11.3.14

Epilog

Chciałabym móc powiedzieć, że żyliśmy długo i szczęśliwie, ale to byłoby zbyt łatwe.
Ludzie nagrali filmy śpiewającego mi Zane’a – oczywiście – i wszystko wylądowało online. Bardzo intymne szczegóły naszego związku krążą po całym Internecie. Jestem rozbierana i szczegółowo analizowana przez każde media i żywą nastolatkę, a nie jest to ładne. To znaczy jestem przyzwyczajona do bycia obrażaną i tematem plotek, ale to jest na całkowicie innym poziomie. Widzenie moich zdjęcia w Internecie i w telewizji… kupowanie tamponów w sklepie, sprawdzanie mojego tyłka w odbiciu sklepowego okna i – moje ulubione – bycie ściganą po parkingu Taco Bell przez cholernie szaloną fankę.
Była naprawdę duża. Oczywiście, że uciekałam.
O i szkoła jest jeszcze bardziej do kitu. Połowa szkoły mnie nienawidzi, druga połowa chce być moim najlepszym przyjacielem. Alissa Shermer naprawdę próbuje spędzać ze mną czas. Od razu zdusiłam to w zarodku. Głupia, plotkarska wiedźma.
Cała ta uwaga jest szokująca i to nie w dobry sposób. Nienawidzę tego! Bycie dziewczyną sławnego gwiazdora oznacza, że dziewczyna nie może zjeść całej pizzy bez zostania osądzoną o bycie w ciąży. Wiele razy jestem w ciąży. Nauczyłam się, żeby nie wychodzić, dopóki nie strawiłam jedzenia.
Jak Zane to znosi? Jestem nikim, a paparazzi codziennie mnie śledzą. Jak radzić sobie z tymi bezczelnymi palantami pchającymi ci w twarz aparaty, zadającymi osobiste pytania, jakby mieli prawo wiedzy o każdym aspekcie twojego życia? Pewien dziwak każdego dnia czeka na mnie w pracy i po drugiej stronie ulicy szkoły, żeby tylko zapytać o rozmiar mojego stanika.
Gdy wspominam o tym Zane’owi, natychmiast zatrudnia kilku ochroniarzy, żeby mi towarzyszyli. Pełnią również funkcję moich szoferów, z czym nie mam problemu. Kocham mojego Bentley’a, ale cały czas martwię się, że coś stanie się mojemu dzieciątku. Jak na przykład zazdrosna, szalona fanka.
Nie cierpię bycia w takim centrum uwagi. Ale poradzę sobie ze wszystkim, żeby być z Zanem. Nawet staram się tolerować (ugh!) te wszystkie opętane fanki. Jest ciężko, ale radzę sobie. Teraz w pełni ufam Zane’owi i uczę się żyć chwilą.
O, skończyłam moją książkę o tajemnym księciu. Nazwałam ją „Tajemny Książę”. Twórcze, co? Sprzedaje się naprawdę dobrze. Sądzę, że istnieje wiele ludzi, którzy chcą prostego szczęśliwego zakończenia. Cholera, jestem zachwycona, bo mam takie własne.
To nie jedyne dobre wieści. Nareszcie zdecydowałam się podpisać umowę z głównym wydawnictwem na moją serię Przerwać Czas i mam kontrakt na jeszcze co najmniej pięć książek. Są również rozmowy, żeby zrobić z niej filmy! Nadal nie postanowiłam czy jestem gotowa, żeby moje książki miały takie nagłośnienie. Zane uważa, że powinnam zgodzić się na to. Mówię mu, że zastanowię się nad tym tylko wtedy, jeśli zostanie obsadzony w głównej roli.

Lipiec

- Violet!
Kim mocno mnie przytula. Jestem zaskoczona tym, jak bardzo mi jej brakowało. Jej kręcone włosy mają teraz blond pasemka, a to pasuje do jej złotej opalenizny.
- Świetnie wyglądasz – mówię, jak prowadzi mnie do jej pokoju.
- Ja? Spójrz na siebie! Naprawdę wyglądasz jak dziewczyna gwiazdy rocka. – Śmieje się. – Podoba mi się ten kolor włosów.
- Właściwie to mój naturalny – mówię, nieśmiało przesuwając po nich ręką. – O, zanim zapomnę – Lauren kazała ci podziękować za ubrania, które wysłałaś dla dziecka.
- Żaden problem! Więc z małą Rosie wszystko w porządku?
- Tak! – Rozpogadzam się. – Lauren nareszcie zabrała ją w zeszłym tygodniu do domu. Lekarze uważają, że nie będzie miała żadnych problemów z bycia takim wcześniakiem, więc wszyscy czujemy ulgę.
- Dzięki Bogu. – Kim pokazuje mi, żebym usiadła na jej łóżku. – Wyglądała tak uroczo i malutko w zdjęciach, które wysłała Lauren. A jak miewa się Lauren?
Wzruszam ramionami. – Dobrze. Jej mama i kuzynka pomagają jej z dzieckiem i wygląda na to, że może zacząć na jesień Stanford.
- To świetnie! Bardzo się cieszę. A ty. – Kim przebiegle zmienia temat. – Jak to jest mieszkać z Aidenem Crossem? Jestem strasznie zazdrosna!
Nie mogę powstrzymać wielkiego uśmiechu. – Naprawdę dobrze. Lepiej niż myślałam. Ale jak ty się masz?
- O nie – odpowiada szybko Kim. Siada na poduszkowym krześle, celując we mnie palcem. – Najpierw opowiesz mi wszystko o twoim fantastycznym życiu. Byłaś już na jakichś przyjęciach? Poznałaś innych sławnych ludzi? Widziałam wasze zdjęcia na premierze „Deep Ones”! Jak było?
- Fajnie – przyznaję. – Chociaż na czerwonym dywanie było trochę strasznie. Ci wszyscy ludzie mówiący ci, gdzie masz iść, wrzeszczący fani i błyskające flesze. Zrobiło mi się niedobrze. Tak jakby zwymiotowałam.
- O nie! Tam?! – Kim jest wstrząśnięta.
- Prosto na Alainę Skye. Była za nami.
Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem. Poznałam Alainę Skye i okazuje się, że ma coś z suki. Nie wiem dlaczego Zane przyjaźni się z nią, ale jak chce. I nie celowałam w nią, jak twierdzi. Jak można wycelować rzygi? Głupia suka.
- Jedziesz w trasę z Aidenem – znaczy się, Zanem – w październiku?
Kiwam głową, bawiąc się łańcuszkiem naszyjnika ukrytego pod moją bluzką. – Tak… Odłożę college, kiedy będę pracować nad książkami. A mogę to robić gdziekolwiek, więc dlaczego nie w trasie z nim, prawda? Jestem bardzo podekscytowana. Nigdy nie byłam poza USA.
- I będziesz ze swoim ukochanym – drażni się Kim. – Jesteś szczęściarą!
- Wiem! – Chichoczę razem z nią.
- Nie zapomnij zaprosić mnie na ślub – żartuje, jej oczy iskrzą się z rozbawieniem na moje zarumienione policzki.
- Zabawne, że o tym wspominasz. Chciałam powiedzieć ci osobiście…
Wyciągam naszyjnik spod koszulki. Kim wytrzeszcza oczy, kiedy dostrzega pierścionek zwisający z końca łańcuszka. Przybiega do mnie, żeby mu się przyjrzeć, a jej krzyki są takie głośne, iż martwię się, że sąsiedzi pomyślą, że ją morduję czy coś.
- O mój Boże! – piszczy, biorąc do ręki pierścionek, a przy tym lekko mnie podduszając. – Jest cudowny! Kiedy cię zapytał? Jak cię zapytał?
- Jakiś miesiąc temu, gdy byliśmy w Maui.
Uśmiecham się do siebie, przypominając najdoskonalszy moment pod wodospadem. Tylko nasza dwójka.
Patrzę, jak Kim podziwia idealnie kwadratowy diament umieszczony w platynie. Widzę, że zastanawia się, ile kosztował pierścionek. Też nad tym myślę, ale za bardzo boję się zapytać Zane’a. Mam przeczucie, że jest warty małego kraju.
- G-gratulacje – wyjąkuje, znowu mnie przytulając. – Kiedy ślub?
Chowam pierścionek z powrotem pod koszulkę. – Um… nie jesteśmy pewni. Zane chce za niedługo, ale ja chcę poczekać. Nawet nie powiedziałam jeszcze mamie! Czekam aż urodzi. Nie chcę posłać ją na wczesny poród. – Próbuję zażartować.
- Myślisz, że będzie wariować?
Wciągam oddech przez zaciśnięte zęby. – Prawdopodobnie – mówię, nerwowo dłubiąc w paznokciach. – Myślę, że chciałaby, abyśmy poczekali do końca college’u, ale… nie chcemy czekać tak długo.
Oczywiście, nasza definicja czekania ogromnie się różni. Zane mówi, że chce to zrobić zanim wyruszymy na trasę w październiku; ja chcę poczekać rok. Sama nie wiem. Obiecał, że jeśli od razu się pobierzemy, zrobi dla mnie intercyzę – gdzie, jeśli kiedykolwiek przyłapię go na zdradzie, będzie musiał przytyć – i utrzymać – 45 kilogramów, dodatkowo mówić każdej kobiecie, którą pozna, że ma złoszczący się przypadek wesz. Nie sądzę, że te warunki byłyby obowiązujące wobec prawa, ale to miła myśl.
Gawędzimy z Kim jeszcze kilkanaście minut. Opowiada mi o college’owym facecie, którego poznała w zeszłym tygodniu na plaży i dzieli się miejscowymi plotkami. Och, Matt i Rachel zerwali! Kim mówi, że Rachel przyłapała Matta na zdradzie z zamiejscową. Trochę współczuję Rachel. Po tym jak wszystko się ułożyło, tak jakby jestem jej wdzięczna. Nie, to zbyt wiele. Powiedzmy, że cieszę się tym, jak wszystko się ułożyło.
Dziś wieczorem spotykam się z moim narzeczonym (!) na kolacji u mamy i Billa. Mama jest ogromna. Prawie robię błąd zażartowania czy jest pewna, że jest tam tylko jedno dziecko, ale powstrzymuję się w samą porę. Ona jest bałaganem emocjonalnym – w jednej chwili płacze, a w drugiej jest ożywiona i rozchichotana. Biedny Bill wygląda na przerażonego.
Po kolacji idziemy z Zanem na spacer. Zgadnijcie gdzie wylądowaliśmy? Przy basenie, gdzie zaczęła się cała magia.
- Powiedziałam dziś Helize, że jesteśmy zaręczeni – mówię, kiedy sadowimy się na szezlongach.
- Tak? Co powiedziała?
- Przysięga, że jestem w odmiennym stanie. – Śmieję się. – Powiedziała, że to jedyny powód, dla którego tak młoda dziewczyna jak ja brałaby tak szybko ślub. Nadal ci nie ufa. Mówi, że jesteś zbyt przystojny dla własnego dobra.
- Tak, to przekleństwo. – Zane uśmiecha się, kręcąc głową. Kładzie ciepłą rękę na moim brzuchu. – Co do odmiennego stanu… myślisz, że powinniśmy coś z tym zrobić?
Rozszerzam oczy i kładę dłoń na jego. – Nie! Jeszcze nie. Jestem za młoda na bycie matką. Nadal muszę iść do college’u.
On podnosi mnie i przysuwa do siebie tak, że leżę na nim. – Mogłabyś zrobić dwie rzeczy. Miałabyś wiele pomocy.
Od razu przytulam się do niego. – Poczekajmy parę lat, wtedy porozmawiamy. W międzyczasie, moglibyśmy poćwiczyć część z robieniem dziecka. No wiesz, kiedy nadejdzie czas, żebyśmy znali to na pamięć.
- Mm. – Ramiona Zane’a zaciskają się wokół mnie, jak unoszę głowę na pocałunek. – Praktyka czyni mistrza. I jesteśmy tutaj z domkiem basenowym do naszej dyspozycji. Czuję się trochę sentymentalnie. Chcesz ożywić wspomnienia z kuchennego blatu?
- Namówiłeś mnie do tego.
Kiedy Zane ciągnie mnie do domku basenowego, jestem ogarnięta wspomnieniami, słodkością początku naszego związku: długimi rozmowami, śmiechem, kłótniami… miłością. Wydaje się to takie doskonałe, że wróciliśmy do wspominania starych wspomnień i zrobienia nowych.
Zane całuje mnie w kuchni, dłońmi trzymając moją twarz. – Kocham cię, Violet – szepcze.
Uśmiecham się, moje serce jest bliskie rozerwania.

- Kocham cię, Zane.

Rozdział 36

Mama planuje mi przyjęcie urodzinowe niespodziankę. Wiem to, bo jest ona najgorsza w utrzymywaniu sekretów. W zeszłym miesiącu upuściła przy mnie cały pęk zaproszeń. Wygląda na to, że zaprasza każdego żywego krewnego – może dlatego, że nie mam wielu bliskich przyjaciół.
Nie chcę przyjęcia urodzinowego. To ostatnia rzecz, jakiej chcę. Ale jak ja jej to powiem bez zranienia jej uczuć? Ostatnio jest strasznie wrażliwa, płacze z najbłahszego powodu. Pomiędzy nią i Lauren, czuję się jakbym była w środku reklamy mokrych chusteczek higienicznych.
W dzień przyjęcia (o którym powinnam nie wiedzieć) mama zabiera mnie i Lauren do spa. Dostajemy zabiegi kosmetyczne, masaże i robią nam fryzury – nie jestem pewna dlaczego, skoro nikt z naszej trójki nie lubi, jak dotykają nas obcy ludzie. Mama szczególnie nie lubi, jak ktoś dotyka jej twarzy, ale zaciska zęby i przechodzi przez to – a ja robię to samo dla niej. Lauren po prostu próbuje ugryźć kogokolwiek, kto podchodzi do niej za blisko. Ona ostatnio jest bardzo zrzędliwa.
Po wszystkim idziemy kupić stroje na przyjęcie. Mój umysł jest milion mil stąd, więc tak jakby daję mamie wolną rękę na wybranie mi sukienki. Wciąż myślę o tym, co powiedział mi Zane w tamtym dniu na plaży. Żyj chwilą. Nie martw się tym, co może się wydarzyć.
Naprawdę próbuję wyobrazić sobie moje życie jako dziewczyna Aidena Crossa. Nie potrafię. Do diabła, ledwie mogłam zobaczyć siebie jako dziewczynę Zane’a O’Connora. Ale próbuję wyobrazić sobie życie bez niego – a to sprawia, że chce mi się ryczeć.
- Violet, musisz przymierzyć tę sukienkę!
Mama wpycha mi do rąk jakiś czerwony materiał. Kiedy dostrzega moją minę, marszczy brwi. – Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś płakała.
- Nie – mówię, mrugając szybko. – To, uch… ważka. Prawie wleciała mi do oka.
- Ważka? Gdzie? – Mama rozgląda się z paniką. Nienawidzi owadów z niemal psychopatyczną intensywnością.
- Odleciała. Um, gdzie są przymierzalnie?
- Tutaj – odpowiada, wskazując na znak, przed którym stoimy, który mówi „Przymierzalnie”.
Chrząkam. – Och. Dobra. Lauren, masz coś do przymierzenia?
Lauren bez entuzjazmu unosi kilka sukienek. Widzę, że wszystkie były wybrane przez mamę – która, tak w ogóle, nie ma pojęcia, że Lauren jest w ciąży.
Obie wleczemy się do środka. Nie cierpię przymierzalni. Zawsze czuję się dziwnie stojąc przed lustrem i przebierając się. I zawsze boję się, że jakieś małe dziecko wczołga się do mojej kabiny. Tak naprawdę już wcześniej to się stało. Dzieciak miał osiem lat i był zboczeńcem. Nigdy nie zapomnę jego ogromnych oczu i wielkiego uśmiechu, kiedy trzymałam przed sobą bluzkę jedną ręką, a drugą próbowałam go przegonić.
Szybko ściągam moją bluzkę i spodnie, i zakładam sukienkę. Jest czerwona, jak wóz strażacki z wiązaniem na szyi i prawie nie ma pleców. Spódnica jest bardzo krótka, pełna i trochę wiruje wokół moich nóg, gdy się ruszam. Dobra, uwielbiam ją.
- Violet, wyjdź, żebym mogła zobaczyć! – woła mama z zewnątrz.
Przewracając oczami, robię, o co prosi. Gdy mnie widzi, leciutko rozszerza oczy.
- O wow. Nie zdawałam sobie sprawy, że sukienka była taka… seksowna. Ale wyglądasz świetnie. Podoba ci się?
- Tak – mówię. Próbuję poprawić górę, żeby tak bardzo nie pokazywała dekoltu, ale sukienka została zaprojektowana, aby pokazywać dekolt, zatem moje próby są nieudane.
- Cóż, nie jestem pewna czy będzie odpowiednia na – uch – dzisiejszą kolację. W restauracji.
- Och. A jaka to restauracja? – pytam, nie potrafiąc powstrzymać się od postawienia jej w niezręcznej sytuacji.
- Nie mówiłam? – Mama wierci się i poprawia swoje jasne włosy. – Um, czy to nie były Cztery Pory Roku?
- Pytasz się mnie?            
- Tak, jestem całkiem pewna, że tak było. To znaczy jest. – Wydaje ciche prychnięcie. – Przepraszam. Ciążowy mózg. Wiesz jak to jest. Nie! Nie, na pewno nie powinnaś wiedzieć jak to jest – bo nie jesteś w ciąży, prawda?
- Nie, na pewno nie jestem – wzdycham.
Mama chichocze z ulgą. – Dzięki Bogu. Nie tylko jesteś o wiele za młoda, ale jak bardzo byłoby to dziwne? My będące w ciąży w tym samym czasie? Ja będąca w ciąży z twoim młodszym bratem albo siostrą, a twoje dziecko byłoby siostrzeńcem albo siostrzenicą mojego dziecka – obustronnie! Zgadza się?
Młoda para stojąca blisko nas posyła nam spojrzenie wytrzeszczonymi oczami, po czym szybko odchodzą. – Lauren! – wykrzykuję lekko rozpaczliwie. – Wychodź!
Postanawiam wziąć tę sukienkę. Nie mam dla kogo wyglądać seksownie, ale czuję się w niej dobrze, więc dlaczego nie? Lauren wybiera ładną czarną sukienkę, która wygląda imponująco przy jej bladej skórze. Przygotujemy się w moim pokoju, potem Lauren ma zabrać mnie gdzieś na kilka godzin, żeby mama mogła przygotować przyjęcie.
Lauren wie, że ja wiem, więc nie kłopocze się udawaniem. Decydujemy się na oglądanie cały dzień filmów w jej mieszkaniu, aż jest czas na wrócenie do domu i bycie zaskoczoną. Chciałabym po prostu tutaj zostać, zamiast zakładać radosną maskę dla grupy ludzi. Właściwie, to chciałabym cały dzień spędzić na plaży, jedynie patrząc na fale i rozmyślając. Wiem, co chcę zrobić – tylko potrzebuję znaleźć odwagę, żeby to zrobić.
Mama dała z siebie wszystko na moje przyjęcie: wymyślne dekoracje, firma cateringowa, didżej… orkiestra dęta. Dobra, żartuję z orkiestrą. Niemal wszyscy, którzy byli na ślubie są na moich urodzinach – nawet Taylor. Prawdopodobnie ma nadzieję na spiknięcie z Zanem.
O, Matt i Rachel też tutaj są! Czemu ona ich zaprosiła? Czemu przyszli? Jest super niezręcznie, kiedy podchodzą, żeby złożyć mi życzenia. Rachel nadal nie potrafi spojrzeć mi w oczy, tak jak Matt. Nie rozumiem. Nigdy nie był tak zainteresowany moim ciałem, kiedy ze sobą chodziliśmy, ale teraz nie może oderwać wzroku od mojego dekoltu. Dziwne.
Zastanawiam się czy Zane wie, że to moje urodziny? Założę się, że mama mu powiedziała. Musiała powiedzieć mu też o dziecku. Czy poświęci czas swojego życia gwiazdorskiego, żeby przyjechać, gdy ona urodzi?
Na przyjęciu jestem niespokojna. Trzymam się blisko Lauren, nie przejmując się tym, czy wydaję się niegrzeczna. Chcę porozmawiać z Zanem. W chwili kiedy postanawiam wymknąć się, by do niego zadzwonić, mama łapie mnie i mówi, że firma cateringowa wynosi tort. Zatem wymuszam na twarz uśmiech, podczas gdy wynoszą wielki tort czekoladowy – mój ulubiony! Wszyscy mi śpiewają i próbuję się nie krzywić, kiedy zdmuchuję świeczki. Jednak ktoś położył na moim torcie podstępne świeczki i dmucham tak mocno, że jedna z dekoracji ciasta – maluteńki koszyk wyglądający jak prezent urodzinowy – zlatuje z tortu i uderza w oko moją małą kuzynkę Bellę. Ona krzyczy i krzyczy, a w tym chaosie prababci udaje się do mnie dowlec i bardzo mocno ściska moją pierś – dla jakiego celu, to nie wiem. Na szczęście kilku ludziom udaje się uchwycić te wyjątkowe chwile na wideo, więc zawsze będę miała te wspomnienia. Udokumentowane. Prawdopodobnie w Internecie.
Boli mnie pierś. Chcę, żeby wszyscy poszli sobie do domu. Próbuję uciec do ogrodu, ale łapie mnie Lauren.
- Muszę z tobą porozmawiać – mówi. W jej dużych brązowych oczach jest dziwny, ukradkowy wyraz.
- Um, okej. – Zaniepokojona jej miną, pokazuję na tylne drzwi. – Możemy wyjść do ogrodu albo…
- Widziałam jak kierowała się tam grupka twoich kuzynów. Myślę, że będą grać w piłkę albo palić trawkę.
- Co takiego?! Lepiej niech nie próbują – mówię, próbując zerknąć przez okno.
Ale Lauren chwyta mnie za ramię, ciągnąc za sobą. – Chodźmy do twojego pokoju.
Co się z nią dzieje? Zastanawiam się, czy powie mi, że będzie miała bliźniaki? Yay! Może w końcu dopadła ją presja? Chociaż światła w mojej sypialni są już zapalone, dwa razy pstryka włącznikiem.
Mrugam na nią. – Czy to jakiś twój nowy rytuał czy coś?
Lauren robi minę. – To ciążowa rzecz.
Okej. Najwyraźniej bycie w ciąży zmienia kobietę w wariatkę. – O czym chciałaś pogadać? – pytam ją.
- Chciałam zapytać czy jesteś szczęśliwa – wyrzuca z siebie. Krąży przed przesuwanymi drzwiami na balkon. – Bo nie wyglądasz na taką. Dobrze udajesz, ale widzę. Żałujesz zerwania z Zanem?
Wypuszczam oddech, który nie wiedziałam, że trzymam. – Tak – wzdycham. Opadam na moje łóżko. – Tęsknię za nim tak mocno, że to boli. Ja… chyba do niego zadzwonię. Wiem, że to prawdopodobnie się nie uda i skończy się na tym, że moje serce roztrzaska się na milion kawałków. Ale kocham go. Wolę mieć jego kawałek choć na krótką chwilę niż nic. Po prostu… nie obchodzi mnie to, dam sobie radę.
Lauren patrzy przez okno, podczas mojej przemowy. – Jesteś pewna, że jest on tego wart?
- Tak – odpowiadam. – Jest.
W końcu odwraca się. Uśmiechając się do mnie, rozsuwa drzwi na balkon. – Miejmy nadzieję, że masz rację.
- Co…?
Brzmienie grającej gitary przepływa przez drzwi. Czy to moi kuzyni palący trawkę? Jeżeli tak, to są strasznie dobrzy. Marszcząc brwi, wychodzę za melodią na balkon. Jest zniewalająco piękna, a jednocześnie przejmująco seksowna.
Mój pokój wychodzi na ogród poniżej. Patrzę spod przymrużonych powiek w ciemność, próbując znaleźć źródło muzyki. Niespodziewanie wysoka figura wchodzi w światło rzucane z mojego pokoju.
Wciągam gwałtownie powietrze, podnosząc ręce do ust.
To Zane!
Brzdąka na gitarze z wprawną łatwością. I patrzy na mnie tymi sławnymi błękitnymi oczami, które wydają się lśnić w półmroku. Nasze spojrzenia spotykają się.
Wtedy zaczyna śpiewać tym niesamowitym, ochrypłym głosem, którego słuchałam tak długo i o którym śniłam. Śpiewa do mnie.

Stojąc na krawędzi złamanego kłamstwa
Próbując znaleźć mój powód; nie mogę znaleźć mojej drogi
Pozostawiłem siebie w upadku
Zgubiłem moją drogę
Czy możesz pomóc mi znaleźć drogę do domu

Jesteś oddechem, którego nie mogłem wziąć
Moja palącą prawdą
Życie blasku; wszyscy są fałszywi
Twoje włosy na mojej poduszce
Twoja skóra przy mojej
W twoich oczach leży mój spokój
Ty jesteś moją drogą do domu

Ogród jest nagle rozświetlony tysiącami migoczących światełek, ukazując członków zespołu Zane’a ustawionych za nim. Perkusja, gitary, keyboard, wzmacniacze… wszystko. Dołączają do gitary Zane’a, podnosząc piosenkę do atmosfery.

Więc powiedz mi, że mnie kochasz
Muszę od ciebie usłyszeć
Że mi wybaczysz
Gdy wszystko jest złotym kłamstwem; powiedz mi
Że mnie widzisz
Że mnie potrzebujesz
Jesteś drogą do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja

Wewnątrz mojej duszy żyje wojna
Ty jesteś moją wojną
W twojej łasce jest wszystko, o co walczę
Powiedz moje imię
Zabierz mnie do miejsca, gdzie powinienem być

Pożegnałaś się, więc jak to możliwe, że wciąż jesteś tutaj ze mną
Przesuwasz się przeze mnie
Mówisz do mnie
Twoja twarz jest jedyną, którą widzę
Chcę tylko wrócić do domu, do ciebie

Więc powiedz mi, że mnie kochasz
Muszę od ciebie usłyszeć
Że mi wybaczysz
Gdy wszystko jest złotym kłamstwem; powiedz mi
Że mnie widzisz
Że mnie potrzebujesz
Jesteś drogą do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja

Powiedz, że nadal mnie kochasz
Wybacz mi
Przesuwaj się przeze mnie
Mów do mnie
Zabierz mnie do miejsca, gdzie powinienem być
Do mojego prawdziwego ja
Do mojego prawdziwego ja
Jesteś drogą do mojego prawdziwego ja
Proszę, wróć do mnie

Zane gra kilka ostatnich cudownych nut na swojej gitarze, przysuwając się bliżej, tak że stoi niemal tuż pode mną. Z dystansu jestem świadoma dzikich oklasków. Nie zdawałam sobie sprawy… byłam tak bardzo skupiona na nim, że nie zauważyłam stojących tam tłumów ludzi, namiętnie oglądających ten bardzo prywatny moment.
Nie obchodzi mnie to. Widzę tylko Zane’a. Widzę go, nie gwiazdę rocka – marzenie każdej dziewczyny. Widzę faceta, który śmiał się ze mną, kłócił się ze mną, trzymał mnie za rękę i mnie kochał. Jest tutaj, patrząc na mnie, jakbym tylko ja liczyła się na całym świecie.
Muszę do niego iść. Przerzucam jedną nogę przez balustradę. Lauren szybko łapie mnie za ramię, żeby mnie zatrzymać. Śmiejąc się Zane unosi rękę w znaku stop.
- Ja przyjdę do ciebie – woła.
Przenosi swoją gitarę tak, że pas trzyma ją w miejscu na jego plecach. Wygląda w ten sposób tak seksownie, że miękną mi kolana. Patrzę bez tchu jak zręcznie wspina się po drzewie rosnącym obok mojego balkonu. Następną rzecz, jaką wiem, to że balansuje na balustradzie tuż przede mną.
Mój głodny wzrok upaja się w jego widoku – jego znajomym seksownym uśmiechu, tych nieskazitelnych rysach. Nareszcie przede mną, w zasięgu dotyku.
Jego jaskrawoniebieskie oczy spoglądają na mnie, płonąc jak umierające gwiazdy w jego twarzy upadłego anioła.
- Wszystkiego najlepszego, Violet – mówi cicho. Koniuszki jego palców łagodnie przebiegają po moim policzku.
Jestem tak zachwycona tym chłopakiem, którego kocham, że ledwo mogę wydusić „dzięki” w odpowiedzi.
Znowu posyła ten półuśmiech. – Ta balustrada jest trochę śliska.
- Och!
Odskakuję, żeby pozwolić mu przejść na drugą stronę. Robi to bardzo łatwo, przerzucając jedną nogę przez balustradę i odwracając się, żeby przenieść resztę ciała.
- Więc… - zaczynam niezręcznie, czując się niewiarygodnie nieśmiało. Niepewnie wyciągam rękę, żeby dotknąć jego zmierzwionych włosów. – Blondyn, co?
Nieruchomieje na mój lekki dotyk. – Winny – mruczy.
Biorę głęboki wdech, modląc się o odwagę. Mam mu tyle do powiedzenia, ale teraz, gdy tutaj jest, nie wiem jak zacząć.
- Aiden…
- Zane – poprawia mnie gwałtownie, łapiąc mnie za rękę i ją ściska. – Jestem Aidenem dla nich. – Szarpie głową w bok, wskazując resztę świata.
Oddychając nierówno, podnoszę na niego wzrok. – Co jeśli jestem zakochana w obu?

Uśmiecha się szeroko, wyciągając ramiona. – To jestem cały twój.

Rozdział 35

Pracuję w Sylwestra, czemu nie jestem przeciwna, bo i tak nie mam żadnych planów. Bratanek jednego z mieszkańców przynosi fajerwerki, a my wyprowadzamy wszystkich na zewnątrz, żeby je odpalić. Mieszkańcy są zachwyceni tym małym pokazem, patrząc na wybuchy świateł na niebie z wielkimi uśmiechami. Potem wracamy do środka na gorącą czekoladę i piwo korzenne.
Dobrze radziłam sobie w udawaniu pogodnej i pełnej szczęśliwej energii, ale pod koniec mojej zmiany, jestem wyczerpana tym wysiłkiem. Helize zauważa jaka jestem cicha i pyta czy nic mi nie jest.
Zmuszam się do uśmiechu. – Wszystko okej. Um… mogę zadać ci osobiste pytanie?
Ma ona dzisiaj szczególnie dobry dzień. Spotyka moje spojrzenie w odbiciu lustra, kiedy czesze swoje rzadkie siwe włosy. – Cóż, podcierałaś mi tyłek i myłaś wszystkie moje zakątki, kochanie. Chyba to daje ci prawo do pytania. Mów.
Śmieję się. – Fu. Okej. Czy… czy kiedykolwiek żałujesz tego, że nie wzięłaś ślubu i nie założyłaś rodziny?
Wzrok Helize staje się nagle skryty, jej mina zamyślona. – Nie, nie powiedziałabym tego – mówi w końcu. – Przeżyłam wiele wspaniałych doświadczeń – zrobiłam rzeczy, na które myślę, że nie miałabym okazji, gdybym się ustatkowała. Dużo podróżowałam. Opowiadałam ci o tym, jak leciałam na lotni w Paragwaju?
- Nie, ale to brzmi jak dobra historia – odpowiadam.
- W takim razie opowiem ci… - I rozpoczyna niezwykłą historię o jej przygodach w Paragwaju. Dla odmiany ta historia nie kończy się na jej wylądowaniu w więzieniu.
Później, gdy okrywam ją kocem i kołdrą, oczy Helize niespodziewanie nabierają połysku.
- Czasami zastanawiam się, jak mogłoby być – szepta, jak nachylam się nad nią. – Rzecz w tym, że… byłam bardzo dumną dziewczyną. Nigdy nie chciałam ryzykować tego, że mogę zostać zraniona. Czyż to nie zabawne? Byłam gotowa na każdą ekscytującą przygodę, na którą natrafiłam, ale kiedy doszło do zaryzykowania mojego serca, to byłam tchórzem. Charlie mawiał… - Chichocze cicho. – Mawiał „Helize, będziesz żałować, że mi nie wybaczyłaś. Mogłem być największą przygodą twojego życia”. Oczywiście ostatnim razem jak go widziałam przybrał dziewięćdziesiąt kilogramów i mieszkał w Arby.
- Wow – mruczę, poprawiając jej rurkę nosową. – Uchyliłaś się przed kulą.
- W rzeczy samej.
- No cóż, Helize – mówię, opatulając ją. – Zawsze będziesz miała mnie.
- Tak… a jakie było twoje imię, kochanie?
Oczywiście sobie żartuje. Widzicie, nikt nigdy nie powiedział Helize, że nie jest zabawna. Wielki błąd.

Jest świt nowego roku i leżę samotnie w łóżku, pełna żalów. Czy zrobiłam dobrze zrywając z Zanem? Okłamał mnie. Być może nie wykorzystał mnie, ale również nie zaufał mi z prawdą. Nawet gdybym mogła mu to wybaczyć, jak dopasowałabym się do jego życia gwiazdy rocka? Nie potrafiłabym znieść ciągle uganiających się za nim dziewczyn – musiałabym je pobić. I bycie z nim postawiłoby mnie w publicznym świetle. Czy dałabym temu radę? Nie, raczej nie. O Boże, mogę wyobrazić sobie zaskakujących mnie paparazzi, otaczających mnie – i mnie krzyczącą do nich „penis!”. Potem pojawiłaby się mama i opowiedziała im o lecie, kiedy jej słodka córeczka dupczyła w cukierni jej babci.
Już widzę te nagłówki: Aiden Cross Umawiający się z Dziewczyną z Rodzinną Historią Tourette’a.
Nikt nie chce oglądać takiego nagłówka. Za długi.
Ta. Nie byłoby dobrze.

Zatem bycie w szkole jest do bani – zwłaszcza bez Lauren. Przynajmniej wszyscy są zbyt zajęci gadaniem o tym, co robili na feriach, żeby plotkować o niej i panu Jensenie. Mam dość krzyczenia o to na wszystkich. Jakby to pierwszy raz nauczyciel przespał się z uczennicą w Hidden Cove. Nie jest to nawet piąty raz, jeżeli plotki o pannie Goolihan i Edwardzie Alva są prawdziwe.
Och, krąży nowa plotka, że mój alfons, handlarz narkotyków, kupił mi Bentley’a. Ja sama mogłam ją nieumyślnie zacząć, kiedy ta smarkata suka cheerleaderka Alissa zapytała, komu musiałam zrobić, żeby zdobyć takie auto. Być może odpowiedziałam coś o moim tatusiu alfonsie, handlarzu narkotyków. Ale kto tak naprawdę wie, jak takie rzeczy się zaczynają, prawda?
Jestem w domu, pracując nad moją książką, kiedy dzwoni mój telefon. Patrzę na ekran z zaskoczeniem. To Kim.
- Hej, Kim – odbieram. – Co jest?
Radosny głos Kim odzywa się głośno i z ekscytacją. – O mój Boże, Violet! Oglądałaś dzisiaj The Joanna Show?!
- E, nie. Nie bardzo oglądam…
- Był w nim Aiden Cross i mówił o tobie! – krzyczy.
- C-co?! – Cholera jasna! – Co powiedział?!
- O mój Boże! Nagrałam go – musisz przyjść i obejrzeć!
- Co on powiedział?!
Już biegam wokoło, szukając moich butów, podczas gdy Kim piszczy mi do ucha.
- Musisz przyjść i zobaczyć sama. Violet! Jestem taka podekscytowana! On jest taaaaaki gorący!
- Wiem! – odkrzykuję. – Mogę pojechać po Lauren i ją też zabrać?
- Oczywiście! O mój Boże!
W drodze piszę do Lauren, żeby dać jej znać, że po nią jadę. Ledwo co otwiera drzwi, kiedy już wyciągam ją z mieszkania za ramię. Jestem strasznie roztrzęsiona, ledwie mogę prowadzić. Zane o mnie mówił?! W programie emitowanym na cały kraj! Co powiedział? O Boże – czy wydał moje imię?! Co on sobie myślał? Albo mówił o jakiejś innej lasce, a Kim jest tylko zdezorientowana? Grrr, jeśli tak.
Matt otwiera drzwi, kiedy podnoszę rękę, żeby zapukać. Jestem tak mocno wytrącona z równowagi, że prawie stukam pięścią w jego czoło.
Wygląda na zaskoczonego moim widokiem. – Violet! Co ty…?
- Ta – mamroczę, praktycznie odpychając go na bok.
Ciągnę Lauren do środka i dostrzegam Kim podskakującą na szczycie schodów. Jej oczy błyszczą z podekscytowaniem, jak pokazuje nam machnięciem, żebyśmy weszły.
Biorę po dwa schody naraz, Lauren idzie za mną o wiele wolniej. To nieuniknione, że się potknę, ale nie zwalniam tempa.
- Co on powiedział? – sapię, docierając na górę.
Kim potrząsa głową, uśmiechając się szeroko. – Nie, musisz to obejrzeć!
- Poczekaj, powiedz mi tylko – dobrze czy źle? Chodzi mi o to że…
- Zdecydowanie dobrze. Chodźcie!
Zaprowadza nas do jej pokoju i siadamy na jej łóżku przed dużym telewizorem z płaskim ekranem. Kim bierze pilota i naciska parę guzików.
Nie jestem przygotowana na widok Zane’a nagle pojawiającego się na ekranie. Po widzeniu go tylko w moich snach tak długo… naprawdę go zobaczenie… jest całkowicie przytłaczające. O Boże, on jest taki zachwycający!
Jako Aiden Cross, jego męska uroda uderza cię jak fizyczny cios. Wygląda wspaniale i seksownie w czarnym swetrze z dekoltem w serek i ciemnych dżinsach. Jego ciemnoblond włosy są idealnie zmierzwione (bez wątpienia uprzejmość jakiejś zdziry fryzjerki), a błękitne oczy są takie jasne, że wydają się wyskakiwać z ekranu.
Wszystko inne znika, jak patrzę na Zane’a (Aidena!) śmiejącego się i gawędzącego z Joanną, dziwaczną prowadzącą talk show. On jest czarujący i seksowny, a kobiety na widowni nie mogą przestać krzyczeć i chichotać przy każdym jego słowie. Boże, nie winię ich.
Słucham urzeczona, jak Joanna go wychwala, mówiąc o tym jak wiele sprzedał albumów, jak wiele wygrał Grammy – tymczasem podstępnie dodając pytania o jego życie intymne. Zane gładko uchyla się od jej pytań, zbywając je śmiechem albo żartem wyswobadzających się z ciężkich miejsc.
Im bardziej go obserwuję, tym więcej widzę ducha Zane’a w sławnej gwieździe rocka. Jego półuśmiech. Sposób, w jakim czasem pociera swoją szczękę, gdy myśli o czymś innym. To jak przechyla głowę, kiedy jest czymś rozbawiony.
Sposób, w jakim napinają się mięśnie w jego klatce piersiowej i ramionach, kiedy…
O wow. Ten obraz pojawił się nie wiadomo skąd. Niegrzeczna Violet. Potrząsając głową, staram się skupić na wywiadzie.
- Zauważyłam, że jesteś zajętym facetem – mówi od niechcenia Joanna, uśmiechając się niewinnie do Zane’a. – Całe te randkowanie musi być ciężkie przy twoim harmonogramie.
On opiera się o krzesło, rozluźniony. – Nie bardzo. Właściwie to każdego dnia byłem w moim studio nagraniowym pracując nad paroma piosenkami. Zaczynam trasę w październiku, więc przygotowywałem się również na to. Wiem, że do tego jeszcze daleko, ale nie będzie mnie przez jakiś rok, więc…
- Mmhmm. – Joanna kiwa głową w zamyśleniu. – A co myśli Alaina o twoim przebywaniu w trasie tak długo?
Przygryzam mocno wargę na wspomnienie tej sławnej suki. – Jesteś sadystką, Kim – mruczę.
Ucisza mnie. – Tylko poczekaj.
- Nic… - W telewizji Zane pozostaje nieprzenikniony, dalej uśmiechając się. – Czemu miałoby ją to obchodzić?
- Bo jest twoją dziewczyną, prawda?
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- Huh. Okej. – Seksowna prowadząca wypróbowuje inną taktykę, podczas gdy publiczność chichocze na jej błazeństwo. – Zbliżają się Walentynki.
- Tak? – Zane zachowuje spokój.
- Tak. Aiden, jestem pewna, że wszystkie kobiety na widowni chciałyby wiedzieć – jakie byłoby twoje wyobrażenie idealnej randki Walentynkowej?
Publiczność krzyczy i klaszcze. Zane patrzy na nich, chichocząc. – Szlag, teraz muszę powiedzieć coś romantycznego i wymyślnego, co?
- Niekoniecznie. Powiedziałabym, że to zależy od kobiety. Jak na przykład… Alainy Skye.
On spogląda w niebo, jakby po pomoc. – Nie odpuścisz tego, prawda? – pyta pogodnie.
- Czy ja znowu wypowiedziałam jej imię? – Joanna potrząsa swoimi ciemnymi lokami. – Przepraszam. Po prostu wydajesz się być romantykiem. Więc co zaplanowałbyś na ten wyjątkowy dzień?
Pochylam się do przodu, chcąc usłyszeć jego odpowiedź. Jakie byłyby nasze Walentynki? Dla mnie w ten idealny dzień bylibyśmy tylko my, spędzający razem czas – najlepiej w łóżku.
Zane waha się przez chwilę. Przed odpowiedzią upija łyk ze swojego kubka. – Dobra, to zabrzmi naprawdę źle – i nudno – ale sądzę, że chciałbym po prostu spędzić z nią czas, wiesz? Spędzić cały poranek w łóżku… - Publiczność krzyczy, a on błyska tym seksownym uśmiechem. – Potem mieć piknik w salonie, tylko ona i ja. Czas jest dla mnie bardzo cenny i chciałbym być z nią sam, mieć ją całą dla siebie przez cały dzień. Wiem, że nie jest to wyobrażenie świetnej randki dla każdej kobiety, ale…
Lauren odwraca się, żeby na mnie spojrzeć. – Czy on właśnie opisał ten dzień w hotelu z tobą?
Potakuję, oszołomiona. – Tak… tak myślę.
- Pysznie! – piszczy Kim. Całe łóżko podskakuje od jej podekscytowania.
- Cóż, Aidenie, prawdopodobnie mógłbyś zabrać dziewczynę na śmietnisko, a byłaby ona podekscytowana. Mam rację, panie? – Joanna puszcza oko szalenie aprobującej publiczności. – Teraz porozmawiajmy o „niej”. Jak ona wygląda? 170 centymetrów? Blond włosy, niebieskie oczy? Tatuaż delfina?
Alaina Sky. Ugh.
Przez minutę Zane i Joanna patrzą na siebie jak rewolwerowcy w samo południe. Po czym oboje wybuchają śmiechem.
- W porządku. – Wciąż chichocząc, Zane lekko wzrusza ramionami. – Tak naprawdę, Joanno, ma ona około 162 centymetrów, brązowe oczy, długie złocistobrązowe włosy. Nie ma tatuażu, ale gdyby miała, to pewnie byłby to króliczek.
Czerwienię się, moje serce nagle łomocze głośno. On naprawdę o mnie mówi!
Jestem pewna w dziewięćdziesięciu procentach.
- Króliczek, Violet? Poważnie?
- Cii!
- Wow – mówi Joanna. – To jest bardzo… specyficzne. Opisujesz twoją idealną kobietę czy dziewczynę?
Zane uśmiecha się. – Obie.
- Aww! – mówią jednocześnie Kim i publiczność.
Joanna pochyla się, opierając brodę na dłoniach. – Powiedz nam więcej.
- Uch… - Będąc w trudnym położeniu, śmieje się cicho, patrząc na swoje dłonie leżące na kolanach. – Prawda jest taka, że… bardzo z nią schrzaniłem. Nie sądzę, że kiedykolwiek mi wybaczy. Więc… sam nie wiem.
Publiczność znowu wydaje odgłos „aww!”.
- O nie – mówi ze współczuciem Joanna. – Co zrobiłeś?
Zane jedynie potrząsa głową z małym uśmiechem tańczącym na jego pięknych ustach. Gdy ona dalej wpatruje się w niego przenikliwie, tylko się śmieje. – Co? To wszystko… co mam.
- Aiden, nie możesz nas tak zostawić!
On nie odzywa się, nadal uśmiechając się. Te jego boleśnie niebieskie oczy odwzajemniają jej spojrzenie, odmawiając powiedzenia czegoś jeszcze.
Ostatecznie Joanna wzdycha. – No dobrze. Mamy już mało czasu. Ale muszę powiedzieć, że kimkolwiek ona jest, byłaby głupcem, żeby ci nie wybaczyć. Założę się, że między wami się ułoży.
Zane wypuszcza cicho powietrze. Zdaje się patrzeć przez kamerę prosto w moje oczy, kiedy mówi. – Mam nadzieję.

Nie mogę przestać myśleć o wywiadzie Zane’a. Czy to znaczy, że on wciąż chce ze mną być? Czy to znaczy, że teraz jest mój ruch? Co ja mam zrobić? Nic się nie zmieniło. On nadal jest jedną z najsławniejszych twarzy na świecie, a ja jestem… tylko mną. Powiedzmy, że do siebie wrócimy… potem co? Co się stanie, kiedy pojedzie na rok na trasę. Będę nieszczęśliwa.

Teraz jestem nieszczęśliwa. Nie wiem co zrobić. Tęsknię za nim. Straszliwie za nim tęsknię.