Muszę
spotkać się z Mattem za mniej niż godzinę. Co powinnam ubrać? Normalnie nie
myślę za dużo nad ubiorem, będąc typem dziewczyny w dżinsach i bluzce. Ale nie
widziałam mojego chłopaka od dwóch miesięcy, więc powinnam trochę się postarać,
prawda? Kupiłam koszulkę na Hawajach, seksowną różową bluzkę bawełnianą z dużym
błyszczącym kwiatem Hibiskusu. Powinnam ją przymierzyć zanim kupiłam, bo,
cholera, nie zdałam sobie sprawy, że moje piersi będą wyglądać na tak duże i…
skoczne.
Och, kogo to
obchodzi. Nigdy się nimi nie chwalę, a dzisiaj jest specjalna okazja. Ale jeśli
założę ładny top, czy to znaczy, że mogę założyć czarne szorty z elastycznym
pasem? Już raz mi powiedziano, że nie powinnam ubierać ich poza domem i zrobiła
to moja własna matka. Może miała rację. Wybieram ulubioną parę starych dżinsów
i gratuluję sobie wysiłku.
A niech to,
są trochę obcisłe. Obwiniam za to pracowanie w wakacje w cukierni mojej babci.
Nawet nie musiałam nic jeść, aby nabrać wagi – tylko wdychanie tego cudownego
zapachu świeżo upieczonych ciast wystarczyło na przytycie. Ale Lauren nic nie
przytyła, a była razem za mną za ladą, sprzedając upieczone dobroci na
minimalną wagę. Musi być miło mieć metabolizm ptaka.
Zastanawiam
się, co Matt pomyśli o moim nowym kolorze włosów. Moje długie ciemnobrązowe
loki są teraz złocistobrązowe, bliżej mojego naturalnego koloru, którym jest
blond, tak jak mojej matki. Zawsze uważałam, że jasne włosy nie pasowały do
mojej naturalnie opalonej skóry i migdałowych oczu, więc farbowałam je od
skończenia piętnastu lat. Czuję się jak brunetka zamknięta w ciele blondynki.
Czy to dziwne?
Spędziłam
zbyt dużo czasu martwiąc się o wygląd i teraz będę spóźniona. Biorę moją torbę
i wypadam za drzwi – ale potem muszę wrócić po pamiątkowy naszyjnik Matta – i
również postanawiam spiąć włosy klipsem, bo nie cierpię ciężaru moich ciężkich
włosów na plecach w gorący dzień, jak dziś.
Wow,
naprawdę jest gorąco. Mam nadzieję, że klimatyzacja w mojej starej Toyocie
dzisiaj zadziała. Dmucha powietrzem, tylko nie zimnym. Myślę, że lepiej będzie,
jak otworzę okna. Ha, dobrze, że spięłam włosy. Odpalam samochód i prędko
odjeżdżam z wiaty, chcąc wnieść trochę powietrza do dusznego wnętrza auta.
Poza upałem
roztapiającym mózg, jest to ładny dzień. Niebo ma jasny odcień błękitu, puszyste
chmury leniwie się znoszą. Mieszkam w Hidden Cove, małym nadbrzeżnym miasteczku
w południowej Kalifornii. Z powodu pięknych plaż oraz idealnej pogody, jesteśmy
uznawani za imprezowe miasteczko i zdajemy się przyciągać wiele pijanych
dzieciaków z college’u. Teraz niektórzy ludzie mogą pomyśleć, że Hidden Cove
brzmi jak fajne miejsce do życia, ale nie ja. Staje się tutaj naprawdę
irytująco. Nienawidzę bycia podrywaną przez wstrętnych chłopaków z bractwa
mających oddech śmierdzący wymiocinami i zachłanne ręce. I panie, nie pokazujcie mi swoich piersi. Mam
swoją parę i nie mam żadnego pragnienia do oglądania waszych. Naprawdę,
załóżcie jakieś ubranie, dziewczęta.
Pędząc do
Taco Bell, czuję w brzuchu trzepoczące podekscytowane motylki. Tęskniłam za
Mattem! Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Czy to nie dziwne? Okej,
tak jakby za nim tęskniłam. Tak myślę. Ale będąc szczerą, tak naprawdę w ogóle
o nim nie myślałam, uch, gdy byłam na Hawajach.
Matt i ja
byliśmy razem od ponad roku, ale znaliśmy się od gimnazjum, dzieląc razem kilka
lekcji. Zawsze myślałam, że jest zabawny, uroczy i mądry, ale związaliśmy się,
gdy złączono nas do zadania na historię z Wojny Stuletniej. Impulsywnie mnie
pocałował podczas nauki i byłaby to miła niespodzianka, gdyby w tamtej chwili
moje usta nie były pełne pizzy.
Więc
pierwszy pocałunek był trochę obrzydliwy, ale potem się poprawiliśmy. Tak
jakby. Prawda jest taka, że… nie lubię się całować! To takie niezgrabne,
niezręczne i… sama nie wiem! Duszące. Nie wiem czy to właściwe słowo. Po prostu
nie lubię całowania, dobra? Ugh! Przepraszam, Matt. Nie żebym miała mu to
kiedykolwiek przyznać.
Awersje do
pocałunków na bok, nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć mojego chłopaka. Gdy
parkuję przed meksykańską restauracją w kształcie sombrera, nagle czuję się
skrępowana i dziwnie nieśmiała. Co sobie pomyśli o moich włosach? Zauważy, że
przytyłam 2 kilo? Czuję się zmęczona i znużona, jakbym właśnie wróciła z wojny.
Parking przy
Taco Bell jest pełen, czego się spodziewałam, ponieważ jest pora lunchu, a za
parę dni znowu zaczyna się szkoła. Kiedy wysiadam z auta dostrzegam pęk
nastoletnich dziewczyn stojących przed restauracją, gapiących się na elegancki
samochód sportowy wyglądający na zagraniczny. Nie, wpatrują się w faceta
opierającego się o niego.
Okej, wow.
Właśnie się odwrócił a ja nie mogę powstrzymać nabrania gwałtownie powietrza.
Um. Wow. Ten koleś jest niewiarygodnie zachwycający! Nic dziwnego, że te biedne
dziewczyny wyglądają na oniemiałe z wrażenia.
Wysoki i
muskularny ze szczupłą budową ciała i imponującymi szerokimi barkami, pan
Wspaniały emanuje seksem oraz niebezpieczeństwem – nawet stąd, gdzie ja stoję.
Stoi bokiem, więc widzę tylko jego profil, ale to co widzę jest wyrzeźbioną
doskonałością. Niedbale zmierzwione krótkie, ciemne włosy, eleganckie ostre
płaszczyzny kości policzkowych… wow, wargi tak wyraźnie zakreślone i zmysłowe,
że zawstydzam się, tylko na nie patrząc.
Pan
Wspaniały znowu się odwraca, przerywając mój wypełniony żądzą trans, a świat
nagle wraca na swoje miejsce. Jednak nie mogę odwrócić wzroku – z samej
ciekawości. Kim on jest? Wygląda na trochę starszego niż liceum i ma na sobie
koszulę z długimi rękawami, pomimo upału. Biznesmen? Rozmawia przez komórkę,
wydając się nieświadomy uwagi, którą przyciąga, jego oczy zakryte okularami
przeciwsłonecznymi skupione są na autach pędzących ulicą.
Potrząsam
lekko głową. To nie w moim stylu patrzenie pożądliwie na facetów po prostu
sobie stojących, trzymających się własnych spraw. Nie żebym widziała tak
seksownego faceta od… nigdy. Więc tłumaczę się, ponieważ ktoś kto tak wygląda…
jak można się nie gapić? I ślinić. Przynajmniej nie robię mu ukradkiem zdjęć
telefonem, jak robią to tamte nastolatki.
Wyrzucam
Seksownego Kolesia z głowy, otwierając drzwi Taco Bell. Ach, salsa i gotowana
mielona wołowina uderzają mnie pikantnie w twarz. Rozglądam się po jaskrawej
restauracji i zauważam, że rzeczywiście jest zatłoczona. Cholera, wygląda na
to, że wszystkie boksy są zajęte. Zastanawiam się czy jest już tutaj Matt?
Witam się z
paroma osobami ze szkoły, szukając mojego chłopaka. Niektórzy faceci zbyt
entuzjastycznie się ze mną witają, a ja przypisuję to różowej koszulce.
Powinnam jej nie zakładać. Nie cierpię, kiedy ludzie na mnie patrzą, a wiem, że
na mnie patrzą, bo widzę ich kątem oka. Nigdy nie wiem, co zrobić z rękoma, gdy
jestem w centrum uwagi. Kończę na złączeniu ich nerwowo przed sobą. Wiem, żeby
nie zakładać ramion na piersiach, bo to tylko przyciągnie zainteresowanie tam,
gdzie go nie chcę.
- Violet!
Słyszę
wołający mnie głos Matta. Czując ulgę, kieruję się na tyły Taco Bell w stronę
jego głosu. Oto i jest, i tak, zajął boks!
- Cześć –
mówię z wdzięcznością, siadając na ławce naprzeciw niego.
Chwila,
powinnam go przytulić? Podnoszę się niepewnie, ale Matt nie wykonuje w moją stronę
żadnego ruchu, więc znowu siadam.
Wygląda
dobrze, ładniej niż zapamiętałam. Może nieobecność sprawia, że serce staje się
czulsze? Och, spójrzcie na to. Ma na sobie dziurawą koszulę piracką oraz sprane
bojówki. Chyba niektórzy z nas nie czuli potrzeby ubrania się na ponowne
spotkanie.
Matt nie
jest panem Wspaniałym, ale jest uroczy na swój własny normalny sposób ze swoimi
falowanymi kasztanowymi włosami, iskrzącymi się niebieskimi oczami i
niefrasobliwym uśmiechem. Matt jest jednym z tych facetów, których wszyscy
lubią, bo są tak wyrozumiali i zabawni, zawsze gotowi z żartem i uśmiechem.
Teraz się
nie uśmiecha. – Wow, Violet, wyglądasz naprawdę świetnie – mówi, gapiąc się na
moje piersi.
Huh. Założę
się, że nie zauważy zmiany koloru włosów. – Dzięki – mówię. Kładę jego prezent
na stole i sięgam po menu. Zawsze czytam menu, choć nie wiem dlaczego. Za
każdym razem zamawiam tą samą enchiladę. – Zamówiłeś już?
- Nie,
zamierzam wypić tylko colę. – Wskazuje na szklankę przed sobą. – Czy to prezent
dla mnie? Wygląda na za mały by być dziewczyną od tańca hula – żartuje.
- Myślałam o
wzięciu ci jednej z tych rzeczy na deskę rozdzielczą, ale stwierdziłam, że może
cię zbyt bardzo rozpraszać od prowadzenia.
Coś jest
tutaj nie tak. Jest w Matcie zabawne napięcie, a kiedy nie patrzy na moje
piersi, to wygląda przez okno albo rozgląda się po restauracji, jakby kogoś
szukał.
- Jak minęły
ci wakacje? – pytam ostrożnie.
Wzrusza
lekko ramionami i bawi się słomką w swojej coli, trochę nią mieszając zanim
trochę upija. – Wszystko po staremu. Tkwiłem tutaj i nic się nie działo. Ale co
z tobą? To ty byłaś na cholernych Hawajach.
Jak było? Chyba nie tkwiłaś całe lato pracując w cukierni babci, prawda?
Teraz to ja
wzruszam ramionami. – Chodziłyśmy na plażę, trochę spacerowałyśmy. Było fajnie,
ale przeważnie byłyśmy zajęte pracą. Więc nic zbytnio ekscytującego.
- Huh. –
Wydaje zabawny chichot i przesuwa ręką przez włosy. – Nie spiknęłaś się z
jakimś gorącym surfingowcem, co nie?
Gapię się na
niego. Ma na twarzy zabawny, bolesny uśmieszek. W żołądku otwiera mi się
ogromna dziura strachu. O mój Boże. Przespał się z jakąś studencką poczwarą.
Spójrzcie na jego minę. Znak poczucia winy miga neonem na jego czole.
- O co chodzi,
Matt? – pytam, mocno się starając, żeby mój głos pozostał swobodny i opanowany.
Matt wierci
się w miejscu, rzucając szybkie spojrzenie na moją twarz. – Co masz na myśli?
Przez chwilę
nic nie mówię. Muszę nabrać odwagi, aby zadać mu następne pytanie, bo kiedy już
zapadnie, to zmieni wszystko, po prostu to wiem.
- Przespałeś
się z kimś?
Długa cisza.
W tamtej chwili moje serce spada z klifu, bo wiem, że to prawda. Nawet nie
muszę patrzeć w jego zawstydzone cholerne oczy, aby to potwierdzić. Nie mogę
oddychać. Jestem w szoku. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Jak mogłam nie
być na to przygotowana? Kiedy myszy nie ma, koty harcują, prawda? Opacznie to
zrozumiałam? Och, kogo to obchodzi.
- To nie to,
co myślisz. – Matt nagle przerywa ciszę. – To jest… pozwól mi wyjaśnić…
Sięga, żeby
złapać moją dłoń, ale zabieram ją tak gwałtownie, że oboje nas to zaskakuje.
Trzęsę się. Patrzę ślepo przez okno, powstrzymując się od załamania i
rozpłakania. Albo kopnięcia go w jaja. Również chcę przebić tę słomkę przez
jego czoło. Może później.
- Jak to się
stało? – W końcu patrzę na jego czerwoną, zdradliwą twarz. – Kim ona jest?
- Ja…
Matt ucina,
przesuwając wzrok na coś za mną.
Odwracam
się, żeby zobaczyć na co on patrzy. Rachel Ward, jedna z naszych znajomych,
powoli podchodzi do naszego boksu. Prawdopodobnie chce tylko się przywitać i
zapytać, jak minęły mi wakacje. Lubię ją, ale chcę krzyknąć do niej, żeby
poszła do diabła.
- Cześć, V –
mówi cichutko Rachel. Ale jej duże piwne oczy nakierowane są na Matta.
Och. A niech
to.
Odwracam
gwałtownie głowę, przyszpilając Matta wzrokiem załzawionymi oczami. – Co! Naprawdę?! Ty i Rachel?!
Ku mojemu
totalnemu zdumieniu, ten kłamliwy dupek przesuwa się, pokazując Rachel, żeby
koło niego usiadła.
Jaja sobie robicie?!
Teraz
trzymają się za ręce. Poważnie, co to do diabła jest? Oni ze sobą chodzą? Chcę
skrzywdzić ich oboje.
- Tak bardzo
mi przykro, Violet – mówi Matt, patrząc na ich splecione palce. – To po prostu…
stało się. Pracowaliśmy razem u Uśmiechającego się Jacka i… sam nie wiem,
zawsze tak dobrze się dogadywaliśmy – wiesz o tym. Więc zaczęliśmy spotykać się
po pracy i… to po prostu się stało – kończy bezradnie.
- Naprawdę
przepraszam – szepcze Rachel ze spuszczonym wzrokiem. Jej śliczna twarz jest
mokra od łez.
Ojej,
przytulmy słodziutką sukę!
- Nie
odzywaj się do mnie – mówię gniewnie. Odnalazłam swój gniew i tylko ta rzecz
powstrzymuje mnie od załamania. Skupiam się na swoim dawnym chłopaku, gdy
odkrycie uderza mnie w głowę jak spadający kokos. – Spałeś z nią?
Matt zaciska
usta, ale nic nie mówi. Jednakże Rachel cała się czerwieni, więc to chyba całe
potwierdzenie, jakiego potrzebuję. Zdzira!
Krzyczy głos mojej głowie.
Czuję się,
jakby ktoś kopnął mnie w klatkę piersiową. Matt i ja… nigdy nie uprawialiśmy
seksu, a on nigdy mnie nie naciskał. A żeby dowiedzieć się, że spał z nią… ugh! Myślałam, że po prostu boi
się, że źle to zrobi! Czy to znaczy, że tak naprawdę nigdy nie chciał mieć ze
mną seksu? Czemu, do diabła, nie?!
Matt zaczyna
mówić do mnie szybko, ale ja go nie słyszę. Moje uszy wypełnia huczący hałas,
coś jak rozbijanie fal. Nie potrafię przestać patrzeć na tę dwójkę siedzącą
razem jak para. Cóż, chyba teraz nią są. Były
chłopak. Nazwa przebiega przez moją głowę jak pewny siebie sprinter. Z
dystansu zastanawiam się, jak zareagują wszyscy w szkole. Albo może już wiedzą?
Czy Matt i Rachel obnosili się z ich nowym statusem, kiedy ja tyrałam w pysznie
pachnącej cukierni na Hawajach?
Nienawidzę
ich.
- …nadzieję,
że wciąż możemy być przyjaciółmi.
Taa, mój
były chłopak naprawdę to mówi. Wpatruję się w niego z niedowierzeniem.
To – wow, to
mnie wkurza! Dłoń drga mi kurczowo, pragnąc wydrapać mu oczy. Muszę się stąd
wydostać. Wstaję nagle, ale ten dupek łapie mnie za rękę – wiecie, tą drugą
ręką, która nie trzyma jego nowej dziewczyny.
- Proszę,
proszę, nie bądź na nas wściekła, V – błaga. I łzy spływają po jego policzkach.
– Przysięgam, że nigdy nie chciałem cię zranić. Nie chcę stracić twojej
przyjaźni. Proszę powiedz, że nadal możemy być przyjaciółmi.
Nagle
nakrywa mnie śmiertelny spokój, jak peleryna super wroga. Ale to cisza przed
burzą, którą czuję budującą się wewnątrz mnie. – Przyjaciele – powtarzam
chłodno.
- Tak. Jak
kiedyś. – Matt wymusza uśmiech na szczurzej twarzy w nagłej niezręcznej ciszy.
Spogląda na pudełko na stoliku. – Czy nadal dostaję mój prezent? – próbuje
zażartować.
- Pewnie –
mówię. Zabieram go ze stołu i udaję, że mu podaję. Gdy po niego sięga, odrzucam
go z siłą i szybkością miotacza pierwszej ligi. Ląduje z plaśnięciem w talerzu
odsmażonej fasoli jakiegoś starego faceta.
Wychodzę.
Już nie mogę tego wszystkiego znieść i ku mojemu przerażeniu, szlocham
spazmatycznie. Nigdy nie płaczę
publicznie. Nienawidzę tego! Nienawidzę go!
Ludzie na
mnie patrzą? Na pewno. Nie obchodzi mnie to. Biegnę ślepo do drzwi i otwieram
je na oścież. A potem potykam się o coś.
Nie wiem jak
to się dzieje czy przez co się przewracam. Wszystko jest rozmazane. Nagle
jestem na rękach i kolanach, jakoś wciśnięta boleśnie na progu, drzwi próbują
zamknąć się na moim ramieniu.
Mogę sobie
wyobrazić jak potem sama się z tego śmieję. Zamykam oczy, chwytając się
nadziei, że jeśli mocno będę pragnąć, dziura otworzy się przede mną i wciągnie
mnie do tej przyszłej chwili.
Kto wie jak
długo bym tam została, jak próg w kształcie dziewczyny. Ruszenie się sprawiłoby
to bardziej rzeczywistym. Ale ktoś otwiera drzwi i bez żadnej pomocy z mojej
strony, łatwo zostaję podniesiona do stojącej pozycji.
- Hej. Nic
ci nie jest? – pyta mój ratownik głosem, który mogę opisać tylko jako seks na
patyku.
Stwierdzam,
że jestem wyprowadzana na zewnątrz, drzwi zamykają się za nami. Poniekąd wiem,
co znajdę, gdy podnoszę wzrok, jednak bliskie piękno twarzy Seksownego Kolesia
odbiera mi mowę – jeszcze bardziej.
To Seksowny
Koleś. Oczywiście, że tak.
Jego oczy.
Nie mogę oderwać od nich wzroku. Ciemne i intensywne, oprawione grubymi
rzęsami. Palą się i tlą intensywnością, energią, charyzmą… seksem…
Odwracam
wzrok od jego oczu, po to aby zagapić się na jego usta. Boże, te wargi są
grzeszne – uwiedzenie i niebezpieczeństwo. Wywołują we mnie gęsią skórkę, ale
rodzaju podniecającego. Nie zimno-mi-daj-mi-koc.
O co mi
chodzi? Nie wiem! Seksowny Koleś dalej trzyma moje ramię. Boże, weź się w
garść! Odsuwam się, próbując zebrać się w sobie. Jakie żenujące!
Wow, jest
wysoki. Wyższy niż sądziłam – może kilka centymetrów ponad 180. I pachnie tak
dobrze. Jak świeże pranie i coś jeszcze, coś czystego i jesiennego. Zapach
sprawia, że żołądek drży mi w dziwny i ekscytujący sposób.
- Wszystko w
porządku? – powtarza Seksowny Koleś, kiedy ja gapię się na niego.
- Nie płaczę
– mówię gniewnie, niestety znajdując swój głos. – Po prostu mam jeden z tych
dni.
- Jasne –
mówi życzliwie, cofając się.
Dostrzegam,
że patrzy na mój tyłek. Nie, chwila, trochę dziwnie się tam czuję. Czy to… czy
to wiatr?
Otwieram
szeroko usta w absolutnym przerażeniu. – O Boże, nie. Nawet mi nie mów… tył
moich spodni jest rozdarty, prawda?
Seksowny
Koleś przekrzywia głowę na bok i znowu zerka na mój tył. – Dobra, nie powiem.
Nie mogę
powstrzymać jęku. – Naprawdę? – mówię do nieba. Zauważam, że on też spogląda na
niebo, zastanawiając się do kogo mówię. Jego pytam: - Jak jest źle?
- W skali od
jeden do dziesięciu? Czy chodzi ci o to, jak bardzo w tej chwili widzę twoje
seksowne różowe majtki w króliczki?
Natychmiast
zakrywam rękoma tyłek. – O cholera!
Seksowny
Koleś chichocze, a ja nie jestem aż tak zrozpaczona, żeby nie zauważyć, jaki to
seksowny dźwięk. Nie mogę powstrzymać rumieńca ocieplającego moje policzki.
Jestem tak… chwila, co on robi?!
Seksowny
Koleś rozpina swoją koszulę, a ja obserwuję zahipnotyzowana, jak ją zdejmuje i
mi podaje. Mechanicznie ją biorę, ponieważ jestem rozproszona przez gładką
budowę ciała pływaka widoczną w szarej koszulce, którą ma pod koszulą. To
absurdalne jak seksowny jest Seksowny Koleś. Szalenie absurdalne!
Westchnienie!
Moje serce
robi teraz jakieś niezwykłe rzeczy, ale niech wam powiem, ja nie jestem tą
dziewczyną, której głowa obraca się za każdym ładnym chłopakiem. Lecz ten facet
jest ponad codzienną normalnością. Jest jak urzeczywistnienie fantazji każdej
kobiety.
Muszę
przestań na niego patrzeć.
Odchrząkuję
i zmuszam się do spojrzenia na jego, o
mój Boże, nieskazitelną twarz. – Dzięki – mówię, podnosząc koszulę. – Um.
Jeśli chcesz tę koszulę z powrotem, chyba mogę wysłać ci ją pocztą.
Ale Seksowny
Koleś lekko kręci głową. – Nie martw się tym. – Otwiera drzwi Taco Bell i
przytrzymuje je starszej parze.
Och, to ten
stary facet, na którego rzuciłam prezent Matta! Widzi mnie i piorunuje mnie
wzrokiem. – Łobuz! – burczy, przechodząc obok mnie.
- Bardzo
przepraszam! – wołam za nim, ale on tylko rzuca hmph przez ramię.
Jestem
jeszcze bardziej upokorzona, jeśli to w ogóle możliwe. Zerkam ukradkiem na
Seksownego Kolesia. Wygląda na rozbawionego, jego piękne usta wygięte są w
uroczym uśmieszku. Tak bardzo się cieszę, że są szanse, iż nigdy więcej już go
nie zobaczę.
- Mam
nadzieję, że twój dzień się polepszy – mówi i znika w Taco Bell.
Dzięki,
Seksowny Kolesiu. Jestem pewna, że już się nie pogorszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz