Zatem
okazuje się, że Seksowny Koleś jest Zanem O’Connorem, synem Billa i moim
przyszłym przyrodnim bratem. Tak, naprawdę, ponieważ takie jest moje szczęście.
Po moim
początkowym wybuchu, zamykam usta i spuszczam wzrok na kolana. Jednak nie mogę
się powstrzymać od rzucania mu ukradkowych spojrzeń. Seksowny Koleś – Zane –
jest tak niemożliwie piękny, jak zapamiętałam. Wygląda naprawdę dobrze w białej
koszuli i dżinsach, które ma na sobie – swobodnie oraz bez wysiłku elegancko.
W tej chwili
jego koszula wisi w mojej szafie. W dziale Galerii Sław Seksownego Kolesia.
Ściska moją
mamę i całuje ją w policzek, potem klepie Billa w plecy na powitanie. Moje
serce trzepocze nerwowo, kiedy zajmuje puste miejsce obok mnie. Odwracam twarz,
marząc o tym, że mogłam rozpuścić włosy, bym mogła ukryć za nimi czerwone
policzki. To nie mogło być bardziej zawstydzające.
- Zane, to
jest moja córka Violet – przedstawia nas sobie mama. – Właśnie jej mówiłam o
tobie.
- Mam
nadzieję, że dobre rzeczy – mówi na luzie. Wyczuwam, że odwraca się do mnie. –
Miło jest w końcu cię poznać, Violet – mówi, a ja słyszę uśmiech w jego
seksownym głosie.
- Uhm –
mówię słabo, patrząc wszędzie, tylko nie na niego. Widzę, jak mama unosi brwi
na moją niegrzeczność, ale ja tutaj cierpię!
- Zane,
zamów sobie coś – mówi mama, rzucając mi spojrzenie „co się z tobą dzieje?”.
- Świetny
pomysł. Umieram z głodu. – Zatrzymuje jednego z naszych kelnerów z apodyktyczną
łatwością, której nie mogę nie podziwiać.
Nagła cisza
ogarnia nasz stolik jak smutas. Tylko ja z mamą wydajemy się tym zmartwione –
niedobrze. Jedna z nas zaraz się złamie i zacznie bezsensownie paplać.
- Zane,
prawda, że Violet ma ładną opaleniznę? – pyta mama, uśmiechając się
rozpaczliwie. – Dopiero wróciła z Hawajów.
- Naprawdę?
– Pochyla się do przodu, opierając ramię na stoliku. – Która wyspa?
Och, wow, on
pachnie tak dobrze!
- Oahu –
mruczę krótko.
Wiem, że
mama czeka, aż rozwinę wypowiedź, ale tego nie robię. Stara się nawiązać ze mną
kontakt wzrokowy. Udaję, że jestem zafascynowana moim widelcem. Czuję, że jest
coraz bardziej skołowana moją nieżyczliwością.
- Tak,
pracowała jako striptizerka w cukierni swojej babci! – chlapnęła.
Co?!
To takie
niefortunne, że w tej chwili mam buzię wypchaną ryżem. Czemu wzięłam tak duży
gryz? Wieczność zajmuje mi przełknięcie!
- Striptiz w
cukierni, co? – mówi Zane z absurdalnie uroczym półuśmiechem. – To całkiem
super.
Kręcę głową
w maleńki zawstydzający sposób. – Ja nie… nie jestem striptizerką – zacinam się
w słowach, ohydnie zażenowana.
Oczy mamy są
teraz ogromne. – O nie! – sapie. – Czy ja cię właśnie nazwałam striptizerką?!
W rzeczy
samej, matko.
- Nie jestem
– mówię do Zane’a i Billa. – To takie… dlaczego to powiedziałaś, mamo?
Tak naprawdę
nie widziałam podobieństwa pomiędzy ojcem a synem. Do czasu, gdy oboje zaczęli
kaszleć za pięściami.
- Bardzo
przepraszam! Nie wiem czemu… rzeczy po prostu mi się wymykają, jak jestem
zdenerwowana. Violet jest najdalszą rzeczą od prostytutki…
Aaaaaaaaugh!
-
Striptizerki, mamo – mówię przez zaciśnięte zęby.
Nigdy nie
wyglądamy bardziej jak matka i córka, niż kiedy nasze twarze są koloru
upokorzenia.
- Racja –
mówi mama. Jej ręce się trzęsą! – Ona nie jest prostytutką ani striptizerką.
Właściwie to dziś mi powiedziała, że jest dziewicą.
Nie może być
jeszcze gorzej. Po prostu nie może.
Z jakiegoś
powodu wpatruję się w Billa. On łapie mój wzrok. – Dobrze dla ciebie, Violet –
mówi niezręcznie.
Mama posyła
mi przerażone spojrzenie. – Myślę, że powinnam iść do łazienki – szepcze.
Pocieram
pulsujące skronie. – Proszę idź.
Oboje
panowie wstają, kiedy ona odchodzi. Bill przez chwilę patrzy za nią
niezdecydowanie, po czym coś mruczy i za nią idzie. Patrzę tęsknie na wyjście.
Jeśli teraz do nich pobiegnę, kto będzie mnie winił? Na pewno nie kobieta,
która nazwała mnie prostytutką i striptizerką.
- Więc,
Violet. – Zane obraca się w moją stronę. – Czy twój dzień już się poprawia?
- Jestem
całkiem pewna, że pogarsza się, jak rozmawiamy – mówię.
Śmieje się,
ukazując olśniewające białe, równe zęby, a we mnie uderza nagły pociąg
seksualny, podnosząc mój puls.
Matt kto?
Nie mogę
uwierzyć, że tutaj jestem, siedząc w tej luksusowej restauracji, rozmawiając z
tym facetem, który jest najprzystojniejszym, jakiego kiedykolwiek widziałam – i
jest moim przyszłym przyrodnim bratem. Nie wiem jak się przy nim zachowywać.
Miło? Zalotnie? Albo może powinnam dalej robić z siebie durnia?
Taa, to
wydaje się fajniejsze.
Ciemne oczy
Zane’a iskrzą się humorem. – Daj spokój – mówi. – Nie jest taki zły, co nie?
- Och,
zastanówmy się. – Podnoszę wzrok na wymyślne bombki zwisające z sufitu. –
Dzisiaj zostałam rzucona w Taco Bell; upadłam, rozdarłam sobie spodnie i
generalnie upokorzyłam się przed kompletnym nieznajomym; poszłam na kolację do
ekskluzywnej restauracji, dowiedziałam się, że wspomniany nieznajomy jest moim
przyszłym przyrodnim bratem; zostałam nazwana striptizerką, prostytutką i
dziewicą przez moją matkę… pominęłam
coś?
- Sam nie
wiem. Noc jest wciąż młoda – wszystko może się stać. – Drżą mu kąciki pięknych
ust. – Może być tylko lepiej, prawda?
Marszczę
brwi. – Nie mów tak, przyniesiesz mi pecha. Zaraz mama wróci i wypapla, jak to
ona i Bill uprawiali perwersyjny łazienkowy seks, a ja ucieknę zanim dojdzie do
szczegółów, potknę się o tego kelnera niosącego płonący deser – on wpadnie na
panią ze zbyt wieloma produktami we włosach, a potem zapali się cała
restauracja.
Zane patrzy
na mnie przez chwilę, jakby nie wiedząc, co powiedzieć. Prawdopodobnie zawsze
spędza czas z zachwycającymi, pewnymi siebie kobietami, a ja jestem dla niego
jak nowy gatunek owada. Nerwicowy rodzaj latający ci przed twarzą i wariujący,
kiedy próbujesz go trzepnąć.
- Więc
zostałaś rzucona, co?
Krzywię się.
Ja i moja duża, głupia buzia. – Tak.
- Hej, to
się zdarza najlepszym z nas. Nie dawaj się, znajdziesz kogoś nowego w
okamgnieniu.
Spoglądam na
niego. – Odczytujesz listę dziesięciu najgorszych oklepanych tekstów?
- Najlepsze
zostawiłem na koniec: na nim świat się nie kończy. – Zane wzrusza pogodnie
ramionami. – Jakieś dupek rzucił cię w Taco Bell. Poważnie sądzisz, że był
miłością twojego życia?
Kelnerka
stawia przed nim zamówienie. Jest ładna i śmiała, zaczyna przypadkową gadkę o
pogodzie, cały czas robiąc wzrok „zrób mi”.
Gdy w końcu
odchodzi, podnoszę na niego brew. – Czy ty kiedykolwiek byłeś rzucony?
Spogląda ze
swojego talerza z tym swoim uroczym uśmiechem na twarzy. – To podchwytliwe
pytanie?
- Tak
myślałam. – Wracam do dziobania jedzenia widelcem.
- W porządku
– mówi. – Powiedz mi jedną rzecz, której nie lubiłaś w swoim byłym.
- On ma
maleńkie dziewczęce nadgarstki – mówię natychmiast. – Są takie delikatne,
powinien modelować, na przykład, bransoletki tenisowe dla jubilerów. To
naprawdę mnie martwiło. I zawsze miał te olbrzymie pęcherzyki śliny, ilekroć
ekscytował się i mówił. Kiedyś bałam się, że pęcherzyk pęknie i bryzgnie mnie w
twarz. Takie obrzydliwe.
- Wow, to
przyszło bez zastanowienia, co?
- I okropnie
całuje – wypaliłam. – Tak jakby… atakował moją twarz! Nawet moja przyjaciółka
Lauren – widziała jak się całujemy i powiedziała, że to najwstrętniejsza rzecz.
Jak wąż zjadający swoje młode. Albo może to ja. Może to ja źle całuję.
Zane
wpatruje się w swoje jedzenie i wygląda na to, że mocno stara się nie
roześmiać. – Wcześniej miałaś jakieś zażalenia?
Zagryzam
wargę. – Nie, ale całowałam się jedynie z Mattem.
Podnosi na
to głowę, ale zanim może coś powiedzieć, mama i Bill znowu się pokazują.
Wygląda na o wiele bardziej spokojną i opanowaną, gdy zajmuje miejsce. Staram
się nie zauważać, że Bill wyciera serwetką szminkę ze swoich ust.
- Violet –
zaczyna mama, sięgając, aby złapać moją dłoń. – Bardzo przepraszam za nazwanie
cię striptizerką i prostytutką. Wiesz jaka się robię w zdenerwowaniu. –
Uśmiecha się do mnie drżąco i odwraca do Zane’a. – Zane, mam nadzieję, że
rozumiesz… czasami mówię dziwaczne rzeczy – i które nie mają absolutnie nic
wspólnego z tematem. Na przykład Violet. Pracowała jako kasjerka w cukierni jej
babci, nie striptizerka. Nigdy nie ściągnęłaby ubrań dla pieniędzy ani nigdy…
Chrząkam
głośno, żeby zatrzymać kolizję kolejową, która jest jej dobrymi intencjami. –
Przyjmuję twoje przeprosiny, mamo. To już jest w przeszłości, pozwólmy tym
bolesnym wspomnieniom umrzeć.
Mama otwiera
usta. – Ale Zane…
- Nie martw
się, Lily – mówi uspokajająco. – Zapewniam cię, że ani przez chwilę nie
wierzyłem, że Violet była striptizerką czy prostytutką.
- Dziękuję –
mówię ciepło.
- Nie ma za
co – mówi, uśmiechając się do mnie. Serce traci na chwilę swój rytm.
Mama wygląda
jakby poczuła ulgę, a potem rzeczy się poprawiają. Z Zanem super łatwo się
rozmawia i w ogóle nie wydaje się podobny do swojego nieśmiałego taty. Nie mogę
przestać rzucać ukradkowych spojrzeń na jego doskonały profil, wyrzeźbione
kształty… te seksowne usta… założę się, że fantastycznie całuje. I zawsze
miałam słabość do szerokich barków. I umięśnionej klatki piersiowej, mięśni
brzucha – widocznych nawet pod jego koszulką.
Mój wzrok
bezradnie przesuwa się po jego szczupłej talii, biodrach i długich nogach
zakrytych dżinsami, swobodnie rozłożonych pod stołem. Kiedy w końcu wracam do
jego twarzy, orientuję się, że on mnie obserwuje, jak na niego się gapię.
O mój Boże!
Takie żenujące!
Na ułamek
sekundy spotykam jego rozbawiony wzrok, potem odwracam się tak szybko, że
prawie sprawiam sobie uraz kręgosłupa. Staram się wymyśleć coś na wyjaśnienie
mojego gapienia, ale co mogę powiedzieć na wytłumaczenie ślinienia się?
Tak naprawdę
się nie ślinię. Dotykam kącików ust, żeby się upewnić.
Och, dzięki
Bogu. Mama coś mówi.
- Zane,
dałam Violet twój numer w razie nagłego wypadku. Mam nadzieję, że nie masz nic
przeciwko?
-
Absolutnie. Dzwoń do mnie kiedy chcesz, Violet.
- Dzięki –
mamroczę, wciąż rumieniąc się jak dziwak.
- Violet,
zadzwoń do Zane’a, żeby miał twój numer – mówi do mnie mama.
- Um, zrobię
to – mówię niezręcznie. – Potem.
Nigdy. Przy
odrobinie szczęścia nie będę musiała go widzieć aż do ślubu. Może do tego czasu
zapomni o moim zboczonym lizaniu wzrokiem.
Ugh!
- Więc co
sądzisz? – pyta mnie mama w drodze do domu.
- Bill
wydaje się miły – mruczę, patrząc przez okno na mijany pejzaż. – Również
przystojny. Jesteście razem słodcy.
- Dzięki! On
też cię lubi. Wiem, że wygląda na silnie cichego typa, ale kiedy już cię pozna,
to trochę bardziej się otworzy.
Próbuję
wyobrazić sobie siebie i Billa siedzących obok siebie na kanapie, jedzących
popcorn i rozmawiających o naszych uczuciach. Obrazek nie chce nadejść. Zamiast
tego widzę nas siedzących cicho przy stole, szyjąc inne części kołdry.
Nie wiem
czemu to sobie wyobrażam. To nie ma sensu.
- Raz
jeszcze, Violet, bardzo przepraszam
za tę striptizerkę/prostytutkę. Nie wiem dlaczego te słowa były w mojej głowie,
ale nigdy bym nie…
Odwracam się
od okna, aby poklepać mamę po ramieniu. – Zapomnij, to nic. Wiem, że nie miałaś
tego na myśli. To tak jak wtedy, gdy miałaś problem z autem, a ten wredny glina
cię męczył.
Mama oburącz
trzyma kurczowo kierownicę i jęczy. – Och, nie przypominaj mi o tym. Prawie
zostałam przez to aresztowana.
Prycham. –
Hej, każdy może pomylić „wyciek” z „wytry…”.
- Ach,
przestań!
- Myślę, że
ten glina przyjąłby twoją ofertę, gdyby mnie tam nie było.
Mama wzdryga
się. – To nie była oferta!
Nagle
wybucha śmiechem, a ja do niej dołączam. Chichoczemy głośno, aż mama
przypadkowo przejeżdża na czerwonym świetle.
Po
całkowitym milczeniu, mama odchrząkuje.
- Więc –
mówi. – Ten Zane jest naprawdę uroczy, co?
Zamieram, od
razu rozgrzewają mi się policzki. – Chyba – mruczę.
- Także
czarujący. Bill nie wiele o nim mówi, ale mam przeczucie, że jest podrywaczem.
- Mhm.
Mama
przenosi na mnie niebieskooczne spojrzenie. – Będzie twoim przyrodnim bratem,
więc pewnie będzie często go widzieć i… och, sama nie wiem. Chyba próbuję
powiedzieć, że chłopak, który tak wygląda, jaka kobieta – lub dziewczyna – by
się w nim nie zadurzyła? Co byłoby złym pomysłem, ponieważ…
- Hola, mamo
– wtrącam, podnosząc rękę. – Próbujesz mi powiedzieć, że durzysz się w… synu Billa?
- Co? N-nie!
– jąka się mama. – To znaczy… to jest śmieszne! Nie jestem kocicą! Mówiłam o tobie, Violet.
- Mnie, co?
Nabiera
głębokiego tchu. – Mam nadzieję, że widzisz Zane’a jako swojego przyszłego
brata i nic więcej. Dobra?
- Um… dobra.
Czy ona
widziała, jak patrzyłam na niego jak na kawałek mięsa? Dlatego nazwała mnie
prostytutką? Jakie żenujące!
- Po prostu
nie chcę, żebyś została zraniona – mówi mama. – A każdy chłopak z takim
wyglądem – cóż, musi złamać ci serce.
Nic nie
mówię. Myśli o moim ojcu? On był przystojny oraz czarujący i złamał jej serce
zdradą.
I spójrzcie
co stało się z Mattem. Nie koniecznie złamał mi serce, ale zniszczył moje
zaufanie. Czy wszyscy faceci zdradzają? W niektóre dni na to wygląda.
To
przygnębiające.
Odwracam się
z powrotem do okna, zagubiona w myślach. Chcę rozpamiętywać zdradę Matta, lecz
para ciemnych oczu wciąż pojawia się w mojej głowie, odwracając moją uwagę.
Nie! Chcę,
żeby te oczy zniknęły. Mama ma rację. Każdy chłopak z wyglądem Zane’a z
pewnością złamie mi serce. A czego pragnęłam ze złamanym sercem?
Absolutnie
niczego.