś gorącym surfingowcem, co nie?
Gapię się na niego. Ma na twarzy zabawny, bolesny uśmieszek. W żołądku otwiera mi się ogromna dziura strachu. O mój Boże. Przespał się z jakąś studencką poczwarą. Spójrzcie na jego minę. Znak poczucia winy miga neonem na jego czole.
- O co chodzi, Matt? – pytam, mocno się starając, żeby mój głos pozostał swobodny i opanowany.
Matt wierci się w miejscu, rzucając szybkie spojrzenie na moją twarz. – Co masz na myśli?
Przez chwilę nic nie mówię. Muszę nabrać odwagi, aby zadać mu następne pytanie, bo kiedy już zapadnie, to zmieni wszystko, po prostu to wiem.
- Przespałeś się z kimś?
Długa cisza. W tamtej chwili moje serce spada z klifu, bo wiem, że to prawda. Nawet nie muszę patrzeć w jego zawstydzone cholerne oczy, aby to potwierdzić. Nie mogę oddychać. Jestem w szoku. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Jak mogłam nie być na to przygotowana? Kiedy myszy nie ma, koty harcują, prawda? Opacznie to zrozumiałam? Och, kogo to obchodzi.
- To nie to, co myślisz. – Matt nagle przerywa ciszę. – To jest… pozwól mi wyjaśnić…
Sięga, żeby złapać moją dłoń, ale zabieram ją tak gwałtownie, że oboje nas to zaskakuje. Trzęsę się. Patrzę ślepo przez okno, powstrzymując się od załamania i rozpłakania. Albo kopnięcia go w jaja. Również chcę przebić tę słomkę przez jego czoło. Może później.
- Jak to się stało? – W końcu patrzę na jego czerwoną, zdradliwą twarz. – Kim ona jest?
- Ja…
Matt ucina, przesuwając wzrok na coś za mną.
Odwracam się, żeby zobaczyć na co on patrzy. Rachel Ward, jedna z naszych znajomych, powoli podchodzi do naszego boksu. Prawdopodobnie chce tylko się przywitać i zapytać, jak minęły mi wakacje. Lubię ją, ale chcę krzyknąć do niej, żeby poszła do diabła.
- Cześć, V – mówi cichutko Rachel. Ale jej duże piwne oczy nakierowane są na Matta.
Och. A niech to.
Odwracam gwałtownie głowę, przyszpilając Matta wzrokiem załzawionymi oczami. – Co! Naprawdę?! Ty i Rachel?!
Ku mojemu totalnemu zdumieniu, ten kłamliwy dupek przesuwa się, pokazując Rachel, żeby koło niego usiadła.
Jaja sobie robicie?!
Teraz trzymają się za ręce. Poważnie, co to do diabła jest? Oni ze sobą chodzą? Chcę skrzywdzić ich oboje.
- Tak bardzo mi przykro, Violet – mówi Matt, patrząc na ich splecione palce. – To po prostu… stało się. Pracowaliśmy razem u Uśmiechającego się Jacka i… sam nie wiem, zawsze tak dobrze się dogadywaliśmy – wiesz o tym. Więc zaczęliśmy spotykać się po pracy i… to po prostu się stało – kończy bezradnie.
- Naprawdę przepraszam – szepcze Rachel ze spuszczonym wzrokiem. Jej śliczna twarz jest mokra od łez.
Ojej, przytulmy słodziutką sukę!
- Nie odzywaj się do mnie – mówię gniewnie. Odnalazłam swój gniew i tylko ta rzecz powstrzymuje mnie od załamania. Skupiam się na swoim dawnym chłopaku, gdy odkrycie uderza mnie w głowę jak spadający kokos. – Spałeś z nią?
Matt zaciska usta, ale nic nie mówi. Jednakże Rachel cała się czerwieni, więc to chyba całe potwierdzenie, jakiego potrzebuję. Zdzira! Krzyczy głos mojej głowie.
Czuję się, jakby ktoś kopnął mnie w klatkę piersiową. Matt i ja… nigdy nie uprawialiśmy seksu, a on nigdy mnie nie naciskał. A żeby dowiedzieć się, że spał z nią… ugh! Myślałam, że po prostu boi się, że źle to zrobi! Czy to znaczy, że tak naprawdę nigdy nie chciał mieć ze mną seksu? Czemu, do diabła, nie?!
Matt zaczyna mówić do mnie szybko, ale ja go nie słyszę. Moje uszy wypełnia huczący hałas, coś jak rozbijanie fal. Nie potrafię przestać patrzeć na tę dwójkę siedzącą razem jak para. Cóż, chyba teraz nią są. Były chłopak. Nazwa przebiega przez moją głowę jak pewny siebie sprinter. Z dystansu zastanawiam się, jak zareagują wszyscy w szkole. Albo może już wiedzą? Czy Matt i Rachel obnosili się z ich nowym statusem, kiedy ja tyrałam w pysznie pachnącej cukierni na Hawajach?
Nienawidzę ich.
- …nadzieję, że wciąż możemy być przyjaciółmi.
Taa, mój były chłopak naprawdę to mówi. Wpatruję się w niego z niedowierzeniem.
To – wow, to mnie wkurza! Dłoń drga mi kurczowo, pragnąc wydrapać mu oczy. Muszę się stąd wydostać. Wstaję nagle, ale ten dupek łapie mnie za rękę – wiecie, tą drugą ręką, która nie trzyma jego nowej dziewczyny.
- Proszę, proszę, nie bądź na nas wściekła, V – błaga. I łzy spływają po jego policzkach. – Przysięgam, że nigdy nie chciałem cię zranić. Nie chcę stracić twojej przyjaźni. Proszę powiedz, że nadal możemy być przyjaciółmi.
Nagle nakrywa mnie śmiertelny spokój, jak peleryna super wroga. Ale to cisza przed burzą, którą czuję budującą się wewnątrz mnie. – Przyjaciele – powtarzam chłodno.
- Tak. Jak kiedyś. – Matt wymusza uśmiech na szczurzej twarzy w nagłej niezręcznej ciszy. Spogląda na pudełko na stoliku. – Czy nadal dostaję mój prezent? – próbuje zażartować.
- Pewnie – mówię. Zabieram go ze stołu i udaję, że mu podaję. Gdy po niego sięga, odrzucam go z siłą i szybkością miotacza pierwszej ligi. Ląduje z plaśnięciem w talerzu odsmażonej fasoli jakiegoś starego faceta. 
Wychodzę. Już nie mogę tego wszystkiego znieść i ku mojemu przerażeniu, szlocham spazmatycznie. Nigdy nie płaczę publicznie. Nienawidzę tego! Nienawidzę go!
Ludzie na mnie patrzą? Na pewno. Nie obchodzi mnie to. Biegnę ślepo do drzwi i otwieram je na oścież. A potem potykam się o coś.
Nie wiem jak to się dzieje czy przez co się przewracam. Wszystko jest rozmazane. Nagle jestem na rękach i kolanach, jakoś wciśnięta boleśnie na progu, drzwi próbują zamknąć się na moim ramieniu.
Mogę sobie wyobrazić jak potem sama się z tego śmieję. Zamykam oczy, chwytając się nadziei, że jeśli mocno będę pragnąć, dziura otworzy się przede mną i wciągnie mnie do tej przyszłej chwili.
Kto wie jak długo bym tam została, jak próg w kształcie dziewczyny. Ruszenie się sprawiłoby to bardziej rzeczywistym. Ale ktoś otwiera drzwi i bez żadnej pomocy z mojej strony, łatwo zostaję podniesiona do stojącej pozycji.
- Hej. Nic ci nie jest? – pyta mój ratownik głosem, który mogę opisać tylko jako seks na patyku.
Stwierdzam, że jestem wyprowadzana na zewnątrz, drzwi zamykają się za nami. Poniekąd wiem, co znajdę, gdy podnoszę wzrok, jednak bliskie piękno twarzy Seksownego Kolesia odbiera mi mowę – jeszcze bardziej.
To Seksowny Koleś. Oczywiście, że tak.
Jego oczy. Nie mogę oderwać od nich wzroku. Ciemne i intensywne, oprawione grubymi rzęsami. Palą się i tlą intensywnością, energią, charyzmą… seksem…
Odwracam wzrok od jego oczu, po to aby zagapić się na jego usta. Boże, te wargi są grzeszne – uwiedzenie i niebezpieczeństwo. Wywołują we mnie gęsią skórkę, ale rodzaju podniecającego. Nie zimno-mi-daj-mi-koc.
O co mi chodzi? Nie wiem! Seksowny Koleś dalej trzyma moje ramię. Boże, weź się w garść! Odsuwam się, próbując zebrać się w sobie. Jakie żenujące!
Wow, jest wysoki. Wyższy niż sądziłam – może kilka centymetrów ponad 180. I pachnie tak dobrze. Jak świeże pranie i coś jeszcze, coś czystego i jesiennego. Zapach sprawia, że żołądek drży mi w dziwny i ekscytujący sposób.
- Wszystko w porządku? – powtarza Seksowny Koleś, kiedy ja gapię się na niego.
- Nie płaczę – mówię gniewnie, niestety znajdując swój głos. – Po prostu mam jeden z tych dni.
- Jasne – mówi życzliwie, cofając się.
Dostrzegam, że patrzy na mój tyłek. Nie, chwila, trochę dziwnie się tam czuję. Czy to… czy to wiatr?
Otwieram szeroko usta w absolutnym przerażeniu. – O Boże, nie. Nawet mi nie mów… tył moich spodni jest rozdarty, prawda?
Seksowny Koleś przekrzywia głowę na bok i znowu zerka na mój tył. – Dobra, nie powiem.
Nie mogę powstrzymać jęku. – Naprawdę? – mówię do nieba. Zauważam, że on też spogląda na niebo, zastanawiając się do kogo mówię. Jego pytam: - Jak jest źle?
- W skali od jeden do dziesięciu? Czy chodzi ci o to, jak bardzo w tej chwili widzę twoje seksowne różowe majtki w króliczki?
Natychmiast zakrywam rękoma tyłek. – O cholera!
Seksowny Koleś chichocze, a ja nie jestem aż tak zrozpaczona, żeby nie zauważyć, jaki to seksowny dźwięk. Nie mogę powstrzymać rumieńca ocieplającego moje policzki. Jestem tak… chwila, co on robi?!
Seksowny Koleś rozpina swoją koszulę, a ja obserwuję zahipnotyzowana, jak ją zdejmuje i mi podaje. Mechanicznie ją biorę, ponieważ jestem rozproszona przez gładką budowę ciała pływaka widoczną w szarej koszulce, którą ma pod koszulą. To absurdalne jak seksowny jest Seksowny Koleś. Szalenie absurdalne!
Westchnienie!
Moje serce robi teraz jakieś niezwykłe rzeczy, ale niech wam powiem, ja nie jestem tą dziewczyną, której głowa obraca się za każdym ładnym chłopakiem. Lecz ten facet jest ponad codzienną normalnością. Jest jak urzeczywistnienie fantazji każdej kobiety.
Muszę przestań na niego patrzeć.
Odchrząkuję i zmuszam się do spojrzenia na jego, o mój Boże, nieskazitelną twarz. – Dzięki – mówię, podnosząc koszulę. – Um. Jeśli chcesz tę koszulę z powrotem, chyba mogę wysłać ci ją pocztą.
Ale Seksowny Koleś lekko kręci głową. – Nie martw się tym. – Otwiera drzwi Taco Bell i przytrzymuje je starszej parze.
Och, to ten stary facet, na którego rzuciłam prezent Matta! Widzi mnie i piorunuje mnie wzrokiem. – Łobuz! – burczy, przechodząc obok mnie.
- Bardzo przepraszam! – wołam za nim, ale on tylko rzuca hmph przez ramię.
Jestem jeszcze bardziej upokorzona, jeśli to w ogóle możliwe. Zerkam ukradkiem na Seksownego Kolesia. Wygląda na rozbawionego, jego piękne usta wygięte są w uroczym uśmieszku. Tak bardzo się cieszę, że są szanse, iż nigdy więcej już go nie zobaczę.
- Mam nadzieję, że twój dzień się polepszy – mówi i znika w Taco Bell.

Dzięki, Seksowny Kolesiu. Jestem pewna, że już się nie pogorszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz